sobota, 21 kwietnia 2018

Trudne początki

Potem Mojżesz spotkał się z Aaronem, opowiedział mu o wszystkim, po czym poszli razem i Aaron ogłosił to wszystko Hebrajczykom (Wyj. 4,27-31). Izraelitom spodobało się to i uczcili Boga.

Jednak pierwsza wizyta u faraona sukcesem bynajmniej nie była:

Potem Mojżesz i Aaron udali się do faraona i rzekli: Tak mówi Jahwe, Bóg Izraela: "Puść mój lud, aby mnie uczcili świętem na pustyni". Ale faraon odpowiedział: Kim jest Jahwe, ażebym miał głosu jego słuchać i wypuścić Izraela? Nie znam Jahwe ani Izraela też nie wypuszczę! Wtedy oni odpowiedzieli: Bóg Hebrajczyków ukazał się nam. Pragniemy odbyć trzydniowy marsz na pustynię i złożyć ofiary dla Jahwe, naszego Boga, by nas nie dotknął zarazą albo mieczem. Na to rzekł im król Egiptu: Dlaczego Mojżesz i Aaron odrywają ten lud od pracy? Idźcież do swojej roboty! I faraon dodał: Ten nędzny lud jest teraz tak liczny, a wy jeszcze chcecie odrywać go od roboty? Jeszcze tego samego dnia faraon wydał takie polecenie nadzorującym lud i pisarzom: Nie wydawajcie temu ludowi plew do wyrobu cegieł, jak to było dotychczas; niech sami idą i nazbierają sobie plew. Macie żądać od nich tej samej ilości cegieł, jaką wykonywali dotąd; nie umniejszajcie niczego, bo próżnują i dlatego wołają: "Chcemy iść, chcemy złożyć ofiary swemu Bogu".
Wyj. 5,1-8 BP

A tak pisarze izraelscy ujrzeli, iż znajdują się w żałosnym położeniu, skoro powiedziano: "Nie wolno wam umniejszać codziennej liczby cegieł". Gdy więc spotkali Mojżesza i Aarona, oczekujących na ich wyjście od faraona, powiedzieli do nich: Niech Jahwe was przejrzy i osądzi za to, że zepsuliście nasze dobre imię u faraona i jego dworzan, dając im miecz do ręki, by nas mordowali.
Wyj. 5,19-21 BP

Pierwsza wizyta u faraona zakończyła się nie tylko porażką, ale wręcz pogorszyła sytuację Izraelitów: wymagania wobec ich pracy zostały jeszcze bardziej zaostrzone. Z jednej strony efekt by więc przeciwny od zamierzonego, z drugiej strony - przecież dokładnie o takim efekcie Bóg informował Mojżesza: Jahwe rzekł do Mojżesza: "Gdy będziesz zbliżał się do Egiptu, pamiętaj o władzy czynienia wszelkich cudów, jaką ci dałem do ręki, i okaż ją przed faraonem. Ja zaś uczynię upartym jego serce, że nie zechce zezwolić na wyjście ludu (Wyj. 4,21 BT).

Jednym słowem: nawet jeśli Bóg obiecuje jakieś błogosławieństwa, to nie znaczy, że będzie lekko i przyjemnie. Józef spędził w więzieniu parę lat, zanim stał się zarządcą całego Egiptu. Uczniowie Jezusa musieli odczekać po Jego śmierci niemal dwa miesiące, zanim otrzymali Ducha Świętego, na którego tak czekali. Miesiące pełne wątpliwości, zagubienia, rozpaczy. Izraelitów tutaj, którym Bóg obiecał lepsze życie, najpierw przez 40 lat prowadzał po pustyni.

Inaczej: jeśli ktoś obiecuje jakichś specjalnych błogosławieństw, to musi liczyć się z tym, że początek może być jeszcze gorszy, niż by się tego ktokolwiek w ogóle spodziewał.

A mimo to, mimo tego, że Mojżesz teoretycznie wiedział, że lekko nie będzie, że faraon początkowo nie będzie chciał ich wypuścić, Mojżesz podłamał się: Wtedy Mojżesz zwrócił się do Jahwe i powiedział: "Panie, czemu zezwoliłeś wyrządzić zło temu ludowi? Czemu mnie wysłałeś? Wszak od tej chwili, gdy poszedłem do faraona, by przemawiać w Twoim imieniu, gorzej się obchodzi z tym ludem, a Ty nic nie czynisz dla wybawienia tego ludu" (Wyj. 5,22-23 BT).

Można więc gloryfikować Mojżesza, stawiać go za przykład przywódcy, ale trzeba mieć świadomość, że na początku był on człowiekiem z takimi samymi słabościami, jak my wszyscy.

c.d.n.
[poprzednio - TRUDNA HISTORIA O PRÓBIE ZABICIA MOJŻESZA]
[do początku]







sobota, 7 kwietnia 2018

Trudna historia o próbie zabicia Mojżesza

A w drodze, podczas nocnego postoju, Jahwe rzucił się na Mojżesza i chciał go zabić...

Stop. Ta historia jest trudna, brzmi bezsensownie i absurdalnie. Najpierw Bóg wysyła Mojżesza z misją, a potem chce go zabić? Nic dziwnego, że mało kto czyta Stary Testament, skoro nie da się go zrozumieć, albo - co gorsza - taki właśnie obraz Boga się z niego wyłania.

Samemu nie rozumiawszy tej historii sięgnąłem nieco po inne źródła: fora pasjonatów i komentarze. I tak najczęściej zwraca się uwagę na to, że istnieje inna wersja tekstu, gdzie imię Mojżesza jako ofiary zajścia wcale nie występuje. Tekst w tej formie występuje w Biblii Warszawskiej:

W czasie drogi, na noclegu, natarł na niego Pan i chciał go zabić. Wtedy Sypora wzięła ostry kamień, odcięła napletek syna swego i dotknęła nim sromu Mojżesza, i rzekła: Jesteś mi oblubieńcem krwi. I zaniechał go. Wtedy ona rzekła: Oblubieńcem krwi przez obrzezanie.
Wyj. 4,24-26 BW

Wiele z nich sugeruje więc, że z racji, że jeden wiersz wcześniej Bóg mówił o pladze śmierci synów pierworodnych (tych najstarszych) w Egipcie: I powiesz do faraona: Tak mówi Pan: Moim synem pierworodnym jest Izrael. Mówię do ciebie: Wypuść syna mojego, aby mi służył. Jeśli będziesz się wzbraniał od wypuszczenia go, Ja zabiję twego syna pierworodnego (Wyj. 4,22-23 BW), toteż to wydarzenie, w kontynuacji tekstu, dotyczy najstarszego syna Mojżesza, który obrzezany nie był, a który według prawa obrzezany być powinien. Kontynuacja ta wydaje się dla nas być nieco pokrętna, ale pamiętajmy, że tekst ten został napisany ok. dwa i pół tysiąca lat temu, w zupełnie innej kulturze - zasady gramatyki i logiki są więc zupełnie inne, nie zawsze adekwatnie da się je przełożyć, zachowując jednocześnie wierność oryginałowi. A jeśli chodzi o logikę całokształtu - to tłumaczenie jest o wiele bardziej wiarygodne, niż to, że Bóg ni stąd ni zowąd chciał zabić Mojżesza. Bo pamiętajmy, że Biblię na język polski również przekładali zwykli ludzie, tacy jak my, po studiach, którzy studiowali zamiast ekonomii, geologii czy innej -ogii teologię, gdzie byli studentami dobrymi, ale czasami również popełniając błędy, czy stosując skróty myślowe, czasami być może zbyt duże. Nie każdy jest Barańczakiem. Gdzieś w detalach tłumaczenie może być nieadekwatne do faktycznego sensu i na dłuższą metę to zawsze wyjdzie. Tym bardziej wychodzi to wobec tak wielkich różnic pomiędzy naszymi kulturami, zwłaszcza pomiędzy naszym czasem a tamtym, sprzed paru tysięcy lat. Gdybyśmy rozmawiali o Słowianach sprzed tysiąca lat, to prawdopodobnie jeszcze więcej rzeczy z ich postępowania byłoby niejasnych.

Z drugiej strony wzmianka o sromie Mojżesza w tym tłumaczeniu brzmi co najmniej dziwnie...

Podobną wersję tekstu prezentuje również NKJV: And it came to pass on the way, at the encampment, that the Lord met him and sought to kill him. Jednak zarówno tutaj, jak i w pozostałych tłumaczeniach, Sypora przykłada ucięty napletek do nóg Mojżesza, nie do sromu.

Dlaczego obrzezanie miałoby ocalić życie syna Mojżesza? Dlaczego w ogóle nieobrzezanie miałoby powodem, dla którego Bóg chciałby go zabić? Najpopularniejsze wyjaśnienia mówią o tym, że obrzezany był sam Mojżesz, podobnie jak inni Izraelici urodzeni w Egipcie (Joz. 5,5), obrzezany został jeden z synów Mojżesza, ale drugi już nie. Sypora nie była Izraelitką, była Midianitką, mogło to mieć związek z brakiem obrzezania drugiego syna. Być może wyraziła sprzeciw, a Mojżesz, jako dobry mąż, uszanował to? Kto to wie... Tutaj jednak to ona sama go obrzezuje. Obrzezanie - zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami Boga dla Izraelitów - było warunkiem bycia z Bogiem, przymierza z Bogiem. Było również warunkiem przystąpienia do paschy, która miała być jednym z elementów późniejszych plag egipskich. Mogło to być również wyrazem jej wiary wobec religii Mojżesza. Wiary, którą chce w nas cały czas widzieć nasz Bóg - to akurat nie zmieniło się od tysiącleci.

Inne wyjaśnienie mówi*, że faktycznie to Mojżesz zapadł na jakąś chorobę w trakcie początku tej misji, że Mojżesz nie był obrzezany (według Józefa Flawiusza Mojżesz wsławił się jako dowódca wojsk egipskich walce z wojskami etiopskimi, a nie mógłby zostać dowódcą, gdyby był obrzezany). Obrzezanie syna i ów "magiczny obrządek" Sypory mógł się wywodzić z jej midianickich zwyczajów, ale tak czy siak został on zaakceptowany przez Boga jako akt jej wiary. Posmarowanie nóg Mojżesza mogło się również wywodzić z innych zwyczajów izraelskich, których istnienie można dostrzec w Ks. Kapłańskiej 8,22-23, gdzie Mojżesz pomazał krwią baranka palec u nogi Aarona, swojego brata, podczas wprowadzania go w czynności kapłańskie.

Kolejne wyjaśnienie mówi, że na tę chorobę zapadł ów syn Mojżesza, nie sam Mojżesz. A że był tym pierwszym synem, pierworodnym, toteż w religii/kulturze żydowskiej był on szczególnie ważny, coś jak wzór, autorytet dla pozostałych, więc nie mógł pozostać nieobrzezany.

Tak czy siak - historia ta leży głęboko osadzona w hebrajskiej kulturze i trzeba naprawdę dużo kopać, żeby ją dobrze zrozumieć. Więcej można przeczytać pod podanym poniżej linkiem.


* - Źródło: http://biblia.webd.pl/forum/viewtopic.php?t=1962







niedziela, 1 kwietnia 2018

... a wyjaśnienia zostawia na później?

I odszedł Mojżesz, a powróciwszy do swego teścia Jetro rzekł do niego: Chciałbym pojechać i wrócić do moich braci, którzy są w Egipcie, aby zobaczyć, czy jeszcze żyją. Jetro odpowiedział Mojżeszowi: Jedź w pokoju! A Jahwe rzekł do Mojżesza w [ziemi] Midian: Jedź, wracaj do Egiptu, bo pomarli ci wszyscy, którzy nastawali na twoje życie. Mojżesz zabrał więc żonę i synów, powsadzał ich na osła i wyruszył z powrotem do ziemi egipskiej; do ręki wziął Mojżesz laskę Bożą. A Jahwe przemówił do Mojżesza: Udając się w drogę powrotną do Egiptu bacz, abyś te wszystkie dziwy, które ci dałem do ręki, ukazał wobec faraona. Ja zaś  sprawię, aby serce jego pozostało niewzruszone, tak iż nie będzie chciał puścić tego ludu. Powiesz wtedy faraonowi: Tak mówi Jahwe! Izrael jest moim pierworodnym synem, rozkazuję ci więc: Puść mego syna, by mi służył! Jeżeli będziesz się wzbraniał wypuścić go, Ja zabiję twojego pierworodnego syna.
Wyj. 4,18-23 BP

Rozmowa Mojżesza z Bogiem przy tamtym płonącym krzaku nie była jedyną ich rozmową. Jak się okazuje - później byli oni dalej w kontakcie. W kontakcie, o jakim dzisiaj tylko marzymy: bezpośrednia rozmowa z Bogiem, jasne wytyczne co do wskazanej misji.

Gdzieś po drodze Bóg wyjaśnił Mojżeszowi, że wszyscy ci, którzy chcieli go ukarać za owego zabitego Egipcjanina, już nie żyją. Cóż, czterdzieści lat zrobiło swoje. Nikt już nie pamięta o pojedynczym zajściu - jak by sobie to wyobrazić, jak dla nas: jak z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych. Tak więc ta obawa Mojżesza przed powrotem jest już nieaktualna.

I dalej Bóg wyjaśnia Mojżeszowi: co prawda wysyła go do faraona, ale to nie znaczy, że faraon zgodzi się na wszystko, co Mojżesz powie. Wręcz przeciwnie - nie zgodzi się na nic. A wszystko po to, by Bóg ukazał swoją moc, którą będą pamiętać wszyscy. I jak by nie patrzeć - taka strategia była na tyle słuszna, że pamiętamy owych dwanaście plag egipskich aż do dzisiaj. I to wszystko z powodu tego, że Mojżesz nie odmówił Bogu robienia rzeczy "bez sensu" - bo przecież jaki sens miało jego pójście do faraona i rozmowa z nim, skoro i tak z góry zostało założone, że faraon go nie wysłucha? Z perspektywy czasu widzimy, że ani Mojżesz, ani faraon nie byli tutaj głównymi postaciami tej historii, ale to sam Bóg, który postanowił posłużyć się jednym, który Go słuchał, i drugim, który ledwie miał pojęcie o Boga istnieniu, tylko po to, by ukazać swoją moc, o której ludzie już dawno zapomnieli. Bo fakt zarówno stworzenia świata jak i owego wielkiego potopu - rozmyły się już dawno gdzieś w odmętach historii, a te wszystkie przygody, których doświadczyli Abraham, Izaak i Jakub stały się niczym rodzinne legendy, również zarosłe kurzem. I jestem pewien, że Izraelici w tamtych czasach również zadawali sobie pytania typu: gdzie jest Bóg teraz, kiedy my tu kwitniemy w niewoli? Co z tymi wszystkimi cudami, których ciągle wysłuchujemy praktycznie co sabat, a dzisiaj nie dzieje się nic?

Wygląda więc na to, że Bóg wybiera czasy czy też momenty, w których chce "zasilić" pamięć o Jego mocy, zaktualizować ją.

A cokolwiek by Bóg nie postanowił, do czegokolwiek zrobienia by nas nie namawiał, to nawet jeśli to się wydaje bez sensu, ta historia pokazuje, że Bóg prędzej czy później wyjaśni nam to.

W tym całym świetle widzę to, że rzeczy, które są powodem naszych pytań dzisiaj, kiedyś zostaną wyjaśnione. Wystarczy tylko czekać.

[dalej - TRUDNA HISTORIA O PRÓBIE ZABICIA MOJŻESZA]
[poprzednio - BÓG MA GOTOWE ROZWIĄZANIA]
[do początku]





sobota, 31 marca 2018

Bóg ma gotowe rozwiązania

I dalej mówił Bóg do Mojżesza: Tak powiesz do synów Izraela: TEN, KTÓRY JEST, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba posłał mnie do was. (...) Idź, zgromadź starszyznę Izraela i powiedz im: "Ukazał mi się Jahwe, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, i powiedział: Pilnie baczę na was i na to, co was spotyka w Egipcie. Dlatego postanowiłem: Wywiodę was z udręki egipskiej (...). Oni usłuchają twego głosu, a zatem ty i starszyzna izraelska pójdziecie do króla Egiptu i powiecie do niego: "Jahwe, Bóg Hebrajczyków, ukazał się nam. Teraz więc chcemy oddalić się o trzy dni drogi na pustynię i złożyć ofiarę swemu Bogu Jahwe". Wiem Ja, że król Egiptu nie pozwoli wam iść, jeśli nie zostanie [przymuszony] mocną ręką. Wyciągnę przeto rękę i dotknę Egipt wieloma niezwykłymi zjawiskami, które w nim dokonam. Dopiero potem was wypuści. Usposobię też życzliwie Egipcjan do tego ludu; a tak odchodząc, nie wyjdziecie z próżnymi rękoma. Każda kobieta wyprosi od swojej sąsiadki i od swojej gospodyni srebrne i złote ozdoby, a także szaty. Ubierzecie w to swoich synów i córki, i tak złupicie Egipt.
Wyj. 3,15-22 BP

Z jednej strony Bóg doskonale zna ludzi. Oczywiście. Każdego z nas stworzył, jest mądrzejszy i sprytniejszy niż ktokolwiek z nas, zna doskonale całą historię naszego życie, włącznie z myślami i zamiarami, tymi dokonanymi i tymi niedokonanymi. Zna więc każdego z nas lepiej niż ktokolwiek, ba, lepiej nawet, niż my sami, bo to, czego my w naszym własnym postępowaniu/zachowaniu/reakcjach nie możemy zrozumieć - On rozumie.

Tutaj Bóg przewiduje, że faraon się nie zgodzi na wypuszczenie Izraelitów z jego kraju. Oczywiście, dlaczego miałby się zgodzić? Wygląda na to, że dla niego była to wówczas najlepsza i najtańsza siła robocza. A plan budowania piramid był być może napięty na kolejne pięćdziesiąt lat...

Tyle że Bóg ma gotowe rozwiązanie odnośnie faraona: Wiem Ja, że król Egiptu nie pozwoli wam iść, jeśli nie zostanie [przymuszony] mocną ręką. Wyciągnę przeto rękę i dotknę Egipt wieloma niezwykłymi zjawiskami, które w nim dokonam. Dopiero potem was wypuści. Czyli jakkolwiek strasznie by ta misja nie wyglądała, Bóg miał gotowy plan na nią, i gotowe rozwiązania na możliwe do napotkania problemy. Wystarczyło tylko Go słuchać i trzymać się Jego planu.

Co dalej, Bóg zatroszczył się tutaj też o finanse Izraelitów. Nie wiem, być może nie dostawali oni należytego wynagrodzenia, może pracowali za grosze, albo zupełnie za darmo. A ponieważ według filozofii naszego Boga zasługuje robotnik na swą zapłatę (Łuk. 10,7), toteż zdradził Mojżeszowi kolejną cząstkę planu: Usposobię też życzliwie Egipcjan do tego ludu; a tak odchodząc, nie wyjdziecie z próżnymi rękoma. Każda kobieta wyprosi od swojej sąsiadki i od swojej gospodyni srebrne i złote ozdoby, a także szaty. Ubierzecie w to swoich synów i córki, i tak złupicie Egipt.

Mam pewne wątpliwości, czy takie rozwiązanie było do końca moralne. Pożyczone przecież należy oddawać. Chyba że ta pożyczana własność jest faktycznie zdobyta naszym kosztem, jest jakby zagrabiona z naszych zarobków... Tutaj jawi mi się sytuacja z naszego ZUS-u: x-dzieści lat odkładania do tej instytucji kwoty o wysokości przynajmniej połowy naszej pensji netto, a na koniec, jako emeryci, przez ostatnie 2-3, może 10 lat życia - otrzymujemy ochłapy, może połowę pensji, którą zarobilibyśmy normalnie. To jest grabież. Jeśli więc ktoś kiedyś opowie historię, że Bóg kazał mu wejść w dobre stosunki z ZUS-em, a potem poprosił ZUS o pożyczkę, i czuje się w porządku, gdy tej pożyczki nie odda - istnieje duże prawdopodobieństwo, że mu uwierzę....

Wracając do tematu. W ostatnim poście zostawiłem niedokończoną kwestię ostatniej wątpliwości Mojżesza w tym wezwaniu, które Bóg postawił przed nim. Mojżesz obawiał się, "bo kimże on przecież jest", że go starszyzna żydowska nie wysłucha, że faraon go nie posłucha, i że nie jest może jakoś specjalnie elokwentny czy wyrazisty w przemawianiu, może seplenił, mówił niewyraźnie...

I rzekł Mojżesz do Jahwe: "Wybacz, Panie, ale ja nie jestem wymowny, od wczoraj i przedwczoraj, a nawet od czasu, gdy przemawiasz do twego sługi. Ociężały usta moje i język mój zesztywniał". Jahwe zaś odrzekł: "Kto dał człowiekowi usta? Kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo niewidomym, czyż nie Ja, Jahwe? Przeto idź, a Ja będę przy ustach twoich i pouczę cię, co masz mówić". Lecz Mojżesz rzekł: "Wybacz, Panie, ale poślij kogo innego". I rozgniewał się Jahwe na Mojżesza, mówiąc: "Czyż nie masz brata twego Aarona, lewity? Wiem, że on ma łatwość przemawiania. Oto teraz wyszedł ci na spotkanie, a gdy cię ujrzy, szczerze się ucieszy. Ty będziesz mówił do niego i przekażesz te słowa w jego usta. Ja zaś będę przy ustach twoich i jego, i pouczę was, co winniście czynić. Zamiast ciebie on będzie mówić do ludu, on będzie dla ciebie ustami, a ty będziesz dla niego jakby Bogiem (Wyj. 4,10-16 BT).

Także i w tym momencie Bóg miał gotowe rozwiązanie. Nie stanowiło przeszkody na Boga, że Mojżesz miał jakąś wadę wymowy może. I też Bóg nie wybrał kogoś, kto potrafił mówić pięknie i porywiście. Ale po pierwsze: to cała reszta tego człowieka sprawiała, że Bóg go wybrał; a po drugie: nawet jeśli wada wymowy wydaje się być faktycznie nie do przeskoczenia w dotarciu do tłumów ludzi, to przecież Bóg - gdy On powołuje - mają gotową alternatywę, gotowe inne rozwiązanie problemu w zanadrzu. Naprawdę nie ma potrzeby się martwić.

W tym temacie chciałbym też pociągnąć jeszcze jeden cytat:

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy (Mat. 6,25-34 BT).

Naprawdę nie ma potrzeby się martwić. Bóg ma gotowe rozwiązania.

[dalej - A WYJAŚNIENIA ZOSTAWIA NA PÓŹNIEJ?]
[poprzednio - WEZWANIE BOGA. I WĄTPLIWOŚCI MOJŻESZA.]
[do początku]






piątek, 30 marca 2018

Wezwanie Boga. I wątpliwości Mojżesza.

Ruszaj więc teraz! Wyślę cię do faraona, a ty wyprowadź z Egiptu mój lud, synów Izraela. Wtedy Mojżesz rzekł do Boga: Kim to ja jestem, żebym miał iść do faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela? [Bóg] odrzekł: Ja będę przecież z tobą! (...) A Mojżesz rzekł do Boga: Jeśli zatem udam się do synów Izraela i powiem im: "Bóg waszych ojców przysłał mnie do was", a oni mnie zapytają: "Jakie jest Jego imię?" - co mam im odpowiedzieć? Bóg odrzekł Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM! I dodał: Tak odpowiesz synom Izraela: "JESTEM przysłał mnie do was". I dalej mówił Bóg do Mojżesza: Tak powiesz do synów Izraela: TEN, KTÓRY JEST, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba posłał mnie do was. Takie ma być moje Imię na zawsze, takie upamiętnienie mojej [Osoby] z pokolenia w pokolenie. Idź, zgromadź starszyznę Izraela i powiedz im: "Ukazał mi się Jahwe, Bóg waszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, i powiedział: Pilnie baczę na was i na to, co was spotyka w Egipcie. Dlatego postanowiłem: Wywiodę was z udręki egipskiej do ziemi Kanaanitów (...), do ziemi mlekiem i miodem płynącej". 
Wyj. 3,10-17 BP

Bóg powołał Mojżesza. Ale jeśli komuś się wydaje, że takie powołanie to taka prosta sprawa, to nawet na przykładzie Mojżesza, jednego z największych przywódców wszechczasów chyba, widać, że tak nie jest. Bo po jednej stronie wezwania/rozmowy stoi Bóg, potężny, wszystko-mogący, mający moc zrobić cokolwiek Mu się spodoba i cokolwiek uzna za słuszne, o tyle po drugiej stronie stoimy my - ludzie. Bo Mojżesz, jak każdy najzwyczajniejszy człowiek, miał wątpliwości: Kim to ja jestem, żebym miał iść do faraona i wyprowadzić z Egiptu synów Izraela?. Wychowywany na dworze faraona przez pół swojego życia, potem kryminalista, potem emigrant, ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości, i wreszcie - pasterz i zwyczajna głowa rodziny przez kolejne pół swojego życia. I to on, jako pasterz, miałby pójść do faraona? Do miejsca, gdzie z miejsca może zostać skazany za zabicie Egipcjanina? Brzmi jak pomysł niedorzeczny.

Tymczasem Bóg wydaje się zupełnie ignorować ziemskie obawy Mojżesza. Zarówno to jego poczucie skromności, pokory, jakie uzyskał będąc wieloletnim pasterzem, jak i jego obawę o bycie aresztowanym. [Bóg] odrzekł: Ja będę przecież z tobą! - to wydaje się być lekarstwem i odpowiedzią Boga na wszystko. Oczywiście my, jako ludzie, nie mamy najmniejszego pojęcia, do czego możemy być zdolni, albo w czym mamy uczestniczyć, albo że faktycznie mamy być tylko jednym małym narzędziem, śrubokrętem, w planie, który Bóg ma już przygotowany. Bóg podał Mojżeszowi gotowe odpowiedzi na pytania, które może mu zadać Szacowne Grono z narodu żydowskiego. Może nie brzmią one przekonywająco dla nas samych, ale Bóg znał tamtych ludzi i wiedział, jaka odpowiedź jest im potrzebna, by zaakceptowali Mojżesza z tą misją.

To tak samo jak dzisiaj - czasem się zdarza, że gdy przychodzimy gdzieś do pracy tylko z czystym CV, pracy nie dostaniemy. Ale jeśli poleci nas dobry kolega, pracujący w tej firmie, który jednocześnie powie swojemu szefowi o naszych dobrych kwalifikacjach - mamy pracy niejako z polecenia. "Załatwioną" - jak to się lubi u nas nazywać.

W ten sam sposób zadziałało to tutaj - Bóg dał Mojżeszowi dobre polecenie, aby dostał tę "pracę".

Tyle że na tym wątpliwości Mojżesza się naturalnie nie kończą: Na to powiedział Mojżesz: "A jeśli nie uwierzą i nie usłuchają słów moich, mówiąc, że Jahwe nie ukazał mi się wcale?" Wówczas Jahwe zapytał go: "Co masz w ręku?" Odpowiedział: "Laskę". Wtedy rozkazał: "Rzuć ją na ziemię". A on rzucił ją na ziemię, i zamieniła się w węża. Mojżesz zaś uciekał przed nim. Jahwe powiedział wtedy do Mojżesza: "Wyciągnij rękę i chwyć go za ogon". I wyciągnął rękę i uchwycił go, i stał się znów laską w jego ręku. "Tak uczyń, aby uwierzyli, że ukazał się tobie Jahwe, Bóg ojców ich, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba" (Wyj. 4,1-5 BT). Do nas oczywiście ten argument nie trafia. Ale też nie my mieliśmy być targetem tutaj, ale ta starszyzna izraelska. Bóg dał Mojżeszowi możliwość zrobienia tego "cudu", aby ją przekonać, plus jeszcze jeden cudowny "numer" z ręką pokrytą trądem i jeszcze jeden, z wodą z rzeki zamienioną w krew (Wyj. 4, 6-9). Gdybyśmy to my mieli być targetem dzisiaj, prawdopodobnie otrzymalibyśmy jakiś numer z chodzeniem na wodzie albo wskrzeszeniem umarłego - coś, co w naszej świadomości faktycznie jest ewidentnym cudem. Pominąwszy iluzjonistyczne sztuczki.

Ale to nie był koniec, Mojżesz znalazł kolejną wymówkę: A Mojżesz rzekł do Pana: Proszę, Panie, nie jestem ja mężem wymownym, nie byłem nim dawniej, nie jestem nim teraz, odkąd mówisz do sługi swego, jestem ciężkiej mowy i ciężkiego języka. I rzekł Pan do niego: Kto dał człowiekowi usta? Albo kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo ślepym? Czyż nie Ja, Pan? Idź więc teraz, a Ja będę z twoimi ustami i pouczę cię, co masz mówić (Wyj. 4,10-12 BW). I wraz z kolejną odpowiedzią Boga, że będzie z nim, i że to On będzie czuwał nad tym, co Mojżesz miał mówić, stracił on możliwość dalszego zwlekania.

Tylko że Mojżesz nadal oponował: Lecz Mojżesz rzekł: "Wybacz, Panie, ale poślij kogo innego" (Wyj. 4,13 BT). Ach ta natura ludzka...

[dalej - BÓG MA GOTOWE ROZWIĄZANIA]
[poprzednio: CZTERDZIEŚCI LAT OCZEKIWANIA]
[do początku]






niedziela, 18 marca 2018

Czterdzieści lat oczekiwania

A [Bóg] mówił: Nie zbliżaj się tutaj! Zdejmij sandały z nóg, bo miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. I dodał: Jam jest Bóg ojca twego, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Wtedy Mojżesz zakrył sobie twarz, gdyż lękał się spoglądać na Boga. A Jahwe rzekł: Przyjrzałem się dobrze udręce mego ludu, który jest w Egipcie, usłyszałem jęki [wydawane] przy nadzorcach, znam więc dobrze jego cierpienia. Dlatego zstąpiłem, aby go ocalić z ręki Egipcjan i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi pięknej i rozległej, do ziemi mlekiem i miodem płynącej, do kraju Kanaanitów, Chittytów, Amorytów, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebuzytów. Bo doszło teraz do mnie wołanie synów Izraela i zobaczyłem, jak uciskają ich Egipcjanie. 
Wyj. 3,5-9 BP

Po tym, jak Bóg przedstawił się Mojżeszowi jako Bóg tego ludu, z którego Mojżesz się wywodził, Bóg oznajmił, że obserwował dzieje tego narodu podczas niewoli w Egipcie.

I co, można by się zapytać - tak stał Bóg z boku, widział te wszystkie smagania batem, tę całą niewolniczą niedolę, i nic z tym nie robił?

Coś musiał Bóg mieć na celu, że do pewnego stopnia na to pozwolił. Kogo bowiem Pan miłuje, tego smaga, jak ojciec swojego ukochanego syna - Przysłów 3,12 BW. Ten sam werset w tłumaczeniu BP: Jahwe doświadcza bowiem tego, kogo miłuje, jak ojciec syna, w którym ma upodobanie. Może nie o fizyczne smaganie chodzi, jak smaganie batem, bo tylko BW używa tego słowa; BT mówi o strofowaniu, BG o karaniu, a KJV o korygowaniu - w każdym razie chodzi chyba o wychowanie jako takie. Bóg jest Ojcem, któremu na nas zależy, dlatego uczy nas, koryguje, dopuszcza przeróżne przeżycia na nas, żeby w ten sposób "oszlifować" naszego ducha, nasze złoto - jak to mówi Ks. Objawienia. Żebyśmy mogli sobie radzić w różnych sytuacjach, zachowując wciąż spokój, zachowując właściwy stan wewnętrzny. Nie ulegając chwilowej złości. Kontrolując samych siebie.

Może to właśnie też miał na celu Bóg, wychowując swój naród, żeby - pod niewolniczym jarzmem - nabrali nieco ogłady, pokory, szacunku?

W każdym razie Bóg - po tym jak Mojżesz na własne oczy zobaczył, jak jego krajanie są traktowani - czekał kolejnych czterdzieści lat, by coś z tym zrobić. I to po tych kolejnych czterdziestu latach Bóg powiedział: dość, czas ich spod tych egipskich biczów uwolnić.

Mam wrażenie, że czekanie jest jednym z ulubionych czynności Boga. Bóg czekał długo, zanim wykorzenił do cna całe zło, jakie zalęgło się w Sodomie i Gomorze. Czekał z potopem, czekał po potopie, czekał zanim wprowadził Izrael do ich nowej, obiecanej im ziemi, czekał z wytryśnięciem wody, kiedy Mojżesz stuknął laską skałę, mimo że sam obiecał mu, że po stuknięciu woda wypłynie. Czekał z narodzinami Jezusa, potem ten czekał trzy dni, zanim poszedł ożywić Łazarza. Czekał z Jego zmartwychwstaniem, czekał nieco z Jego wniebowstąpieniem, czekał z zesłaniem Ducha Świętego, aż w końcu czeka z wypełnianiem tych wszystkich zapowiedzi, które znajdują się w Księdze Objawienia. I z tym ponownym przyjściem Jezusa. Czeka aż ludzie się nauczą, wychowają, czeka aż dokonają wyboru, czy chcą być z Bogiem czy nie. Daje czas. Wszystkiemu i wszystkim.

Pierwszych osiemdziesiąt lat życia Mojżesza jest tego doskonałym przykładem.

[dalej - WEZWANIE BOGA. I WĄTPLIWOŚCI MOJŻESZA.]
[poprzednio - SPOTKANIE Z BOGIEM]
[do początku]





sobota, 17 marca 2018

Spotkanie z Bogiem

A Mojżesz był pasterzem trzody swego teścia Jetro, kapłana midianickiego. Pewnego razu pędząc trzodę przez pustkowie dotarł do Góry Bożej, do Chorebu. I ukazał mu się anioł Jahwe w płomieniu ognia, [buchającego] z krzaka. Widział, że krzak płonie ogniem, a nie niszczeje. Wtedy Mojżesz powiedział [sobie]: "Muszę się przybliżyć i obejrzeć to dziwne zjawisko, dlaczego ten krzak się nie spala!" Gdy Jahwe zobaczył, że zbliża się, aby się przyglądnąć, zawołał Bóg do niego z krzaka: Mojżeszu! Mojżeszu! On odparł: Oto jestem!
Wyj. 3,1-4 BP

Mając za sobą czterdzieści lat życia w splendorze bogactwa, mogąc używać może jakiegoś egipskiego rodzaju Jaguara czy Bugatti, grając na najmocniejszych pecetach w tamtych czasach, spotykając się z najpiękniejszymi pannami dostępnymi w pałacu faraona; i mając za sobą kolejne czterdzieści lat życia spędzone na łonie natury, dbając tylko o owce, mając żonę, dzieci i teścia, któremu zawdzięczał nowy dom - jakiego rodzaju Mojżesz musiał stać się człowiekiem? Nie złorzeczył, nie próbował szukać innej pracy, dorobić się pieniędzy, wrócić do swojej "ekstraklasy". Po prostu zaakceptował swoje życie z żoną, synami i owcami u boku. Żyjąc na farmie, wypasając owce gdzieś na pustyniach.

Mając izraelskie korzenie i będąc przywiązanym do swojego izraelskiego pochodzenia (jeden z jego synów został obrzezany), musiał też wciąż wierzyć w Boga. Mało tego - musiał sporo się modlić, powtarzać synom historię swoich przodków, a siedząc całymi dniami przy owcach - musiał mieć też swoistą gonitwę myśli, zaowocowaną jakimiś przemyśleniami. To, że Mojżesz po czterdziestu latach wciąż był u Jetry, był głową rodziny bez żadnych większych ekscesów, świadczy według mnie o tym, że stał się człowiekiem ustabilizowanym, zarówno życiowo, jak i psychicznie/mentalnie. I wciąż wierzył w swojego Boga.

Stąd, gdy pewnego razu spotkał Boga gdzieś na jakimś szczycie jakiegoś wzgórza na pustyni, gdy Bóg zawołał na niego, Mojżesz nie był jakoś specjalnie zaskoczony, zadziwiony, przerażony nieznanym zjawiskiem, ale po prostu odparł: "Oto jestem!". Tak odpowiadają ludzie na głos kogoś, kogo znają.

Czy Mojżesz spotkał Boga wcześniej? Czy rozmawiał z Nim w jakiś sposób już wcześniej? Mam na myśli: czy podobne spotkania między Nim a Mojżeszem miały miejsce już wcześniej, że Mojżesz zareagował na to zdarzenie jak na kolejne zwykłe spotkanie? Albo na jakieś wyczekiwane spotkanie, o którym wiedział, że ma się zdarzyć?

[dalej - CZTERDZIEŚCI LAT OCZEKIWANIA]
[poprzednio - DOJRZEWANIE W WIEKU LAT CZTERDZIESTU]
[do początku]






niedziela, 11 marca 2018

Dojrzewanie w wieku lat czterdziestu

Mojżesz zdobył w Egipcie wszechstronne wykształcenie, odznaczając się siłą słowa i czynu. Gdy skończył czterdzieści lat, zapragnął odwiedzić swoich braci Izraelitów. Zobaczył wtedy, jak któregoś z nich krzywdzono. Wziął go w obronę i pomścił udręczonego, zabijając Egipcjanina. Sądził bowiem, że znajdzie zrozumienie u swoich rodaków, że przez niego Bóg chce ich wybawić. Oni jednak nie zrozumieli go. Następnego dnia zjawił się wśród nich, gdy się kłócili między sobą, a usiłując ich pogodzić, powiedział: "Ludzie! Braćmi jesteście. Czemu krzywdzicie się wzajemnie?" Wtedy ten, który wyrządził krzywdę bliźniemu, odepchnął go i powiedział: "Któż ustanowił cię zwierzchnikiem i sędzią nad nami? Czy mnie też chcesz zabić, jak wczoraj zabiłeś Egipcjanina?" Usłyszawszy te słowa Mojżesz uciekł i zamieszkał jako cudzoziemiec w ziemi Madian, gdzie urodziło mu się dwóch synów. Kiedy upłynęło czterdzieści lat, na pustyni góry Synaj w płomieniu krzaka ognistego ukazał mu się anioł.
Dzieje 7,22-30 BP

Tak o Mojżeszu opowiadał Szczepan.

Zajęło Mojżeszowi czterdzieści lat, by zostać wykształconym, dojrzałym mężczyzną. Wszelkie więc próby zrozumienia wieku ludzi z tamtych czasów, mierzone za pomocą obecnej miary, mijają się z celem. Dziś za ludzi wykształconych i dojrzałych uważa się trzydziestolatków. Wtedy czas biegł zupełnie inaczej. Dzisiaj trzydziestolatkowie najczęściej mają już pracę, żonę, dzieci i kredyt na dom. Wtedy Mojżesz - wygląda na to - ledwie był absolwentem studiów. Nie miał jeszcze rodziny, i będąc czterdziestolatkiem - dopiero wtedy zaczął eksplorację świata: zapragnął zobaczyć się ze swoimi rodakami.

Mam wrażenie zresztą, że sam - dopiero co ukończywszy lat czterdzieści - dojrzałem.

Mało tego - ów dojrzały wiek Mojżesza nie oznaczał, że mógł podejmować dojrzałe decyzje. Właśnie podjął jedną, która zmieniła jego życie do cna, zmuszając go do ucieczki z kraju, gdzie - jako człowiek wykształcony i niejako związany z rodziną królewską - mógł osiągnąć wiele. Zamiast tego został pasterzem: A Mojżesz był pasterzem trzody swego teścia Jetro, kapłana midianickiego. (Wyj. 3,1 BP). Przez czterdzieści lat! Najlepsze, najbardziej produktywne lata swojego życia, Mojżesz spędził jako dozorca nad owcami. Niezbyt udana puenta.

Tak to można odebrać.

Ale osobiście widzę tutaj też inną stronę medalu: między ludźmi, w pałacu, w Egipcie, Mojżesz stał się tak rozbuchany, że nie było dla niego problemem zabicie człowieka tylko w wyniku "problemu z personelem".

A nawiasem - mimo tego nie stanowiło dla Boga problemu, by wybrać go do jego późniejszej misji.

Tyle że najpierw Mojżesz spędził kolejne 40 lat w ciszy i spokoju. Siedząc gdzieś na pustyni, patrząc na te same owce co dnia, strzyżąc wciąż te same sztuki, codziennie opiekując się każdą sztuką z całego stada: sprawdzając, czy któraś nie zachorowała, dając wodę, wstając codziennie rano by je nakarmić, kładąc się tuż po tym, jak stado znalazło się w bezpiecznym schronieniu. Potężna lekcja odpowiedzialności za wiele indywidualnych osobowości, która przydała się, gdy Mojżesz stanął na czele innego "stada", by je również wyprowadzić i karmić każdego dnia. Lekcja łagodności, bo przecież Mojżesz nie mógł zabijać każdej owcy, z którą miał problem. Musiał być do nich cierpliwy. I w cierpliwy sposób znajdywać rozwiązania nieprzewidzianych sytuacji. Ta łagodność przydała mu się też później, gdy szły za nim setki innych niesfornych indywidualności.

Kolejne czterdzieści lat, spędzone u Jetry, stało się inną formą dojrzewania. Tak samo jak z jabłkiem, które najpierw dojrzewa na drzewie, a potem leżakuje przez zimę gdzieś w piwnicy, gdzie nabiera jeszcze lepszego smaku. Dojrzewanie, które nadaje łagodności, cierpliwości, spokoju.

[dalej - SPOTKANIE Z BOGIEM]
[poprzednio - W CZEPKU URODZONY]
[do początku]






niedziela, 4 marca 2018

W czepku urodzony

Także faraon usłyszał o tej sprawie i usiłował stracić Mojżesza. Uciekł więc Mojżesz przed faraonem i udał się do kraju Madian, i zatrzymał się tam przy studni. A kapłan Madianitów miał siedem córek. Przyszły one, naczerpały wody i napełniły koryta, aby napoić owce swego ojca. Ale nadeszli pasterze i odpędzili je. Mojżesz wtedy powstał, wziął je w obronę i napoił ich owce. A gdy wróciły do Reuela, ojca swego, zapytał je: "Dlaczego wracacie dziś tak wcześnie?" Odpowiedziały: "Egipcjanin obronił nas przed pasterzami i naczerpał też wody dla nas i napoił nasze owce". Rzekł wówczas do córek: "A gdzie on jest, i czemu pozostawiłyście tego człowieka? Zawołajcie go, aby pożywił się chlebem". Mojżesz zgodził się zamieszkać u tego człowieka, a ten dał mu Seforę, córkę swą, za żonę. I urodziła mu syna, a on dał mu imię Gerszom, bo mówił: "Jestem cudzoziemcem w obcej ziemi".
Wyj. 2,15-22 BT

Jako że w czepku urodzony, Mojżesz dostał od życia nową alternatywę. Zamiast być zbiegiem, bezdomnym, dostał mieszkanie i dostał nawet żonę, żeby z nią żyć.

Wielu z nas musiało wyemigrować z kraju. Może nie przed kimś, kto chciałby nas zabić, ale z przyczyn ekonomicznych - na pewno. Wielu oczekuje od życia dostać coś. Ale.

Zarówno w tej historii, jak i w innej, która wydarzyła się setki lat później, ktoś dał z siebie wszystko. Ktoś miał odpowiednią postawę życiową. Tutaj: Mojżesz wstawił się w obronie dziewczyn, mimo że był sam przeciwko siedmiu chłopakom ze wsi. To zostało docenione. W tej innej historii, którą miałem na myśli: Józef odmówił seksu żonie swojego pracodawcy, u którego akurat pracował, za co ta oskarżyła go o gwałt. Poszedł za to siedzieć do więzienia, to fakt, ale nawet tam znalazł paru ludzi, którym w jakiś sposób pomógł. Jeden z nich pamiętał o nim długo później, kiedy był już na wolności, powodując, że sam faraon egipski wezwał go do rozwiązania pewnego problemu. Józef ów problem rozwiązał, po czym - za zasługi - został mianowany zarządcą kraju. Takim współczesnym administratorem ekonomicznym, managerem.

Mogę powiedzieć, że sam doświadczyłem tego i na mojej własnej skórze. Wyjechałem z kraju zacząć wszystko od nowa w zupełnie innym miejscu, zupełnie bez doświadczenia, z ledwo co zaczętą nauką nowego języka, a po kilku latach - za zasługi - otrzymałem wyższe, bardziej odpowiedzialne stanowisko.

Więc może niekoniecznie trzeba być w czepku urodzonym, aby tak się życie potoczyło. Może po prostu warto mieć pewne zasady i się ich trzymać - ludzie to doceniają. Zarówno ludzie będący szeregowymi pracownikami, jak i przełożeni.

[dalej - DOJRZEWANIE]
[poprzednio - ROZWIĄZANIE PROBLEMU W ZABÓJCZY SPOSÓB]
[do początku]






sobota, 3 marca 2018

Rozwiązanie problemu w zabójczy sposób

W tym czasie Mojżesz dorósł, poszedł odwiedzić swych rodaków i zobaczył, jak ciężko pracują. Ujrzał też Egipcjanina bijącego pewnego Hebrajczyka, jego rodaka. Rozejrzał się więc na wszystkie strony, a widząc, że nie ma nikogo, zabił Egipcjanina i ukrył go w piasku. Wyszedł znowu nazajutrz, a oto dwaj Hebrajczycy kłócili się ze sobą. I rzekł do winowajcy: "Czemu bijesz twego rodaka?" A ten mu odpowiedział: "Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą? Czy chcesz mię zabić, jak zabiłeś Egipcjanina?" Przeląkł się Mojżesz i pomyślał: "Z całą pewnością sprawa się ujawniła".
Wyj. 2,11-14 BT

Bardzo dobre wychowanie i wykształcenie nie spowodowały jednak, że Mojżesz był zdolny prawidłowo rozwiązywać problemy. Chciał zrobić dobrze, i pewnikiem użył tego samego sposobu, jakiego zwykł używać faraon, w którego otoczeniu się wychowywał. Tyle że - aby zdobyć sympatię środowiska - nie jest to właściwa droga, jak się okazało. Bo racja - skoro zabił tego nadzorcę za smaganie batem, co właściwie musiało być normą w warunkach pracy w tamtym czasie - to co zrobiłby z dwoma kłócącymi się? Zastosuje tę samą metodę rozwiązywania problemów? Zabije tego, który nie ma racji? Albo zabije obu?

O ile więc Mojżesz - jak człowiek światły i wykształcony - mógł czuć potrzebę pomagania swoim krajanom, którzy byli wykorzystywani do niewolniczej pracy, i to właściwie jak najbardziej się chwali, o tyle musiał się nauczyć, by nie powielać egipskich metod wychowawczych, jeśli chciał zdobyć sympatię ludzi, którym zdecydował się pomagać.

Póki co można by podsumować efekty jego chęci pomagania w ten sposób: zabił "problem" w dobrej wierze, nie znalazł zrozumienia u tych, którym - według jego przekonania - pomógł, a do tego wszystkiego okazało się, że może ponieść konsekwencje swojego czynu: Ale i faraon usłyszał o tej sprawie i starał się zabić Mojżesza (Wyj. 2,15 BP).

[dalej - W CZEPKU URODZONY]
[poprzednio - MOJŻESZ - DZIECKO Z PODWÓJNYM OBYWATELSTWEM]