poniedziałek, 29 września 2014

Psalm 104 - psalm pełen ciekawostek

Uwielbiaj Boga, moja duszo!
Boże mój, Tyś jest tak wielki,
odziany we wspaniałość i majestat,
okryty światłością jakby szatą.

Rozciągnąłeś niebo jak zasłonę,
dźwigary swoich apartamentów zbudowałeś na wodach,
obłoki używasz za swoje wozy,
unosisz się na skrzydłach wiatru.
Wichry są Twoimi posłańcami,
a pioruny twoimi sługami/narzędziami.

Umocowałeś Ziemię na jej podstawach
tak mocno, że nigdy nawet się nie zachwieje.
Otchłanią morską ją przykryłeś,
wody stanęły ponad górami.
Ustąpiły na Twój rozkaz,
pomknęły na odgłos grzmotu Twojego.
Wzniosły się ponad góry,
a dolinami zstąpiły do miejsc, które im wyznaczyłeś.
Potem zakreśliłeś im granicę, by jej nie przekroczyły,
by nie wróciły znów zalać Ziemię.

Sprawiasz, że źródła tryskają strumieniami,
by spływały pomiędzy górami,
by gasiły pragnienie wszystkich dzikich zwierząt,
by gasiły pragnienie dzikich osłów1.
A ponad nimi ptaki mieszkają,
śpiewają spomiędzy gałęzi.

Z Twoich apartamentów zraszasz góry,
owocem swoich dzieł nasycasz Ziemię.
Sprawiasz, że trawa rośnie - dla zwierząt,
i zboże - na użytek człowieka,
aby otrzymywał chleb ze swojej ziemi.
I żeby miał wino, co rozwesela serce człowieka,
i oliwę, rozbłyszczającą twarz człowieka2,
i chleb, wzmacniający serce.

Obficie napojone są drzewa,
i libańskie cedry3, które Bóg zasadził,
a na których ptaki swoje gniazda budują.
Z kolei na cyprysach bociany budują swoje gniazda,
w wysokich górach mieszkają kozice,
a skały dają schronienie góralkom4.

Stworzyłeś księżyc dla wyznaczenia czasu [miesiąca],
słońce zna godzinę swojego zachodu.
Ty sprowadzasz ciemności,
w którą wychodzą dzikie zwierzęta.

Lwiątka ryczą za żerem,
szukają pokarmu od Boga,
a gdy słońce wschodzić zaczyna,
wracają i chronią się w swoich legowiskach.
A potem człowiek wychodzi do swej pracy,
trudzić się aż do wieczora5.

O jak liczne są Twoje dzieła, o Wiekuisty!
Ty wszystko urządziłeś według swojej mądrości,
ziemia pełna jest dóbr!6

Oto morze - rozległe, ogromne,
a w nim zwierząt bez liku,
małych i wielkich.
Po morzu krążą okręty,
oraz Lewiatan7, którego stworzyłeś,
by w morzu baraszkował.

Wszystko to spogląda ku Tobie
w oczekiwaniu na czas Twojego karmienia8.
Ty im go dajesz, a one zbierają,
Ty dłoń swą otwierasz, a one sycą się dostatkiem.

Ale gdy zasłonisz swoje oblicze - trwożą się,
gdy odbierasz im tchnienie -
- marnieją i w proch znów się obracają.
Gdy tchniesz Twego ducha - stwarzasz je na nowo
i odnawiasz oblicze ziemi9.

Niech chwała Pana trwa na wieki,
niech raduje się swoimi dziełami.
Kiedy spojrzy na Ziemię - ona zadrży,
a kiedy dotknie gór - one zadymią.

Póki mego życia starczy,
będę grał i śpiewał dla Boga,
póki istnieję.
Oby podobała Mu się moja pieśń,
a będę dzięki Niemu w dobrym nastroju.

Niech znikną z ziemi wszyscy ci świadomie grzeszący,
i niech już nie będzie ludzi podłych.
Wielbij, moja duszo, Wiekuistego,
alleluja!



  1. Dzikie osły - zwyczajne osły, żyjące dziko. Występują w północnej Afryce i środkowo-wschodniej Azji. Charakteryzują się bardzo niskimi wymaganiami pokarmowymi (źródło 1, źródło 2). Dlaczego Psalmista napisał tutaj właśnie o dzikich osłach?... Być może akurat takie zwierzę przebiegało mu przed namiotem, kiedy właśnie pisał ten psalm... Albo sentyment jakiś czuł - może taki właśnie osioł żonę uratował mu przed obtarciem stóp, dzięki czemu - szczęśliwa - padła mu w ramionach...
  2. Hm, tak sobie myślę, że ta oliwa była chyba jako kosmetyk używana, coś na wzór dzisiejszych pomadek, toników, błyszczków czy czegoś w tym stylu.
  3. Odmiana drzew iglastych, porastający tereny górskie na wysokości 1300-1500 m n.p.m. w Libanie, Syrii i Turcji - czyli na najbardziej zachodnim skraju Azji (źródło 1). (Coś dużo o górach jest w tym psalmie, musiał Psalmista w górach właśnie być i pisać ten psalm). Cedry generalnie są długowieczne (żyją do 500 lat) (źródło 2). Wzrastają do wysokości 40 m, ze średnicą pnia do 2,5 m. W czasach starożytnych drewno cedru libańskiego używane było do budowy dużych budowli, Fenicjanie używali je do budowania statków handlowych i okrętów wojennych, Egipcjanie używali żywicę do mumifikacji. W kulturze żydowskiej cedr libański kojarzony był jako znak "dumy świata" (źródło 3), czyli przypuszczam, że spełniał tę samą rolę, co dzisiaj np. Luwr, Mur Chiński, Wieża Eiffla etc.
  4. Chodzi o zwierzęta. Polskie tłumaczenia mówią o królikach, borsukach, świstakach... Sprawdziłem więc hebrajskie słowo, jakie występuje w tym miejscu, i co o tym mówi hebrajska wikipedia: góralki, a to polska wersja informacji o góralkach. Jest to szczegół, mało ważny, ale fajnie jest wiedzieć i dobrze rozumieć, o co chodzi :)
  5. Pamiętajmy, że jest to Azja Mniejsza, na południe od Europy, czyli słońce zachodzi wcześniej nawet latem, a wahania między długością dnia zimą i latem są o wiele mniejsze. Werset ten nie jest żadnym wytłumaczeniem do pracy do po 12 godzin dziennie ;)
  6. W sensie - wszystkiego, co Bóg stworzył, "wynalazł".
  7. Lewiatan - co to było? Lewiatan.
  8. Nie troszczcie się o to, co będziecie jeść czy pić, albowiem o to wszystko Ojciec wasz, będący w niebie, się troszczy.
  9. Gdy tchniesz swego ducha, stwarzasz je na nowo... - tutaj przypomina mi się momentalnie rozmowa Jezusa z Nikodemem: Z ducha musicie się narodzić... - czyli o ile ze zwierzętami różnie bywało, raczej chodziło pewnie o te nowo narodzone, o tyle z człowiekiem w tym przypadku - można tu dostrzec paralelę do odrodzenia się człowieka na nowo. Do "nawrócenia się". A jeśli tak, to znaczy, że ta idea istniała w przyrodzie już dawno, dawno temu, na długo przed Jezusem i Janem Chrzcicielem, i nie jest to nic "ponadnaturalnego", ale naturalna, zgodna z prawami przyrody, kolej rzeczy.


[inne Psalmy]




sobota, 27 września 2014

Czy Bóg rezygnuje z człowieka? - cz. 1

Andrzej Sieja
kazanie pt. "Czy Bóg rezygnuje z człowieka?"
dostępne w wersji audio tutaj:
http://www.slupsk.adwent.pl/index.php/andrzej-sieja/

Chciałbym, żebyśmy dzisiaj zagłębili się w kolejną historię. Wydarzyła się ona całkiem niedawno.

Kiedy pojawiły się pierwsze skurcze, 30-letnia Melisa Morales powtarzała sobie, że to jest niemożliwe. Miała rodzić dopiero za trzy miesiące. Bóle jednak stawały się coraz silniejsze I częstsze.

Chłopiec. Ważący niespełna 800 gramów i nie większy od dłoni. Urodził się przez cesarskie cięcie, w bostońskim szpitalu w USA. Dziecko to przyszło na świat z licznymi wadami, nie mogło normalnie żyć. W związku z tym rodzice musieli podjąć dramatyczną decyzję. Trudną decyzję. Melisa powiedziała: "Słyszałam jego pierwszy krzyk, ale nigdy nie słyszałam jego płaczu". Potem go zabrano.

George, bo tak został nazwany ten chłopiec, urodził się z wadą tchawicy i przełyku - między nimi była szczelina na tyle duża, że spożywane jedzenie mogło dostawać się do płuc. Lekarze zawyrokowali operacje. Wiele operacji. Nic jednak nie chcieli obiecać.

Po trzech godzinach od porodu chłopiec był operowany aż trzy razy. Po pierwszej operacji chirurg stwierdził, że była udana. Potem jednak zmienił zdanie i zaczął wyliczać schorzenia... Oprócz przetoki w tchawicy dziecko miało nie w pełni wykształcony przełyk, nieprawidłowo wytworzony rdzeń kręgosłupa, złożoną wadę serca, brakowało odbytu i jednej nerki. Miał wadliwy uklad moczowy i układ krążenia. Tak naprawdę w opinii lekarzy George miał zdrowe tylko kończyny.

Kolejne badania wykazały krwawienie wewnątrzczaszkowe. Chłopiec miał skrzep, który uciskał mózg. Czekało go więc kolejnych 9 operacji. Na dziecku, które mieściło się na dłoni. Wszystkie były skomplikowane, o różnym stopniu ryzyka. Do tego dochodziło zagrożenie wadami wzroku, porażeniem mózgowym, upośledzeniem.

Ojciec chłopca, płacząc, powiedział: "Mój syn nigdy nie zagra w piłkę".

Potem było jeszcze gorzej. Najpierw lekarz mówił o pewnym szczęściu w operacjach. "Najpierw miało być ich 9, potem - nikt nie wiedział, ile tych operacji go czeka. Miał być przycinany tu i tam, ale czy to da mu zdrowie? Czy będzie chodził? Czy mnie rozpozna?" - mówiła Melisa.

Dwa razy dziennie miał wykonywaną punkcję. Wymagał częstego podłączania do respiratora.

10 stycznia Moralesowie spotkali się z Cristine Michelle, przewodniczącą komisji etyki lekarskiej. Usłyszeli, że jedną z dróg wyjścia, którą mogą wybrać, jest też zgoda na śmierć. Jednak doktor operujący dziecko był przekonany, że wszystkie anomalia dziecka, co do jednej, można naprawić. To musi jednak potrwać. Może 5 lat.

Zastanawiali się, ile jeszcze tych operacji musi być przeprowadzonych, żeby dziecko żyło. "Co pan zrobiłby, gdyby George był pańskim synem?" - zadali pytanie chirurgowi. Lekarz odmówił odpowiedzi. Potem odbyło się decydujące spotkanie, trwające półtorej godziny, z 15 lekarzami-specjalistami i po osobistej naradzie państwo Moralesowie podjęli ostateczną decyzję. Nie zgodzili się na kolejne operacje. Wszyscy zrozumieli ich stanowisko. Oprócz tego chirurga, który nigdy się nie poddawał. Powiedział: "Nadzieja to przecież potężna siła. Jeśli jeśli jest chociaż cień szansy, że ktoś, kogo kochasz, będzie żył, chwytasz się jej z całych sił! Który lekarz proponowałby z tym walczyć, próbowałby? Który powiedziałby matce: Przykro mi, ale dla pani syna już nie ma nadziei? Jednak zdarza się, że tej nadziei po prostu nie ma - a wtedy lekarz powinien to powiedzieć."

Kolejnego dnia po podjęciu tej decyzji Melisa przyszła odwiedzić swojego synka. Z głowy zdjęto mu część bandaży i wenflonów. Po raz pierwszy od urodzenia wzięła swoje maleństwo na ręce. Powiedziała: "Było mi bardzo, bardzo ciężko podjąć taką decyzję". George został odłączony od respiratora o godz. 18:00 i Melisa kołysała go w ramionach, dopóki biło mu serce. Zatrzymało się o 20:05.

Tyle historii. Jakże trudno podjąć TAKĄ decyzję. Nawet jeśli nawet logika podpowiada, że TRZEBA coś zrobić. Może zrozumieć to tylko matka, która urodziła i musi taką decyzję podjąć. Co dzieje się w sercu przy podejmowaniu TAKIEJ decyzji? Najtrudniej jest przecież zrezygnować z tego, co jest "nasze", a już absolutnie najtrudniej - zrezygnować z własnego dziecka.

00.01-08.38

c.d.n.




piątek, 26 września 2014

Dobra Nowina Marka, 5.2.

Kiedy Jezus powrócił przez jezioro łodzią z powrotem na drugą stronę jeziora, zebrał się tam znowu wielki tłum ludzi. Gdy jeszcze był przy brzegu, przyszedł jeden z uczonych z synagogi, Jair. Kiedy tylko zobaczył Jezusa, rzucił mu się do stóp i błagał go:
- Moja mała córeczka umiera. Przyjdź i połóż swoje ręce na nią, żeby wyzdrowiała i mogła żyć.
Jezus poszedł z nim, a za nim podążał ten duży tłum, nacierający na niego.

Była tam pewna kobieta, która miała krwawienia od dwunastu lat. Nachodziła ona mnóstwo lekarzy, wydała na nich wszystko, co posiadała, bez uzyskania jakiejkolwiek pomocy. A nawet było jeszcze gorzej. Pewnego razu usłyszała o Jezusie, i zbliżyła do niego, od tyłu, przeciskając się przez ten tłum, a potem dotknęła jego kapoty. Myślała sobie bowiem: "Jeśli tylko dotknę jego ubrania, stanę się zdrowa". Jej krwawienie ustało wtedy od razu, i poczuła też po swoim ciele, że została całkowicie uzdrowiona ze swoich dolegliwości.

Równocześnie też i Jezus uświadomił sobie, że jego "moc" nagle "została użyta", obrócił się i spytał w tłum:
- Kto dotknął mojego ubrania?
- Widzisz, jak tłum naciera na ciebie ze wszystkich stron - odpowiedzieli uczniowie - i pytasz się, kto cię dotknął?!
Ale Jezus rozejrzał się wokół, żeby dostrzec tego, który to zrobił. Kobieta zlękła się i zadygotała, bo wiedziała dobrze, co się z nią nagle stało, a potem podeszła do Jezusa, rzuciła mu się do nóg i opowiedziała o tym wszystkim.

A wtedy Jezus powiedział do niej:
- Twoja wiara cię uzdrowiła, córko. Idź w pokoju. Jesteś uzdrowiona, pozbyłaś się swoich dolegliwości.

Podczas gdy on jeszcze mówił, nadeszli ludzie z domu owego uczonego i powiedzieli:
- Twoja córka umarła. Dlaczego więc jeszcze "zawracasz głowę" Mistrzowi?
Jezus usłyszał to, co zostało powiedziane, i powiedział do tego uczonego:
- Nic się nie bój, tylko wierz!
A potem pozwolił podążyć za nim Piotrowi, Jakubowi i Janowi, bratu Jakuba. A kiedy przyszli do domu tego uczonego i zobaczył płacz i lamenty, wszedł do środka i powiedział do nich:
- Dlaczego tu płaczecie i zawodzicie? Dziecko nie jest martwe, ona śpi.
A oni go wyśmiali. Ale on wyprosił wszystkich, wziął ze sobą tylko rodziców dziecka oraz tych, którzy z nimi byli, a potem wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Potem wziął on je za rękę i powiedział:
- Talita kumi!
A znaczyło to tyle co: "Dziewczynko, wstań!". Wtedy nagle dziewczynka podniosła się i obeszła dookoła. Miała ona dwanaście lat. I wszyscy osłupieli z tego zdziwienia. Ale on polecił im stanowczo, że nikt nie powinien wiedzieć o tym, i że powinni dać jej coś do jedzenia.

na podstawie: Mar. 5,21...43

[dalej]
[do początku]



środa, 24 września 2014

Apokalipsa, 2 - Czy "apokalipsa" to koniec świata?

Odsłonięcie Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg, by pokazać Jego sługom... (Obj. 1,1 NBG)

Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg, aby ukazać sługom swoim to, co ma się stać wkrótce... (BW)

Objawienie Jezusa Pomazańca, które dał mu Bóg, by pokazać tym Jego sługom, co jest konieczne, by stało się szybko i wskazał wysławszy przez zwiastuna/posłańca Jego słudze Jego, Janowi (PD)

Hm, widzę, że najciekawiej jest czytać bezpośrednią transkrypcję grecką... Znając m.in. gramatykę rodzajników określonych, która nie istnieje w języku polskim, można nieco inaczej/głębiej zrozumieć tekst... Potraktujmy to jako zabawę.

Przykładowo - słowo objawienie to po grecku apokalypsis. Stąd Apokalipsa. Czyli generalnie pierwotne znaczenie słowa "apokalipsa" to nie był koniec świata, jakiś pogrom, ogrom zniszczenia etc., ale... "objawienie" właśnie. Objawienie, czyli odkrycie pewnych faktów, wyjawienie ich, "odsłonięcie" - jak to nazywa NBG. Stąd nazwa księgi: "Objawienie apostoła Jana".

... Jezusa Pomazańca... Greckie słowo, z którego pochodzi określenie "Chrystus", to inaczej "Pomazaniec", czyli "wybraniec", "wybrany przez Boga", "pomazany" przez Boga. "Pomazany" współcześnie można by rozumieć jako "namaszczony". A namaszczenie polega na .... Nie, nie na posmarowaniu olejkiem czy oliwą. Namaszczenie to "namaszczenie Duchem Świętym", co też stało się z Jezusem, podczas Jego chrztu w Jordanie. Może ta oliwa to tylko symbol Ducha, tak jak woda i chleb bardzo często są symbolem Jezusa?... Tak czy siak - "Chrystus" to po polsku "Pomazaniec", "Wybraniec", "Namaszczony".

... co jest konieczne, by stało się szybko... - jak szybko? Inne tłumaczenia mówią: "wkrótce", "niebawem". Od tamtego czasu minęło... niemal dwa tysiące lat. Jak szybko jest "wkrótce"? O ile dobrze pamiętam, gdy czytywałem fragmenty Apokalipsy kiedyś - mowa tam jest o bardzo rozciągniętych czasach, począwszy od średniowiecza, czy od wczesnego kościoła chrześcijańskiego nawet. Tak więc czas realizacji tej księgi, proroctwa (takiego typowego, mówiącego o przyszłości), nadszedł praktycznie bardzo szybko, niedługo po śmierci Jana.

Konkrety - mam nadzieję, że dojdę do nich później. Ale generalnie studiuję to z nastawieniem przeczytania "Ewangelii Samego Jezusa", więc będę starał się wyciągnąć więcej przesłania Jezusa, niż jakichś odniesień do dziejów historii.

Tak czy siak - o ile czas realizacji proroctwa z Apokalipsy rozpoczął się niedługo po śmierci Jana, a więc "szybko", o tyle jest on bardzo rozciągnięty w czasie. Jeśli więc dzisiaj, w roku 2014, wciąż nie widzimy, żeby działa się jakaś "apokalipsa" (w tym katastroficznym sensie) na świecie, to nie znaczy to, że Księga Apokalipsy to jakaś legenda.

Chociaż z drugiej strony... Czy faktycznie nie mamy dzisiaj "apokalipsy"?... Każdy zna tę historię o żabie - jeśli wrzucić żabę do gotującej wody, to wyskoczy. Od razu. Ale jeśli wrzucić ją do zimnej wody, a potem powoli tę wodę podgrzewać i na końcu zagotować - żaba ugotuje się razem z nią. Pamiętajmy, że człowiek ma potężne możliwości adaptacyjne, łatwo mu się przystosować do otaczającej rzeczywistości. Bardzo łatwo jest przestać zauważać, że coś jest nienormalne.

Przykładowo - obejrzałem niedawno kilka filmów amerykańskich. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, jak tam powszechne jest mówienie o Bogu, mówienie o "przyjęciu Jezusa" etc. Widać to na wielu filmach. W USA odsetek ludzi wierzących w teorię ewolucji jest o wiele mniejszy, niż w Europie. Podobnie - miałem okazję być w Indonezji. Kraj azjatycki, leżący prawie koło Australii, w którym panują zupełnie inne realia życia. Kraj w 85% muzułmański. Objawy religijności (muzułmańskiej co prawda) są tam widoczne wszędzie - na dworcach kolejowych i lotniskach znajdują się specjalne pomieszczenia do modlitw, podobne można spotkać w centrach większych miast (byłem w trzech takich miastach). W hotelach można spotkać namalowaną na suficie strzałkę wskazującą kierunek na Mekkę (muzułmanie modlą się z twarzą zwróconą w kierunku Mekki właśnie). Na ulicach bardzo często porozstawiane są głośniki z dobiegającą z nich pięć razy dziennie modlitwą.

To wszystko jest co prawda o muzułmanach, ale za to spotkałem tam pewną rodzinę, rodzinę chrześcijańską. Będąc z tą rodziną mogłem tylko podziwiać, jak naturalne są modlitwy przed każdym posiłkiem, poranne "chwalenie Boga", wieczorne rozmowy o Nim... Bóg jest tam obecny cały czas. Jest częścią ich życia. I nie miało żadnego wpływu to, że poszczególni członkowie tej rodziny należą do trzech zupełnie różnych denominacji.

A potem wróciłem do Europy. I zobaczyłem TO. Temat Boga w Europie to prawie jak temat tabu. Przyznanie się do wiary w Boga, to jak świadome narażanie się na pośmiewisko: "co??? taki zacofany jesteś? zobacz, całe średniowiecze ludzie wierzyli w Boga, przecież to ciemnota jest, głupota...". Nawet jeśli ktoś wierzy, to "ukradkiem" chodzi do swojego kościoła i tam rozmawia o Nim. A jak tu potraktować słowa Jezusa: "Idźcie i nauczajcie narody z całego świata"? Jak, skoro tutaj, w Europie, nikt nie chce słuchać o Bogu? Bo to przecież takie niemodne, zacofane... Dodatkowo tak wielu jest ludzi, którzy przychodzą do drzwi wiele razy, chcąc mówić o Nim, nawet niechciani, nie szanując tego, że ludzie nie chcą rozmawiać - nachodzą ich wiele razy, i chcą mówić o Biblii... Ale czy to o Biblii powinniśmy rozmawiać? Jaki w tym sens, skoro ludzie nie czują potrzeby czytania Biblii? Ludzie potrzebują wsparcia, potrzebują zobaczyć opiekę Boga w życiu codziennym, potrzebują mieć komu zaufać w kryzysowych sytuacjach... To właśnie jest "nasza" ewangelia, "dobra nowina", o której powinniśmy rozmawiać. Tak uważam.

Inną przyczyną jest też to, że dzisiejsza nauka mówi, że Boga nie ma, a świat powstał z Wielkiego Wybuchu małej kropki. Wszyscy ludzie, zwierzęta, robaki, rośliny - wszystko pochodzi od paru białek powstałych w amoniakowej zupie... Notabene - do dzisiaj nie ustalono, jak to mogło się odbyć, bo o ile prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zdarzenia jednorazowo jest niewiarygodnie małe, to już prawdopodobieństwo wystąpienia całego ciągu takich zdarzeń wystarczająco długo, by z owych połączonych aminokwasów mogło wykształcić się cokolwiek organicznego - jest absolutnie znikome. Prawdopodobieństwo wygrania głównej nagrody w Toto Lotka przy tym to prawie jak pewność...

Tak więc świadomość istnienia Boga w Europie jest bardzo znikoma. Wręcz nawet gorąco zaprzecza się temu przy każdej możliwej okazji. Ja rozumiem, że wielu ludzi łączy Boga z Kościołem Powszechnym, i wielu ludzi kojarzy Kościół Powszechny głównie z błędami, zacofaniem ze średniowiecza etc.... ale bez przesady. Zima też jest kojarzona głównie ze śniegiem, ale to nie oznacza, że każdej zimy jest śnieg, i że śnieg pada tylko zimą. Są to dwie oddzielne rzeczy, które łączy tylko to, że istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia ich razem. Ale przecież niekoniecznie - jak wiele było zim, podczas których śnieg nie spadł w ogóle, i jak często zdarza się zobaczyć śnieg jeszcze jesienią, w listopadzie, albo nawet wiosną, nawet w maju!

Podobnie jest z wiarą w Boga i istnieniem kościoła, jakiegokolwiek kościoła, nie tylko Powszechnego - są to dwie oddzielne rzeczy, których prawdopodobieństwo wystąpienia razem jest duże, ale nie jedyne. Może wystąpić prawdopodobieństwo istnienia kościoła bez wiary, a może również wystąpić prawdopodobieństwo istnienia wiary, bez przynależności do kościoła.

Chcę przez to wszystko powiedzieć, że tak bardzo oddaliliśmy się od Boga, tak bardzo usilnie zaprzeczamy choćby możliwości Jego istnienia, tak bardzo przywykliśmy do naszych "faktów naukowych" (nie wnikając w - czy wręcz nawet ignorując - błędy w datowaniu, w historię pochodzenia "milionów lat" egzystencji wszechświata etc.), tak bardzo zrażeni jesteśmy często postawą osób uznawanych powszechnie za duchowne (tak, media bardzo lubią nagłaśniać wszelkie wpadki czy to księży, czy to innych osób związanych z religią; za to skrzętnie lubią pomijać wszelkie dobre strony religijnych osób), że jesteśmy jak ta żaba wrzucona do zimnej wody. Nawet nie zauważamy, że woda jest wciąż gorętsza i gorętsza. Jeśli nie spostrzeżemy tego w porę, zostaniemy ugotowani na twardo...






"Dobrze wiem, czego ci potrzeba"

Przyszło mi do głowy pewne porównanie. Otóż jak powiedzieć komuś pochodzącemu z tropików, w jaki sposób ma się ubrać na zimę, gdyby miał przybyć tutaj, w północne rejony świata? Jak wytłumaczyć wełniany szalik na usta, kaptur chroniący przed zamiecią, getry chroniące przed wpadaniem śniegu do butów, parujące okulary przy każdorazowym wejściu do sklepu czy autobusu? Nie da się. Jedyna droga to powiedzieć: nie martw się o to. Nie zdołasz pojąć tutejszych warunków, zanim tu nie przyjedziesz. Zostaw to na mojej głowie - ja znam tutejsze realia doskonale i dobrze wiem, czego ci potrzeba. Nikt lepiej ode mnie nie zdoła Ci przygotować odpowiedniej odzieży czy warunków do mieszkania. Skup się tylko na utrzymaniu kontaktu ze mną, i na znalezieniu sposobu, by się tutaj dostać - samolotu, wizy etc.

W tym momencie słowa te wydały mi się znajome: mi się znajome: Bo któż z was, troszcząc się, może dodać jeden łokieć do swojego wzrostu? I dlaczego martwicie się o ubranie? Przypatrzcie się kwiatom polnym, one nie pracują i nie przędą, a powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany, jak jeden z nich. Jeżeli więc Bóg tak przystraja polną trawę, która dziś jest, a jutro w piec będzie wrzucona, to o ileż bardziej was (...)? Nie troszczcie się zatem, mówiąc: Co będziemy jedli, albo: Co będziemy pili, albo: W co się ubierzemy, bo o to wszystko zabiegają poganie. A Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Boga, i Jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane (Mat. 6,27-33 NBG/BP/BW).

"Czy możesz dodać coś do twojego wzrostu? Skoro nawet na to nie masz wpływu, to dlaczego się tak zamartwiasz? Nie rób tego, nie zdołasz pojąć tego, co przyniesie ze sobą życie. Pozwól mi to zrobić, pozwól mi przygotować ubranie i warunki dla ciebie, nikt inny lepiej ode mnie tego nie zrobi. Skup się tylko na byciu ze mną, utrzymaniu kontaktu, i obierz za cel przybycie tutaj, do Państwa Boga..."



wtorek, 23 września 2014

KŁAMLIWE FAKTY, 13., Początek teorii Darwina

Kent Hovind
KŁAMLIWE FAKTY
cz. 13

Kolumna geologiczna to bujda. To jedno z największych kłamstw, jakie pojawiły się w historii ludzkości. Gdy zaczęto tego nauczać w latach trzydziestych dziewiętnastego wieku, to ludzie stopniowo oddalali się od nauczania biblijnego do poglądu lansowanego przez szkockiego prawnika Lyalla, że każda warstwa ma inny wiek. To nauczanie miało naprawdę silny wpływ na młodego kaznodzieję z Anglii. Dopiero co ukończył szkołę biblijną. Nazywał się Karol Darwin.

Jedyny stopień naukowy, jaki Darwin zdobył, był z teologii. Nazywa się go wielkim naukowcem, ale faktycznie wszystko co zdobył, to stopień naukowy z teologii. To oczywiście nic złego. Tyle jednak, że on nie był naukowcem!

Karol Darwin wypłynął w rejs dookoła świata, aby zbierać owady. Zdecydował się wziąć ze sobą kilka książek, bo miał wyjechać na pięć lat. Zabrał Biblię i książkę Charlesa Lyella "Zasady geologii". Ta książka zmieniła jego życie na zawsze. Napisał potem do przyjaciela: "Niewiara wdzierała się we mnie bardzo powoli, ale skutecznie. Na tyle wolno, że nie czułem zagrożenia"*.

Tak przy okazji - kiedy zmarł, to jego żona powiedziała, że na łożu śmierci pokutował. Ta pogłoska krąży do dziś, nikt nie wie tego na pewno.

Darwin, żeglując wokół świata, zatrzymał się na wyspach Galapagos. Tam zauważył, że jest 14 różnych odmian ziarnojadów, które różniły się kształtami dziobów.

Karol nie bardzo lubił ptaki. Hodował co prawda gołębie, ale lubił też robaki. Taak, był nieco dziwny... Wystrzelał wszystkie ptaki, myśląc, że pomoże robakom... Zebrał więc wszystkie te ptaki i zauważył, że było 14 odmian ziarnojadów. Zbadał je uważnie i powiedział: "Myślę, że wszystkie te ptaki mają wspólnego przodka".

Tak, Karol, na pewno. I to był ptak.

A potem Karol powiedział: "Może to dowodzi, że ptaki są spokrewnione z bananami?" Powiesz: "O nie, tego nie powiedział". Ależ tak! Mam tu jego książkę! Darwin napisał: "To prawdziwie cudowny fakt, że wszystkie zwierzęta i rośliny, przez cały czas i w całej przestrzeni, są ze sobą spokrewnione"**. Czy więc nie znaczy to, że uważał, że ptaki i banany są ze sobą spokrewnione? Zdecydowanie tak!

Ale to jest kłamstwo. Nie ma żadnego dowodu, żeby jakieś zwierzę było spokrewnione z innym rodzajem zwierzęcia, chyba że związane ze wspólnym "projektantem"...

40.11-43.27

* - List do Russella Wallace z roku 1868. 
** - Karol Darwin, O pochodzeniu gatunków, s. 170. 




Dlaczego używam różnych tłumaczeń Biblii?

Dlaczego używam różnych tłumaczeń Biblii?

BW, Biblia Warszawska - na niej się wychowałem, ale ponieważ tłumaczy było wielu, to jedne fragmenty są przetłumaczone lepiej, inne gorzej. Co później wychodzi w praniu, podczas dociekania i porównywania tekstów z innymi tłumaczeniami, a zwłaszcza z Przekładem Dosłownym.

BG, Biblia Gdańska - chyba najwierniej oddane tłumaczenie, pierwsze zresztą w języku polskim, ale pisane w mowie staropolskiej - wiele rzeczy dzisiaj jest niezrozumiałych lub ma nieco inne znaczenie.

BGU, Biblia Gdańska Uwspółcześniona - uwspółcześniony tekst Biblii Gdańskiej. Wadą jest to, że tłumaczenie to było pisane na bazie Biblii Gdańskiej, a niezrozumiałe fragmenty pisane na bazie innych polskich tłumaczeń metodą "większościową" lub "priorytetu zrozumienia tematu wg BG" - czyli w zasadzie metodą wg uznania piszącego. Używałem tego tłumaczenia do pewnego czasu, potem przestałem.

NBG, Nowa Biblia Gdańska - wcześniej pomijałem to tłumaczenie, ale jakiś czas temu odkryłem jego zalety. Pisana na bazie Biblii Gdańskiej, z przełożeniem na język współczesny, w wątpliwych kwestiach/wyrażeniach - tłumaczone ponownie z języków oryginalnych, a nie - jak w przypadku BGU - na podstawie innych tłumaczeń, czy "literackiej większości".

BT, Biblia Tysiąclecia, wyd. II - tłumaczenie najbardziej znane, a wczesne wydanie gwarantuje znikomość różnych zmian dokonanych "pod teorię" Kościoła Katolickiego (nie studiowałem dokładnie, ale spotkałem się z opiniami, że wyd. dziewiąte ma już sporo takich zmian). Z tego samego względu nie używam Przekładu Nowego Świata.

BP, Biblia Poznańska - piękny przekład, bardziej przyjazny czytelnikowi niż BT, ale zawiera fragmenty przetłumaczone wg światopoglądu tłumacza. Np. dar prorokowania został przetłumaczony jako dar przemawiania pod natchnieniem Bożym - co częściowo jest prawdą, bo faktycznie prorokowanie odbywa się ściśle pod natchnieniem Ducha i nie jest to możliwe w żaden inny sposób, nie jest to jednak konkretnie dar przemawiania, ponieważ przemawianie kwalifikuje się bardziej pod dar nauczania, natomiast dar prorokowania to również dar podbudowywania społeczności (wspierania) czy "widzenia" czegoś w sercu innego człowieka.

PD, Przekład Dosłowny - dostępny jest tutaj: Ewangeliczny Przekład Interlinearny Biblii. Przekład bardzo ceniony przeze mnie ze względu na możliwość śledzenia występowania poszczególnych słów w języku greckim (większościowo oryginalnym języku Nowego Testamentu), dopuszczalnych ich znaczeń, pozwala "wyśledzić" formę gramatyczną, pozwala też stwierdzić, czy w danym tekście możliwe jest inne jego zrozumienie pod względem logicznym, niż w oficjalnie podanych przekładach. Piękny przekład dla lubiących rozgryzać łamigłówki :)

Nie korzystam z BR (BWP), czyli Biblii Romaniuka (inna nazwa: Biblia Warszawsko-Praska), ponieważ jest to przekład chyba najbardziej przyjazny, gładki, przyjemny, najlepiej zrozumiały dla czytelnika, ale często w najmniej wierny sposób oddający pierwotną myśl. Czasem co prawda dobrze byłoby zacytować coś akurat z tego przekładu (kiedyś bardzo go lubiłem), ale w "trybie dociekania", jaki tutaj prowadzę, na tym blogu, mijałoby się to z celem - zależy mi tutaj na tekście jak najbardziej precyzyjnym, wiernym, a nie pięknym i gładkim, do "lekkiego" poczytania.

Czasami, gdy mowa o Starym Testamencie, uciekam się do pomocy tego serwisu: Biblia - wydanie interlinearne. Za pomocą dostępnego tam tekstu hebrajskiego oraz translatora google można się tym tekstem nieco "pobawić", o ile pomoże to w lepszym zrozumieniu... Robię to raczej rzadko.

Dodatkowo, w seriach typu "Jan prosto" etc., używam przekładu norweskiego (2011), tłumacząc go na język polski. Jaki w tym sens? Otóż taki, że tłumacząc muszę skupić się nad sensem niemal każdego słowa, nad użytą formą, a porównując potem różnice między tym tekstem a tekstem polskich przekładów, oraz Przekładu Dosłownego - czasami dochodzę do ciekawych dla mnie wniosków. Taka forma studiowania motywuje mnie też do dokładnego czytania tekstu, a nie "przelecenia" całego rozdziału w minutę czterdzieści sekund, i nie pozwala za prędko zapomnieć o treści, która była tam zawarta.

Dodatkowo czasami dzielę się moimi przemyśleniami z pewną osobą, robię to w języku angielskim, a wówczas posługuję się przekładem NKJV, New King James Version, ponieważ uznaję go za tego samego typu przekład, co NBG. I mam nadzieję, że nie jestem w błędzie. W każdym razie - nawet wówczas czasami widzę jakieś słówko/zwrot stawiające treść w nieco innym świetle, będące bodźcem do powstania kolejnych refleksji.

Tak czy siak - wszystko to tutaj jest moim subiektywnym odbiorem, subiektywnymi myślami, wnioskami opartymi na mojej własnej wiedzy, czasem na informacjach wyszukanych gdzieś w czeluściach internetu, książek etc., oraz na moich własnych doświadczeniach życiowych. Każda inna osoba, czytając te same teksty, może je odebrać zupełnie inaczej, zobaczyć zupełnie coś innego, może skojarzyć je z zupełnie czymś innym... Jeśli tak, to zapraszam to podzielenia się* tymi myślami, wnioskami, niech każda wspierająca myśl ujrzy światło dzienne i ma szansę kogoś wesprzeć, podbudować :)






Apokalipsa, cz. 1 - Ewangelia Samego Jezusa

Pewnego dnia czytałem siedziałem i czytałem coś sobie. I nagle przeczytałem: Ja, Jezus, posłałem mojego anioła... (Obj. 22,26 BP) Zaraz zaraz, pomyślałem. "Ja, Jezus"? Przyzwyczaiłem się, że w Starym Testamencie pełno jest zwrotów typu "Tak mówi Bóg", ale tutaj tak bezpośrednio: "Ja, Jezus"? Przyzwyczajony do czytania ewangelii, gdzie Jezus zawsze jest osobą trzecią, ten zwrot tutaj wprawił mnie w lekkie osłupienie. Zaraz, a czy nie jest na początku Apokalipsy - pomyślałem dalej - napisane, że jest to księga samego Jezusa?...

No i jest, pierwsze słowa tej księgi to: Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg, aby ukazać swoim sługom to, co wkrótce musi się stać, a (co) przez posłanie swego anioła wskazał (On) swemu słudze Janowi (Obj. 1,1 PD*).

Czyli - przyszło mi do głowy - Księga Objawienia Apostoła Jana to właściwie nie jest to Objawienie Jana, ale Objawienie Samego Jezusa, Księga Samego Jezusa Chrystusa, Jego własna Ewangelia, Jego własna "dobra nowina" ("dobra nowina" to znaczenie słowa "ewangelia" z greckiego). To wszystko, co mówił On podczas swojego pobytu na ziemi, ten ogólny sens - czyli Bóg jest naszym Najlepszym Ojcem, który czeka na nas w Państwie Boga, w "domu, w którym jest wiele mieszkań", i nawet konkretne rzeczy, jak to, co ma się zdarzyć (jak w Ew. Mateusza r. 24), i jeszcze coś... Nie wiem dokładnie co, bo w zasadzie nigdy nie przeczytałem tej księgi tak ot, jednym ciągiem. Ale skoro jest to Ewangelia Samego Jezusa, to zróbmy to...

* - http://biblia.oblubienica.eu/interlinearny/index/book/27/chapter/1/verse/1

[dalej]



poniedziałek, 22 września 2014

Dobra Nowina Marka, 5.1.

Potem przybyli na drugą stronę tego jeziora, do kraju Gerazeńczyków. Gdy tylko Jezus uczynił krok wychodząc z łodzi, przybiegł do niego z grobowców człowiek. Miał on w sobie "nieczystego ducha" [demona], i w tych grobowcach mieszkał. Nikt nie był w stanie go związać, nawet porządnymi linami. Zakuwano często jego nogi w kajdanki i krępowano linami, ale zarówno jedne jak i drugie zrywał on z siebie. Nikt nie mógł nad nim zapanować / go poskromić. Dniem i nocą jego krzyk wypełniał okolicę grobowców i gór, i tłukł sam siebie kamieniami / tłukł się o skały.

Kiedy tylko więc zobaczył Jezusa, przybiegł do niego, rzucił się do nóg i zawołał:
- Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam cię w imieniu Boga: nie dręcz mnie!
Bo Jezus powiedział do niego wcześniej:
- Opuść tego mężczyznę, ty nieczysty duchu!
A teraz zapytał się go Jezus:
- Jak się nazywasz?
- Nazywam się Legion - odpowiedział - bo jest nas wielu.
I zaklinał Jezusa, żeby nie wyrzucał go z tej okolicy.

A było tam, w okolicy, duże stado świń, które pasło się pod górami. Te nieczyste duchy prosiły go:
- Wyślij nas do tych świń, możemy wejść w nie!
Jezus na to pozwolił. Opuściły więc te nieczyste duchy tego mężczyznę i wypełniły tamto stado świń, około dwóch tysięcy zwierząt, a potem skoczyły w dół zbocza, wprost do wody, i się potopiły.

A ci, którzy te świnie paśli, uciekli z tego miejsca do miasta i do okolicznych wiosek, a ich mieszkańcy z miejsca ruszyli zobaczyć na własne oczy, co się stało. Kiedy przyszli przed Jezusa, zobaczyli tego, który wcześniej miał w sobie ów "Legion", siedzącego ubranego i przy zdrowych zmysłach. Wtedy chwycił ich strach. Ci, co widzieli, opowiadali pozostałym o tym, jak to wszystko było z tym, co miał te nieczyste duchy, i z tymi świniami. Wtedy błagali Jezusa, żeby odszedł z ich okolicy.

Jezus wszedł więc do łodzi, a ten, co miał te nieczyste duchy, prosił, by móc z nim zostać. Ale Jezus nie pozwolił mu na to. Powiedział:
- Idź do domu, do swoich, i powiedz im wszystko, co Pan zrobił dla ciebie, i jak zlitował się nad tobą. Odszedł więc z tego miejsca i zaczął rozsławiać w okolicy Dekapolis wszystko, co Jezus dla niego zrobił. A wszyscy się temu dziwili.

na podstawie: Mar. 5,1...20

[dalej]
[do początku]



niedziela, 21 września 2014

List Jakuba, 5.3., Wstawiennictwo o opiekę

Czy jest tam ktoś między wami, kto cierpi? To niech się modli. A jeśli jest ktoś, kto w naturalny sposób jest zadowolony z życia, bo ma takie usposobienie, to niech śpiewa coś pozytywnego. Jeśli ktoś jest chory, niech poprosi do siebie starszych ze swojego zboru, a ci niech się modlą za niego, namaszczą go olejkiem w imieniu Pana. Wówczas modlitwa płynące z wiary uratuje tego chorego, a Pan podniesie go [z łóżka?]. Jeśli popełniał jakieś grzechy, zostaną mu one wybaczone.

Wyznawajcie więc wasze grzechy sobie nawzajem i módlcie się za siebie - tak możecie zostać uleczeni. Bo modlitwa człowieka sprawiedliwego naprawdę działa i wiele dokonuje. Eliasz był człowiekiem podlegającym takim samym warunkom jak my. Prosił głęboko, żeby nie padało, a wtedy trzy i pół roku nie spadł żaden deszcz na ziemię. Potem modlił się znowu, na nowo, a wtedy niebo dało deszcz, a ziemia znowu wydała plon.

Moi najdrożsi! Jeśli ktoś z was pobłądzi od prawdy, a ktoś inny da mu zawrócić, wtedy wiedzcie: ten, który da grzesznikowi zawrócić z tych jego własnych dróg, ocala jego duszę od śmierci i przykrywa wiele grzechów.

na podstawie: Jak. 5,13...20