Jan 2,1-11:
A trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i jego uczniów. A gdy zabrakło wina, matka Jezusa powiedziała do niego: Nie mają wina. Jezus jej odpowiedział: Co ja mam z tobą, kobieto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina. Jego matka powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, co wam powie. A było tam sześć stągwi kamiennych, postawionych według żydowskiego zwyczaju oczyszczenia, mieszczących każda dwa albo trzy wiadra. Jezus im powiedział: Napełnijcie te stągwie wodą. I napełnili je aż po brzegi. Wtedy powiedział do nich: Zaczerpnijcie teraz i zanieście przełożonemu wesela. I zanieśli. A gdy przełożony wesela skosztował wody, która stała się winem (a nie wiedział, skąd pochodziło, lecz słudzy, którzy zaczerpnęli wody, wiedzieli), zawołał oblubieńca. I powiedział do niego: Każdy człowiek najpierw podaje dobre wino, a gdy sobie podpiją, wtedy gorsze. A ty dobre wino zachowałeś aż do tej pory. Taki początek cudów uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej i objawił swoją chwałę, i uwierzyli w niego jego uczniowie.
BGU - Biblia Gdańska Uwspółcześniona
Cud dokonany w Kanie Galilejskiej, znany jako "przemienienie wody w wino", jest pierwszym cudem dokonanym przez Jezusa wymienionym w Biblii. Ale de facto sądzę, że nie był to wcale pierwszy cud dokonany przez Niego.
Pomimo, że Jezus wręcz odpowiedział swojej matce w sposób, który absolutnie nie sugerował, że ma zamiar coś z tym zrobić, ona powiedziała do osób obsługujących wesele: Zróbcie wszystko, co wam powie. Skoro ona tak im powiedziała i miała pewność, że Jezus coś z tym zrobi, to tę pewność musiała wynieść z jakichś wcześniejszych doświadczeń - w końcu matka zna swojego syna, którego wychowała, i który pewnie nie raz zaskakiwał ją jakimiś niespodziankami. Musiała go znać i pod tym kątem i wiedzieć, co on potrafi zrobić. Tak więc musiała mieć już wówczas pełne zaufanie do niego w tym zakresie, a zaufanie - wiadomo - nie bierze się znikąd, ale z wcześniejszych przeżyć przebytych razem z tym drugim człowiekiem.
Co więc On musiał zrobić już wcześniej, że miał takie jej zaufanie? Jakim był dzieciakiem?...
wtorek, 20 sierpnia 2013
sobota, 17 sierpnia 2013
Głos Boga w czasach biblijnych
1 Sam. 3,1, wersja w Biblii Warszawskiej: Słowo Pańskie było w tych czasach rzadkością. Chodzi o czasy Samuela rzecz jasna. Nie te czasy jednak są tutaj istotne, choć ważne jest, że historia, w której kontekście osadzony jest ten tekst, dzieje się dawno, dawno temu, w czasach biblijnych. W czasach, o których przeciętny człowiek sądzi, że wtedy ludzie mieli łatwo z Bogiem - rozmawiali sobie bezpośrednio, byli prorocy, którzy wszystko to, co Bóg chciał powiedzieć, przekazywali etc.
Przeczytawszy ten tekst można odnieść wrażenie, że "Słowo Pańskie", czyli "Słowo Boże" - jak się dzisiaj często nazywa Biblię - było w tamtych czasach rzadkie. Rzadko spotykane? Nie czytane? Lekceważone? Czy wręcz nieznane nawet? Na to ostatnie od razu odpowiadam - było znane, rzecz dzieje się w Izraelu, była świątynia, były zwoje spisane przez Mojżesza. Nie o to chodzi.
Inne tłumaczenia, głównie te najnowsze, stawiają ten tekst w nieco innym świetle:
BP: W owe dni J. (Jahwe) przemawiał nader rzadko
BT: W owym czasie rzadko odzywał się Pan
BT wyd. II: W owym czasie rzadko odzywał się J.
BR: Słowa J. rzadko dawały się słyszeć za dni owych
rosyjska: слово Господне было редко в те дни (slowo Gospodnie bylo riedko w te dni)
norweska, wyd. 2011: I de dager kom det sjelden ord fra Herren (tłum.: W te dni przychodziło rzadko (jakieś) słowo od Pana)
W norweskim tłumaczeniu* słowa "jakieś" użyłem tylko symbolicznie - chodzi o formę określoną/nieokreśloną rzeczownika, jak w angielskim "a" i "the" lub całkowicie bez przedimka - w tym przypadku zostało to użyte w formie całkowicie nieokreślonej, bez żadnego przedimka. Sugeruje to, że nie chodziło tu o Słowo Boże - to określone, jako o Pisma, lecz o "jakieś słowo" - jak się domyślam, mogło chodzić o słowa przekazywane od Boga przez proroków.
Użycie wyrażenia, że Słowo Pańskie było w tych czasach rzadkością, czy też "było drogie", "cenne" (zamiast słowa "rzadkością) - wg innych tłumaczeń (KJV, BG, starsze norweskie wydania) może również oznaczać, że Słowo Boga było wówczas cenne, bo rzadkie. Jako unikatowe.
W każdym razie jeśli ktoś uważa, że w czasach biblijnych ludzie mieli łatwiej o rozmowy z Bogiem - jest to błąd. Takie można odnieść tylko wrażenie. W rzeczywistości - jest wiele okresów, podczas których Bóg odzywał się rzadko albo wręcz milczał. To jest tak samo, jak z tymi cudami - można odnosić wrażenie, że w Biblii cuda wydarzały się bez przerwy, a tym czasem wcale nie... Wspomniałem coś na ten temat już wcześniej: Cuda w Biblii.
Tak więc czasy są takie same, zarówno te, w których działa się historia Samuela, jak i teraz. A mimo to właśnie w TAKIM czasie, czasie "milczącym", Bóg odezwał się do Samuela...
* - Posługuję się w tych porównaniach przekładami w paru językach, w tym angielskim i norweskim. Wyjaśniając - częściej będę się odnosił do przekładu norweskiego niż angielskiego, ponieważ tę gramatykę znam lepiej. Różnicy to wielkiej nie zrobi, bo gramatyka angielska i norweska są bardzo do siebie podobne. A używanie przekładów w którymś z tych języków ukazuje niuanse gramatyczne, które nie istnieją w ogóle w gramatyce języka polskiego - stąd przekład polski nie odda dokładnie przekazu greki, np. stary grecki - o ile się nie mylę - zawiera również "czas zaprzeszły" - całkowicie nieznany w języku polskim, a do tej pory używany do upojenia w językach norweskim i angielskim. Podobnie z czasem "perfectum" - formą czasu przeszło-teraźniejszego, przez wiele szkół zaliczanych do jednego z czasów przeszłych, używanym w języku codziennym zarówno w starej i obecnej grece (stara greka - oryginalny język większości Nowego Testamentu), jak i w języku angielskim i norweskim.
Przeczytawszy ten tekst można odnieść wrażenie, że "Słowo Pańskie", czyli "Słowo Boże" - jak się dzisiaj często nazywa Biblię - było w tamtych czasach rzadkie. Rzadko spotykane? Nie czytane? Lekceważone? Czy wręcz nieznane nawet? Na to ostatnie od razu odpowiadam - było znane, rzecz dzieje się w Izraelu, była świątynia, były zwoje spisane przez Mojżesza. Nie o to chodzi.
Inne tłumaczenia, głównie te najnowsze, stawiają ten tekst w nieco innym świetle:
BP: W owe dni J. (Jahwe) przemawiał nader rzadko
BT: W owym czasie rzadko odzywał się Pan
BT wyd. II: W owym czasie rzadko odzywał się J.
BR: Słowa J. rzadko dawały się słyszeć za dni owych
rosyjska: слово Господне было редко в те дни (slowo Gospodnie bylo riedko w te dni)
norweska, wyd. 2011: I de dager kom det sjelden ord fra Herren (tłum.: W te dni przychodziło rzadko (jakieś) słowo od Pana)
W norweskim tłumaczeniu* słowa "jakieś" użyłem tylko symbolicznie - chodzi o formę określoną/nieokreśloną rzeczownika, jak w angielskim "a" i "the" lub całkowicie bez przedimka - w tym przypadku zostało to użyte w formie całkowicie nieokreślonej, bez żadnego przedimka. Sugeruje to, że nie chodziło tu o Słowo Boże - to określone, jako o Pisma, lecz o "jakieś słowo" - jak się domyślam, mogło chodzić o słowa przekazywane od Boga przez proroków.
Użycie wyrażenia, że Słowo Pańskie było w tych czasach rzadkością, czy też "było drogie", "cenne" (zamiast słowa "rzadkością) - wg innych tłumaczeń (KJV, BG, starsze norweskie wydania) może również oznaczać, że Słowo Boga było wówczas cenne, bo rzadkie. Jako unikatowe.
W każdym razie jeśli ktoś uważa, że w czasach biblijnych ludzie mieli łatwiej o rozmowy z Bogiem - jest to błąd. Takie można odnieść tylko wrażenie. W rzeczywistości - jest wiele okresów, podczas których Bóg odzywał się rzadko albo wręcz milczał. To jest tak samo, jak z tymi cudami - można odnosić wrażenie, że w Biblii cuda wydarzały się bez przerwy, a tym czasem wcale nie... Wspomniałem coś na ten temat już wcześniej: Cuda w Biblii.
Tak więc czasy są takie same, zarówno te, w których działa się historia Samuela, jak i teraz. A mimo to właśnie w TAKIM czasie, czasie "milczącym", Bóg odezwał się do Samuela...
* - Posługuję się w tych porównaniach przekładami w paru językach, w tym angielskim i norweskim. Wyjaśniając - częściej będę się odnosił do przekładu norweskiego niż angielskiego, ponieważ tę gramatykę znam lepiej. Różnicy to wielkiej nie zrobi, bo gramatyka angielska i norweska są bardzo do siebie podobne. A używanie przekładów w którymś z tych języków ukazuje niuanse gramatyczne, które nie istnieją w ogóle w gramatyce języka polskiego - stąd przekład polski nie odda dokładnie przekazu greki, np. stary grecki - o ile się nie mylę - zawiera również "czas zaprzeszły" - całkowicie nieznany w języku polskim, a do tej pory używany do upojenia w językach norweskim i angielskim. Podobnie z czasem "perfectum" - formą czasu przeszło-teraźniejszego, przez wiele szkół zaliczanych do jednego z czasów przeszłych, używanym w języku codziennym zarówno w starej i obecnej grece (stara greka - oryginalny język większości Nowego Testamentu), jak i w języku angielskim i norweskim.
czwartek, 15 sierpnia 2013
To, co Janek chciał powiedzieć, cz. 1.2.
Rozdział 1, cz. 2
A tak oświadczał Jan, kiedy Żydzi wysłali z Jerozolimy do niego kapłanów i lewitów, żeby go pytać: "Kim Ty jesteś?". Mówił, nie wypierając się:
- Nie jestem Mesjaszem*.
- Więc kim jesteś? - pytali dalej. - Eliaszem?
- Nie, nie jestem Eliaszem.
- Prorokiem?
- Też nie.
- Więc kim jesteś? Musimy zanieść jakąś odpowiedź tym, którzy nas wysłali. Jak nazwałbyś sam siebie?
Wtedy Jan odpowiedział:
- Jestem głosem, który woła na pustyni: "Przygotujcie drogę dla Boga" - jak powiedział prorok Izajasz.
A niektórzy z wysłanych byli faryzeuszami i pytali go:
- Więc dlaczego zanurzasz w wodzie (chrzcisz), jeśli nie jesteś Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?
- Ja zanurzam w wodzie - odpowiedział Jan - ale między wami stoi taki jeden, którego wy nie znacie, który przyjdzie po mnie (w sensie: później). Temu nie jestem godny nawet rozwiązać rzemyków w sandałach.
Wszystko to działo się w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan zanurzał (chrzcił).
Dzień później zobaczył Jezusa przychodzącego do niego i powiedział:
- Zobaczcie, to jest Baranek Boży, który bierze na siebie grzech świata i zabiera go precz! To jego właśnie miałem na myśli, gdy mówiłem, że po mnie przyjdzie ten, który właściwie był już przede mną, bo on był już wcześniej. Ja go nie znałem, ale dla uwidocznienia go Izraelowi, ja przyszedłem i zanurzam (chrzczę) w wodzie.
I oświadczył Jan dalej:
- Widziałem Ducha pojawiającego się z nieba w kierunku ziemi, jak gołąb, i został on na nim. Nie znałem go, ale Ten, który mnie wysłał, żeby zanurzać w wodzie (chrzcić wodą), powiedział do mnie: "Ten, którego zobaczysz, gdy na nim zostanie Duch, który pojawił się z nieba, ten właśnie będzie chrzcił Duchem Świętym (zanurzał w Duchu Świętym)". Ja to widziałem i oświadczam: to jest Syn Boga.
* - Mesjasz, gr. Christos, po polsku - Zbawiciel, Wybawiciel, ten który zbawia, ratuje -> ratownik.
na podstawie: Jan 1,19-34
[dalej]
[do początku]
A tak oświadczał Jan, kiedy Żydzi wysłali z Jerozolimy do niego kapłanów i lewitów, żeby go pytać: "Kim Ty jesteś?". Mówił, nie wypierając się:
- Nie jestem Mesjaszem*.
- Więc kim jesteś? - pytali dalej. - Eliaszem?
- Nie, nie jestem Eliaszem.
- Prorokiem?
- Też nie.
- Więc kim jesteś? Musimy zanieść jakąś odpowiedź tym, którzy nas wysłali. Jak nazwałbyś sam siebie?
Wtedy Jan odpowiedział:
- Jestem głosem, który woła na pustyni: "Przygotujcie drogę dla Boga" - jak powiedział prorok Izajasz.
A niektórzy z wysłanych byli faryzeuszami i pytali go:
- Więc dlaczego zanurzasz w wodzie (chrzcisz), jeśli nie jesteś Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?
- Ja zanurzam w wodzie - odpowiedział Jan - ale między wami stoi taki jeden, którego wy nie znacie, który przyjdzie po mnie (w sensie: później). Temu nie jestem godny nawet rozwiązać rzemyków w sandałach.
Wszystko to działo się w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan zanurzał (chrzcił).
Dzień później zobaczył Jezusa przychodzącego do niego i powiedział:
- Zobaczcie, to jest Baranek Boży, który bierze na siebie grzech świata i zabiera go precz! To jego właśnie miałem na myśli, gdy mówiłem, że po mnie przyjdzie ten, który właściwie był już przede mną, bo on był już wcześniej. Ja go nie znałem, ale dla uwidocznienia go Izraelowi, ja przyszedłem i zanurzam (chrzczę) w wodzie.
I oświadczył Jan dalej:
- Widziałem Ducha pojawiającego się z nieba w kierunku ziemi, jak gołąb, i został on na nim. Nie znałem go, ale Ten, który mnie wysłał, żeby zanurzać w wodzie (chrzcić wodą), powiedział do mnie: "Ten, którego zobaczysz, gdy na nim zostanie Duch, który pojawił się z nieba, ten właśnie będzie chrzcił Duchem Świętym (zanurzał w Duchu Świętym)". Ja to widziałem i oświadczam: to jest Syn Boga.
* - Mesjasz, gr. Christos, po polsku - Zbawiciel, Wybawiciel, ten który zbawia, ratuje -> ratownik.
na podstawie: Jan 1,19-34
[dalej]
[do początku]
niedziela, 4 sierpnia 2013
WIEK ZIEMI, cz. 2, Definicja "ewolucji"
Kent Hovind
WIEK ZIEMI
cz. 2
W podręczniku do pierwszej klasy (chodzi o podręczniki amerykańskie - dop. wł.), jest napisane, że od czasu powstania przed 4,5 miliarda lat, ziemia bardzo się zmieniła.
Czy faktycznie ziemia ma 4,5 miliarda lat? Wkrótce przekonamy się, że nie. Jeżeli jednak powie się to pierwszoklasiście, na pewno w to uwierzy. Dzieci uwierzą we wszystko, co im się powie. Pamiętacie tę historię o bananach i spleśniałych odnóżach pająka?
W drugiej klasie mówi się dzieciom: ziemia od czasu powstania przed 4,5 miliarda lat bardzo się zmieniła. W tym czasie na ziemi ewoluowało życie.
Słowo "ewoluowało" jest bardzo podchwytliwe. Gdy ktoś podczas debaty pyta mi się, czy wierzę w ewolucję, odpowiadam: "co masz na myśli?" Istnieje sześć różnych znaczeń tego słowa. Jedno z nich ma naukową definicję i sam w nią wierzę. Pozostałe pięć nie mają naukowego wytłumaczenia. Oni (w domyśle - naukowcy propagujący naukę zgodną z teorią ewolucji) jednak składają je w całość jak transakcję pakietową i próbują sprzedać to za jednym zamachem. Słuchając takich definicji można dać się nabrać.
Pierwsze znaczenie mówi o ewolucji kosmicznej - gdzieś tam w jakiś sposób powstał czas, przestrzeń i materia.
Biblia odpowiada na to w siedmiu słowach: Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię. Na początku - to definicja czasu. Czas ma trzy wymiary - przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie można być w danym miejscu i być poza czasem. Na początku stworzył Bóg niebo... - niebo ma trzy wymiary: długość, szerokość i wysokość. Materia ma trzy stany skupienia: stały, gazowy i płynny. Wszystkie te trzy "trójki" wyrażone w zaledwie siedmiu słowach! Nie można mieć jednego z tych wymiarów bez pozostałych dwóch. Jeśli mielibyście materię, a nie mielibyście przestrzeni, to gdzie byście ją ulokowali? Wszystko to musiało powstać jednocześnie. Teoria Wielkiego Wybuchu próbuje to wyjaśnić, ale jest raczej teorią Wielkiego Niewypału.
Po drugie - musiałaby zaistnieć ewolucja chemiczna. Jeśli teoria Wielkiego Wybuchu jest prawdą, to wybuch wytworzyłby wodór i może trochę helu. Skąd wówczas pojawiłyby się pozostałe pierwiastki? Mówią, że poprzez syntezę jądrową. Dobrze, ale tym sposobem nie można dojść dalej, niż do żelaza.
Po trzecie - musiałoby dojść do ewolucji gwiezdnej, czyli takiej, w której nastąpiłby rozwój gwiazd. Wiecie, że nikt do tej pory nie widział formującej się gwiazdy? Widzimy wybuchające gwiazdy (średnio co 30 lat), nazywamy je "nowe" lub "supernowe". Nikt jednak nie widział formującej się nowej gwiazdy!
Pewien ateista powiedział mi: "Widzimy właśnie, jak tworzy się Mgławica Kraba". Odpowiadam: "Nie, widzimy tylko coraz jaśniejszy punkt. Tylko przypuszczacie, że formuje się gwiazda". A tak naprawdę może to być obłok kurzu w kosmosie, który - gdy zniknie - odsłoni gwiazdę. Nikt nie udokumentował powstania chociaż jednej gwiazdy, pomimo że jest ich wystarczająco dużo, aby każdy człowiek na ziemi mógł być właścicielem dwóch bilionów (2.000.000.000.000) z nich. Przy czym mowa tylko o tych, o których wiemy.
Czwarte znaczenie słowa "ewolucja" to ewolucja organizmów. Czyli w jakiś sposób w jakimś miejscu życie wzięło się z materii nieożywionej. Ewolucjoniści utknęli tutaj w martwym punkcie. Ciągle wierzą w abiogenezę (abiogeneza - teoria samorództwa*), chociaż była zanegowana już ponad 200 lat temu. Są bardzo zacofani...
Piąte znaczenie ewolucji określa makro-ewolucję. Ma ona miejsce, gdy jedno zwierzę przemienia się w inny rodzaj zwierzęcia. Widzieliście kiedyś psa, który reprodukowałby nie-psa? Mamy różne psy, jednak za każdym razem są to PSY! Jest możliwe, że pies, wilk i kojot mieli wspólnego przodka. O to bym się nie spierał. Pozostają jednak tym samym rodzajem zwierzęcia - rozumieją to już pięciolatki!

Małe doświadczenie na scenie: mamy tutaj psa, wilka, kojota i banana. Które z nich nie pasuje do reszty? Oczywiście, że banan! Wg sposobu myślenia profesorów wszystko to jest tego samego rodzaju.
Biblia mówi: będą się rozmnażać zgodnie ze swoim rodzajem (Rdz. 1, powtórzone 10 razy), a nie zgodnie ze swoim gatunkiem.
Książka Darwina mówi o powstawaniu gatunków, a to jest tematem naszego sporu. Musimy się skupić na kwestii powstawania rodzajów. To właśnie powinno być sednem naszego sporu. (Organizmy żywe dzielą się m.in. najpierw na rodzaje, potem na gatunki. Np. wszystkie wiewiórki należą do rodzaju wiewiórek, a dopiero potem dzielą się na gatunki wiewiórek szarych, rudych, brunatnych etc.**).
Rodzaj zwierzęcia wydaje na świat potomstwo, po którym poznajemy, jakiego jest rodzaju. Np. koń i zebra mogą zrobić potomstwo, ale już koń i banan - nie da rady!
Ostatnim, szóstym znaczeniem "ewolucji" jest mikro-ewolucja. Nie lubię tego określenia, gdyż powoduje zamieszanie. Powinniśmy się raczej wyrażać: "wariacje". W ramach jednego rodzaju mogą powstać bardzo dziwaczne zróżnicowania. Rozumiecie już fakt istnienia dużych i małych psów. Wariacje takie są potwierdzone naukowo. Nie powinniśmy nazywać tego zjawiska ewolucją.
Podsumowując - pierwsze pięć definicji ma charakter religijny. To nie jest nauka!
* - Abiogeneza - samorzutne powstawanie. Dwa fragmenty z Wikipedii:
1. Arystoteles twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (np. myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, pchły z gnijącej materii, muchy z mięsa, itd.).
2. Począwszy od XVII wieku stopniowo wykazywano, że przynajmniej jeśli chodzi o organizmy wyższe czy też organizmy widoczne dla oka, abiogeneza nie zachodzi.
Źródło: Wikipedia.
** Zobacz: Wikipedia o wiewiórkach i Wikipedia - spis gatunków wiewiórek.
21.02-27.02
[dalej]
[do początku]
WIEK ZIEMI
cz. 2
W podręczniku do pierwszej klasy (chodzi o podręczniki amerykańskie - dop. wł.), jest napisane, że od czasu powstania przed 4,5 miliarda lat, ziemia bardzo się zmieniła.
Czy faktycznie ziemia ma 4,5 miliarda lat? Wkrótce przekonamy się, że nie. Jeżeli jednak powie się to pierwszoklasiście, na pewno w to uwierzy. Dzieci uwierzą we wszystko, co im się powie. Pamiętacie tę historię o bananach i spleśniałych odnóżach pająka?
W drugiej klasie mówi się dzieciom: ziemia od czasu powstania przed 4,5 miliarda lat bardzo się zmieniła. W tym czasie na ziemi ewoluowało życie.
Słowo "ewoluowało" jest bardzo podchwytliwe. Gdy ktoś podczas debaty pyta mi się, czy wierzę w ewolucję, odpowiadam: "co masz na myśli?" Istnieje sześć różnych znaczeń tego słowa. Jedno z nich ma naukową definicję i sam w nią wierzę. Pozostałe pięć nie mają naukowego wytłumaczenia. Oni (w domyśle - naukowcy propagujący naukę zgodną z teorią ewolucji) jednak składają je w całość jak transakcję pakietową i próbują sprzedać to za jednym zamachem. Słuchając takich definicji można dać się nabrać. Pierwsze znaczenie mówi o ewolucji kosmicznej - gdzieś tam w jakiś sposób powstał czas, przestrzeń i materia.
Biblia odpowiada na to w siedmiu słowach: Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię. Na początku - to definicja czasu. Czas ma trzy wymiary - przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie można być w danym miejscu i być poza czasem. Na początku stworzył Bóg niebo... - niebo ma trzy wymiary: długość, szerokość i wysokość. Materia ma trzy stany skupienia: stały, gazowy i płynny. Wszystkie te trzy "trójki" wyrażone w zaledwie siedmiu słowach! Nie można mieć jednego z tych wymiarów bez pozostałych dwóch. Jeśli mielibyście materię, a nie mielibyście przestrzeni, to gdzie byście ją ulokowali? Wszystko to musiało powstać jednocześnie. Teoria Wielkiego Wybuchu próbuje to wyjaśnić, ale jest raczej teorią Wielkiego Niewypału.
Po drugie - musiałaby zaistnieć ewolucja chemiczna. Jeśli teoria Wielkiego Wybuchu jest prawdą, to wybuch wytworzyłby wodór i może trochę helu. Skąd wówczas pojawiłyby się pozostałe pierwiastki? Mówią, że poprzez syntezę jądrową. Dobrze, ale tym sposobem nie można dojść dalej, niż do żelaza.Po trzecie - musiałoby dojść do ewolucji gwiezdnej, czyli takiej, w której nastąpiłby rozwój gwiazd. Wiecie, że nikt do tej pory nie widział formującej się gwiazdy? Widzimy wybuchające gwiazdy (średnio co 30 lat), nazywamy je "nowe" lub "supernowe". Nikt jednak nie widział formującej się nowej gwiazdy!
Pewien ateista powiedział mi: "Widzimy właśnie, jak tworzy się Mgławica Kraba". Odpowiadam: "Nie, widzimy tylko coraz jaśniejszy punkt. Tylko przypuszczacie, że formuje się gwiazda". A tak naprawdę może to być obłok kurzu w kosmosie, który - gdy zniknie - odsłoni gwiazdę. Nikt nie udokumentował powstania chociaż jednej gwiazdy, pomimo że jest ich wystarczająco dużo, aby każdy człowiek na ziemi mógł być właścicielem dwóch bilionów (2.000.000.000.000) z nich. Przy czym mowa tylko o tych, o których wiemy.
Czwarte znaczenie słowa "ewolucja" to ewolucja organizmów. Czyli w jakiś sposób w jakimś miejscu życie wzięło się z materii nieożywionej. Ewolucjoniści utknęli tutaj w martwym punkcie. Ciągle wierzą w abiogenezę (abiogeneza - teoria samorództwa*), chociaż była zanegowana już ponad 200 lat temu. Są bardzo zacofani...
Piąte znaczenie ewolucji określa makro-ewolucję. Ma ona miejsce, gdy jedno zwierzę przemienia się w inny rodzaj zwierzęcia. Widzieliście kiedyś psa, który reprodukowałby nie-psa? Mamy różne psy, jednak za każdym razem są to PSY! Jest możliwe, że pies, wilk i kojot mieli wspólnego przodka. O to bym się nie spierał. Pozostają jednak tym samym rodzajem zwierzęcia - rozumieją to już pięciolatki!

Małe doświadczenie na scenie: mamy tutaj psa, wilka, kojota i banana. Które z nich nie pasuje do reszty? Oczywiście, że banan! Wg sposobu myślenia profesorów wszystko to jest tego samego rodzaju.
Biblia mówi: będą się rozmnażać zgodnie ze swoim rodzajem (Rdz. 1, powtórzone 10 razy), a nie zgodnie ze swoim gatunkiem.
Książka Darwina mówi o powstawaniu gatunków, a to jest tematem naszego sporu. Musimy się skupić na kwestii powstawania rodzajów. To właśnie powinno być sednem naszego sporu. (Organizmy żywe dzielą się m.in. najpierw na rodzaje, potem na gatunki. Np. wszystkie wiewiórki należą do rodzaju wiewiórek, a dopiero potem dzielą się na gatunki wiewiórek szarych, rudych, brunatnych etc.**).
Rodzaj zwierzęcia wydaje na świat potomstwo, po którym poznajemy, jakiego jest rodzaju. Np. koń i zebra mogą zrobić potomstwo, ale już koń i banan - nie da rady! Ostatnim, szóstym znaczeniem "ewolucji" jest mikro-ewolucja. Nie lubię tego określenia, gdyż powoduje zamieszanie. Powinniśmy się raczej wyrażać: "wariacje". W ramach jednego rodzaju mogą powstać bardzo dziwaczne zróżnicowania. Rozumiecie już fakt istnienia dużych i małych psów. Wariacje takie są potwierdzone naukowo. Nie powinniśmy nazywać tego zjawiska ewolucją.
Podsumowując - pierwsze pięć definicji ma charakter religijny. To nie jest nauka!
* - Abiogeneza - samorzutne powstawanie. Dwa fragmenty z Wikipedii:
1. Arystoteles twierdził, że abiogeneza jest obserwowalnym faktem (np. myszy powstające z brudnego siana, szczury ze szmatek, mszyce z rosy opadającej na rośliny, pchły z gnijącej materii, muchy z mięsa, itd.).
2. Począwszy od XVII wieku stopniowo wykazywano, że przynajmniej jeśli chodzi o organizmy wyższe czy też organizmy widoczne dla oka, abiogeneza nie zachodzi.
Źródło: Wikipedia.
** Zobacz: Wikipedia o wiewiórkach i Wikipedia - spis gatunków wiewiórek.
21.02-27.02
[dalej]
[do początku]
niedziela, 21 lipca 2013
WIEK ZIEMI, cz. 1, Cztery pytania
Kent Hovind
WIEK ZIEMI
cz. 1
Istnieją 4 ważne pytania, na które próbują odpowiedzieć wszystkie religie, nie wyłączając ateizmu (który też jest religią - jak bowiem udowodnić nieistnienie Boga? - trzeba w to uwierzyć). Oto one:
1. Kim jestem?
2. Skąd pochodzę?
3. Po co żyję?
4. Dokąd udam się po śmierci?
Odpowiedzi będą uzależnione od tego, w jaki sposób postrzegamy świat. Istnieją dwa poglądy:
1. "Wielki Wybuch uczynił wszystko z niczego". To jest humanistyczny pogląd na świat.
2. "Cóż za wspaniały projekt! Musiał to wszystko wymyślić jakiś wspaniały projektant!". To jest pogląd kreacjonistyczny.
Poglądy te są całkowicie sprzeczne. Jeden z nich jest błędny, a ja uwielbiam wskazywać, który z nich.
Często biorę udział w debatach uniwersyteckich. Do tej pory przeprowadziłem ich już 77 i nie mogę doczekać się następnych, choć trudno mi znaleźć następnych przeciwników. Ludzie niechętnie bronią koncepcji, że wszyscy powstaliśmy ze skały sprzed ponad 4 miliardów lat. Uważam, że teoria ewolucji jest nie tylko głupia, ale przede wszystkim niebezpieczna. Jeśli teoria ewolucji jest prawdziwa, to jak odpowiada na te cztery podstawowe pytania?
1. Kim jestem i jaka jest moja wartość? - Zakładając, że teoria ewolucji jest prawdziwa,
wasza wartość jest równa zeru. Jesteście tylko protoplazmą, która osiadła na plaży. Nie macie żadnej wartości. Jesteście częścią problemu, ponieważ zanieczyszczacie środowisko. Im więcej się Was "pozbędziemy", tym lepiej. Tak właśnie jest, jeśli teoria ewolucji jest prawdą.
2. Skąd pochodzę? - Jeśli teoria ewolucji ma rację, wszyscy powstaliśmy z kosmicznego beknięcia sprzed 20 miliardów lat.
3. Jaki jest cel życia? - Jeśli teoria ewolucji jest słuszna, to życie nie ma żadnego celu, więc możecie robić, co chcecie.
4. Dokąd udam się po śmierci? - Jeśli teoria ewolucji ma rację, to naszym końcem jest trumna, w której przetworzymy się w robaka albo w roślinę.
Jednak Biblia mówi - Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię (Rdz. 1,1). Jeśli jest to prawda, to otrzymamy całkowicie inny zestaw odpowiedzi na nasze pytania. Poza tym powinniśmy dowiedzieć się, kim jest Bóg, poznać jego wolę i ją wykonywać. Tego właśnie diabeł nie lubi. Rzekł do biblijnej Ewy: Czy rzeczywiście nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść? (Rdz. 3,1). Czy zauważyliście, że pierwsze zdanie wypowiedziane przez diabła było pytaniem, mającym zasiać wątpliwość w Słowo Boże? Jego taktyka jest niezmienna - Szatan chce, żebyś zwątpił w Słowo Boże. Następnie powiedział do Ewy: Na pewno nie umrzecie (Rdz. 3,4). W ten sposób nazwał Boga kłamcą. Jego trzecie zdanie było takie: Gdy zjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg, będziecie znali dobro i zło (Rdz. 3,5). W tym tkwi sedno całej teorii ewolucji, tutaj jest jej początek. To nie Darwin, lecz Szatan zapoczątkował tę teorię w ogrodzie Eden. On chce, żebyś myślał, że możesz stać się jak Bóg, że możesz stać się bogiem. Tak - powstaliśmy z ameby i ewoluujemy. Staliśmy się lepsi, silniejsi i mądrzejsi, aż pewnego dnia zaczniemy przemieszczać się po wszechświecie i odkrywać nowe cywilizacje. Tak jak w Startrek.
Ludzie pytają - czy sądzisz, że istnieją inteligentne formy życia na innych planetach? Odpowiadam - nie. Uczyłem w ogólniaku przez 15 lat i wiem, że nawet na naszej planecie nie ma wystarczająco dużo inteligencji.
Szatan kłamie i nabrał już wiele osób.
Mormoni nauczają, że jeśli jesteś dobrym mormonem, to idziesz do nieba i stajesz się bogiem. A jeśli jesteś dobrą żoną mormona, to też idziesz do nieba, tylko że wiecznie będziesz w ciąży. Moja żona nie chce tam iść. (...*)
Idea, że człowiek może być bogiem, została wprowadzona przez diabła i zrodziła się w ogrodzie Eden. On powiedział: Wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze narad, na najdalszej północy. Wstąpię na szczyty obłoków, zrównam się z Najwyższym (Iz. 14,13-14). Jeśli będziesz głosił kłamstwo wystarczająco długo, głośno i często, to ludzie ci uwierzą**.
Jak widzimy - diabeł chce być Bogiem, jednak to stanowisko jest już zajęte. Dlatego jest wściekły na Boga. Jemu nie może nic zrobić, więc gnębi nas, ponieważ my jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Zastanawialiście się, dlaczego diabeł nas tak bardzo nienawidzi? Bo przypominamy mu Boga! Dlatego właśnie oszukał Ewę mówiąc, że może stać się jak Bóg. Hitler mawiał:
Jeśli chcecie, żeby ktoś uwierzył waszemu kłamstwu, to musicie zrobić tak, jak dwójka moich braci: Kiedy miałem sześć lat, pewnego ranka zbiegłem na śniadanie jako pierwszy i wziąłem ostatniego banana do mojego musli. Wtedy moi starsi bracia zapytali:
- Kent, czy to jest ostatni banan?
- Tak! I jest mój! - odpowiedziałem.
Ilu z Was ma starsze rodzeństwo? Znacie więc to wspaniałe uczucie, kiedy uda się Wam ich przechytrzyć. Tamtego dnia udało mi się to! Oni chcieli mojego banana. Mój brat powiedział:
- Kent, czy wiesz, jak powstają banany?
Odpowiedziałem, że nie, bo i skąd miałem wiedzieć? Miałem przecież dopiero sześć lat. Brat odpowiedział mi:
- W Południowej Ameryce hodują pająki, a gdy umierają, ich odnóża składają się, a na nich rozwija się pleśń. Banany powstają ze spleśniałych odnóży pająków.
- Kłamiecie, chcecie tylko zjeść mojego banana!
- Wcale nie! Przetnij banana i spójrz: są tam czarne punkty, ślady po odnóżach pająka.
Wiecie, przez 3 kolejne lata nie jadłem bananów. Okłamali mnie! Nie uwierzyłbym w to kłamstwo, gdyby nie te czarne kropki. Jeżeli chcesz uwiarygodnić kłamstwo, musisz je uwiarygodnić odrobiną prawdy. Ta technika jest znana i stosowana w marketingu od lat. Łączy się dwie rzeczy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Tak zabija się też szczury: łączy się dobre jedzenie z trucizną. Czy wiedzieliście, że trutka na szczury to w 99% całkiem dobre jedzenie? Jest w niej tylko odrobina trucizny, jednak doskonale zabija.
Taką sztuczkę stosują w reklamach papierosów - łączą je z kowbojami. Jaki jest związek między paleniem Marlboro a kowbojem? Czy wszyscy kowboje palą Marlboro? Nie. Czy jeśli zacznę palić, to automatycznie stanę się kowbojem? Nie. Może będę śmierdział jak koń, ale nie stanę się kowbojem! Tak naprawdę to nikt nie pali - papieros pali się sam, a osoba paląca wciąga jedynie dym. Uważam, że powinni zawrzeć trochę prawdy w tych reklamach. Powinni nadać swoim wyrobom rzeczywiste nazwy: Gnijące Oddechy, By-passy, Złośliwe Raczki, Wysysacze Kasy. Oto prawda w reklamach.
Podobną rzecz robią z piwem - próbują skojarzyć sport z piciem piwa. Co ma piwo do sportu? Agencje reklamowe angażują umięśnionych zawodników i pokazują ich z puszką w ręku. Dają do zrozumienia: "jeśli będziesz pić to piwo, to szybko staniesz się dobrym piłkarzem".
A Biblia mówi, że jeśli będziesz pił, to zniszczysz sobie życie. Ile rodzin zostało zniszczonych przez alkohol? Ilu ludzi zginęło z powodu pijanych kierowców? Biblia ostrzega - nawet nie spoglądaj w kierunku trunku!
Pewien człowiek zapytał mnie: "nie lubi pan piwa?" Nie wiem! Nigdy nie próbowałem. Mam 50 lat i nigdy nie wypiłem ani kropli. Znaczy się - zażyłem kilka razy syropek. "W takim razie skąd pan wie, że jest niedobre, skoro nigdy pan nie próbował?" Odpowiedziałem: "Czy mogę zadać panu pytanie? Czy kiedykolwiek podkładał pan głowę pod ciężarówkę? Skąd pan wie, że się panu nie spodoba, jeśli pan tego nie próbował?" Nie trzeba próbować, żeby poznać, czy coś jest dobre czy złe! Są na to inne sposoby.
Technika mieszania prawdy z kłamstwem jest stosowana również w szkolnych podręcznikach. Moi drodzy, ja lubię naukę, uczyłem w szkole przez 15 lat. Mam doktorat. Nie mam nic przeciwko nauce. (...***) Staram się tylko przestrzec przed trucizną, która jest w książkach. Jestem przeciwny tej części nauki, w której jest trucizna.
* kawałek o Mormonach, nieistotny w polskiej rzeczywistości
** The Third Reich at War, s. 38, wraz z ministrem propagandy Goebbelsem. Zobacz kłamstwo #20 w Dictionary of Quotations, Bergen Evans, Bonanza Book, New York
*** doświadczenie pokazujące różnicę w strzelaniu gumką normalnie i z podejściem naukowym
6.23-21.02
[dalej]
[do początku]
WIEK ZIEMI
cz. 1
Istnieją 4 ważne pytania, na które próbują odpowiedzieć wszystkie religie, nie wyłączając ateizmu (który też jest religią - jak bowiem udowodnić nieistnienie Boga? - trzeba w to uwierzyć). Oto one:
1. Kim jestem?
2. Skąd pochodzę?
3. Po co żyję?
4. Dokąd udam się po śmierci?
Odpowiedzi będą uzależnione od tego, w jaki sposób postrzegamy świat. Istnieją dwa poglądy:
1. "Wielki Wybuch uczynił wszystko z niczego". To jest humanistyczny pogląd na świat.
2. "Cóż za wspaniały projekt! Musiał to wszystko wymyślić jakiś wspaniały projektant!". To jest pogląd kreacjonistyczny.
Poglądy te są całkowicie sprzeczne. Jeden z nich jest błędny, a ja uwielbiam wskazywać, który z nich.
Często biorę udział w debatach uniwersyteckich. Do tej pory przeprowadziłem ich już 77 i nie mogę doczekać się następnych, choć trudno mi znaleźć następnych przeciwników. Ludzie niechętnie bronią koncepcji, że wszyscy powstaliśmy ze skały sprzed ponad 4 miliardów lat. Uważam, że teoria ewolucji jest nie tylko głupia, ale przede wszystkim niebezpieczna. Jeśli teoria ewolucji jest prawdziwa, to jak odpowiada na te cztery podstawowe pytania?
1. Kim jestem i jaka jest moja wartość? - Zakładając, że teoria ewolucji jest prawdziwa,

wasza wartość jest równa zeru. Jesteście tylko protoplazmą, która osiadła na plaży. Nie macie żadnej wartości. Jesteście częścią problemu, ponieważ zanieczyszczacie środowisko. Im więcej się Was "pozbędziemy", tym lepiej. Tak właśnie jest, jeśli teoria ewolucji jest prawdą.
2. Skąd pochodzę? - Jeśli teoria ewolucji ma rację, wszyscy powstaliśmy z kosmicznego beknięcia sprzed 20 miliardów lat.
3. Jaki jest cel życia? - Jeśli teoria ewolucji jest słuszna, to życie nie ma żadnego celu, więc możecie robić, co chcecie.
4. Dokąd udam się po śmierci? - Jeśli teoria ewolucji ma rację, to naszym końcem jest trumna, w której przetworzymy się w robaka albo w roślinę.
Jednak Biblia mówi - Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię (Rdz. 1,1). Jeśli jest to prawda, to otrzymamy całkowicie inny zestaw odpowiedzi na nasze pytania. Poza tym powinniśmy dowiedzieć się, kim jest Bóg, poznać jego wolę i ją wykonywać. Tego właśnie diabeł nie lubi. Rzekł do biblijnej Ewy: Czy rzeczywiście nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść? (Rdz. 3,1). Czy zauważyliście, że pierwsze zdanie wypowiedziane przez diabła było pytaniem, mającym zasiać wątpliwość w Słowo Boże? Jego taktyka jest niezmienna - Szatan chce, żebyś zwątpił w Słowo Boże. Następnie powiedział do Ewy: Na pewno nie umrzecie (Rdz. 3,4). W ten sposób nazwał Boga kłamcą. Jego trzecie zdanie było takie: Gdy zjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg, będziecie znali dobro i zło (Rdz. 3,5). W tym tkwi sedno całej teorii ewolucji, tutaj jest jej początek. To nie Darwin, lecz Szatan zapoczątkował tę teorię w ogrodzie Eden. On chce, żebyś myślał, że możesz stać się jak Bóg, że możesz stać się bogiem. Tak - powstaliśmy z ameby i ewoluujemy. Staliśmy się lepsi, silniejsi i mądrzejsi, aż pewnego dnia zaczniemy przemieszczać się po wszechświecie i odkrywać nowe cywilizacje. Tak jak w Startrek.
Ludzie pytają - czy sądzisz, że istnieją inteligentne formy życia na innych planetach? Odpowiadam - nie. Uczyłem w ogólniaku przez 15 lat i wiem, że nawet na naszej planecie nie ma wystarczająco dużo inteligencji.
Szatan kłamie i nabrał już wiele osób.
Mormoni nauczają, że jeśli jesteś dobrym mormonem, to idziesz do nieba i stajesz się bogiem. A jeśli jesteś dobrą żoną mormona, to też idziesz do nieba, tylko że wiecznie będziesz w ciąży. Moja żona nie chce tam iść. (...*)
Idea, że człowiek może być bogiem, została wprowadzona przez diabła i zrodziła się w ogrodzie Eden. On powiedział: Wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze narad, na najdalszej północy. Wstąpię na szczyty obłoków, zrównam się z Najwyższym (Iz. 14,13-14). Jeśli będziesz głosił kłamstwo wystarczająco długo, głośno i często, to ludzie ci uwierzą**.Jak widzimy - diabeł chce być Bogiem, jednak to stanowisko jest już zajęte. Dlatego jest wściekły na Boga. Jemu nie może nic zrobić, więc gnębi nas, ponieważ my jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Zastanawialiście się, dlaczego diabeł nas tak bardzo nienawidzi? Bo przypominamy mu Boga! Dlatego właśnie oszukał Ewę mówiąc, że może stać się jak Bóg. Hitler mawiał:
Jeśli chcecie, żeby ktoś uwierzył waszemu kłamstwu, to musicie zrobić tak, jak dwójka moich braci: Kiedy miałem sześć lat, pewnego ranka zbiegłem na śniadanie jako pierwszy i wziąłem ostatniego banana do mojego musli. Wtedy moi starsi bracia zapytali: - Kent, czy to jest ostatni banan?
- Tak! I jest mój! - odpowiedziałem.
Ilu z Was ma starsze rodzeństwo? Znacie więc to wspaniałe uczucie, kiedy uda się Wam ich przechytrzyć. Tamtego dnia udało mi się to! Oni chcieli mojego banana. Mój brat powiedział:
- Kent, czy wiesz, jak powstają banany?
Odpowiedziałem, że nie, bo i skąd miałem wiedzieć? Miałem przecież dopiero sześć lat. Brat odpowiedział mi:
- W Południowej Ameryce hodują pająki, a gdy umierają, ich odnóża składają się, a na nich rozwija się pleśń. Banany powstają ze spleśniałych odnóży pająków.
- Kłamiecie, chcecie tylko zjeść mojego banana!
- Wcale nie! Przetnij banana i spójrz: są tam czarne punkty, ślady po odnóżach pająka.
Wiecie, przez 3 kolejne lata nie jadłem bananów. Okłamali mnie! Nie uwierzyłbym w to kłamstwo, gdyby nie te czarne kropki. Jeżeli chcesz uwiarygodnić kłamstwo, musisz je uwiarygodnić odrobiną prawdy. Ta technika jest znana i stosowana w marketingu od lat. Łączy się dwie rzeczy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Tak zabija się też szczury: łączy się dobre jedzenie z trucizną. Czy wiedzieliście, że trutka na szczury to w 99% całkiem dobre jedzenie? Jest w niej tylko odrobina trucizny, jednak doskonale zabija.
Taką sztuczkę stosują w reklamach papierosów - łączą je z kowbojami. Jaki jest związek między paleniem Marlboro a kowbojem? Czy wszyscy kowboje palą Marlboro? Nie. Czy jeśli zacznę palić, to automatycznie stanę się kowbojem? Nie. Może będę śmierdział jak koń, ale nie stanę się kowbojem! Tak naprawdę to nikt nie pali - papieros pali się sam, a osoba paląca wciąga jedynie dym. Uważam, że powinni zawrzeć trochę prawdy w tych reklamach. Powinni nadać swoim wyrobom rzeczywiste nazwy: Gnijące Oddechy, By-passy, Złośliwe Raczki, Wysysacze Kasy. Oto prawda w reklamach.
Podobną rzecz robią z piwem - próbują skojarzyć sport z piciem piwa. Co ma piwo do sportu? Agencje reklamowe angażują umięśnionych zawodników i pokazują ich z puszką w ręku. Dają do zrozumienia: "jeśli będziesz pić to piwo, to szybko staniesz się dobrym piłkarzem". A Biblia mówi, że jeśli będziesz pił, to zniszczysz sobie życie. Ile rodzin zostało zniszczonych przez alkohol? Ilu ludzi zginęło z powodu pijanych kierowców? Biblia ostrzega - nawet nie spoglądaj w kierunku trunku!
Pewien człowiek zapytał mnie: "nie lubi pan piwa?" Nie wiem! Nigdy nie próbowałem. Mam 50 lat i nigdy nie wypiłem ani kropli. Znaczy się - zażyłem kilka razy syropek. "W takim razie skąd pan wie, że jest niedobre, skoro nigdy pan nie próbował?" Odpowiedziałem: "Czy mogę zadać panu pytanie? Czy kiedykolwiek podkładał pan głowę pod ciężarówkę? Skąd pan wie, że się panu nie spodoba, jeśli pan tego nie próbował?" Nie trzeba próbować, żeby poznać, czy coś jest dobre czy złe! Są na to inne sposoby. Technika mieszania prawdy z kłamstwem jest stosowana również w szkolnych podręcznikach. Moi drodzy, ja lubię naukę, uczyłem w szkole przez 15 lat. Mam doktorat. Nie mam nic przeciwko nauce. (...***) Staram się tylko przestrzec przed trucizną, która jest w książkach. Jestem przeciwny tej części nauki, w której jest trucizna.
* kawałek o Mormonach, nieistotny w polskiej rzeczywistości
** The Third Reich at War, s. 38, wraz z ministrem propagandy Goebbelsem. Zobacz kłamstwo #20 w Dictionary of Quotations, Bergen Evans, Bonanza Book, New York
*** doświadczenie pokazujące różnicę w strzelaniu gumką normalnie i z podejściem naukowym
6.23-21.02
[dalej]
[do początku]
piątek, 19 lipca 2013
To, co Janek chciał powiedzieć, cz. 1.1.
[czyli Ewangelia Jana widziana moimi oczami - podparte porównaniami z różnymi tłumaczeniami polskimi i innymi, "podczytywaniem" słowników, sparafrazowane na - mam nadzieję - prosty, zrozumiały, współczesny język]
Rozdział 1, cz. 1
Na początku było To Słowo, i To Słowo było przy Bogu, i To Słowo było Bogiem. Ono było na początku przy Bogu. Przez Nie powstało wszystko. Z tego wszystkiego, co powstało, nie ma nic, co by powstało bez Niego. W Nim było życie, a to życie było światłem dla ludzi. I to światło świeci w ciemności, a ciemność jej nie opanowała.
Był sobie człowiek, wysłany przez Boga, nazywał się Jan. Ten przyszedł, żeby zaświadczyć niczym świadek o Tym Świetle, żeby wszyscy przez Nie uwierzyli. To nie on był tym światłem, ale miał on o Tym Świetle zaświadczyć.
Na świecie pojawiło się To prawdziwe Światło, które oświeca każdego człowieka. Było na tym świecie i ten świat powstał przez Nie, ale go nie rozpoznał. Przyszło do tego, co było Jego, ale ta Jego własność Go nie przyjęła. Ale tym, którzy Je przyjęli i którzy wierzą w Jego imię, dało prawo stać się dziećmi Bożymi. Ci nie urodzili się z krwi, z woli ciała czy z woli człowieka, ale z Boga. I stało się To Słowo ciałem i zamieszkało między nami, i zobaczyliśmy jego chwałę (["cudowność" - taki niby-blask, poważanie, dumę], jakim syn-jedynak obdarzony jest przez swojego ojca) pełen łaski [życzliwości?] i prawdy.
Jan (mowa o Janie Chrzcicielu) oświadczał o tym publicznie, wołając: To był ten, o którym powiedziałem: ten, którzy przychodzi po mnie, faktycznie przybył przede mną, bo był tu prędzej, niż ja. Z jego pełnego wnętrza wszyscy coś dostaliśmy, łaskę za łaskę [życzliwość za życzliwość? serce wypełnione wdzięcznością? możliwość życia?]. Bo Prawo zostało nadane przez Mojżesza, ale łaska [życzliwość?] i prawda przyszła przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, ale ten jedynak, który jest w objęciach Ojca, pokazał nam, kim On jest.
na podstawie: Jan 1,1-18
[dalej]
Rozdział 1, cz. 1
Na początku było To Słowo, i To Słowo było przy Bogu, i To Słowo było Bogiem. Ono było na początku przy Bogu. Przez Nie powstało wszystko. Z tego wszystkiego, co powstało, nie ma nic, co by powstało bez Niego. W Nim było życie, a to życie było światłem dla ludzi. I to światło świeci w ciemności, a ciemność jej nie opanowała.
Był sobie człowiek, wysłany przez Boga, nazywał się Jan. Ten przyszedł, żeby zaświadczyć niczym świadek o Tym Świetle, żeby wszyscy przez Nie uwierzyli. To nie on był tym światłem, ale miał on o Tym Świetle zaświadczyć.
Na świecie pojawiło się To prawdziwe Światło, które oświeca każdego człowieka. Było na tym świecie i ten świat powstał przez Nie, ale go nie rozpoznał. Przyszło do tego, co było Jego, ale ta Jego własność Go nie przyjęła. Ale tym, którzy Je przyjęli i którzy wierzą w Jego imię, dało prawo stać się dziećmi Bożymi. Ci nie urodzili się z krwi, z woli ciała czy z woli człowieka, ale z Boga. I stało się To Słowo ciałem i zamieszkało między nami, i zobaczyliśmy jego chwałę (["cudowność" - taki niby-blask, poważanie, dumę], jakim syn-jedynak obdarzony jest przez swojego ojca) pełen łaski [życzliwości?] i prawdy.
Jan (mowa o Janie Chrzcicielu) oświadczał o tym publicznie, wołając: To był ten, o którym powiedziałem: ten, którzy przychodzi po mnie, faktycznie przybył przede mną, bo był tu prędzej, niż ja. Z jego pełnego wnętrza wszyscy coś dostaliśmy, łaskę za łaskę [życzliwość za życzliwość? serce wypełnione wdzięcznością? możliwość życia?]. Bo Prawo zostało nadane przez Mojżesza, ale łaska [życzliwość?] i prawda przyszła przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, ale ten jedynak, który jest w objęciach Ojca, pokazał nam, kim On jest.
na podstawie: Jan 1,1-18
[dalej]
Kent Hovind, WIEK ZIEMI, Wstęp
Kent HovindWIEK ZIEMI
Wstęp
Nazywam się Kent Hovind, przez 15 lat byłem nauczycielem fizyki. Od 14 lat prowadzę seminaria
poświęcone stworzeniu świata, teorii ewolucji oraz dinozaurom.
Nie lubię niedomówień, dlatego powiem, w co wierzę, abyście wiedzieli, o czym będzie moje seminarium. Wierzę, że Pismo Święte jest nieomylnym, natchnionym słowem Boga (2 tym 3,16). Przy okazji - BIBLIA (ang. BIBLE) to skrót od Basic Instructions Before Leaving Earth ("podstawowe instrukcje przed opuszczeniem ziemi") ;) Zalecam jej czytanie, gdyż odchodzi się na długi czas. Musicie być pewni, że podążacie we właściwe miejsce.
Moim obowiązkiem jako chrześcijanina jest udzielić odpowiedzi każdemu, kto pyta o źródło mojej nadziei. Podczas ostatnich 200 lat chrześcijanie nie potrafili sobie poradzić z argumentami sceptyków i ateistów. Pozwoliliśmy, by teoria ewolucji weszła do programu nauczania i wpłynęła na system prawny oraz sposób naszego myślenia. Celem tego seminarium jest zwiększenie Waszej wiary w Słowo Boże; nawrócenie osób, które nie są jeszcze zbawione; zmotywowanie osób wierzących do podejmowania działań dla Boga.
Teraz wiecie, w co wierzę. Ostrzegam, że odwołam się do każdego rodzaju grzechu wspomnianego w Biblii, dlatego prawdopodobnie co najmniej raz nadepnę na czyjś odcisk. Zalecam buty ochronne lub gotowość do cofnięcia nogi.
To nie jest moja żona. To tylko jej zdjęcie. Jesteśmy razem od 30 lat. Mama opowiadała mi, że tuż po urodzeniu wzięła mnie na ręce, złożyła moje dłonie do modlitwy mówiąc: "Panie, proszę Cię, daj mu dobrą żonę". I mówię Wam - On to uczynił! Jak dotychczas - jest wspaniała! Szczerze doceniam moją żonę. Jest pianistką. Ja też kiedyś grałem na pianinie, co wywoływało nieznaczny ból pleców i musiałem przestać. Oczywiście żartuję. Mamy trójkę dzieci, mieszkamy w Pensacoli, na Florydzie. Nasze dzieci mają 24, 25 i 26 lat. W naszych stronach nazywamy to planowaniem rodziny. Popatrzmy: Eryk jest ewangelistą, więc dużo podróżuje i wykłada nt. stworzenia świata. Jego żona pracuje w naszym dziale finansowym. Dzięki nim, w 2002 roku, zostałem dziadkiem. Następny mój syn, Ken, siedzący za jedną z kamer, razem ze swoją żoną uczynili mnie podwójnym dziadkiem. Ken pracuje w dziale materiałów filmowych, a ona w naszej księgarni. Mam też córkę - jakiś czas temu znalazłem kogoś, kto przejął opłacanie jej rachunków. On zajmuje się działem logistycznym, a ona jest moją sekretarką. Jak widać, nie tylko wierzymy w nepotyzm, ale i praktykujemy go ;) Cała szóstka pracuje z nami i jesteśmy z niej bardzo dumni.
Kolejną częścią naszej działalności jest Dinozaurowy Park Przygody. Jeśli będziecie kiedyś w Pensacoli, musicie odwiedzić to niezwykłe miejsce. Miałem już dosyć tych wszystkich muzeów uczących teorii ewolucji i postanowiłem utworzyć ośrodek uczący o stworzeniu świata. Odbywają się tam zajęcia ruchowe, jest muzeum oraz park rozrywki. Dzieci uczą się o dinozaurach oraz o tym, jak być bliżej Pana Jezusa. W drugim roku po otwarciu zanotowaliśmy 10 tys. odwiedzających - ludzie zainteresowani tym parkiem przyjeżdżają z całego świata, dlatego chcemy przyczynić się do tworzenia podobnych w całym kraju. Bóg powinien odebrać chwałę za swoje stworzenie. Finansują nas ludzie, którzy kochają Boga i dlatego nam pomagają. Kiedy zaczynałem pracę 14 lat temu, powiedziałem Bogu: "Panie, nie chcę chronić mojej pracy prawami autorskimi ani pobierać opłat za seminaria. Wycofam się, jeśli nie zapewnisz mi dochodów". To proste. I Bóg porusza ludzi, którzy przysyłają nam pieniądze. To trwa już około 15 lat i jest niezwykłe!
Moje seminaria nie są chronione prawami autorskimi, więc możecie kopiować i rozprowadzać pomiędzy znajomymi. To niesamowite, w jaki sposób rozwinęła się ta służba, która powstała z niczego.
00-6.23
[dalej]
niedziela, 14 lipca 2013
Słowo było PRZY Bogu?
Jan 1,2:
Ono [Słowo] było na początku u Boga. (BW, BP, BG)
The same (The Word) was in the beginning with God. (KJV)
Co znaczy zwrot "u Boga"? Można rozumieć to wielorako. Można być u kogoś na herbatce. U kogoś można pracować.
Słowniki mówią, że w grece użyte tam zostało słowo "pros", które oznacza zarówno "u", jak i kierunek "do", a także bytność lub współdziałanie "z". Najczęściej używane w wyrażeniach wyrażających ruch "do" lub jakąś czynność odbywającą się w kierunku "do" (szli do niego, siekiera do korzenia drzewa przyłożona, zebrały się przy nim tłumy, czy nie ma wszystkich sióstr u nas). Często także jako "naprzeciw", coś jak w wyrażeniu "twarzą w twarz".
Wygląda na to, że w języku polskim brakuje dokładnie takiego słowa, które by to wyrażenie precyzyjnie odzwierciedliło. Ale gdyby zrozumieć ten tekst w ten sposób: Ono (Słowo) było na początku przy Bogu, to wyrażenie to byłoby chyba o wiele jaśniejsze?...
Źródła:
ewangeliczny przekład interlinearny
słownik biblijny
Ono [Słowo] było na początku u Boga. (BW, BP, BG)
The same (The Word) was in the beginning with God. (KJV)
Co znaczy zwrot "u Boga"? Można rozumieć to wielorako. Można być u kogoś na herbatce. U kogoś można pracować.
Słowniki mówią, że w grece użyte tam zostało słowo "pros", które oznacza zarówno "u", jak i kierunek "do", a także bytność lub współdziałanie "z". Najczęściej używane w wyrażeniach wyrażających ruch "do" lub jakąś czynność odbywającą się w kierunku "do" (szli do niego, siekiera do korzenia drzewa przyłożona, zebrały się przy nim tłumy, czy nie ma wszystkich sióstr u nas). Często także jako "naprzeciw", coś jak w wyrażeniu "twarzą w twarz".
Wygląda na to, że w języku polskim brakuje dokładnie takiego słowa, które by to wyrażenie precyzyjnie odzwierciedliło. Ale gdyby zrozumieć ten tekst w ten sposób: Ono (Słowo) było na początku przy Bogu, to wyrażenie to byłoby chyba o wiele jaśniejsze?...
Źródła:
ewangeliczny przekład interlinearny
słownik biblijny
sobota, 13 lipca 2013
Maria w ciąży.
Maria też nie miała lekko. Maryśka właściwie - bo w tym czasie była młodziutką dziewczyną. I choć zaszła w ciążę nie wiadomo z kim, nie wiadomo jak, i choć ona sama nie miała wątpliwości, co to jest za ciąża, to jednak ludzie wokół... Mała wioska, wszyscy się znają, a tu okazuje się, że młoda dziewczyna zaczyna tyć. Tyć??? Wprawne oko starszych kobiet (a niektóre z nich to typowe "wiejskie baby") od razu rozpoznaje rodzaj "otyłości"... I jak tu żyć w takiej wiosce? Mąż sam jest ciążą zaskoczony (dotąd nie współżyli jeszcze ze sobą - takie zwyczaje wtedy były), sam nie wie, czy się przyznać do niej, czy nie. A jak ją potraktowali rodzice? Młodziutka dziewczyna, ledwie za mąż wyszła, jeszcze nie współżyła, a tu TAKA CIĄŻA??? Może ją jakiś rzymski żołnierz zgwałcił?... Tylko że ona do tego się nie przyznaje, mówi, że anioła spotkała... Piła???
W takiej sytuacji to, że Maria podczas spotkania z Gabrielem, który jej powiedział, skąd i czyja ta ciąża, odpowiedziała mu: "Niech się stanie według woli Jego" - zakrawa na heroizm. Dobrowolnie zgodzić się na nieznaną ciążę w małej wiosce? W ortodoksyjnej religii, gdzie za takie ciąże kamieniowano?...
W takiej sytuacji to, że Maria podczas spotkania z Gabrielem, który jej powiedział, skąd i czyja ta ciąża, odpowiedziała mu: "Niech się stanie według woli Jego" - zakrawa na heroizm. Dobrowolnie zgodzić się na nieznaną ciążę w małej wiosce? W ortodoksyjnej religii, gdzie za takie ciąże kamieniowano?...
piątek, 12 lipca 2013
Józef, ojczym Jezusa.
Józef. Ojczym Jezusa. Budował dom. Jego nowo poślubiona żona najpierw wyjechała do swojej kuzynki na kilka miesięcy, a gdy wróciła - była w ciąży. Bez jego udziału, bez jego wiedzy. Musiał uwierzyć jej na słowo w to, co powiedziała. Ale ludzie w wiosce nie uwierzyli - jak to ludzie w wiosce - wiedzieli swoje. Lepiej. Krzywe spojrzenia. I to zniechęcenie - przecież wtedy, przed narodzeniem Jezusa, było tak samo, jak dziś - żadnych znaków od Boga, żadnych cudów, żadnego głosu z nieba. Tylko sny. A przyśnić się może wszystko.
Potem trzeba było opuścić nowo postawiony dom. Choć jeszcze nie na zawsze. Podczas podróży nocowali w stajence - tam Maria urodziła Jezusa. Stajenka, żłobek - skojarzenia na myśl przywodzą te czyste, schludne i ładnie oświetlone, jakie często można dzisiaj zobaczyć w jasełkach. Jak wygląda stajnia dzisiaj? Brudno, mnóstwo kłującej słomy i starego siana, woń zwierzęcych odchodów. Jak wyglądała wtedy?... Było tak źle, że nowo narodzone niemowlę trzeba było położyć w żłobie. W korycie.
A potem trzeba było uciekać. Daleko, do innego kraju, aż do Egiptu. Bez przygotowania, bez języka, bez zapasów, bo przecież to miasto, w którym Maria urodziła, miało być celem tamtej podróży. Ucieczka na żywioł, zupełnie w nieznane. I trzeba było przestać myśleć, że zostawia się za sobą ów nowo postawiony dom, zostawić wszystko.
Nigdy człowiek nie wie, co jeszcze go spotka.
Potem trzeba było opuścić nowo postawiony dom. Choć jeszcze nie na zawsze. Podczas podróży nocowali w stajence - tam Maria urodziła Jezusa. Stajenka, żłobek - skojarzenia na myśl przywodzą te czyste, schludne i ładnie oświetlone, jakie często można dzisiaj zobaczyć w jasełkach. Jak wygląda stajnia dzisiaj? Brudno, mnóstwo kłującej słomy i starego siana, woń zwierzęcych odchodów. Jak wyglądała wtedy?... Było tak źle, że nowo narodzone niemowlę trzeba było położyć w żłobie. W korycie.
A potem trzeba było uciekać. Daleko, do innego kraju, aż do Egiptu. Bez przygotowania, bez języka, bez zapasów, bo przecież to miasto, w którym Maria urodziła, miało być celem tamtej podróży. Ucieczka na żywioł, zupełnie w nieznane. I trzeba było przestać myśleć, że zostawia się za sobą ów nowo postawiony dom, zostawić wszystko.
Nigdy człowiek nie wie, co jeszcze go spotka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

