środa, 6 września 2017

Łukasz wnikliwie 7.1 - Uzdrowienie niewolnika setnika

A gdy zakończył mówić do słuchających ludzi, poszedł do Kapernaum. A tam niewolnik pewnego centuriona, który był mu bliski / cieszył się jego szacunkiem, był chory i miał już umierać. Usłyszawszy o Jezusie, wysłał do Niego starszych judejskich, prosząc Go, żeby przyszedł go uratować. I kiedy oni przyszli do Jezusa, prosili Go usilnie, mówiąc, że zasłużył na to, ponieważ "kocha nasz naród i wybudował nam synagogę".

Wówczas Jezus poszedł z nimi. A kiedy był już nie tak daleko od tamtego domu, centurion wysłał do Niego przyjaciół, którzy mieli mówić: "Panie, nie kłopocz się, bo nie jestem wart tego, żebyś wszedł pod mój dach, ani ja sam nie czuję się wystarczająco wart, żeby przyjść do ciebie, ale powiedz tylko słowo, a mój chłopiec będzie uzdrowiony. Bo i ja jestem człowiekiem pod postawiony, mającym pod sobą żołnierzy, i jeśli mówię do jednego: "Idź", to on idzie, a jeśli do innego "Przyjdź", to on przychodzi, i do mojego sługi "Zrób to", to on to robi".

A kiedy Jezus usłyszał te rzeczy, zadziwił się, odwrócił do tłumu, który za Nim podążał i powiedział: "Mówię wam, nawet w Izraelu nie znalazłem jeszcze tak wielkiej wiary!"

A ci, którzy byli posłani, gdy wrócili do domu, zastali leżącego bez siły chorego sługę zdrowym.

na podstawie: Łuk. 7,1...10

c.d.n.
[poprzednio - KAZANIE NA GÓRZE 3]
[do początku]






niedziela, 27 sierpnia 2017

Stygmaty apostoła Pawła

Odtąd niech mi nikt przykrości nie sprawia; albowiem ja stygmaty Jezusowe noszę na ciele moim.
Gal. 6,17 BW

Powiedzieć, że Paweł miał stygmaty, to nadać bardzo mistyczne brzmienie czemuś, co aż tak mistyczne nie było. Mam na myśli to, że pamiętając o tym, że praktycznie każda wersja Biblii na świecie jest tłumaczeniem oryginalnego tekstu, dużą odpowiedzialność na sobie miał tłumacz, tłumacząc tekst na język miejscowy, dobierając w nim odpowiednie słowa. A ponieważ Biblia Warszawska jest jednym z najpopularniejszych tłumaczeń, pozwolę się z tą formą tłumaczenia tego słowa nie zgodzić. Bo po co robić z Biblii jakieś tajemnicze, mistyczne miejsce, skoro wszystko jest takie jasne?

NBG: W końcu, niech mi nikt nie dostarcza cierpień; gdyż ja noszę w moim ciele piętna Pana Jezusa.

BP: Niech odtąd nikt nie wyrządza mi przykrości, bo ja noszę w sobie znamiona Jezusa!

BT: Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości: przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa.

BR: Niech mi już na przyszłość nikt nie wyrządza żadnych przykrości: przecież na ciele moim noszę blizny [i one najlepiej świadczą o moim przynależeniu do] Jezusa.

PD: Odtąd już nikt niech mi zadaje trudu; ja bowiem na moim ciele noszę piętno Pana Jezusa.

Co właściwie miał apostoł Paweł na myśli, używając tego słowa? W jakim znaczeniu było ono używane w innych listach Pawła albo pozostałych miejscach Nowego Testamentu? Byłoby znakomicie móc to przewertować, ale... Konkordancja podaje, że greckie słowo "stigmata", użyte w tym miejscu, zostało użyte w NT tylko ten jeden, jedyny raz. Nie ma więc możliwości prześledzić pozostałych przypadków użycia tego słowa. Jedyne, na czym można się w tej sytuacji oprzeć, to słowniki biblijne, które mówią*:

Stigma - właściwie: pewien znak rozpoznawczy wypalony na skórze. Przenośnie: "święte blizny", które pojawiają się, gdy się służy Jezusowi jako Panu.

Stigma - odnosi się do literalnych blizn na ciele Pawła pochodzących od prętów bicza, które Paweł otrzymał w Antiochii Pizydyjskiej oraz od kamieniowania w Listrze. Uważa się je jako "znaki, oznaczenia przynależności Pawła do Jezusa, jak niewolnika, oraz jego służby dla Niego".

Stigma - coś jak tatuaże, wypalone znaki na skórze niewolnika w czasach Nowego Testamentu, oznaczające jego przynależność do określonego właściciela.

Stigma - ukłucie, nakłucie; znak nakłuwany lub umieszczany w ciele. Stosownie to starożytnych zwyczajów - mogli to mieć niewolnicy albo żołnierze, na których oznaczeniu widniała nazwa właściciela lub jednostki armii lub nazwa dowódcy, któremu podlegali. Sposobu tego używali również różni dewoci, by oznakować w ten sposób przynależenie do jakiegoś boga. Stąd: "znaki Jezusa", o których Paweł pisze w Gal. 6,17, które są wyryte na jego ciele, to ślady przeżytych niebezpieczeństw i trudów, a także odbytych kar więziennych, oraz ran szarpanych, otrzymanych z powodu sprawy Jezusa, które oznaczały go jako wiernego/wierzącego i zatwierdzonego przez wyznawania / ciągłe wyznawania Jezusa sługę i żołnierza.

W odróżnieniu więc do pojęcia "stygmaty", które za sprawą literatury średniowiecznej rozumiemy jako to jakieś mistyczne znaki na ciele powstałe w wyniku jakiegoś wysokopoziomoworeligijnego zaangażowania** - w przypadku tego listu Pawła chodziło bardziej albo o celowe oznaczenie ciała w celu uwidocznienia przynależności danej osoby do jakiegoś właściciela albo jednostki armii, albo o zwrócenie uwagi na ślady na ciele świadczące o przebytej drodze, niczym rany na jakimś weteranie wojennym.

Dzięki tej lekturze najbardziej więc skłaniałbym się do wersji z Biblii Tysiąclecia albo Biblii Romaniuka, gdzie mowa o znamionach na ciele Pawła, a nie o jakichś tajemniczych, mistycznych stygmatach czy piętnach w środku jego ciała, i to pomimo że dosłownie w grece można by przeczytać, że te znamiona były "w" ciele, dlatego że ze słownika biblijnego wynika, że czasem owo "w" było używane również w znaczeniu "na" (jak nasze "w kuchni" albo "na kuchni":

BT: Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości: przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa.

BR: Niech mi już na przyszłość nikt nie wyrządza żadnych przykrości: przecież na ciele moim noszę blizny [i one najlepiej świadczą o moim przynależeniu do] Jezusa.

* - Źródło: http://biblehub.com/greek/4742.htm
** - Źródło było w liceum dawno temu, ale tutaj można też sobie poczytać, co się przez to współcześnie u nas rozumie: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stygmat_(religia)






niedziela, 13 sierpnia 2017

Nie przestrzeganie prawa jakieś restrykcyjne, tylko...

Bo ani obrzezanie nic nie znaczy ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie.
Gal. 6,15 BT

To, co Paweł tutaj pisze, podkreśla esencję chrześcijaństwa: nie bieganie za spełnianiem jakiegoś prawa jest naszym najważniejszym celem, jak dzieci, które przelicytowują się, że to mama zakazała, a tamtego nie, że to wolno robić, a tamto tata powiedział, żeby nie robić. Rzeczą, na której mamy się skupić, to dążenie do owego "nowego stworzenia", zachowując się jak dorośli, którzy wiedzą, co jest słuszne a co nie.

Bo prawo, które istnieje, musi istnieć ze względu na ludzi, którzy mają zwyczaj być bezmyślni albo ignorować zasady współżycia z innymi ludźmi. Tak samo jest w prawie drogowym: jeśli by ludzie sami wiedzieli, że w terenie zabudowanym trzeba zwolnić, bo istnieje tam duże prawdopodobieństwo, że pojawi się jakiś rowerzysta, pieszy, biegacz, dziecko z piłką, mama z wózkiem i biegającym wokół niego jak satelita drugim dzieckiem - to by żadnego przepisu o dopuszczalnej prędkości nie trzeba było stosować. Tak samo jest z Prawem Boga - jeśli by człowiek sam wiedział i chciał żyć tak, żeby przykrości komuś innemu nie wyrządzić, mam tu na myśli przykrości spowodowane zdradzeniem żony albo ukradzeniem np. radia z samochodu - to Prawo Boga w ogóle nie musiałoby istnieć.

Paweł w tym liście rozpisuje się o obrzezaniu, o ludziach, którzy zmuszali nowych wierzących w zborze Galacjan do obrzezania się, zgodnie ze starym zwyczajem. Tymczasem: żadne stare zwyczaje nie mają racji bytu. Jeśli ktoś chce coś robić ze względu na tradycje - proszę bardzo, czemu nie. Jeśli ktoś chce wykonywać jakieś czynności, które zakładają jakieś znaczenie religijne: ani obrzezanie nic nie znaczy ani nieobrzezanie. Nie ma żadnego religijnego - z punktu widzenia apostoła Pawła, przenosząc tę metaforę na czas dzisiejszy - znaczenia to, czy ktoś pości w piątki czy w inne dni czy w ogóle nie pości. Chyba że ktoś narzuca sobie taką dietę z przyczyn zdrowotnych. I takie porównanie do dzisiejszych czasów można by sobie wyobrazić o wielu rzeczach: również o spowiadaniu się tylko i wyłącznie kapłanowi, czy wykonując jakieś skomplikowane czynności prowadzące do "zmazania grzechu" czy cokolwiek innego, co nie przychodzi mi teraz do głowy.

ani obrzezanie nic nie znaczy ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie - to o Królestwie Boga mówił cały czas Jezus, to o owym Nowym Stworzeniu pisze często Paweł, każdy nazywa to jak uważa, ja wyobrażam sobie to jako Państwo Boga albo [Nowa Ziemia]. W każdym razie to jest cel, do którego dążymy, przygotowując się na niego i opowiadając o nim innym ludziom w otoczeniu.







wtorek, 8 sierpnia 2017

List do Galacjan 6.2. - Żadne obrzezanie

Patrzcie tylko, jak duże litery używam, pisząc do was moją ręką! Ci, którzy chcą imponować ciałem, przedkładają konieczność bycia obrzezanym, i to jedynie po to, aby uniknąć bycia prześladowanym za krzyż Chrystusa. Nawet ci, którzy są obrzezani, sami nie trzymają się Prawa, ale jeszcze chcą was, żebyście się obrzezali, żeby oni mogli się przechwalać waszym obrzezanym ciałem.

Niechbym ja sam nigdy się nie przechwalał/chlubił, prócz krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa, przez którego świat został ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.

Bo w Chrystusie ani bycie obrzezanym się nie liczy, ani bycie nieobrzezanym, tylko nowe stworzenie. Pokój i łaska wszystkim, którzy by podążali za tą zasadą, i na Izraela Boga. Od teraz począwszy niech nikt nie przysparza mi trudności, bo noszę na moim ciele znaki Jezusa.

Łaska naszego Pana, Jezusa Chrystusa, niech będzie z waszym duchem, bracia i siostry. Amen. List do Galacjan został napisany z Rzymu.

na podstawie: Gal. 6,11...18

[KONIEC SERII]







poniedziałek, 7 sierpnia 2017

List do Galacjan 6.1. - Pawła porady różne

Bracia, jeśli by ktoś już wcześniej został przyłapany na jakimś upadku, to wy, ludzie duchowi, korygujcie taką osobę w duchu łagodności, bacząc na siebie samych, żebyście i wy sami nie zostali skuszeni.

Noście ciężary/obciążenia jedni drugich, a w ten sposób wypełnicie prawo Chrystusa. Bo jeśli ktoś myśli, że jest czymś, a nie jest, oszukuje sam siebie. Każdy niech bada swoje własne działania, a wtedy można mieć chlubę z powodu siebie samych, a nie kogoś innego, bo każdy swój własny ciężar poniesie. Ten, który nauczany jest Słowa, niech dzieli się wszystkimi swoimi dobrami z tym, który go naucza. Nie dajcie się wprowadzić w błąd, bo Bóg nie pozwala z siebie szydzić.

Człowiek to zbierze, co zasieje. Ktokolwiek sieje tak, żeby dogodzić swojemu ciału, według ciała zbierze plon zepsucia, natomiast ktokolwiek sieje w Ducha - z Ducha otrzyma w plonie życie wieczne. A czyniąc dobrze nie zniechęcajmy się, bo przyjdzie czas, gdy będziemy żąć/zbierzemy bilans niestrudzeni. Dlatego, dopóki mamy czas ku temu, czyńmy względem wszystkich ludzi, a szczególnie tych, którzy należą do rodziny wierzących.

na podstawie: Gal. 6,1...10

c.d.n.







środa, 2 sierpnia 2017

Sianie w ducha, inwestowanie

Co człowiek posieje, to będzie zbierał. Bo kto wsiewa w rolę ciała swego, z ciała tego zbierać będzie zgubę. Kto zaś wsiewa w rolę ducha, z ducha tego zbierać będzie życie wieczne.
Gal. 6,7-8 BP

(...) albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny. 
BW

Nie potrafię tutaj rozsądzić, czy chodzi Pawłowi faktycznie o Tego Ducha, jak to sugeruje Biblia Warszawska, o Ducha Świętego, czy o ducha jako takiego, naszego własnego, nasze własne duchowe życie, samopoczucie, jak to sugeruje Biblia Poznańska i Biblia Tysiąclecia. Trzymać się będę raczej tej drugiej wersji, zgodnej z całokształtem Listu do Galacjan, mając nadzieję, że nie popełnię tym samym poważnego błędu.

Tak czy siak - Paweł trzyma się tutaj tej wersji, by nie patrzeć na rzeczy duchowe fizycznie. Może robi to w odniesieniu do poprzedniego kontekstu o obrzezaniu, a może w kontekście do tych wszystkich rzeczy, które wymienił w rozdziale piątym, odnośnie kierunku, do jakiego doprowadza folgowanie wszelkim pragnieniom ciała, a do jakiego kierunku prowadzi życie sprawami duchowymi.

Chciałem jednak skupić się na tym sianiu. Dla nas, żyjących w dwudziestym pierwszym wieku, porównywanie czegokolwiek do siania i żęcia, nie daje odpowiedniego obrazu. Chyba że ktoś mieszka na wsi i robi to co roku fizycznie. Natomiast dla ludzi z miasta porównanie to nie ma odpowiedniej siły, nie jest wystarczająco wyraźne.

Pomyślałem jednak, żeby sparafrazować ten tekst, używając naszych współczesnych pojęć:

Co człowiek zainwestuje, to też otrzyma w ostatecznym bilansie. Kto inwestuje w swoje ciało, z ciałem otrzyma też degradację, natomiast kto inwestuje w ducha, ten w ostatecznym bilansie z ducha otrzyma życie wieczne. 

I to jest prawda, jeśliby spojrzeć na to w logiczny sposób. Bo nawet jeśli byśmy zainwestowali w to, co cieszy nasze ciało i sprawia, że jest ono dłużej w dobrej formie, i dzięki temu dłużej i zdrowiej i lepiej żyjemy, to i tak zniszczeje ono po upływie kilkudziesięciu lat. Starzeje się. A na końcu umiera i rozpada. I nic nie pozostaje.

Natomiast nasz duch - to tam pozostaje ukształtowana nasza osobowość, nasz charakter, nasze poglądy, które doprowadzą nas finalnie do akceptacji Jezusa, co daje życie wieczne. Tak więc dla nas, aby mieć lepsze wyobrażenie, lepiej myśleć o "inwestowaniu w ducha", niż o "sianiu w ducha".






niedziela, 30 lipca 2017

Sposoby finansowania w kościele

Dawno już temu rozgryzałem tutaj temat dziesięciny (zob. seria: [ZAJAWKI BIBLIJNE - DZIESIĘCINA]). Wiele kościołów ma takową, czy to dobrowolną, czy "wkalkulowaną". Tego, że oprócz dziesięciny oddawanej co miesiąc z wypłaty, trzeba co trzy lata oddawać dziesięcinę z rocznego przychodu (sic! PRZYCHODU, a nie DOCHODU!), nikt już pamiętać nie chce. A przecież powołując się na dziesięcinę, ideę pochodzącą ze Starego Testamentu, trzeba konsekwentnie trzymać się całego rozkładu finansowania, a nie tylko jednej, wybranej części, prawda? I zanosić je do świątyni, i spożywać część z kapłanami.

Dodatkowo w Nowym Testamencie, w czasach powstawania chrześcijaństwa, nikt nie wspominał o dziesięcinie. Mało tego, że temat dziesięciny został tam pominięty, to jeszcze został tam poruszony o wiele bardziej niewygodny temat: WSZYSTKO, co należy do nas, może być wykorzystane przez kościół. Nie mam na myśli tutaj oczywiście grabieżczego zagrabiania szerokich pól o bogatych pałaców przez organizację kościelną, na jej wyłączną, zaborczą własność, ale o tym, że wszystko, co posiadamy, należy do Boga, i wszystko to, co mamy, może być użyte dla opowiadania ewangelii. Czy nasz samochód, czy nasz dom, czy nasz ogród - to są rzeczy oczywiste. Gdybym miał wspomnieć o pieniądzach - kto daje chętnie, ten wybiera sobie cele, żeby je wspierać. Temu nie trzeba nic mówić.

Dążę w tym poście jednak do tego, aby przytoczyć jeszcze jedną wzmiankę z Nowego Testamentu o finansowaniu potrzeb kościoła, Gal. 6,6:

Otrzymujący zaś naukę niech dzieli się wszystkimi dobrami z tym, który go naucza. (BP)

Ten, kto naucza, ma prawo uczestniczyć w dobrach materialnych swoich uczniów. (BR)

Jednym słowem: Jezus mówił o tym, że robotnik godzien jest zapłaty swojej. I że gdziekolwiek by uczniowie nie byli, żeby nie martwili się o jedzenie. Z historii wiemy, że zawsze ich ktoś ugościł, przyjął pod dach. Tutaj Paweł pisze, że tego, który przyszedł do kogoś, nauczając Słowa, ugościć trzeba, podzielić się z nim, czegokolwiek on by nie potrzebował. Że jedzenie - to oczywiste. Ale i buty, jeśli by trzeba było. Czy nowe ubranie.

Kłóci się to z naszymi współczesnymi zwyczajami, ponieważ każdy przecież ma i inne potrzeby: samochód do zatankowania, ubezpieczenie do opłacenia, telefon, internet, rodziców do wspomożenia, dzieci chodzące do szkoły... No i nikt dzisiaj raczej nie przyjmowałby obcej osoby pod swój dach na czas nieokreślony. I też nie o to mi chodzi. Myślę, że każdy rozsądny człowiek odczyta z tego właściwy wniosek. Można wspomagać kogoś bezpośrednio. Można uczestniczyć w kościelnych "zrzutkach" na pensje pastorskie, które to kościół uparcie nazywa "dziesięciną". I nie traktować tego przy tym literalnie jako dziesięcinę, ale dając tyle, ile się może. I będąc gotowym do dania więcej, nie tylko pieniężnie, ale też swoimi zdolnościami, czasem czy talentem.

W każdym razie, poszukując innych sposobów finansowania kościoła w czasach Nowego Testamentu niż owa pseudodziesięcina - zacytowany tekst jedną z kolejnych podpowiedzi. Chyba nie znaczy to też, żeby się tych sposobów tak kurczowo trzymać, bo świat idzie do przodu, technologie się rozwijają, ekonomia jako nauka to potężna gałąź wiedzy i można z niej czerpać również w kwestii działania współczesnego chrześcijaństwa. Bo dlaczego by nie.






środa, 26 lipca 2017

Ciężary i obciążenia

2  Dźwigajcie jedni drugich ciężary, a w ten sposób wypełnicie prawo Chrystusa. 
4  Niech każdy osądza swoje własne dzieło, a wówczas tylko sobą samym chlubić się będzie, a nie kimś innym. 
5  Każdy bowiem poniesie własny ciężar.
Gal. 6,2-5 BP

Z jednej strony Paweł pisze, żeby dźwigać ciężary jedni drugich, a z drugiej - że każdy będzie niósł swój ciężar.

Zarówno w języku polskim, jak i angielskim, w obu miejscach użyte jest to samo słowo. W liście Pawła napisanym po grecku są to dwa różne słowa. Pierwsze, jeśliby wyśledzić je w kontekstach pozostałych miejsc*, w których je użyto, bardziej chyba oznaczałoby jakieś ciężary, obciążenia, raczej w kontekście czegoś niewygodnego, drugie natomiast** - neutralnie w kontekście ładunku, masy, ciężaru obowiązków, które każdy na sobie nosi. Aczkolwiek rozdział ten w Słowniku Stronga nie jest taki klarowny, może być bardziej moim subiektywnym odczuciem.

W Biblehub, wg Thayer's Greek Lexicon, można wyczytać ogólne rozgraniczenie, że pierwsze*** słowo oznaczałoby bardziej jakąś masę, wagę, coś ciężkiego, co w dużej ilości staje się kłopotliwe; im cięższe tym bardziej przemawiające/autorytarne, ciężar obciążający. Drugie**** natomiast to ładunek, jaki każdy musi mieć ze sobą, ładunek na statku; coś, co się nosi na sobie lub ładunek o dużym znaczeniu, ciężar konieczny. Aczkolwiek to drugie słowo zostało również użyte i w tym pierwszym znaczeniu.

Czy więc znaczenia tych słów są inne, czy Paweł miał coś głębszego na myśli, czy to po prostu zabieg stylistyczny, mający uniknąć powtórzenia tego samego słowa - tej informacji nie znajduję.

Według jednak tej ostatniej wzmianki można by sparafrazować ten tekst w ten sposób: Dźwigajcie obciążające/kłopotliwe ciężary jedni drugich, wspierajcie się wzajemnie w ciężkich rzeczach (...) i niech nikt nie osądza jeden drugiego z tego powodu, a na siebie samego niech patrzy, bo każdy swój własny ładunek/ciężar życia/doświadczenie niesie.

* - Ciężary: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/922
** - Ładunek: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/5413
*** - Masa: http://biblehub.com/greek/922.htm
**** - Znaczący ładunek: http://biblehub.com/greek/5413.htm






środa, 19 lipca 2017

Śmierć towarzyska

Ja natomiast chcę jedynie chlubić się krzyżem naszego Pana, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się dla mnie ukrzyżowany, a ja dla świata.
Gal. 6,14 BP

Wiedząc o poprzednich wnioskach, łatwo tutaj prosto zrozumieć, co Paweł miał na myśli, pisząc, że świat jest ukrzyżowany dla niego, a on dla świata. Po tym, jak spotkał Jezusa na swojej drodze, świat po prostu dla niego umarł, Paweł nie był już dalej tym, co świat oferuje, zainteresowany. Nie chciał już myśleć o szybkich koniach, ładnych Rzymiankach, przestronnych domach z ozdobnymi, rzymskimi łukami w fontannie w ogrodzie...

Jak i ja umarłem dla świata - tak samo Paweł, jako człowiek już dążeniem do zwiększenia swojego majątku niezainteresowany, musiał "umrzeć" dla swoich dawnych znajomych, z którymi kiedyś dzielił być może wszystko: religię, sposób myślenia o chrześcijanach, weekendowe spotkania etc. Teraz Paweł zainteresowany był tylko głoszeniem ewangelii, chcąc móc głosić ją do jak największej liczby osób. Sposób myślenia o chrześcijanach zyskał zupełnie inny, zupełnie inny obraz na religię, zupełnie inny cel w życiu. To go zaczęło odróżniać od starych znajomych, stał się dla nich jakby nieżywy towarzysko.

Może to właśnie miał Jezus na myśli, mówiąc: Kto wierzy we Mnie, chociażby nawet umarł, żyć będzie (Jan 11,25 BP)

I może właśnie to też miał Jezus na myśli, mówiąc gdzieś indziej: Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek opuści dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, albo ziemię dla Mnie i dla ewangelii, otrzyma stokroć więcej teraz, w tym czasie, domostw i braci, i sióstr, i matek, i dzieci, i ziemi z jej troskami, a w przyszłym wieku życie wieczne (Mar. 10,29-30 BP).

Jednym słowem: gdzie jedno się kończy, inne się zaczyna. Paweł umarł dla swoich dawnych znajomych, dla swojego dawnego, faryzejskiego sposobu życia, ale zyskał o wiele więcej: nowych znajomych, wiele podróży, możliwość budowania nowych społeczności. Tak i dla nas "śmierć dla świata" może oznaczać podobnie: z jednej strony utrata starych znajomych, ale zyskanie nowych, zgodnych z nowym sposobem myślenia. I możliwość budowania nowych społeczności może też, kto wie...






poniedziałek, 17 lipca 2017

Nauka o krzyżu - powrót do szeregu

Albowiem którzy są Chrystusowi, ciało swoje ukrzyżowali z namiętnościami i z pożądliwościami.
Gal. 5,24 BG

Jak właściwie rozumieć tutaj to, że ciało jest ukrzyżowane? Tak to nazwał Paweł, takiego zwrotu użył. Czy odnosi się to do sposobu śmierci Jezusa, co właściwie nie ulegałoby wątpliwości, czy może do sposobu uśmiercania stosowanego przez Rzymian? Tylko jaki miałoby to wtedy sens? Brakuje odniesienia w takim porównaniu. Brakuje powodu, dla którego Paweł miałby mówić o rzymskich sposobach śmierci, gdzie Rzymianie byli poganami przecież, do ludzi wierzących w Chrystusa, do Galacjan, częściowo Żydów. Nie pasuje to do kontekstu całego Listu do Galacjan.

Jednym z innych miejsc, gdzie słowo "ukrzyżowanie" zostało użyte, jest Mat. 23,34: Dlatego też posyłam do was proroków i mędrców, i nauczycieli Pisma, a wy jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie, a innych ubiczujecie w synagogach i będziecie ścigać z miasta do miasta (BP). Jezus mówi to do ludzi, którzy poniekąd mieli być nauczycielami w tematach Pisma Świętego, a stali się "wyszukiwaczami luk prawnych", ustanawiali więcej i więcej przepisów, sprawiających, że życie religijne było coraz trudniejsze, coraz bardziej obarczone ciężarami, powinnościami, a zabrakło tego faktycznego ducha wyzwolenia od złego, które Biblia, czy wówczas Tora, ze sobą niosą. I mówi do nich w czasie przyszłym, że wyśle proroków, mędrców i innych nauczycieli (czyli nawiasem mówiąc: chodzi już o czasy nowotestamentowe!), których ludzie pokroju tamtych faryzeuszy i tak zabiją, i tak ukrzyżują. Parę wersetów dalej Jezus powtarza tę sekwencję, używając tym razem słów "zabijać, kamieniować".

Kilka razy w dalszych fragmentach Ewangelii Mateusza ludzie krzyczeli o krzyżowaniu Jezusa, gdzie z kontekstu można by wysnuć wniosek, że nie tyle chodziło im o to, by Jezus koniecznie na krzyżu zawisł, ale o najbardziej popularny rodzaj śmierci dla skazanych. To coś jakby w czasach współczesnych krzyczeć: "Na krzesło z nim! Na krzesło z nim!" Przy czym nie chodzi tutaj przecież o jakiekolwiek krzesło, o posadzenie kogoś przy stole, ale o krzesło elektryczne, i nie o literalne posadzenie kogoś na nim, bo mało kto taką maszynerię posiada, prawda?, ale o zabicie jakiegoś człowieka na krześle elektrycznym, a generalizując - o zabicie w ogóle. I to obojętnie, czy krzyk brzmiałby "na krzesło", czy "na stryczek", czy "na gilotynę", Żydzi krzyczeli "ukamieniować!", dzisiaj się może częściej używa "dożywocie mu" - w każdym razie chodzi raczej tutaj o usunięcie danego osobnika ze społeczności.

To nadmienianie, że Jezus został zabity przez kogoś, w najbardziej popularny wówczas sposób karania śmiercią za przestępstwa - pojawia się wiele razy np. w Dziejach Apostolskich:

Niech więc nikt w Izraelu nie ma żadnej wątpliwości, że Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, Bóg uczynił Panem i Mesjaszem (Dzieje 2,36 BP).

Skoro oskarżacie nas o to, że uzdrowiliśmy chorego człowieka, to wiedzcie zarówno wy, jak i cały lud izraelski, że on stoi przed nami zdrowy dzięki imieniu Jezusa Chrystusa, którego wyście ukrzyżowali, a Bóg wskrzesił z martwych (Dzieje 9,10 BP).

Następnie znajduje się cały fragment o "nauce o krzyżu":

11  Bracia moi! Powiadomili mię o was ludzie Chloe, że są wśród was spory. 
12  Mam na myśli to, że każdy z was mówi: "Ja jestem po stronie Pawła", "Ja Apollosa", "Ja należę do Piotra", a "Ja do Chrystusa". 
13  Czy Chrystus może być rozdzielony? Czy Paweł został za was ukrzyżowany? Czy ochrzczono was w imię Pawła? 
14  Dziękuję Bogu, że poza Kryspusem i Gajusem nikogo z was nie ochrzciłem. 
15  Nikt nie może więc powiedzieć, że został ochrzczony w imię moje. 
16  Wprawdzie ochrzciłem jeszcze rodzinę Stefanasa, ale poza tym nie pamiętam, czy jeszcze kogoś ochrzciłem. 
17  Chrystus bowiem nie posłał mię, abym chrzcił, lecz abym głosił dobrą nowinę, nie opierając się na uczonych wywodach, które mogą pozbawić mocy krzyż Chrystusa. 
18  Nauka o krzyżu wydaje się głupotą tym, którzy kroczą drogą zatracenia. Natomiast jest mocą Bożą dla nas, których udziałem jest zbawienie. 
19  Napisano bowiem: "Zniszczę mądrość mędrców, a roztropność roztropnych zniweczę". 
20  Gdzie zatem jest mędrzec? Gdzie uczony w Piśmie? Gdzie badacz tego świata? Czy Bóg nie zamienił mądrości świata w głupotę? 
21  Skoro bowiem świat za pomocą swojej mądrości nie poznał Boga w całej Jego mądrości, wówczas spodobało się Bogu zbawić tych, którzy wierzą, przez głoszenie nauki uważanej przez świat za głupotę. 
22  I tak, Żydzi domagają się znaków, a Grecy szukają mądrości,
23  my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego. Wywołuje to zgorszenie u Żydów, poganom wydaje się głupotą.
24  Natomiast tym, którzy są powołani zarówno spośród Żydów jak i Greków, głosimy Chrystusa jako moc i mądrość Bożą.
25  Ponieważ to, co w postępowaniu Boga wygląda na głupotę, jest mądrzejsze od ludzi, a to, co na słabość, silniejsze od ludzi. 
(1 Kor. 1,11-25 BP)

Analizując:
- to wszystko, co Paweł pisał, on sam nazwał "nauką o krzyżu"
- podkreślał, że to nie on został ukrzyżowany/zabity za innych, ale Jezus
- wygląda to trochę, jak opowiadanie ludziom historii typu: wiesz, tam, w Oświęcimiu, za czasów wojny, był tak ksiądz, Maksymilian Kolbe, który dobrowolnie umarł za innego człowieka.

Streszczając tę historię, można opowiedzieć ją tak: Franciszek Gajowniczek był jedną z dziesięciu osób wybranych na śmierć w zamian za ucieczkę jednego człowieka, zgodnie z zasadą panującą w Auschwitz: za jednego uciekiniera ma umrzeć dziesięciu jego współobozowiczów z tego samego bloku. Gajowniczek westchnął tylko, że ma żonę i dzieci, co Maksymilian Kolbe usłyszał, wystąpił z szeregu, podszedł do komendanta obozu i powiedział, że chce się zamienić z jednym z tych więźniów. Jako powód podał właśnie to: on, kapłan, samotny, pięćdziesięcioletni, a tamten - z rodziną, młodszy, ma jeszcze całe życie przed sobą*.

Dla kogoś ta historia to może opowieść o frajerstwie. Jak to, przecież mógł przeżyć, dlaczego on to zrobił, co on z tego miał. Nic. Myśląc w sposób "co on z tego miał" do niczego nie dojdziemy. Bo Kolbe nie miał ze swojego poświęcenia nic, poza tym, że do dzisiaj się ją opowiada. Ale uratował człowieka. Innego człowieka, który coś z tego miał, który otrzymał jakby dodatkowe życie. Szanse na nowe, bo właśnie mógł zostać martwy.

Podobną historię głosił apostoł Paweł. O Jezusie, który umarł za kogoś innego. Różnicą tutaj jest to, że Maksymilian Kolbe umarł za jednego człowieka, natomiast Jezus - za ileś miliardów. Za każdego jednego, który kiedykolwiek istniał na ziemi. Jezus wystąpił z szeregu, Jezus wystąpił z nieba, żeby znaleźć się na ziemi i ofiarować się na śmierć, żeby każdy inny człowiek na tej ziemi mógł do tego szeregu wrócić i żyć dalej, żyć na nowo, dostać drugą szansę. Oczywiście nie chodzi tutaj o tę śmierć, którą umiera nasze ciało, ale o tę, którą mają umrzeć wszyscy, którzy pozostaną niewierzący, gdy Jezus ponownie na ziemię wróci. Tę śmierć ducha. To ostateczne unicestwienie. Podczas gdy wierzący zostaną z Jezusem zabrani najpierw do nieba, a potem ziemia zostanie oczyszczona ze wszystkiego, co było na niej złe, i zostanie urządzona na nowo. I tam będzie można żyć. Już na zawsze. Tę możliwość daje Jezus tym, którzy uwierzą, że Jezus wystąpił z szeregu za nich, wrócą do swojego szeregu i będą żyć dalej nowym życiem.

* - Franciszek Gajowniczek był żołnierzem wziętym do niewoli po kapitulacji Modlina, przeżył wojnę, odnalazł żonę i żył aż do roku 1995. Źródło: http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/800059,Franciszek-Gajowniczek-zawdzieczal-zycie-sw-Maksymilianowi-Kolbe