Andrzej Sieja
Rozpoznać głos Boga
(org.: Gdy Bóg mówi do Ciebie)
lekka parafraza
http://www.slupsk.adwent.pl/index.php/andrzej-sieja
Dzisiejsze rozważanie będzie bardzo praktyczne. Chciałbym, byśmy zastanowili się nad najpiękniejszą rzeczą, która mogła zdarzyć się nam, ludziom. Mianowicie nad tym, że ktoś tak wielki, Bóg Wszechświata, mówi do nas. To rozważanie zatytułowałem: Gdy Bóg mówi do Ciebie - co oznacza, że my go obchodzimy, my go interesujemy. To znaczy, że jeśli my interesujemy Boga, to On widzi w nas wartość. I to jest to, co ciągle podziwiam - On widzi w nas, we mnie to, czego nie widzą inni. Ekscytuje mnie to często, bo daje mi to szansę wtedy, gdy nikt inny mi jej nie daje. I żebym o tym nie zapomniał, mówi: "Zapisz to". Wiem, że łatwo jest o tym zapomnieć, albo uwierzyć w to, co inni mówią o nas.
Zostało wykreowane tzw. "pokolenie X", pokolenie głodne miłości. Mówi się, że dzisiejsza młodzież charakteryzuje się "głodem miłości". Jest karmiona różnymi rzeczami, ale wciąż jest głodna miłości.
Spotkałem ją dwanaście lat temu. Ma na imię Ula. Zna kilka języków, twierdzi, że perfekcyjnie posługuje się czterema. Ma gołębie serce. Mimo to - nadal czuje się bezwartościowa. Czy wiecie dlaczego? Gdy słuchałem jej historii, okazało się, że od czasów dzieciństwa nie słyszała, że przedstawia sobą jakąś wartość. Stawała wręcz na głowie, nawet jej znajomość języków jest dowodem na to, by pokazać, że ona ma jakąś wartość, że jest cenna. Im więcej w tym kierunku robiła, tym mniej o tym słyszała. To jest tylko przykład, ale przecież takich ludzi spotykamy ciągle.
Bóg jest inny. Jaki? To jest właśnie Ten, który widzi coś zupełnie innego. Ten, który - gdy coś się wydaje być chore - On widzi jeszcze coś. Pomyślałem sobie - czy nie byłoby pięknie, a wierzę, że tak, gdyby w całym wszechświecie, w tym też na ziemi, mówił tylko Bóg? Gdyby przemawiał tylko On? Gdybyśmy słyszeli tylko głos Boga?
Wiemy jednak, że tak dobrze nie jest. Wiemy, że są dwa autorytety ("autorytety" - w celowo cudzysłowie, jeśli mowa o tym drugim - dop. wł.). A każdy z nich chce być słyszany. Pytaniem jest więc nie to, czy mówią, bo wiemy, że tak, ale czy "ja" wiem, kto to mówi. To jest pytanie, które bardzo długo chodziło za mną. Co pozwala mi rozpoznać głos Boga? To właśnie pytanie będzie nam dzisiaj towarzyszyć.
Apostoł Paweł mówił, że jest wiele głosów. Powiedział: Na tym świecie jest wiele różnych głosów, a żaden z nich nie jest bez znaczenia. Mieliście coś takiego, że nawet podczas modlitwy, podczas osobistego spotkania z Bogiem - wokół nas wiele się działo, albo do głowy nagle przychodziła masa różnych myśli? Człowiek może być dzisiaj bardzo pogubiony. Jak być pewnym, JAK być pewnym, że to, co słyszę, to głos Boga, a nie np. jakiś mój wewnętrzny głos, czy też Jego przeciwnika?
Każdy podejmuje swoje własne decyzje. Nie chcemy popełnić błędu, gdy trzeba zdecydować o wyborze szkoły, pracy, partnera... Są takie pomyłki, np. "kupię chleb taki czy inny" - może komuś będzie trudno przełknąć, ale to nie jest jakaś sprawa najważniejsza. Ale czy jestem pewien, że głos, który do mnie dociera np. w kwestii wyboru partnera życiowego - czy to jest głos Boga? Czy ja mogę być tego pewny? Podobnie w innych kwestiach?
Dzisiejsze moje rozważanie będzie bardzo praktyczne. Nie mamy dzisiaj czegoś takiego, jak Urim i Tummim. Kiedyś było to bardzo proste - Urim i Tummim, rzucano losy... Nie wykładamy runa jak Gedeon. Ale każdy chciałby mieć tę pewność, by - wtedy, gdy będziemy słyszeć jakiś wewnętrzny czy inny głos - że to jest głos Boga. W Księdze Izajasza czytamy: A gdy będziecie chcieli iść w prawo albo w lewo, twoje uszy usłyszą Słowo, odzywające się do ciebie z tyłu: To jest droga, którą macie chodzić. A więc zobaczcie, ten tekst sam mówi, że jest droga jedna i druga, i mówi też, że twoje uszy usłyszą! Albo jest to prawda, a ja wierzę, że tak, albo jest tylko jakiś tam tekst, taka luźno rzucona myśl.
Nauczyłem się tego, że naprawdę - w wielu kwestiach, jeśli chodzi o Biblię, głęboko zastanawia pytanie, czy to, co Bóg mówi, to tylko jakaś interpretacja, a może rzeczywiście On chce zapodać mi jakąś bardzo głęboką myśl. Gdy będziecie chcieli pójść w lewo albo w prawo - a więc zobaczcie: jest jakiś wybór - twoje uszy USŁYSZĄ. On nie powiedział: "prawdopodobnie", "chyba", "być może", On powiedział: TWOJE USZY USŁYSZĄ!
Przeżyliście kiedyś coś takiego? Niektórzy mówią, że kiedyś to było proste - Bóg mówił bezpośrednio, człowiek to słyszał, np. taki Abraham - nie wiedział, dokąd idzie, ale szedł; Mojżesz - rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz; Kaleb, Jozue, Dawid, apostoł Paweł - można by wymieniać długo.
Apostoł Paweł na początku nie wiedział, kto to, zadał pytanie: kto ty jesteś?, Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. To nurtowało mnie przez długi czas. Czyżby czasy się zmieniły i ten głos nie jest już tak wyraźny? Albo nastąpiły jakieś inne przyczyny?
Każdy za tym tęskni. Ale zanim pójdziemy dalej w tych rozważaniach, chciałbym coś założyć. Wiemy, że słyszenie głosu Boga nie było tak powszechne i nie wszyscy słyszeli to, co słyszeli inni (np. jeden słyszał głos mówiący do niego, a pozostali w otoczeniu - grzmoty jak podczas burzy - dop. wł.), ale ci, którzy to słyszeli - w większości wiedzieli, że to JEST Bóg. Skąd?? Jak to się mogło stać?
Jest pewna historia, którą dobrze znamy, ale przestudiujemy ją pod nieco innym kątem. Mnie ona wiele nauczyła. Jak rozpoznać głos Boga? Jak być pewnym w tysiącu kwestii, wyborów?
1 Księga Samuela - jest tam historia o tym, jak Samuel w pewnym momencie usłyszał głos Boga, choć na początku nie wiedział, co to za głos. Jest tam powiedziane, że ZANIM Samuel usłyszał głos Boga, coś się wydarzyło. 1 Ks. Samuela 2,11: Elkana wrócił do Ramy, do swego domu, a chłopiec służył Panu przy kapłanie Helim. 2,18: Samuel pełnił posługi wobec Pana jako chłopiec, ubrany w lniany efod. 2,21: Pan wejrzał na Annę: poczęła i urodziła trzech synów i dwie córki. Samuel natomiast wzrastał przy Panu. 2,26: Młody zaś Samuel rósł i coraz bardziej podobał się tak Panu, jak i ludziom. W tych wszystkich tekstach zwraca uwagę fakt, że Samuel, zanim usłyszał głos Boga, że on służył, wzrastał przy Bogu, podobał się Bogu. Jest to cecha, która powtarza się nie tylko w tej historii.
Wielu chce słyszeć głos Boga, jednak słyszenie głosu Boga coś poprzedza - jest to pewna zasada: otwartość na Boga. Jak w tej historii o rolniku, który późną wiosną przyszedł na pole, zobaczył same chwasty i żalił się sąsiadowi, że nic mu na tym polu nie rośnie, tylko chwasty. - A zrobiłeś wszystko, co trzeba?
- Tak! Zaorałem, zabronowałem, nawiozłem, podlewałem...
- A zasiałeś?...
Nie ma czegoś takiego - jak nie zasiejesz, to nie zbierzesz. Nawet jeśli bardzo chcesz zebrać plon - nie zbierzesz, póki nie zasiejesz.
Jest powiedziane o Samuelu, że rósł przed Bogiem. A czy można rosnąć przed czymś innym? Ano można. Niektórzy rosną przed komputerami ;) Najczęściej rośniemy na wzór, na podobieństwo czegoś, co jest dla nas ważne.
Spotkałem pewną dziewczynę, która mnie zaszokowała na temat wiadomości o życiu różnych gwiazd. Potrafiła na wyrywki podać daty, miejsca urodzenia, trasy koncertowe, choroby, jakie przechodziły niektóre z nich. Ona poświęciła temu tyle czasu...
Co sprawia, że czegoś chętnie słuchamy lub czytamy? Słuchamy i czytamy o tym, co jest dla nas ważne. I jak każda osoba, która kocha - Bóg chce wiedzieć, czy On dla mnie jest ważny. Czy jest na tyle ważny, że warto Mu służyć? On chce to wiedzieć, (chce wiedzieć, jakich dokonamy wyborów w poszczególnych sytuacjach - dop. wł.), chce wiedzieć, czy nie jest dla nas tylko strażą pożarną, pogotowiem ratunkowym, ale że fajnie jest nam służyć Jemu. Bóg szczególnie traktuje tych, którzy poważnie traktują Jego samego. Czytamy o tym w Biblii. To nie oznacza oczywiście, że Bóg odwraca się tyłem od tych, którzy żyją inaczej, ale musimy się zgodzić z tym, że Bóg nie do każdego tak samo mówi, albo nie każdy ten głos tak samo słyszy, czy tak samo go słucha. Ten, kto CHCE słyszeć głos Boga, ten kto CHCE służyć Bogu - ten będzie słyszał głos Boga.
Ale ze wzrastaniem związany jest jeszcze czas. Znacie tę historię, gdy w Krakowie pewnego razu przeprowadzono ankietę, zadając bardzo poważne pytanie: "jak zbudowano Kraków?". Najczęściej powtarzająca się odpowiedź: "nie od razu". To nie jest więc tak, że zaczynamy słyszeć Boga z dnia na dzień. Wg mnie Bóg przemawia inaczej, niż przez e-maile i SMS-y. Na to, by rozpoznać głos Boga, potrzebny jest czas. Bóg chce tych głębokich relacji.
Czas na eksperyment. Sala została poproszona o wyciszenie się, a następnie jedna osoba z tylnych rzędów, umówiona wcześniej, miała coś powiedzieć. Osoby z sali - bez oglądania się na mówiącą osobę - miały rozpoznać po głosie, kto to powiedział. Gdybym teraz zadał pytanie tym, którzy wiedzą, kto to powiedział - skąd wiedzieliście, że to była Natalka? Rozpoznaliście po głosie - ale dlaczego? Bo znacie Natalkę! Bo spędzaliście z nią czas, rozmawialiście z nią - dlatego znacie jej głos! Jeśli więc ktoś mówi, że nie wie, czy dany głos (myśl, zdanie, wrażenie) jest od Boga czy nie - ten powinien choć raz obejrzeć program "Jaka to melodia?". Uczestnicy tego konkursu często już po paru pierwszych nutach wiedzą, co to za piosenka! Myślicie, że to odbywa się tak, że ktoś sobie obejrzał jakiś program, pomyślał sobie: "O, jutro startuję!", położył się spać i kolejnego dnia, tak z marszu, rozpoznaje każdą nutę? Przecież to są miesiące i lata spędzone na słuchaniu różnych utworów wiele razy, że ci ludzie mają w głowie już tyle melodii, że czasem wystarcza jedna nuta w odpowiednim tonie - i oni już wiedzą, co to za utwór.
Więc chodzi o czas. O czas spędzony z Natalką, czy o czas spędzony na słuchaniu tych wielu otworów. Tak samo Boga nie usłyszymy z dnia na dzień. To są tysiące godzin słuchania, by nie popełnić błędu. A Bóg wie, że w natłoku tylu różnych głosów, dźwięków, tak łatwo jest popełnić błąd. A może to być pomyłka naprawdę innego rzędu niż ta, czy zjadłbym chleb czy bułkę, czy jabłko czy banana.
Kocham przyrodę, staram się dużo czytać na ten temat. Naukowcy przeprowadzili badania na fokach-matkach i ich młodych. Miały one dać odpowiedź na pytanie, jak to jest możliwe, że spośród tysiąców głosów różnych fok one potrafią bezbłędnie rozpoznać głos swojego dziecka, a dziecko swojej matki. Nieraz przecież widzielismy obrazy w telewizji, gdzie na plaży jest tyle tych fok - jest ich tysiące. To jest tak, jakbyśmy patrzyli na Chińczyków - są ich miliony, a dla nas, Europejczyków - każdy jest taki sam. Kiedyś widziałem zdjęcie trzydziestu małych Chińczyków. Dla mnie każdy wyglądał tak samo, myślałem, że każdy jest od tej samej matki... Każdy ma czarne oczy (widział ktoś Chińczyka-blondyna?), charakterystyczne oczy... Ale nie, oni mówią, że nie, że każdy jest inny.
I teraz kiedy foka-matka słyszy tyle głosów tych fok - niech ktoś spróbuje rozpoznać tą jedną, konkretną. A one rozpoznają. A przecież te maluchy nie siedzą ciągle w jednym miejscu. Jak to maluchy - bawią się, chodzą, pływają... Ja, gdy dzwonię do domu, często mylę żonę z córką - tak podobne głosy mają...
Okazało się, że matka, kiedy musi zostawić młode, by np. wypłynąć w połów, zanim wypłynie, wpierw z bardzo bliskiej odległości ciągle "mówi" do tego malucha. Następnie oddala się stopniowo i co 2-3 metry ciągle do niego "mówi" i patrzy, czy to młode reaguje. Musi być pewna na wszystko, że maluch reaguje na to, co ONA mówi. I chociaż tych krzyków tam jest wiele, to ten maluch musi się nastawić na jej głos, a matka musi wiedzieć, że on reaguje. Są niestety przypadki, że to niesłuchanie jej głosu doprowadza do śmierci malucha. Nierozpoznawanie głosu własnej matki kwalifikuje takie młode na śmierć. Zobaczcie, jak ważne jest wiedzieć, kto do nas mówi.
W 1 Ks. Samuela jest powiedziane coś jeszcze. 1 Sam. 3,1: Młody Samuel usługiwał Panu pod okiem Helego. W owym czasie rzadko odzywał się Pan, a widzenia nie były częste. [(...) - tu wyciąłem ten kawałek kazania, z którym się nie zgadzam - dop. wł.] Czyli miało to miejsce w czasach takich samych, jak obecne - Bóg odzywał się rzadko. Można nawet odnieść wrażenie, że prawie w ogóle.
Spotkałem kiedyś chłopaka, Piotra. Przyszedł do mnie, bo chciał poznawać Boga (Andrzej Sieja jest pastorem - dop. wł.). Kiedy zaproponowałem mu, żebyśmy otworzyli Biblię, odpowiedział: Nie nie nie, jeśli Bóg będzie chciał, żebym coś usłyszał, to mi to po prostu powie. Wiecie, taka postawa jest bardzo niebezpieczna. Bóg się nie da z siebie naśmiewać. Jeśli raz coś podał, w swoim Słowie (Biblii), to chciałby, żeby to otwierać! (Jeśli szukamy informacji o jakiejś firmie, to też nie dzwonimy do recepcji, tylko wchodzimy na ich stronę internetową i czytamy, co sami o sobie napisali - dop. wł.).
Okazuje się więc, że z jednej strony można zlekceważyć głos Boga już podany, zapisany. I szukać czegoś innego. Ale Bóg taki nie jest. On naprawdę odpowiada nam w oparciu o to, co już zostało napisane. Im bliżej jesteśmy Słowa, im wrażliwsi jesteśmy na nie, tym więcej otrzymamy.
Jak się czujecie, kiedy mówicie do kogoś, a ta osoba akurat w tym momencie rozmawia z kimś innym? Czujecie się zlekceważeni, prawda? To naturalne uczucie w takiej sytuacji.
Zobaczmy jeszcze wersety 2 i 3: Pewnego dnia Heli spał w zwykłym miejscu. Oczy jego zaczęły już słabnąć i nie mógł widzieć. A światło Boże jeszcze nie zagasło. Samuel zaś spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza. Zwróćmy tu uwagę na dwie sprawy:
1. Heli leżał i miał słaby wzrok. Nie mógł widzieć. Owszem, to jest tragedia, ale większą tragedią jest to, na co zwróciła uwagę Hellen Keller*: Mieć wzrok i nie widzieć. A mówiła o wzroku duchowym.
2. Heli miał słaby wzrok, ale to nie był jego największy dramat. Największym dramatem Heliego było to, że on już nie słyszał tego, co mówi Bóg. Bóg wybrał kogoś innego. Jednak Bóg chce, żeby ten głos był słyszalny. I tutaj - zobaczcie - jest powiedziane, że światło Boga jeszcze nie zgasło. Nie wnikając w szczegóły - można by nawet udowodnić, że to była już noc, że to było wtedy, gdy wszystko już ucichło. Gdy wszystkie inne odgłosy ucichły. Wtedy nagle mógł być usłyszany głos. To tak, jak z zegarem - wiele razy przecież w nocy jest tak cicho, że aż słychać tykanie zegara. A przecież to tykanie nie jest tylko w nocy - ono jest w dzień także!
Tak samo jest z Bogiem. Nawet Adam Mickiewicz napisał: Głośniej niż w rozmowach przemawia Bóg - przemawia w ciszy, i kto w sercu ucichnie, zaraz go usłyszy. Spodobały mi się te słowa. Widzicie, uważam, że noc, ta nocna cisza, ma w tej kwestii coś do powiedzenia. Dlaczego Bóg przemawia często w nocy? To nie oznacza, że Bóg sobie noc upodobał. Raczej dlatego, że w ciągu dnia jest tyle innych odgłosów, że Bóg nie chce z nimi konkurować. Albo inaczej - nie chce, by Jego głos konkurował z tak wieloma innymi głosami (odgłosami, dźwiękami), często bardzo autorytatywnymi. Mieliście już coś takiego? Ja wielokrotnie - większość "złotych myśli" do kazań - przychodzi w nocy. Do tego stopnia, że muszę wstać i to zapisać. Tak to jakoś jest. Wiele razy nie zapisywałem, mówiłem sobie: "e, prosta myśl, ja to zapamiętam". Nie zapamiętałem. Ale jestem wdzięczny Bogu, że On dba o to, by nawet w nocy mnie obudzić, żebym usłyszał Jego głos.
Jest więc ktoś, kto dba o to. Ale jest też jeszcze coś: zauważyliście przy okazji Mojżesza, Eliasza - że Bóg kocha ciszę? I tak też przemawia - w ciszy.
Czas na kolejny eksperyment. Na scenę wyszło siedem, umówionych wcześniej, osób. Ustawiły się w koło, w małą, zbitą grupkę. Wszystkie te osoby zaczęły mówić na raz, każda co innego. Powstał zupełnie niezrozumiały gwar. Wraz z upływem kolejnych chwil milknęła jedna, kolejna osoba. Na końcu usłyszeć można było tylko jedną, powtarzającą w kółko to samo zdanie, osobę: "W moich oczach jesteś najcenniejszy. Poświęć mi trochę czasu, porozmawiajmy!"
Gdybym miał zapytać was o to zdanie, które usłyszeliście na samym końcu, to czy bylibyście w stanie wyłuskać je na samym początku, spośród tych siedmiu różnych głosów? Kiedy usłyszeliście ten ostatni głos? To proste - wszystko wokół musi umilknąć, aby usłyszeć cokolwiek konkretnego. Tak właśnie przemawia Bóg. Głośniej niż w rozmowach, Bóg przemawia w ciszy.
Jest jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz. Wyłuskałem z tej historii jeszcze jeden wątek: zauważyliście, że Bóg nie robi różnicy? Bóg przemawiał przecież do dziecka! Ktoś mógłby to zlekceważyć, "co dziecko zrozumie", "co tam dziecko może wiedzieć"... Zauważcie, że to nie wiek, ale właśnie otwarte serce decyduje, czy ktoś usłyszy głos Boga. Tak naprawdę to Bóg ma większe problemy z dorosłymi... Czy znacie historie dzieci z Biblii, które Bóg powoływał i do nich mówił? Taki Jozjasz - miał 8 lat, gdy Bóg powołał go na króla. Joasz - 7 lat. Manasses - 12 lat. Józef (ten porwany do Egoptu), Samson, Dawid, Daniel - tak, Bóg do nich mówił. (Więc może w tym sensie Jezus mówił: Bądźcie jak dzieci..." - dop. wł.). I one na to odpowiadały pozytywnie.
Bóg aż trzy razy wołał do Samuela. To też mi coś pokazuje - Samuel za każdym razem reagował. Nawet nie wiedział, co to jest, ale chodzi mi o to, że reagował. Zauważcie - gdy coś się dzieje - człowiek nie wie kto, ale chce się dowiedzieć, jest otwarty na nowe. Bo istotą nie jest to, że Bóg mówi, ale CO JA NA TO. Istotą nie jest to, że Bóg mówi.
W Biblii jest napisane: Bóg raz się odzywa i drugi... (Job 33,14). A zauważyliście, co jest napisane dalej? Bóg raz się odzywa i drugi, tylko się na to nie zważa. List do Hebrajczyków też wspomina: Gdy Jego głos usłyszymy....
Heli powiedział Samuelowi coś, co jest kwintesencją tego rozważania. Pamiętacie, do czego zachęcił Heli Samuela, kiedy on nie wiedział, kto to był? Kiedy jeszcze raz to usłyszysz, to odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa twój słucha. Więc po pierwsze - trzeba się nastawić, że jesteśmy tylko sługami, że Bóg jest większy od nas; po drugie - my musimy chcieć słuchać. "Panie, mów, ja chcę słuchać". Ale gdy Bóg mówi, to trzeba - podobnie jak Mojżesz - zdjąć sandały. Tzn. zdjąć sandały, które wielokrotnie przeszkadzają. Czym są te sandały - każdy może sobie odpowiedzieć na to pytanie samodzielnie.
*Hellen Keller - amerykańska pisarka, pedagog i działaczka społeczna. W wieku 19 miesięcy przeszła ciężką chorobę, która całkowicie pozbawiła ją wzroku, a częściowo słuchu i mowy. http://pl.wikipedia.org/wiki/Helen_Keller
sobota, 7 września 2013
czwartek, 5 września 2013
WIEK ZIEMI, cz. 5, Druga zasada termodynamiki
Kent Hovind
WIEK ZIEMI
cz. 5
Druga zasada termodynamiki mówi nam o nieodwracalności procesów cieplnych, co oznacza, że wszystko dąży do stygnięcia i starzenia się. Czy wiedzieliście, że każda rzecz dąży do rozpadu? Rzecz pozostawiona sama sobie - zgnije, zardzewienie, umrze - lub rozleci się. Biblia mówi: niebiosa są dziełem twoich rąk i przeminą, zestarzeją się jak szata (Hebr. 1,10-11). Nic samo z siebie nie poprawia swojego stanu. Spójrzmy na swoją fryzurę! Wszystko dąży do haosu.
Oto Sue w wieku 20 lat. I oto Sue w wieku 90 lat. W wieku 3000 lat Sue stanie się tylko proszkiem. Wszystko zmierza do haosu, my także. Bądźcie tego świadomi! Jednak podręczniki uczą, że wszystko staje się coraz lepsze. Oto 4 miliardy lat temu żyła sobie bakteria, która przekształciła się ostatecznie w człowieka. Czy waszą pra-pra-pra-prababcią była bakteria?
Ewolucjoniści powiedzą: "czy nie wiesz, że drugą zasadę termodynamiki można pokonać dostarczając energii do systemu? System jest otwarty i otrzymuje energię ze słońca!" Czy to ma wyjaśnić całą sprawę? Napotykamy tutaj na kilka poważnych zagadnień.
Po pierwsze - cały wszechświat jest z definicji systemem zamkniętym, czyli takim, który nie otrzymuje żadnej energii.
Po drugie - dostarczanie tej energii jest niszczące w skutkach, chyba że COŚ wykorzysta tę energię. Pewnego dnia Japończycy dostarczyli mnóstwo "energii" do Pearl Harbour. Z jakim rezultatem? Raczej nieciekawym. USA odwzajemniły się im, dodając "energii" do kilku ich miast (mowa o Hiroszimie i Nagasaki). I nic nie zostało stworzone ani uporządkowane! Dostarczanie energii jest destruktywne, o ile nie posiadamy narzędzia do jej przyswojenia. Słońce dostarcza energii waszym dachom przez cały dzień, przez co dach niszczeje, zamiast się umacniać. Słońce zniszczy całe wasze domy, jeśli nie będziecie ich naprawiać. Słońce zniszczy również lakier waszego samochodu, zamiast go pogrubić. W rzeczywistości jest tylko jedna rzecz, która może przyswoić energię słoneczną i jest nią chlorofil. Chlorofil jest wysoko zaawansowaną molekułą, która zużywa energię słoneczną. Jeśli usłyszycie ewolucjonistów mówiących, że słońce dodaje energii, która pokonuje drugą zasadę termodynamiki, to albo śnią, albo kłamią.
Ten podręcznik pokazuje dzieciom skamieniałą rozgwiazdę. Jest tam napisane tak: oto szczątki przodków ludzkości sprzed 3,4 miliarda lat. Czy naszą pra-pra-prababcią była rozgwiazda? Proszę nie śmiejcie się z kolejnej ilustracji - będzie na niej mój brat (ten po lewej), zaraz po pobudce i porannej filiżance kawy. Dzieci - wy nie pijcie kawy, bo wtedy wasze dzieci urodzą się nagie i nie będą umiały czytać!
Według podręczników tak właśnie wyglądaliśmy 30 milionów lat temu. Przy czym musicie wiedzieć, że kiedy w podręcznikach jest napisane miliony lat temu, to nie oznacza nic innego, jak tylko dawno dawno temu, za górami, za lasami... To właśnie wskazuje, że za moment będziemy czytać bajkę. Dalej czytamy tam: 30 milionów lat temu stworzenia te wyewoluowały i stały się praprzodkami ludzi i małp. Przodkami ludzi? Czy to jest mój... dziadek?!
- Dziadku, ale ty masz wielkie oczy!
- Po to, żeby cię lepiej widzieć, chłopcze!.
Wpajaliśmy dzieciom, że jesteśmy zwierzętami. Nic więc dziwnego, że zachowują się dzisiaj jak zwierzęta. Uczono je o ewolucji!
41.15-46.40
[dalej]
[do początku]
WIEK ZIEMI
cz. 5
Druga zasada termodynamiki mówi nam o nieodwracalności procesów cieplnych, co oznacza, że wszystko dąży do stygnięcia i starzenia się. Czy wiedzieliście, że każda rzecz dąży do rozpadu? Rzecz pozostawiona sama sobie - zgnije, zardzewienie, umrze - lub rozleci się. Biblia mówi: niebiosa są dziełem twoich rąk i przeminą, zestarzeją się jak szata (Hebr. 1,10-11). Nic samo z siebie nie poprawia swojego stanu. Spójrzmy na swoją fryzurę! Wszystko dąży do haosu.
Oto Sue w wieku 20 lat. I oto Sue w wieku 90 lat. W wieku 3000 lat Sue stanie się tylko proszkiem. Wszystko zmierza do haosu, my także. Bądźcie tego świadomi! Jednak podręczniki uczą, że wszystko staje się coraz lepsze. Oto 4 miliardy lat temu żyła sobie bakteria, która przekształciła się ostatecznie w człowieka. Czy waszą pra-pra-pra-prababcią była bakteria?
Ewolucjoniści powiedzą: "czy nie wiesz, że drugą zasadę termodynamiki można pokonać dostarczając energii do systemu? System jest otwarty i otrzymuje energię ze słońca!" Czy to ma wyjaśnić całą sprawę? Napotykamy tutaj na kilka poważnych zagadnień.
Po pierwsze - cały wszechświat jest z definicji systemem zamkniętym, czyli takim, który nie otrzymuje żadnej energii.
Po drugie - dostarczanie tej energii jest niszczące w skutkach, chyba że COŚ wykorzysta tę energię. Pewnego dnia Japończycy dostarczyli mnóstwo "energii" do Pearl Harbour. Z jakim rezultatem? Raczej nieciekawym. USA odwzajemniły się im, dodając "energii" do kilku ich miast (mowa o Hiroszimie i Nagasaki). I nic nie zostało stworzone ani uporządkowane! Dostarczanie energii jest destruktywne, o ile nie posiadamy narzędzia do jej przyswojenia. Słońce dostarcza energii waszym dachom przez cały dzień, przez co dach niszczeje, zamiast się umacniać. Słońce zniszczy całe wasze domy, jeśli nie będziecie ich naprawiać. Słońce zniszczy również lakier waszego samochodu, zamiast go pogrubić. W rzeczywistości jest tylko jedna rzecz, która może przyswoić energię słoneczną i jest nią chlorofil. Chlorofil jest wysoko zaawansowaną molekułą, która zużywa energię słoneczną. Jeśli usłyszycie ewolucjonistów mówiących, że słońce dodaje energii, która pokonuje drugą zasadę termodynamiki, to albo śnią, albo kłamią.
Ten podręcznik pokazuje dzieciom skamieniałą rozgwiazdę. Jest tam napisane tak: oto szczątki przodków ludzkości sprzed 3,4 miliarda lat. Czy naszą pra-pra-prababcią była rozgwiazda? Proszę nie śmiejcie się z kolejnej ilustracji - będzie na niej mój brat (ten po lewej), zaraz po pobudce i porannej filiżance kawy. Dzieci - wy nie pijcie kawy, bo wtedy wasze dzieci urodzą się nagie i nie będą umiały czytać!
Według podręczników tak właśnie wyglądaliśmy 30 milionów lat temu. Przy czym musicie wiedzieć, że kiedy w podręcznikach jest napisane miliony lat temu, to nie oznacza nic innego, jak tylko dawno dawno temu, za górami, za lasami... To właśnie wskazuje, że za moment będziemy czytać bajkę. Dalej czytamy tam: 30 milionów lat temu stworzenia te wyewoluowały i stały się praprzodkami ludzi i małp. Przodkami ludzi? Czy to jest mój... dziadek?!- Dziadku, ale ty masz wielkie oczy!
- Po to, żeby cię lepiej widzieć, chłopcze!.
Wpajaliśmy dzieciom, że jesteśmy zwierzętami. Nic więc dziwnego, że zachowują się dzisiaj jak zwierzęta. Uczono je o ewolucji!
41.15-46.40
[dalej]
[do początku]
To, co Janek chciał powiedzieć, cz. 2.1.
Rozdział 2, cz. 1
Trzeciego dnia było w Kanie, w Galilei, wesele. Była tam matka Jezusa, a sam Jezus ze swoimi uczniami też był tam zaproszony.
Kiedy skończyło się wino, matka Jezusa powiedziała do Niego:
- Nie mają więcej wina...
- Ale czy to nasza sprawa, kobieto*?... - powiedział Jezus. - Mój czas jeszcze nie przyszedł.
Ale matka powiedziała do osób obsługujących wesele:
- Co wam powie, to zróbcie.
Stało tam sześć kamiennych dzbanów na wodę, ustawionych według żydowskich rytuałów oczyszczania. Każdy z nich mieścił dwa lub trzy firkiny** (1 firkin = ok. 40 litrów).
- Napełnijcie te dzbany wodą - powiedział Jezus do obsługujących. Oni napełnili je aż po rant.
- Teraz zaczerpnijcie trochę na chochlę i zanieście do mistrza ceremonii - powiedział, a oni tak zrobili. Mistrz ceremonii posmakował tej wody, która w międzyczasie stała się winem. Nie wiedział, skąd ona pochodziła, ale obsługujący, którzy podali mu ją chochlą, wiedzieli. Zawołał Pana Młodego i powiedział:
- Wszyscy inni wystawiają najpierw to dobre wino, a kiedy goście się już upiją, przychodzą z tym gorszym. Ale ty zostawiłeś to lepsze wino na teraz!
To był pierwszy "znak", jaki Jezus uczynił, w Kanie, w Galilei. Wyjawił swoją "cudowność", a jego uczniowie w Niego uwierzyli. Potem poszedł on stamtąd do Kafarnaum razem z matką, braćmi i swoimi uczniami i tam zostali kilka dni.
* - BT: Czyż to moja lub Twoja sprawa...?, inne polskie przekłady oddają to zupełnie inaczej. Staronorweski: Hvad har jeg med dig a gjøre...? (tł. - Co mogę ja lub ty zrobić...?). Grecki: τι εμοι και σοι (http://biblia.oblubienica.eu/interlinearny/index/book/4/chapter/2/verse/4), czyli: Co mnie i tobie...? Czyli można by to oddać dosłownie słowami: A co mnie i tobie do tego?** - Polskie tłumaczenia, nie wiedzieć dlaczego, podają, że były to 2-3 wiadra. Grecki przekład dosłownie mówi o "dwóch lub trzech miarach". Angielski przekład Króla Jakuba (KJV) wspomina o "firkinach". Wg Strong's Hebrew and Greek Dictionaries - firkin - that is (specifically) a certain standard measure of capacity for liquids (tł. - firkin - specjalny standard miary dla cieczy).
na podstawie: Jan 2,1-2,12
[dalej]
[do początku]
Trzeciego dnia było w Kanie, w Galilei, wesele. Była tam matka Jezusa, a sam Jezus ze swoimi uczniami też był tam zaproszony.
Kiedy skończyło się wino, matka Jezusa powiedziała do Niego:
- Nie mają więcej wina...
- Ale czy to nasza sprawa, kobieto*?... - powiedział Jezus. - Mój czas jeszcze nie przyszedł.
Ale matka powiedziała do osób obsługujących wesele:
- Co wam powie, to zróbcie.
Stało tam sześć kamiennych dzbanów na wodę, ustawionych według żydowskich rytuałów oczyszczania. Każdy z nich mieścił dwa lub trzy firkiny** (1 firkin = ok. 40 litrów).
- Napełnijcie te dzbany wodą - powiedział Jezus do obsługujących. Oni napełnili je aż po rant.
- Teraz zaczerpnijcie trochę na chochlę i zanieście do mistrza ceremonii - powiedział, a oni tak zrobili. Mistrz ceremonii posmakował tej wody, która w międzyczasie stała się winem. Nie wiedział, skąd ona pochodziła, ale obsługujący, którzy podali mu ją chochlą, wiedzieli. Zawołał Pana Młodego i powiedział:
- Wszyscy inni wystawiają najpierw to dobre wino, a kiedy goście się już upiją, przychodzą z tym gorszym. Ale ty zostawiłeś to lepsze wino na teraz!
To był pierwszy "znak", jaki Jezus uczynił, w Kanie, w Galilei. Wyjawił swoją "cudowność", a jego uczniowie w Niego uwierzyli. Potem poszedł on stamtąd do Kafarnaum razem z matką, braćmi i swoimi uczniami i tam zostali kilka dni.
* - BT: Czyż to moja lub Twoja sprawa...?, inne polskie przekłady oddają to zupełnie inaczej. Staronorweski: Hvad har jeg med dig a gjøre...? (tł. - Co mogę ja lub ty zrobić...?). Grecki: τι εμοι και σοι (http://biblia.oblubienica.eu/interlinearny/index/book/4/chapter/2/verse/4), czyli: Co mnie i tobie...? Czyli można by to oddać dosłownie słowami: A co mnie i tobie do tego?** - Polskie tłumaczenia, nie wiedzieć dlaczego, podają, że były to 2-3 wiadra. Grecki przekład dosłownie mówi o "dwóch lub trzech miarach". Angielski przekład Króla Jakuba (KJV) wspomina o "firkinach". Wg Strong's Hebrew and Greek Dictionaries - firkin - that is (specifically) a certain standard measure of capacity for liquids (tł. - firkin - specjalny standard miary dla cieczy).
na podstawie: Jan 2,1-2,12
[dalej]
[do początku]
środa, 4 września 2013
WIEK ZIEMI, cz. 4, Moment pędu (karuzela)
Kent Hovind
WIEK ZIEMI
cz. 4
Przygotowałem pewien diagram, do którego będę odnosił się w trakcie seminarium. Biblia uczy nas, że około 6 tys. lat temu Bóg wszystko stworzył. 4400 lat temu nastąpił potop, który wszystko zniszczył. 2000 lat temu przyszedł Jezus i od tego momentu rozpoczęliśmy współczesny kalendarz. Dziś mamy rok 2003 (w trakcie nagrywania tego seminarium - dop. wł.). Na tym wykresie każde 2,5 cm = 150 lat. Gdybym zastosował taką samą skalę na drugim wykresie, dla 20 miliardów lat, to miałby on 3400 km długości. Nie chciałem przynosić tak długiego wykresu, więc zastosowałem inną skalę.
Profesor (patrz - część poprzednia) powiedział, że nie wie, skąd wzięła się materia, dlatego zapytałem: skąd wzięły się prawa fizyki? Kto stworzył grawitację i jej reguły, siłę odśrodkową, bezwładność? Kto nadał te prawa? Odpowiedział:
- Niestety, tego nie wiemy.
- A czy może mi pan powiedzieć, skąd wzięła się energia?
Aby wprowadzić coś w ruch, potrzebna jest energia. Latamy dzięki energii paliwa. Stwierdził:
- Na to też nie mam odpowiedzi.
- Czy mogę zadać panu kolejne pytanie?
- Ależ oczywiście. Co jeszcze chciałby pan wiedzieć?...
"Co jeszcze?" Jak to?! Przecież nic konkretnego mi jeszcze nie powiedział! Zapytałem:
- Czy macie w Berkeley karuzelę?
- Niestety nie.
- To niedobrze - odpowiedziałem. - Powinniście sobie taką sprawić. Przy jej pomocy można nauczyć się kilku istotnych lekcji naukowych.
Załóżmy, że wsadzimy na nią czwartoklasistów. Następnie zatrudnimy licealistów, aby mocno rozkręcili karuzelę w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Osobom, które mają zegarki cyfrowe, później wyjaśnię, o co chodzi...
Dzieci w trakcie rozkręcania będą przechodziły przez cztery fazy:
Profesor odpowiedział:
- Rozumiem zasadę zachowania momentu pędu.
- To bardzo dobrze - odpowiedziałem. - W takim razie proszę odpowiedzieć na pytanie: jeśli wszechświat miał swój początek w wirującym punkcie, to czy wszystko nie powinno kręcić się w tę samą stronę?
- Tak - odpowiedział.
- A czy wie pan, że dwie lub trzy planety obracają się w przeciwną stronę? Czy wie pan, że 8 z 91 znanych nam księżyców obraca się w przeciwną stronę? (Jupiter, Saturn i Neptun posiadają księżyce obracające się w obydwu kierunkach*). Czy wie pan, że niektóre galaktyki również? Dlaczego?
- To interesujące... - odpowiedział.
- To więcej, niż interesujące. To obala teorię Wielkiego Wybuchu!
- A co pan o tym sądzi? Dlaczego one obracają się w przeciwnym kierunku?
- To proste. Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię i zrobił to tak, aby ośmieszyć teorię Wielkiego Wybuchu.
Przyznaję, że wierzę w "Wielki Wybuch", ponieważ Biblia mówi o nim tak: niebiosa z wielkim hukiem przeminą (2 Piotra 3,10 BGU) - po grecku: "wielki wybuch". A więc "wielki wybuch" dopiero nastąpi!
Gdyby teoria Wielkiego Wybuchu była prawdą, materia rozprzestrzeniałaby się równomiernie. Jest jednak rozmieszczona nierównomiernie - istnieją skupiska gwiazd, a między nimi sa "przerwy"**.
Teoria Wielkiego Wybuchu to Wielki Niewypał. Naukowcy wiedzą o tym od dawna.
* - Astronomical Almanas for the year 1989, DC U.S., Government Printing Office 1989, s. E88.
** - Zob. Creation Ex Nihilo, grudzień 1999, s. 8.
35.43-41.14
[dalej]
[do początku]
WIEK ZIEMI
cz. 4
Przygotowałem pewien diagram, do którego będę odnosił się w trakcie seminarium. Biblia uczy nas, że około 6 tys. lat temu Bóg wszystko stworzył. 4400 lat temu nastąpił potop, który wszystko zniszczył. 2000 lat temu przyszedł Jezus i od tego momentu rozpoczęliśmy współczesny kalendarz. Dziś mamy rok 2003 (w trakcie nagrywania tego seminarium - dop. wł.). Na tym wykresie każde 2,5 cm = 150 lat. Gdybym zastosował taką samą skalę na drugim wykresie, dla 20 miliardów lat, to miałby on 3400 km długości. Nie chciałem przynosić tak długiego wykresu, więc zastosowałem inną skalę.
Profesor (patrz - część poprzednia) powiedział, że nie wie, skąd wzięła się materia, dlatego zapytałem: skąd wzięły się prawa fizyki? Kto stworzył grawitację i jej reguły, siłę odśrodkową, bezwładność? Kto nadał te prawa? Odpowiedział:
- Niestety, tego nie wiemy.
- A czy może mi pan powiedzieć, skąd wzięła się energia?
Aby wprowadzić coś w ruch, potrzebna jest energia. Latamy dzięki energii paliwa. Stwierdził:
- Na to też nie mam odpowiedzi.
- Czy mogę zadać panu kolejne pytanie?
- Ależ oczywiście. Co jeszcze chciałby pan wiedzieć?...
"Co jeszcze?" Jak to?! Przecież nic konkretnego mi jeszcze nie powiedział! Zapytałem:
- Czy macie w Berkeley karuzelę?
- Niestety nie.
- To niedobrze - odpowiedziałem. - Powinniście sobie taką sprawić. Przy jej pomocy można nauczyć się kilku istotnych lekcji naukowych.
Załóżmy, że wsadzimy na nią czwartoklasistów. Następnie zatrudnimy licealistów, aby mocno rozkręcili karuzelę w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Osobom, które mają zegarki cyfrowe, później wyjaśnię, o co chodzi...
Dzieci w trakcie rozkręcania będą przechodziły przez cztery fazy:
- Faza 1 - dzieci wrzeszczą na licealistów: "Szybciej, szybciej, czemu tak wolno!?"
- Osiągając prędkość ok. 50 km/h dzieci przechodzą w fazę 2, to znaczy przestają krzyczeć. W milczeniu starają się utrzymać na karuzeli.
- Przy prędkości ok. 100 km/h następuje faza 3 - dzieci zaczynają znowu wrzeszczeć. Tyle, że teraz chcą zatrzymania karuzeli.
- Niestety, jest już za późno. Karuzela rozpędza się do 160 km/h i dzieci przechodzą w fazę 4 - wypadają z karuzeli. Jeśli przypatrzymy się uważnie, to zobaczymy, że dzieci kręcą się w tym samym kierunku, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, dopóki... nie trafią na jakieś drzewo albo słup.
Profesor odpowiedział:
- Rozumiem zasadę zachowania momentu pędu.
- To bardzo dobrze - odpowiedziałem. - W takim razie proszę odpowiedzieć na pytanie: jeśli wszechświat miał swój początek w wirującym punkcie, to czy wszystko nie powinno kręcić się w tę samą stronę?
- Tak - odpowiedział.
- A czy wie pan, że dwie lub trzy planety obracają się w przeciwną stronę? Czy wie pan, że 8 z 91 znanych nam księżyców obraca się w przeciwną stronę? (Jupiter, Saturn i Neptun posiadają księżyce obracające się w obydwu kierunkach*). Czy wie pan, że niektóre galaktyki również? Dlaczego?
- To interesujące... - odpowiedział.
- To więcej, niż interesujące. To obala teorię Wielkiego Wybuchu!
- A co pan o tym sądzi? Dlaczego one obracają się w przeciwnym kierunku?- To proste. Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię i zrobił to tak, aby ośmieszyć teorię Wielkiego Wybuchu.
Przyznaję, że wierzę w "Wielki Wybuch", ponieważ Biblia mówi o nim tak: niebiosa z wielkim hukiem przeminą (2 Piotra 3,10 BGU) - po grecku: "wielki wybuch". A więc "wielki wybuch" dopiero nastąpi!
Gdyby teoria Wielkiego Wybuchu była prawdą, materia rozprzestrzeniałaby się równomiernie. Jest jednak rozmieszczona nierównomiernie - istnieją skupiska gwiazd, a między nimi sa "przerwy"**.
Teoria Wielkiego Wybuchu to Wielki Niewypał. Naukowcy wiedzą o tym od dawna.
* - Astronomical Almanas for the year 1989, DC U.S., Government Printing Office 1989, s. E88.
** - Zob. Creation Ex Nihilo, grudzień 1999, s. 8.
35.43-41.14
[dalej]
[do początku]
poniedziałek, 2 września 2013
To, co Janek chciał powiedzieć, cz. 1.3.
Rozdział 1, cz. 3
Kolejnego dnia stał tam Jan znowu, razem z dwoma ze swoich uczniów. Kiedy przechodził Jezus, spojrzał Jan na niego i powiedział:
- Zobaczcie, Baranek Boży!
Ci dwaj jego uczniowie usłyszeli to i poszli za Jezusem. Jezus obrócił się, zobaczył, że oni idą za nim i zapytał:
- Szukacie czegoś?
- Rabbi, gdzie mieszkasz? - odpowiedzieli. A "Rabbi" znaczy "Nauczyciel", "Mistrz".
- Chodźcie i zobaczcie - powiedział Jezus.
Więc poszli oni razem z Nim, zobaczyli, gdzie mieszka i zostali razem z Nim tego dnia. To było koło godziny dziesiątej (czwartej po południu wg współczesnej miary czasu).
Andrzej, brat Szymona Piotra, był jednym z tych dwóch, co słyszeli to, co powiedział Jan, i co poszli za Jezusem. Teraz znalazł najpierw swojego brata, Szymona, i powiedział do niego:
- Znaleźliśmy Mesjasza! - ("Mesjasz" znaczy "Ratownik", "Zbawca"). Potem zaprowadził go do Jezusa. Jezus spojrzał na niego i powiedział:
- Ty jesteś Szymon, syn Jana... Będziesz się nazywał Kefas (co znaczy to samo, co Piotr).
(A samo imię Kefas lub Piotr znaczy tyle, co "skała"*).
Dzień później Jezus chciał się udać do Galilei. Wtedy znalazł Filipa i powiedział do niego:
- Chodź ze mną!
Filip był z Betsaidy, tego samego miasta, co Piotr i Andrzej. Filip spotkał potem Natanaela i powiedział do niego:
- Znaleźliśmy tego, co o nim Możesz pisał w swoich pismach, i co prorocy o nim pisali - to Jezus z Nazaretu, syn Józefa**.
- Czy z Nazaretu może przyjść coś dobrego?*** - powiedział Natanael.
- Chodź i zobacz! - odpowiedział Filip.
Jezus widział, gdy nadchodził Natanael i powiedział:
- Zobaczcie, to jest prawdziwy Izraelita, w którym nie ma chytrości.
- Skąd mnie znasz? - zapytał Natanael.
- Widziałem cię wcześniej, niż zawołał cię Filip, gdy siedziałeś pod figowcem - odpowiedział Jezus.
- Mistrzu, ty jesteś Synem Boga, królem Izraela!
- Wierzysz w to dlatego, że powiedziałem, że widziałem cię pod figowcem? - odpowiedział Jezus. - Zobaczysz rzeczy większe, niż to. Naprawdę, mówię wam, zobaczycie otwarte niebo i aniołów Boga, chodzących w dół i w górę między niebem a Synem Człowieczym.
* - Strong's Hebrew and Greek Dictionaries
** - Każda kultura ma swoje charakterystyczne cechy. W Polsce jest imię i nazwisko, tak po prostu. W Rosji i krajach o podobnej kulturze jest imię, nazwisko + COŚ po ojcu. Np. jeśli ojciec Jana Kowalskiego miał na imię Zdzisław, to w Rosji Kowalski nazywałby się: Jan Zdzisławowicz Kowalskow. W Norwegii popularne są podwójne imiona, przy czym oba są w codziennym użyciu, np. "Anna Maria, chodź ze mną, proszę". W Izraelu natomiast ważne było, czyim było się synem. Stąd często będzie się pojawiać coś w rodzaju: Jan Kowalski, syn Zdzisława.
*** - Nazaret - miasto wówczas o sławie podobnej co w Polsce Kielce kilka lat temu, lub Radom obecnie, nie ubliżając nikomu. Lub Stara Praga w Warszawie, czy Wilda w Poznaniu.
Źródło mapki: http://www.bu.kul.pl/ziemia-zbawiciela-jubileusz-chrzescijanstwa-2000-o-iubilaeum-a-d-2000,art_11708.html
na podstawie: Jan 1,35-51
[dalej]
[do początku]
Kolejnego dnia stał tam Jan znowu, razem z dwoma ze swoich uczniów. Kiedy przechodził Jezus, spojrzał Jan na niego i powiedział:
- Zobaczcie, Baranek Boży!
Ci dwaj jego uczniowie usłyszeli to i poszli za Jezusem. Jezus obrócił się, zobaczył, że oni idą za nim i zapytał:
- Szukacie czegoś?
- Rabbi, gdzie mieszkasz? - odpowiedzieli. A "Rabbi" znaczy "Nauczyciel", "Mistrz".
- Chodźcie i zobaczcie - powiedział Jezus.
Więc poszli oni razem z Nim, zobaczyli, gdzie mieszka i zostali razem z Nim tego dnia. To było koło godziny dziesiątej (czwartej po południu wg współczesnej miary czasu).
Andrzej, brat Szymona Piotra, był jednym z tych dwóch, co słyszeli to, co powiedział Jan, i co poszli za Jezusem. Teraz znalazł najpierw swojego brata, Szymona, i powiedział do niego:
- Znaleźliśmy Mesjasza! - ("Mesjasz" znaczy "Ratownik", "Zbawca"). Potem zaprowadził go do Jezusa. Jezus spojrzał na niego i powiedział:
- Ty jesteś Szymon, syn Jana... Będziesz się nazywał Kefas (co znaczy to samo, co Piotr).
(A samo imię Kefas lub Piotr znaczy tyle, co "skała"*).
Dzień później Jezus chciał się udać do Galilei. Wtedy znalazł Filipa i powiedział do niego:- Chodź ze mną!
Filip był z Betsaidy, tego samego miasta, co Piotr i Andrzej. Filip spotkał potem Natanaela i powiedział do niego:
- Znaleźliśmy tego, co o nim Możesz pisał w swoich pismach, i co prorocy o nim pisali - to Jezus z Nazaretu, syn Józefa**.
- Czy z Nazaretu może przyjść coś dobrego?*** - powiedział Natanael.
- Chodź i zobacz! - odpowiedział Filip.
Jezus widział, gdy nadchodził Natanael i powiedział:
- Zobaczcie, to jest prawdziwy Izraelita, w którym nie ma chytrości.
- Skąd mnie znasz? - zapytał Natanael.
- Widziałem cię wcześniej, niż zawołał cię Filip, gdy siedziałeś pod figowcem - odpowiedział Jezus.
- Mistrzu, ty jesteś Synem Boga, królem Izraela!
- Wierzysz w to dlatego, że powiedziałem, że widziałem cię pod figowcem? - odpowiedział Jezus. - Zobaczysz rzeczy większe, niż to. Naprawdę, mówię wam, zobaczycie otwarte niebo i aniołów Boga, chodzących w dół i w górę między niebem a Synem Człowieczym.
* - Strong's Hebrew and Greek Dictionaries
** - Każda kultura ma swoje charakterystyczne cechy. W Polsce jest imię i nazwisko, tak po prostu. W Rosji i krajach o podobnej kulturze jest imię, nazwisko + COŚ po ojcu. Np. jeśli ojciec Jana Kowalskiego miał na imię Zdzisław, to w Rosji Kowalski nazywałby się: Jan Zdzisławowicz Kowalskow. W Norwegii popularne są podwójne imiona, przy czym oba są w codziennym użyciu, np. "Anna Maria, chodź ze mną, proszę". W Izraelu natomiast ważne było, czyim było się synem. Stąd często będzie się pojawiać coś w rodzaju: Jan Kowalski, syn Zdzisława.
*** - Nazaret - miasto wówczas o sławie podobnej co w Polsce Kielce kilka lat temu, lub Radom obecnie, nie ubliżając nikomu. Lub Stara Praga w Warszawie, czy Wilda w Poznaniu.
Źródło mapki: http://www.bu.kul.pl/ziemia-zbawiciela-jubileusz-chrzescijanstwa-2000-o-iubilaeum-a-d-2000,art_11708.html
na podstawie: Jan 1,35-51
[dalej]
[do początku]
Umywanie nóg
Jan 13,6-10
Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?" Jezus mu odpowiedział: "Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział". Rzekł do Niego Piotr: "Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał". Odpowiedział mu Jezus: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną". Rzekł do Niego Szymon Piotr: "Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce i głowę". Powiedział do niego Jezus: "Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. (...)"
BT
Umycie nóg uczniom przez Jezusa. Wg niektórych kościołów - obrzęd pokory, wzajemnego wybaczenia sobie błędów. Nigdy tego nie rozumiałem.
Tymczasem pojąłem nieco inny sens tego wydarzenia. Jezus mył swoim uczniom nogi przed ostatnim posiłkiem z nimi. Piotr się krępował: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał!. No bo jak - nauczyciel, mistrz - uczniowi?! Na odpowiedź Jezusa Piotr powiedział: Nie tylko nogi, ale mnie całego!. Jezus podsumował to stwierdzeniem: Wykąpany potrzebuje sobie tylko nogi umyć, bo cały jest czysty.
Kto jest wykąpany? Zrozumiałem, że każdy, kto jest zanurzony. Każdy "zanurzony" - czyli ochrzczony - wcześniej przez Jezusa, czyli zanurzony w Duchu (tym, co o Nim Jezus wyrażał się jako o Pocieszycielu, o tym, co ma przyjść po Nim). Woda jest tylko symbolem. Tak samo umycie nóg jest symbolem - po nogach się chodzi, nogi się często brudzą. Wiadomo, nie chodzi się cały czas po atłasowych dywanach. Kurz z drogi, błoto po deszczu, czasem się w coś wdepnie... Więc nogi się myje. Tak samo nawet ten "wykąpany", czyli "zanurzony", ochrzczony - w codziennym życiu czasem się zabrudzi. Czasem przejdzie po jakimś błocie. Czasem w coś wdepnie. Ten "brud" jest zmywalny, można go zmyć. Tak, jak myje się czasem nogi, tak samo można "umyć duszę" z tego brudu dnia codziennego.
Jezus dał tylko przykład, co mamy robić.
Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?" Jezus mu odpowiedział: "Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział". Rzekł do Niego Piotr: "Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał". Odpowiedział mu Jezus: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną". Rzekł do Niego Szymon Piotr: "Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce i głowę". Powiedział do niego Jezus: "Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. (...)"
BT
Umycie nóg uczniom przez Jezusa. Wg niektórych kościołów - obrzęd pokory, wzajemnego wybaczenia sobie błędów. Nigdy tego nie rozumiałem.
Tymczasem pojąłem nieco inny sens tego wydarzenia. Jezus mył swoim uczniom nogi przed ostatnim posiłkiem z nimi. Piotr się krępował: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał!. No bo jak - nauczyciel, mistrz - uczniowi?! Na odpowiedź Jezusa Piotr powiedział: Nie tylko nogi, ale mnie całego!. Jezus podsumował to stwierdzeniem: Wykąpany potrzebuje sobie tylko nogi umyć, bo cały jest czysty.
Kto jest wykąpany? Zrozumiałem, że każdy, kto jest zanurzony. Każdy "zanurzony" - czyli ochrzczony - wcześniej przez Jezusa, czyli zanurzony w Duchu (tym, co o Nim Jezus wyrażał się jako o Pocieszycielu, o tym, co ma przyjść po Nim). Woda jest tylko symbolem. Tak samo umycie nóg jest symbolem - po nogach się chodzi, nogi się często brudzą. Wiadomo, nie chodzi się cały czas po atłasowych dywanach. Kurz z drogi, błoto po deszczu, czasem się w coś wdepnie... Więc nogi się myje. Tak samo nawet ten "wykąpany", czyli "zanurzony", ochrzczony - w codziennym życiu czasem się zabrudzi. Czasem przejdzie po jakimś błocie. Czasem w coś wdepnie. Ten "brud" jest zmywalny, można go zmyć. Tak, jak myje się czasem nogi, tak samo można "umyć duszę" z tego brudu dnia codziennego.
Jezus dał tylko przykład, co mamy robić.
wtorek, 27 sierpnia 2013
Kto potępia, a kto ratuje
Jan 12,47-48
A jeśli ktoś usłyszy moją naukę, a nie będzie jej przestrzegał, to Ja go nie potępię, bo nie przyszedłem, aby świat potępić, lecz aby go zbawić. A kto Mną gardzi i mojej nauki nie przyjmuje, ten ma swego sędziego: Nauka, którą głosiłem, osądzi go w dniu ostatecznym.
BP
Jezus nas - jak zwykle - nie potępia. Tylko broni. Ratuje.
Pomyślałem o sądzie. Tak, o tym sądzie, który nosi szumną nazwę "ostatecznego". Wyobraziłem sobie, że może to wyglądać tak, że będzie sobie siedzieć sędzia, totalnie nieobiektywny, lecz subiektywny, bardzo postronny, który będzie dla nas jak ojciec - wyrozumiały dla błędów dzieciaków, patrzący na nas pobłażliwie, ze swojej ojcowskiej miłości do nas jakby "automatycznie" wybaczający nam każdy nasz figiel, każdą naszą głupią "zabawę". Obok będzie stał nasz adwokat - Jezus, który na obronę przeciwko oskarżeniu będzie wskazywał na poszczególne momenty naszego życia i mówił: "o, tu we mnie uwierzył, i tu we mnie uwierzył, i tu mi zaufał..." A prawem, takim kodeksem karnym, na podstawie którego będzie miało się odbyć "skazanie", będzie właśnie Biblia - to na to prawo będzie się powoływał oskarżyciel, by nas dobić, coś w stylu: "o popatrz tutaj, Boże, sam napisałeś, że powinno być tak i tak, a on wcale tak nie postępował".
Czyli już wiadomo, kto nas będzie potępiał. I kto potępia cały czas, za każde małe, nawet drobiazgowe wykroczenie.
I tak naprawdę, jeśli nawet zdarzy się tak, że ktoś totalnie nie wierzy w Biblię, to i tak musi mieć świadomość, że - obojętnie, czy ta Biblia jest "prawdziwa" czy nie - to na jej podstawie zostanie właśnie "osądzone" jego życie. To właśnie ona będzie taką podstawą do oskarżenia, takim kodeksem prawnym. A paradoks polega na tym, że w tej samej Biblii jest mnóstwo argumentów przemawiających wprost na naszą obronę.
Tak więc oskarżyciel może się powoływać na jakieś tam wybrane przez siebie, może nawet całkowicie wyrwane z kontekstu fragmenty - jak podczas kuszenia Jezusa na pustyni. I tak jak wówczas za każdym razem Jezus ukazywał prawdziwy sens tego wyrwanego z kontekstu fragmentu - tak może robić i na sądzie - ripostować, ukazując prawdziwy sens zacytowanego przez oskarżyciela fragmentu, a potem udowadniając, że my - powołując się na Jezusa - mamy to "zaliczone" prawidłowo. Niezupełnie dlatego, że sami to zrobiliśmy, ale dlatego, że Jezus to zrobił, a swoim "sukcesem" podzielił się z nami, "wpisując" go jakby na nasze konto - wg tego, co mówił, że "ktokolwiek uwierzy, to zbawiony (uratowany) będzie".
Można więc też wyciągnąć wniosek, że ta scena kuszenia Jezusa na pustyni, poza tymi wszystkimi innymi znaczeniami, które są ogólnie znane, może też dokładnie pokazywać, w jaki sposób będzie odbywać się "bronienie" nas podczas sądu.
A jeśli ktoś usłyszy moją naukę, a nie będzie jej przestrzegał, to Ja go nie potępię, bo nie przyszedłem, aby świat potępić, lecz aby go zbawić. A kto Mną gardzi i mojej nauki nie przyjmuje, ten ma swego sędziego: Nauka, którą głosiłem, osądzi go w dniu ostatecznym.
BP
Jezus nas - jak zwykle - nie potępia. Tylko broni. Ratuje.
Pomyślałem o sądzie. Tak, o tym sądzie, który nosi szumną nazwę "ostatecznego". Wyobraziłem sobie, że może to wyglądać tak, że będzie sobie siedzieć sędzia, totalnie nieobiektywny, lecz subiektywny, bardzo postronny, który będzie dla nas jak ojciec - wyrozumiały dla błędów dzieciaków, patrzący na nas pobłażliwie, ze swojej ojcowskiej miłości do nas jakby "automatycznie" wybaczający nam każdy nasz figiel, każdą naszą głupią "zabawę". Obok będzie stał nasz adwokat - Jezus, który na obronę przeciwko oskarżeniu będzie wskazywał na poszczególne momenty naszego życia i mówił: "o, tu we mnie uwierzył, i tu we mnie uwierzył, i tu mi zaufał..." A prawem, takim kodeksem karnym, na podstawie którego będzie miało się odbyć "skazanie", będzie właśnie Biblia - to na to prawo będzie się powoływał oskarżyciel, by nas dobić, coś w stylu: "o popatrz tutaj, Boże, sam napisałeś, że powinno być tak i tak, a on wcale tak nie postępował".
Czyli już wiadomo, kto nas będzie potępiał. I kto potępia cały czas, za każde małe, nawet drobiazgowe wykroczenie.
I tak naprawdę, jeśli nawet zdarzy się tak, że ktoś totalnie nie wierzy w Biblię, to i tak musi mieć świadomość, że - obojętnie, czy ta Biblia jest "prawdziwa" czy nie - to na jej podstawie zostanie właśnie "osądzone" jego życie. To właśnie ona będzie taką podstawą do oskarżenia, takim kodeksem prawnym. A paradoks polega na tym, że w tej samej Biblii jest mnóstwo argumentów przemawiających wprost na naszą obronę.
Tak więc oskarżyciel może się powoływać na jakieś tam wybrane przez siebie, może nawet całkowicie wyrwane z kontekstu fragmenty - jak podczas kuszenia Jezusa na pustyni. I tak jak wówczas za każdym razem Jezus ukazywał prawdziwy sens tego wyrwanego z kontekstu fragmentu - tak może robić i na sądzie - ripostować, ukazując prawdziwy sens zacytowanego przez oskarżyciela fragmentu, a potem udowadniając, że my - powołując się na Jezusa - mamy to "zaliczone" prawidłowo. Niezupełnie dlatego, że sami to zrobiliśmy, ale dlatego, że Jezus to zrobił, a swoim "sukcesem" podzielił się z nami, "wpisując" go jakby na nasze konto - wg tego, co mówił, że "ktokolwiek uwierzy, to zbawiony (uratowany) będzie".
Można więc też wyciągnąć wniosek, że ta scena kuszenia Jezusa na pustyni, poza tymi wszystkimi innymi znaczeniami, które są ogólnie znane, może też dokładnie pokazywać, w jaki sposób będzie odbywać się "bronienie" nas podczas sądu.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
WIEK ZIEMI, cz. 3, Wielki Wybuch małej kropki?
Kent Hovind
WIEK ZIEMI
cz. 3
Nauczyciele w swoich "przewodnikach" są "przymuszani", aby podkreślić, że ziemia ma miliardy lat. Chcą, aby dzieci w to wierzyły. Mam staroświeckie podejście i jestem za tym, aby na przyrodzie uczono nauk przyrodniczych, zjawisk, które możemy zaobserwować, zbadać, sprawdzić czy zademonstrować.
Przykładowo: z pierwszej zasady termodynamiki wynika, że energia nie może zostać stworzona ani zniszczona. Jeżeli materia nie może zostać stworzona ani zniszczona, to jak powstał świat? Przecież istniejemy! Nasuwają się dwa wnioski: albo ktoś stworzył świat albo świat stworzył sam siebie. Nie ma innych opcji. Albo ktoś stworzył świat - to wersja biblijna; albo, wg twierdzeń humanistów, świat stworzył sam siebie. Jeżeli świat powstał sam z siebie, to jak osiągnął dzisiejszą postać? Szatan musiał się nad tym długo zastanawiać, aż pewnego dnia wymyślił teorię Wielkiego Wybuchu.
Gdy leciałem z Dallas do San Francisco siedziałem koło profesora z Uniwersytetu w Berkeley. Berkeley zdecydowanie nie jest szkołą biblijną. Rozpoczęliśmy rozmowę o stworzeniu i ewolucji. Tak się składa, że każdy, kto siada koło mnie, chętnie rozmawia na ten temat. Profesor powiedział, że wierzy w ewolucję. Ja mu na to, że tak przypuszczałem... Zapytałem:
- Proszę mi powiedzieć, jak powstał świat?
- Powstał z Wielkiego Wybuchu - odpowiedział.
- Naprawdę? To interesujące!
- Jest pan nauczycielem fizyki i nie słyszał pan o Wielkim Wybuchu??
- Oczywiście, że dużo słyszałem na ten temat. Ale ja wierzę w inny "wielki wybuch". Proszę mi powiedzieć, co pan wie o swojej teorii, a ja panu powiem, co ja wiem.
Profesor rozpoczął słowo w słowo, zupełnie jakby czytał z podręcznika:
- Około 18-20 miliardów lat temu cała materia we wszechświecie...
Bądźmy ostrożni! "Cała materia we wszechświecie" to naprawdę sporo materii! Przy okazji, czy wiedzieliście, że słowo universum (wszechświat po łacinie) pochodzi z dwóch słów składowych: "uni" - co znaczy pojedynczy, oraz "verse" - co znaczy wypowiedziane zdanie? Żyjemy we WSZECHŚWIECIE (ang. UNIVERSE), czyli Pojedynczo Wypowiedzianym Zdaniu. Bóg powiedział: "Niech się stanie..." (Rdz. 1,3).
- ... Cała materia we wszechświecie została zebrana w jeden bardzo gęsty i gorący obszar, który przypuszczalnie był mniejszy od... kropki nad "i" w książce.
- Słucham?? - odpowiedziałem - Cały wszechświat ściśnięty w jeden taki mały punkcik jak kropka w książce? Niesamowite! Ależ on musiał być ciężki! Jak się utrzymał w takim ściśniętym stanie?...
Jest więcej takich wyjaśnień. Np. w pewnym podręczniku jest napisane tak: Pewnego dnia cała materia i energia skurczy się ponownie do małego punktu, nie większego niż kropka na końcu tego zdania. Wtedy nastąpi kolejny Wielki Wybuch. (...) Dzieje się tak co 80-100 miliardów lat*. Czy wiecie, że ścięto drzewa, żeby to wydrukować?... Podziwiam autora tego podręcznika, jest genialny! Czytamy w nim: NIC rzeczywiście znaczy NIC**. I dalej: Nie tylko energia i materia zniknęły, ale również czas i przestrzeń. Jednakże fizycy teoretyzują, że wszechświat powstał z nicości na skutek wybuchu.
Że co? Tak, dzieci, pewnego dnia wybuchła NICOŚĆ i oto tutaj jesteśmy. To wszystko tłumaczy!
W magazynie Discovery z kwietnia 2002 roku jest napisane, w jaki sposób wszystko powstało: Wszechświat wybuchł z absolutnego zera i przyjął aktualną postać. Intensywnie się rozrastał i był wypełniany elementami, które pochodzą znikąd. Jak to możliwe? Zapytajcie Alana Gutha, jego teoria nadymania wyjaśnia wszystko.
Alan Guth powiedział: Obserwowalny wszechświat powstał prawdopodobnie z nieskończenie małego obszaru. Możemy pokusić się o twierdzenie, że cały wszechświat wyewoluował dosłownie z niczego***. Wyrażenie "nieskończenie mały obszar" po grecku oznacza kropkę. Powstaliśmy więc z kropki, a kropka z niczego... Nazywają to nauką ścisłą i wydają publikacje naukowe na ten temat! Ja nazwałbym to baśnią.
Zapytałem profesora:
- Co dalej działo się z pana kropką?
- Około 20 miliardów lat temu - odpowiedział - wszystkie cząstki z wszechświata znalazły się w tym jednym punkcie, który kręcił się z ogromną szybkością. Kręcił się coraz szybciej, aż pewnego dnia eksplodował. Siła eksplozji rozrzuciła cząstki i tak powstały galaktyki, słońce, księżyc, gwiazdy i ostatecznie ludzie.
Tak, jesteśmy więc tylko pyłem kosmicznym.
- Czy mogę zadać panu jeszcze kilka pytań?
- Oczywiście, co chciałby pan jeszcze wiedzieć?
- Powiedział pan, że 20 miliardów lat temu cała materia zebrała się do tego jednego małego punktu, rozkręciła się i wybuchła. Skąd się wzięła materia? Kto ją stworzył?
- Niestety, tego nie wiemy - odpowiedział profesor.
- A jeśli ja powiem, że wierzę, że około 6 tysięcy lat temu Bóg stworzył niebo i ziemię, wtedy zapyta się pan, skąd się wziął Bóg. Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Ale powiedział pan, że 20 miliardów lat temu nastąpił Wielki Wybuch, tyle że nie wie pan, skąd wzięła się cała materia. Podsumowując - ja wierzę, że na początku był Bóg, a pan - że materia. Proszę nie mówić, że moja teoria jest religijna, a pana naukowa. Obydwie są religijne.
Zarówno teoria stworzenia jak i ewolucji są religijne. Jednak media i podręczniki szkolne usiłują stworzyć wrażenie, jakoby spór ten był prowadzony pomiędzy nauką a religią. Po jednej z debat w stanie Texas napisano: Religijni i naukowi przywódcy debatują na temat ewolucji. To jest skrzywienie dziennikarskie! Debata toczyła się pomiędzy dwoma religiami. Ewolucja jest religią, a nie nauką. Różnica jest taka, że religia ewolucji jest opłacana z podatków.
* - Prentice Hall, Earth Science, 1999, s. 63.
** - HBJ General Science, 1989, s. 362.
*** Alan Guth & P. Steinhard Scientific American, maj 1984, s. 128.
27.03-35.44
[dalej]
[do początku]
WIEK ZIEMI
cz. 3
Nauczyciele w swoich "przewodnikach" są "przymuszani", aby podkreślić, że ziemia ma miliardy lat. Chcą, aby dzieci w to wierzyły. Mam staroświeckie podejście i jestem za tym, aby na przyrodzie uczono nauk przyrodniczych, zjawisk, które możemy zaobserwować, zbadać, sprawdzić czy zademonstrować.
Przykładowo: z pierwszej zasady termodynamiki wynika, że energia nie może zostać stworzona ani zniszczona. Jeżeli materia nie może zostać stworzona ani zniszczona, to jak powstał świat? Przecież istniejemy! Nasuwają się dwa wnioski: albo ktoś stworzył świat albo świat stworzył sam siebie. Nie ma innych opcji. Albo ktoś stworzył świat - to wersja biblijna; albo, wg twierdzeń humanistów, świat stworzył sam siebie. Jeżeli świat powstał sam z siebie, to jak osiągnął dzisiejszą postać? Szatan musiał się nad tym długo zastanawiać, aż pewnego dnia wymyślił teorię Wielkiego Wybuchu.
Gdy leciałem z Dallas do San Francisco siedziałem koło profesora z Uniwersytetu w Berkeley. Berkeley zdecydowanie nie jest szkołą biblijną. Rozpoczęliśmy rozmowę o stworzeniu i ewolucji. Tak się składa, że każdy, kto siada koło mnie, chętnie rozmawia na ten temat. Profesor powiedział, że wierzy w ewolucję. Ja mu na to, że tak przypuszczałem... Zapytałem:
- Proszę mi powiedzieć, jak powstał świat?
- Powstał z Wielkiego Wybuchu - odpowiedział.
- Naprawdę? To interesujące!
- Jest pan nauczycielem fizyki i nie słyszał pan o Wielkim Wybuchu??
- Oczywiście, że dużo słyszałem na ten temat. Ale ja wierzę w inny "wielki wybuch". Proszę mi powiedzieć, co pan wie o swojej teorii, a ja panu powiem, co ja wiem.
Profesor rozpoczął słowo w słowo, zupełnie jakby czytał z podręcznika:
- Około 18-20 miliardów lat temu cała materia we wszechświecie...
Bądźmy ostrożni! "Cała materia we wszechświecie" to naprawdę sporo materii! Przy okazji, czy wiedzieliście, że słowo universum (wszechświat po łacinie) pochodzi z dwóch słów składowych: "uni" - co znaczy pojedynczy, oraz "verse" - co znaczy wypowiedziane zdanie? Żyjemy we WSZECHŚWIECIE (ang. UNIVERSE), czyli Pojedynczo Wypowiedzianym Zdaniu. Bóg powiedział: "Niech się stanie..." (Rdz. 1,3).
- ... Cała materia we wszechświecie została zebrana w jeden bardzo gęsty i gorący obszar, który przypuszczalnie był mniejszy od... kropki nad "i" w książce.
- Słucham?? - odpowiedziałem - Cały wszechświat ściśnięty w jeden taki mały punkcik jak kropka w książce? Niesamowite! Ależ on musiał być ciężki! Jak się utrzymał w takim ściśniętym stanie?...
Jest więcej takich wyjaśnień. Np. w pewnym podręczniku jest napisane tak: Pewnego dnia cała materia i energia skurczy się ponownie do małego punktu, nie większego niż kropka na końcu tego zdania. Wtedy nastąpi kolejny Wielki Wybuch. (...) Dzieje się tak co 80-100 miliardów lat*. Czy wiecie, że ścięto drzewa, żeby to wydrukować?... Podziwiam autora tego podręcznika, jest genialny! Czytamy w nim: NIC rzeczywiście znaczy NIC**. I dalej: Nie tylko energia i materia zniknęły, ale również czas i przestrzeń. Jednakże fizycy teoretyzują, że wszechświat powstał z nicości na skutek wybuchu.
Że co? Tak, dzieci, pewnego dnia wybuchła NICOŚĆ i oto tutaj jesteśmy. To wszystko tłumaczy!
W magazynie Discovery z kwietnia 2002 roku jest napisane, w jaki sposób wszystko powstało: Wszechświat wybuchł z absolutnego zera i przyjął aktualną postać. Intensywnie się rozrastał i był wypełniany elementami, które pochodzą znikąd. Jak to możliwe? Zapytajcie Alana Gutha, jego teoria nadymania wyjaśnia wszystko.
Alan Guth powiedział: Obserwowalny wszechświat powstał prawdopodobnie z nieskończenie małego obszaru. Możemy pokusić się o twierdzenie, że cały wszechświat wyewoluował dosłownie z niczego***. Wyrażenie "nieskończenie mały obszar" po grecku oznacza kropkę. Powstaliśmy więc z kropki, a kropka z niczego... Nazywają to nauką ścisłą i wydają publikacje naukowe na ten temat! Ja nazwałbym to baśnią.
Zapytałem profesora:
- Co dalej działo się z pana kropką?
- Około 20 miliardów lat temu - odpowiedział - wszystkie cząstki z wszechświata znalazły się w tym jednym punkcie, który kręcił się z ogromną szybkością. Kręcił się coraz szybciej, aż pewnego dnia eksplodował. Siła eksplozji rozrzuciła cząstki i tak powstały galaktyki, słońce, księżyc, gwiazdy i ostatecznie ludzie.
Tak, jesteśmy więc tylko pyłem kosmicznym.
- Czy mogę zadać panu jeszcze kilka pytań?
- Oczywiście, co chciałby pan jeszcze wiedzieć?
- Powiedział pan, że 20 miliardów lat temu cała materia zebrała się do tego jednego małego punktu, rozkręciła się i wybuchła. Skąd się wzięła materia? Kto ją stworzył?
- Niestety, tego nie wiemy - odpowiedział profesor.
- A jeśli ja powiem, że wierzę, że około 6 tysięcy lat temu Bóg stworzył niebo i ziemię, wtedy zapyta się pan, skąd się wziął Bóg. Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Ale powiedział pan, że 20 miliardów lat temu nastąpił Wielki Wybuch, tyle że nie wie pan, skąd wzięła się cała materia. Podsumowując - ja wierzę, że na początku był Bóg, a pan - że materia. Proszę nie mówić, że moja teoria jest religijna, a pana naukowa. Obydwie są religijne.
Zarówno teoria stworzenia jak i ewolucji są religijne. Jednak media i podręczniki szkolne usiłują stworzyć wrażenie, jakoby spór ten był prowadzony pomiędzy nauką a religią. Po jednej z debat w stanie Texas napisano: Religijni i naukowi przywódcy debatują na temat ewolucji. To jest skrzywienie dziennikarskie! Debata toczyła się pomiędzy dwoma religiami. Ewolucja jest religią, a nie nauką. Różnica jest taka, że religia ewolucji jest opłacana z podatków.
* - Prentice Hall, Earth Science, 1999, s. 63.
** - HBJ General Science, 1989, s. 362.
*** Alan Guth & P. Steinhard Scientific American, maj 1984, s. 128.
27.03-35.44
[dalej]
[do początku]
Jezus wobec przyjaciół
Mała podpowiedź do pytania "jaki był Jezus wobec przyjaciół" - wtedy, gdy mówił, że musi odejść, bo jeśli nie odejdzie, to nie przyjdzie Pocieszyciel, a gdy odejdzie, będzie mógł przysłać Pocieszyciela - On ich po prostu pocieszał. Oni co prawda nie rozumieli za bardzo tego, co mówił, ale Jezus ich pocieszał i martwił się o nich.
Podobnie martwił się o swoją matkę, którą przekazał pod opiekę Janowi.
Podobnie martwił się o swoją matkę, którą przekazał pod opiekę Janowi.
Brak argumentów w dyskusji
Komu czasem ludzie wytykają podłą prawdę w ramach braku argumentów w jakiejś dyskusji - niech się tym nie przejmuje. Jezusowi też kiedyś kapłani tak odpowiedzieli - właśnie w dyskusji, właśnie wtedy, gdy zabrakło im rzeczowych argumentów. Powiedzieli mu: Myśmy się nie urodzili z nierządu... (Jan 8,41) - i tyle.
Z ludzkiego ówczesnego punktu widzenia, jeśli ktoś nie uwierzył w to, co naprawdę się stało - niby to prawda, ale wiadomo, że to ani czas, ani sposób na wyrażenie takiej prawdy...
Z ludzkiego ówczesnego punktu widzenia, jeśli ktoś nie uwierzył w to, co naprawdę się stało - niby to prawda, ale wiadomo, że to ani czas, ani sposób na wyrażenie takiej prawdy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)






