poniedziałek, 8 lipca 2013

... który gładzi grzech świata...

Jan 1,29, Jan Chrzciciel widzi nadchodzącego Jezusa i wskazując na niego, mówi: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata".

Gładzi grzech świata. Czasem można usłyszeć to tak często, że człowiek zupełnie nie zastanawia się, o co w tym chodzi. Gładzi? Czyli zgładza. Czyli wytraca, niszczy grzech świata. Niczym jakiś super-bohater, jakiś superman?

Wszystkie polskie tłumaczenia, które w tej chwili mam pod ręką, używają słowa "gładzi": ... który gładzi grzech świata. A co mówią inne?

Norweska: ... który dźwiga grzech świata.
Norweska, tłumaczenie z 2011 roku: ... który wydźwiga grzech świata gdzieś tam, hen.
Rosyjska (RST): ... który bierze (na siebie) grzech świata.
Króla Jakuba (angielska): ... który zabiera grzech świata precz.
W grece użyte jest słowo "airo", które oznacza "podnosić" lub "zabierać precz".

Tyle ze słowników.

Nie wnoszę tutaj nic nowego, bo też i nic nowego tu nie ma. Warto jednak mieć tę świadomość, że ów Baranek Boży nie gładził grzechu świata niczym superman czy mistrz jedi, ale wziął go na siebie, żeby go wynieść z tego świata precz.

Są ludzie i "ludzie"

Są ludzie i ludzie. Tak to się mówi. Ludzie, którzy widzą rzeczywistość taką, jaką jest, i ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zobaczyć coś innego, niż jest. I nie jest to tylko domena dzisiejszych czasów.

Jan, rozdział 9. Jezus i jego uczniowie przechodzą obok człowieka, który był niewidomy od urodzenia, nigdy nie widział świata. Ówczesne powszechne wierzenia nakazywały trwać w mniemaniu, że taka ślepota musiała być wynikiem jakiegoś bardzo złego postępowania, jego lub jego rodziców, coś jak dzisiejsze mniemanie o "karze Boskiej", mniejsza z tym. Jezus go uzdrowił, sprawił, że człowiek ten zobaczył świat. Nie tylko usłyszał, ale i zobaczył. Ci, którzy wiedzą, co to znaczy niedowidzieć lub niedosłyszeć, doskonale zrozumieją radość następującą po wyleczeniu takiej dolegliwości. A co dopiero po całkowitym wyleczeniu z całkowitego ubytku.

Tymczasem znaleźli się ludzie, którzy zamiast się cieszyć z tego, że człowiek został wyleczony z wrodzonej choroby, zaczęli zadawać pytania. Pytania, które były zupełnie nie na miejscu: "Czy faktycznie byłeś ślepy?" "Czy to jest faktycznie ten, który był ślepy?" "Jak to się mogło stać, że ślepy już nie jest ślepy?" Aż w końcu ów wyleczony zdenerwował się: "Co jeszcze chcecie usłyszeć? Opowiadałem wam już, ale nie słuchaliście".

Pominąwszy, którzy nie chcieli zaakceptować tego, co się stało - zastanowiło mnie, jak się musiał czuć ten wyleczony człowiek. Nic nie widział przez całe życie. Był żebrakiem. Siedząc przy bramie i czekając na datki, niewiarygodną ilość razy słuchał rozważania przechodniów, kto też zawinił jego kalectwu - on sam, czy jego rodzice. On siedział, a życie przechodziło obok niego. Mógł się mu tylko przysłuchiwać. Aż w końcu, po spotkaniu z pewnym nieznajomym, zaczął widzieć. Zobaczył świat. Zobaczył kolory, latające ptaki, słońce, może deszcz i chmury. Do pełnego szczęścia brakowało mu tylko podzielenia się tą radością z innymi. A gdy się podzielił - co go spotkało? Szydzenie, wyzwiska, totalne niedowiarstwo mimo ewidentnie rzeczywistemu dowodowi w postaci jego samego.

Nauczka dla nas - nauczyć się zobaczyć te rzeczy, które są prawdziwe, mimo że być może całe życie uczono nas czegoś zupełnie innego.

sobota, 8 czerwca 2013

Największy dar od Boga, cz. II

Adams Andrew (Andrzej Adamczyk), pastor, Polak, przebywający od kilkudziesięciu lat w USA

Kazanie pt. Dać samego siebie, fragmenty, lekka parafraza
spisane z wersji głosowej: glosnadziei.pl
cz. II
t.: 15:11-31:20

Zauważmy teraz jeszcze jedną interesującą prawdę zawartą w Mat. 7,11: Jezus mówi o więcej, niż jednym darze: Jeśli tedy, wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą ("dobre dary") - jednak ten najbardziej zasadniczy dar to Jezus, nasz Zbawiciel.

Drugi zasadniczy dar, który Bóg pragnie nam dać, jest zawarty w Ew. Łukasza 11,9-13. Znajdują się tam podobne słowa, opisujące tę samą sytuację, w wierszu 13 Jezus określa jednak ów drugi z tych zasadniczych darów, który Bóg chce nam podarować: Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą.

A więc tym pierwszym zasadniczym darem, którego Bóg pragnie, byśmy szukali, kołatali i prosili o niego, to dar w postaci naszego Zbawcy. Natomiast tym drugim zasadniczym darem jest dar Ducha Świętego. Chcę wam tutaj zasugerować, że te dobre dary, o których Jezus mówi w tych dwóch fragmentach, a które określone są jednym wspólnym hasłem: proście, szukajcie, pukajcie, nie są to jedynie pragnienia typu: "chciałbym mieć lepszą pracę" czy "chciałbym mieć lepsze/większe mieszkanie/samochód" itp. To prawda - wszystkie dobre dary pochodzą od Boga. Nie są to jednak dary zasadnicze. Istnieją tylko dwa takie dary: poprzez dar swojego Syna oraz dar swojego Ducha - Bóg Ojciec oferuje wam samego siebie!

Zastanówmy się nad tym: Bóg ofiaruje Samego Siebie nam właśnie. A jeżeli dał nam Samego Siebie, to czy może nam dać jeszcze coś więcej?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że nam, jako ludziom, łatwiej jest dać coś od siebie, niż dać samego siebie. Np. przechodzicie ulicą, widzicie, że ktoś żebrze, wyjmiecie 10 zł i dajecie temu człowiekowi i wydaje nam się, że już mu pomogliśmy. Wiele razy podczas swojej kaznodziejskiej pracy spotykałem się z opiniami dzieci, które chociaż wiedzą, że mają dobrych rodziców i mają ojca, który naprawdę ciężko pracuje, żeby zarobić na utrzymanie dzieci... Dzieci te mają utrzymanie, ale... brak im ojca! Dlatego, że ojciec jest tak zajęty, dając im "dary" od siebie, że nie ma czasu, aby dać im samego siebie. Czy nie bywa tak również często w małżeństwie lub przyjaźni? O darze w postaci siebie samego można by dużo powiedzieć, ponieważ nam, ludziom, o wiele łatwiej jest dawać dużo darów: czas, pieniądze, talenty... Lecz największym darem, jaki możemy ofiarować, jest dar stworzony z nas samych. Jest to też dokładnie to, czego Bóg od nas chce, dokładnie to samo, co On nam daje. Bóg nam daje samego siebie.

Gdy zacząłem zastanawiać się nad tymi rzeczami, to gdzieś głęboko w sercu naprawdę coś mnie tknęło: ja często proszę Boga o rzeczy drugorzędne, "doczesne" - wtedy, gdy Bóg pragnie mi oferować samego siebie, w postaci Jezusa, Zbawiciela i Ducha Świętego, który może być z każdym człowiekiem, w każdej chwili, w każdym miejscu na ziemi. Dar samego siebie.

Kiedy pracowałem w Chicago, często zdarzało mi się stykać z pewnego typu sytuacją. Przepracowałem w tym mieście ponad 20 lat. Wiecie, w Stanach powszechniejsze w społeczeństwie jest to, że jeżeli ktoś dożyje sędziwego wieku, dzieci są tak zajęte, że nie mogą poświęcić swojego czasu, by opiekować się swoimi rodzicami. Często więc oddają ich do domu starców. Jest wiele, wiele domów starców. W zasadzie wszystkie one są prywatne, przy czym do niektórych rząd dopłaca. Często więc zdarza się tak, że ludzie, którzy całe swoje życie oddawali wszystko swoim dzieciom, najlepsze części jedzenia, cokolwiek tylko mogli - wyrzekali się samych siebie, aby dać te dobre dary swoim dzieciom, kiedy przychodzi czas, gdy oni są już w wieku starczym, a dorosłe dzieci nie mają czasu, bo wciąż pracują, wówczas ludzie ci idą do domu starców. Odwiedzałem takich ludzi prawie codziennie. Nigdy nie zapomnę pewnej staruszki, która poprosiła mnie, bym zadzwonił do jej syna i poprosił, by on ją odwiedził. Wiecie, w Stanach ludzie przeprowadzają się, zmieniają adresy zamieszkania o wiele częściej niż w Polsce, głównie z powodu pracy. Często więc zdarza się, że rodzice pozostają w jednym stanie, a dzieci mieszkają i pracują w innym. Po namyśle powiedziałem więc jej: jeśli twój syn jest naprawdę daleko, może on nie jest w stanie cię odwiedzić. A ona odpowiedziała: On mieszka dwie ulice ode mnie. Oczywiście jestem wdzięczna swojemu synowi, że opłaca mi ten dom starców, jest mi tutaj naprawdę dobrze, niczego mi nie brakuje, syn naprawdę daje mi dużo od siebie. Ale czasem tak chciałabym, żeby dał siebie. Mogłabym mieszkać nawet w trochę gorszym domu starców, ale chciałabym, żeby on był przy mnie.

Czy nie zdarza się tak często w naszym stosunku do Boga? Prosimy o rzeczy nieistotne, które dla nas mogą być nawet bardzo istotne, podczas gdy Bóg ofiaruje nam coś najbardziej istotnego dla naszego życia i dla naszego zbawienia. Nie zapomnijmy nigdy o tym, że zbawienie rozpoczyna się w chwili, kiedy przyjmujemy Jezusa jako naszego zbawcę. Królestwo Boże rozpoczyna się od tego właśnie momentu. Jezus powiedział swoim uczniom: "Królestwo Boże jest wśród was, a wy go nie widzicie?" Pamiętaj - jeżeli masz Jezusa, to masz wszystko. Jeżeli masz dar Ducha Świętego - masz wszystko. O te właśnie dary powinniśmy prosić i za te dary powinniśmy dziękować.

Czy Wszechmogący Bóg, który dał nam samego siebie - ten największy dar, jaki ktokolwiek może złożyć - czy ten Wszechmogący Bóg, nasz Ojciec, odmówi nam czegoś "drugorzędnego"?

Często zastanawiam się nad życiem Józefa. Jest ono doskonałym przykładem kierownictwa Bożego - przez ile trudności musiał on przejść, żeby zostać - po faraonie - drugą osobą w całym Egipcie, praktycznie drugą osobą na całym ówczesnym świecie? Przez ile trudności Bóg musiał Józefa przeprowadzić, żeby w końcu Józef nadawał się do tego, co Bóg pragnął przez niego w końcu wykonać? Zobaczcie, jak Bóg rządzi tym wszystkim: najpierw wysyła Józefa (został sprzedany przez braci - przyp. wł.) - i co wtedy musiał myśleć Józef? Potem został osadzony w więzieniu za coś, czego nie zrobił, a jego przyjaciele, którym tam pomógł - po wyjściu na wolność całkowicie o nim zapomnieli. Były momenty, w których Józef na pewno nie rozumiał kierownictwa Bożego, a jednak pozostał Mu wierny. Bóg w dziwny sposób wysłał do Egiptu najpierw Józefa, dzięki czemu potem, w czasie głodu, Józef mógł sprowadzić tam swoją rodzinę, by ta nie głodowała.

Kochani, jeżeli nieraz Bóg nie odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, w jaki nam się wydaje, że powinien odpowiedzieć, to wtedy zawsze przypomnijmy sobie o tym, że Bóg już dał nam Samego Siebie: w postaci Jezusa i Ducha Świętego!

Ile razy słyszę: "ja rzuciłem palenie dla Jezusa". Mówię: dla Jezusa rzuciłeś palenie? Czy nie korzystasz z tego ty? Czy to Pan Jezus z tego korzysta, że ty już nie palisz więcej? O wiele łatwiej jest Bogu dać COŚ, niż oddać Mu SAMEGO SIEBIE. Pamiętajcie - jeżeli oddamy Bogu samych siebie, to wszystko inne przyjdzie razem z tym.

Kochani, czyż Bóg nie jest wspaniały? Jeżeli Bóg, nasz Ojciec w niebie, dał nam samego siebie w postaci Jezusa i Ducha Świętego - czyż ten Bóg kiedyś może powiedzieć "nie" tym darom, o których wie doskonale, że ich potrzebujemy? Czy Bóg nie wie o tym, że każdy z nas potrzebuje pracy? Że każdy z nas potrzebuje zarobić na własne utrzymanie? Czy Bóg nie wie, że musimy mieć jakieś miejsce, gdzie musimy mieszkać? Samochód, żeby nim jeździć, jeśli jest to dla nas konieczne? Czy Bóg nie wie, że musimy założyć coś na siebie każdego dnia? Jezus wyraźnie się wypowiedział o tych małych zwierzątkach, o wróblach, że nawet o nie Bóg dba, że żadne pióro z nich nie spadnie bez woli Ojca.

Kochani, mamy takiego wspaniałego Ojca w niebie. Niech to będzie naszą modlitwą, abyśmy umieli oddać samego siebie Jemu. A gdy to zrobimy, to wszystko inne przyjdzie razem z tym. 

wtorek, 4 czerwca 2013

Nie po to, by potępić czy osądzić...

Jan 3,17, Biblia Warszawska:
Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.

Biblia Poznańska:
Bóg bowiem posłał Syna na świat nie po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat był przez Niego zbawiony. 

Krótki tekst, a cieszy.

niedziela, 2 czerwca 2013

Największy dar od Boga, cz. I

Adams Andrew (Andrzej Adamczyk), pastor, Polak, przebywający od kilkudziesięciu lat w USA

Kazanie pt. Dać samego siebie, fragmenty, lekka parafraza
spisane z wersji głosowej: glosnadziei.pl
cz. I

Wybrałem na dzisiaj tekst z Ew. Mateusza 7,7-11: Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Czy jest między wami taki człowiek, który, gdy go syn będzie prosił o chleb, da mu kamień? Albo, gdy go będzie prosił o rybę, da mu węża? Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy go proszą (BW).

Zastanówmy się nad tymi słowami. Czy intencją Jezusa było przekazanie tego, iż o cokolwiek poprosimy, to będzie nam dane? Czy Jezus mówi tutaj o tych, którzy z Nim chodzą, że jeżeli czegokolwiek szukają, to zawsze to znajdą?

Muszę się Wam przyznać, że u mnie to nie zawsze zdało egzamin, bo nie raz "szukałem" czegoś i nie mogłem "znaleźć". Nie raz pukałem, a nie otworzono mi. Nie raz usilnie modliłem się o coś i tego nie otrzymałem. Tak więc o czym w rzeczywistości Jezus tutaj mówi? Czy możemy pukać gdziekolwiek i zawsze będzie nam otworzone? O czym Jezus tu naprawdę mówi?

W tym samym fragmencie, zaledwie kilka wersetów dalej, Jezus pomaga nam zrozumieć prawdziwe znaczenie tych tekstów. W nich Jezus udziela nam wskazówki co do tego, o co powinniśmy prosić, czego powinniśmy szukać oraz gdzie należałoby pukać. Spójrzcie ponownie na werset: każdy bowiem, kto prosi - otrzymuje, a kto szuka - znajduje, a kto kołacze - temu otworzą.

Wydaje mi się, że kluczem do zrozumienia tych wersetów może być sytuacja przeniesiona na tło rodzinne. Jezus mówi: jeśli Twoja córka poprosi cię o chleb - czy dasz jej kamień? Jeśli ją kochasz, to oczywiście, że nie. A jeżeli twój syn poprosi o rybę, to czy dasz mu węża? Oczywiście, że nie. Wówczas Jezus dodaje: jeśli więc wy, będąc złymi... To są bardzo mocne słowa, bo Jezus mówi tutaj: wy jesteście złymi ludźmi; i rzeczywiście - urodziliśmy się w grzechu i jesteśmy złymi ludźmi.

(...) Jeżeli więc wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary ("dary" - tego słowa w oryginalnym tekście nie ma, o ile dobrze pamiętam, jest tylko samo słowo "dobre") dzieciom swoim, to o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre tym, którzy Go o to proszą. Bo oczywiście jest rzeczą jasną, że my, jako ludzie, nie zawsze wiemy, co jest dla nas dobre, prawda? Modlimy się często o rzeczy, które dla nas nie są dobre i nie będą dla nas pożyteczne, dlatego zawsze dobrze jest modlić się, żeby wszystko działo się z wolą Bożą. Poza tym Bóg ma też inny plan dla nas, w naszym życiu.

Często zastanawiałem się na tym: jeżeli Bóg nie odpowiada na moją modlitwę od razu tak, jak ja bym pragnął, żeby On na tę modlitwę odpowiedział, to na pewno dlatego, że Bóg ma coś lepszego dla mnie w przyszłości. Oczywiście możemy tutaj dużo dyskutować nt. modlitwy, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza modlitwa nie zmienia stosunku Boga do nas, tylko zmienia nasz stosunek do Boga. Jezus wyraźnie powiedział, że zanim nawet Bóg usłyszy nasze prośby, to już doskonale wie, czego my potrzebujemy. W zrozumieniu religii "pogańskich" pojmuje się to w ten sposób, że Bóg jest zły na ludzi i trzeba go ubłagać ofiarami i usilnie prosić go, a im więcej się go prosi, to Bóg trochę jakby zmięknie i wówczas daje nam to, czego potrzebujemy. Jest to jednak nieprawidłowe pojmowanie, gdyż Bóg wie doskonale, czego potrzebujemy.

Jezus uczy nas na przykładzie rodziny: jeżeli wasza córka prosi o chleb... Ja osobiście nie pamiętam, żebym musiał kiedykolwiek prosić swoich rodziców o chleb (a wiedziałem, że mnie bardzo kochali). Zanim nawet pomyślałem, że jestem głodny, już mama się pytała: "chciałbyś coś zjeść?" Czyli nie musiałem martwić się o rzeczy materialne, dlatego że o te rzeczy martwili się za mnie rodzice. Dlatego też Jezus mówi, żebyśmy prosili o Królestwo Boże i sprawiedliwość Bożą, a reszta będzie wam dana, prawda? (zob. Łuk. 12,29-31). Naszym priorytetem więc powinno być Królestwo Boże i Boża sprawiedliwość, a resztę Pan Bóg da nam.

Zauważcie więc, że wyrażenie "wasz Ojciec w niebie" jest tutaj dla nas kluczowe, a to dlatego, że wyrażenie to w Piśmie Świętym pojawia się w tym miejscu po raz pierwszy. Nigdy przedtem nie jest w nim napisane, żebyśmy do Boga odnosili się jak do Ojca w niebie. Właśnie w tym miejscu, w Kazaniu na Górze, Jezus wprowadza nas w nową relację z Wszechmogącym Bogiem. Jezus mówi nam, żebyśmy nie nazywali Boga tylko i wyłącznie "Wszechmogącym" - "El Szaddaj", ale że możemy go nazywać również naszym Ojcem w niebie. Ci, którzy w swoim życiu mieli wspaniałych rodziców i dobrych ojców, doskonale zdają sobie sprawę z tego, co to znaczy: że ten Wszechmogący Bóg, który stworzył niebo i ziemię, że On jest naszym Ojcem, który kocha nas ponad wszystko.

Cokolwiek więc będzie nam dane - rozpatrujmy to w kontekście Boga jako naszego Ojca: jeśli więc wy, będąc złymi, potraficie dawać swoim dzieciom dobre (DOBRE - warto zapamiętać, bo Bóg chce, żebyśmy dostali to, co jest najlepsze), o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da DOBRE tym, którzy Go proszą? O jakie zatem dobre dary nasz Ojciec w niebie chce, abyśmy Go prosili? Czego On chce, żebyśmy "szukali" i gdzie chce, żebyśmy "pukali"? Ten fragment może nie udziela na to odpowiedzi, ale Jezus zapewnia nam odpowiedź na to pytanie w innym miejscu Nowego Testamentu.

Chciałbym zaproponować wam tezę, która mówi, że istnieją dwa zasadnicze dary, które nasz Ojciec w niebie chciałby, abyśmy posiadali i abyśmy o nie prosili, mimo że w rzeczywistości istnieje wiele rzeczy, które Bóg chciałby, abyśmy mieli - Jego niebiański "skarbiec" pełen jest wspaniałych skarbów dla nas. Obawiam się, że w przeszłości często zdarzało mi się prosić o te dary "drugorzędne", zamiast o te najbardziej potrzebne, te zasadnicze. Możliwe, że my wszyscy często prosimy o te rzeczy drugorzędne, o których Bóg wie, że ich potrzebujemy i jeżeli będziemy się troszczyć o Królestwo Boże, będą nam one dane samoistnie. To jest biblijny pewnik, tak Słowo Boże mówi.

Tak więc pierwszy zasadniczy dar, o którym mówi Jezus, można znaleźć w innym miejscu Nowego Testamentu. Jest to znany nam wszystkim tekst z Ew. Jana 3,16. Tekst ten jest zawarty w kontekście rozmowy Jezusa z Nikodemem, który był "uczonym w piśmie" (kapłan żydowski, uczony, obeznany w pismach Starego Testamentu i innych pismach ważnych dla Izraelitów - dop. wł.) i Jezus tam mówi tak: Albowiem tak Bóg umiłował świat...

Zatrzymajmy się tu na chwilę, ponieważ za moment odkryjemy jeden z zasadniczych darów, jakie nasz Ojciec pragnie, abyśmy posiadali. Dar - ten najbardziej zasadniczy. Wszystko inne jest raczej drugorzędne.

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Chcę wam teraz coś zasugerować i zapamiętajcie to, aż nam się wszystko inne tutaj poukłada i nabierze sensu. Moja sugestia to fakt, że tym zasadniczym DOBRYM darem, który nasz Ojciec w niebie chce nam dać, to jego jedyny syn, Jezus Chrystus. Największy dar, jaki Bóg pragnie nam dać, jest w osobie naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Inne rzeczy są drugorzędne. Z Jezusem mamy zbawienie, z Jezusem mamy przebaczenie grzechów oraz wolność od złych zakusów. Z Jezusem będziemy stanowić część nieba, a Królestwo Niebieskie bez Jezusa nawet nie istnieje.

Często pytałem się ludzi: co jest tym największym darem, który Bóg pragnie, żebyśmy posiadali? Niektórzy odpowiadali, że jest to zbawienie, inni - że przebaczenie grzechów... Nie. Największym darem, który Bóg nam dał, to dar Swojego Syna. Jeżeli masz Jezusa, masz zbawienie; jeżeli masz Jezusa - masz przebaczenie grzechów. Niebo nie istnieje bez Chrystusa.

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał... - On jest tym największym darem! Zaakceptujmy proszę największy dar Boży, a jeżeli już go zaakceptowaliśmy, proszę - nigdy z niego nie rezygnujmy. Apeluję do tych, którzy tego daru jeszcze nie przyjęli, żeby Go przyjęli i zaakceptowali.


link do cz. II [klik]

t: 00:00-15:10

czwartek, 23 maja 2013

Tornado ogniowe / słup ognia w nocy...

Występują w przyrodzie zjawiska tak rzadko spotykane, że wciąż jeszcze nietknięte palcem naukowców. Albo tknięte mało co - z mnóstwem hipotetycznych teorii, nie podpartych badaniami, których nie można wykonać, ze względu na rzadkość występowania zjawiska.

Tornada ogniowe - podobno najczęściej występują w Australii. To połączenie pożaru i tornada. Tworzy się wówczas mniejszy lub większy pionowy słup ognia.
Polska wikipedia jest bardzo uboga w informacje o tym zjawisku: "Ognisty wir, ognisty diabeł lub ogniste tornado – określenie bardzo rzadkiego zjawiska atmosferycznego polegającego na unoszeniu przez silne prądy powietrzne słupa ognia. Tornada z płomieni powstają, gdy temperatura nagrzanej przez pożar ziemi jest skrajnie różna od temperatury powietrza. Ogniste tornada mogą osiągać kilkaset metrów oraz poruszać się z prędkością 100 km/h. Ogniste wiry tych wielkości mogą wyrywać drzewa, niszczyć domy, a jednocześnie wszystko ulega spaleniu"*. I to wszystko.

Angielskojęzyczna wiki dodaje do tego parę przykładów, m.in. ten najbardziej znany: w 1923 roku pożar pewnego japońskiego miasta (którego nazwy i tak nikt nie wymówi) spowodował tak wielkie różnice temperatur w powietrzu, że powstał ogromny wir powietrza (czyli tornado), wchłaniając w siebie ogień. Wir ten w ciągu 15 minut zabił 38 tys. osób**.

Ogniste tornada nie są długotrwałe. Zazwyczaj mają wysokość 10-50 m, średnicę do 10 m, trwają 2-4 minuty. Wyjątkowo wysokość może dojść do 1 km, średnica leja do 60 m, prędkość wiejącego w nim wiatru może dojść do 160 km/h, czas trwania może wynieść nawet 20 minut***.


Czasem nie potrzeba żadnych szczególnych okoliczności do powstania ognistego tornada.
Australijskiej wiosny 2012 roku
(czyli wczesna nasza jesień), sfilmowano 30-metrowy wir ognia, który trwał kilka minut. Powstał znikąd - palił się busz, pogoda była normalna, bezwietrzna, temp. powietrza - 25 st****.

wtorek, 21 maja 2013

Chrzest Duchem Świętym

Teraz tak z zupełnie innej beczki. Ewangelia Jana, Jan Chrzciciel. Chodzi i chrzci. I nagle mówi: "Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: '(...) jest Tym, który chrzci Duchem Świętym'" (Jan 1,33).

Słowa "jest Tym, który chrzci Duchem Świętym", określają Jezusa. W ten sposób Jan, wypowiadając to, bezpośrednio wskazuje na Jezusa jako Tego, który "chrzci Duchem Świętym".

Teraz chwila dla ochłody - co to właściwie znaczy? Jak to sobie wyobrazić, jak to zrozumieć? Co to znaczy, że "chrzci Duchem Świętym"? Kolejny frazes? Kolejny slogan?

Polskie słowo "chrzcić" jest odpowiednikiem greckiego "baptismós", co dosłownie znaczy: "zanurzenie" (wikipedia). "Chrzcić" znaczy więc "zanurzać". Gdyby więc sparafrazować powyższy tekst biblijny z użyciem słowa "zanurzać", wyszłoby coś takiego:

"Ten, który mnie posłał, abym zanurzał w wodzie, powiedział do mnie: '(...) jest Tym, który zanurza w Duchu Świętym'"...

Tak więc można zrozumieć, że Jezus jest Tym, który zanurza w Duchu Świętym.

Reszta do Waszej refleksji. 

Ilu Izraelitów wędrowało po pustyni?

Ilu Izraelitów wędrowało po pustyni podczas tych 40 lat?

W Biblii jest napisane, że było ich ponad 600 tys., ale mowa o samych mężczyznach, zdolnych do walki, czyli takich między 20 a 50 rokiem życia (to też info z Biblii). To są fakty.

Teraz założenia. Zakładając, że:
  • ichnia rodzina składała się średnio z 8 osób - rodzice + 6 dzieci, choć taki np. Jakub miał ich 13...
  • z tego połowa to część żeńska - co daje 4 szt. mężczyzn z jednej rodziny
  • statystycznie rzecz biorąc - z takiej rodziny tylko 3 z 4 mężczyzn była w wieku "poborowym" - co daje 3 mężczyzn ujętych w tych 603.500 tys., do tego 5 pozostałych osób, nie ujętych w biblijnych kalkulacjach
  • daje to stosunek 3 liczonych mężczyzn + 5 nie liczonych pozostałych osób, czyli matematycznie rzecz biorąc przy ilości 603.500 liczonych mężczyzn proporcjonalnie wychodzi 1.005.800 (ponad milion) pozostałych osób, nie ujętych w kalkulacjach (5 razy te 600 tys. z hakiem, dzielone potem przez 3 - zasada proporcji, działania "na krzyż")
  • sumując 603.500 liczonych i 1.005.800 niepoliczonych = 1.609.300
  • do tej sumy trzeba dodać całe plemię Lewitów, którzy byli powołani do służby świątynnej, w związku z czym mieli nie być powoływani do walki, czyli - wg Biblii - 22.000 mężczyzn
  • Lewici byli zliczeni włącznie z miesięcznymi noworodkami nawet, można więc przyjąć liczbę pół na pół (kobiety/mężczyźni), czyli całkowita ilość osób u Lewitów wraz z rodzinami mogła wynieść gdzieś ok. 44 tys. osób
  • sumując 1.609.300 + 44.000 Lewitów = 1.653.300 - czyli razem było ich tam grubo ponad półtora miliona. 

W pierwszym wyliczeniu wyszło mi grubo ponad 2 miliony. Z innych źródeł również słyszałem o 2 milionach. Ale teraz wyszło mi te 1,6 miliona. I tak sporo, jak na grupę ludzi, która chodziła w kółko po pustyni, musiał Mojżesz nad nią zapanować, wszyscy chcieli jeść i pić etc....

poniedziałek, 20 maja 2013

"Przez krew Jezusa"

W czasach starotestamentowych Izraelici nie mogli jeść mięsa z krwią. Tylko koszerne, z krwią całkowicie upuszczoną. Befsztyki nie wchodziły w rachubę. Kaszanka, czernina - tym bardziej. Noemu po potopie Bóg pozwolił jeść mięso, ale powiedział, żeby nie jeść mięsa razem z krwią. Dlaczego? Bóg tłumaczy: "Gdyż życie ciała jest we krwi" (Kapł. 17,11).

Nie chcę się teraz skupiać na kwestii biologicznej, ale na popularnym sloganie: "krew Jezusa cię zbawiła", czy też biblijnym "Jego krew nas oczyszcza" (1 Jana 1,7). Co to właściwie oznacza?

Wiążąc ze sobą luźne fakty:

krew = dusza:
"Będę też żądał krwi waszej, to jest dusz waszych" (Rodz. 9,5)
"(...) aby nie spożywać krwi, gdyż krew to dusza..." (Powt. 12,23)

krew = życie:
"Gdyż życie ciała jest we krwi" (Kapł. 17,11)
"Gdyż życie wszelkiego ciała jest w jego krwi" (Kapł. 17,14)

Idąc dalej - jeśli w Biblii jest napisane, że jeśli kogoś nie upomnimy, to "jego krew spadnie" na nas - to nie o krew fizyczną chodzi, ale o jego dalsze życie, o jego duszę, życie duchowe (bo czym innym właściwie jest dusza, jak nie życiem duchowym człowieka?), a w konsekwencji - także życie po zmartwychwstaniu.

Jeśli więc uświadomić sobie, że slogan "krew Jezusa Cię zbawiła", oznacza dosłownie: "życie Jezusa Cię zbawiło, uratowało", "dusza Jezusa Cię zbawiła, uratowała" - można pomyśleć, że zarówno życie Jezusa, jak i Jego śmierć nas uratowała. Życie - bo w swoim życiu doznał wielu różnych sytuacji, przykrości, może zrozumieć wiele naszych problemów. Nie pamiętam, żeby miał jakieś fajne chwile. Jego śmierć - bo umarł na tym krzyżu, umarł jako winny, za karę (rzymskie ukrzyżowanie następowało po wyroku sądowym), podczas gdy nic takiego, co na karę by zasługiwało, nie zrobił. To tak docześnie, płytko, ale wiadomo, że na tym krzyżu umarł, "oddał swoją duszę" również za wszystkie inne winy, to ma swój głębszy kontekst.






Czystość kapłana, "rodem kapłańskim..."

Czasem się zastanawiałem, dlaczego wielu modląc się, zawsze robi to "w imieniu Jezusa", "przez Jezusa". Dlaczego nie bez żadnego "wstawiennictwa"?

Kapłan, aby wejść do świątyni, przed Boga, musiał być czysty (Wyj. 30,18-21). A ponieważ od czasów nowotestamentowych to wierzący są "kapłanami" (1 Ptr 2,9; Ap. 1,6) - nie w sensie oddawania ofiar, lecz możliwości przyjścia przed Boga, tak bardzo to skracając i uogólniając - toteż i wierzący-kapłani powinni być czyści. Ponieważ do czystości nam daleko, musimy (powinniśmy? dobrze by było?...) korzystać z pośrednictwa Tego, Który Jest Czysty - Chrystusa: "krew Jezusa, (...) oczyszcza nas z wszelkiego grzechu" (1 Jana 1,7; 3,3).

O tym, co to znaczy, że "krew oczyszcza", napiszę innym razem. Czasem mam wrażenie, że to wyrażenie stało się utartym sloganem i mało kto zastanawia się nad jego znaczeniem.

Nawiasem - kapłan też mógł zgrzeszyć i Pan Bóg to przewidział (Kpn 4,3). Ale jednocześnie mógł zostać rytualnie "oczyszczony" w czasach starotestamentowych, a w tych nowszych: "A jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa" (1 Jana 2,1).