niedziela, 19 listopada 2017

Uzdrowienie trędowatego, który pytał

Gdy zaś zszedł z góry, towarzyszyły mu liczne tłumy. A oto trędowaty podszedłszy kłaniał się mu, mówiąc: Panie, jeśli zechciałbyś, możesz mnie oczyścić. A wyciągnąwszy rękę dotknął go, mówiąc: Chcę, zostań oczyszczony. I zaraz oczyszczony został jego trąd. 
Mat. 8,1-3 NPP

I przychodzi do Niego trędowaty, i woła (padając na kolana): Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić! I ulitowawszy się, wyciągnął rękę, dotknął go i mówi mu: Chcę, bądź oczyszczony! I zaraz trąd zniknął z jego ciała, i został oczyszczony.
Mar. 1,40-42 BP

Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: "Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: "Chcę, bądź oczyszczony". I natychmiast trąd z niego ustąpił.
Łuk. 5,12-13 BT

W dalszym ciągu tej historii Jezus przykazuje temu trędowatemu iść do świątyni i pokazać się kapłanowi (trąd w ówczesnej kulturze uważany był za chorobę zesłaną za karę za grzechy, bycie trędowatym oznaczało bycie wyrzutkiem społeczeństwa, życie w odosobnieniu, z dala od miasta), na dowód że nie jest już więcej chory ani grzeszny, i - zgodnie z ówczesną religią - żeby złożyć ofiarę oczyszczającą w świątyni, według obowiązującego wtedy prawa. Celem tego było wywarcie dobrego wrażenia na kapłanach, że Jezus nakazuje stosować się do obecnie obowiązującego prawa.

Musiało tam być więcej chorych, więcej ludzi oczekujących od Jezusa uzdrowienia. Co spowodowało, że spisana została akurat ta historia? Czym się ona wyszczególniła spomiędzy innych? Czy to, że wybił się z tłumu, że był na tyle odważny/śmiały, by podejść do Jezusa, pokornie, kłaniając się, pytając, czy Jezus nie chciałby go oczyścić? Czy mówiąc "oczyszczenie" ów pacjent miał na myśli tylko i wyłącznie oczyszczenie z choroby, oczyszczenie z wrzodów, czy może - bazując na dwuznaczności słów i tej choroby w świadomości tamtej kultury - miał na myśli również oczyszczenie wewnętrzne, oczyszczenie sumienia? I tak naprawdę tylko on i Jezus wiedzieli, o co chodzi?

Na pewno ten trędowaty szanował Jezusa, skoro podszedł do Niego kłaniając się. I pytając się o Jezusa wolę. Z tego można by wysnuć kolejne potencjalne wskazówki dla moich poszukiwań:
1. Szanuj Tego, kto daje ci wolę życia i możliwości.
2. Akceptuj wolę Jezusa. To On jest synem Boga i wie lepiej, nawet jeśli dla nas wydaje się to być absolutnie niezrozumiałe.

c.d.n.
[poprzednio - UZDROWIENIA W GALILEI, CZYLI BYĆ W DOBRYM MIEJSCU]
[do początku]






środa, 15 listopada 2017

Uzdrowienia w Galilei, czyli być w dobrym miejscu

W zasadzie to tytuł tej serii jest całkowicie błędny i powinien raczej brzmieć "27 historii o uzdrowieniach dokonanych przez Jezusa, plus uzdrowienia dokonane bezimiennych osobach".

I obchodził Jezus całą Galileję, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania. 
Mat. 4,23 BT

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. 
Mar. 1,39 BT

A gdy nastał wieczór, wyszedł stamtąd i udał się na pustkowie. A tłumy szukały go i doszły aż do niego, i zatrzymały go, by nie odchodził od nich. On zaś rzekł do nich: Muszę i w innych miastach zwiastować dobrą nowinę o Królestwie Bożym, gdyż na to zostałem posłany. I kazał w synagogach galilejskich. 
Łuk. 4,42-44 BW

Zdarzenie z ostatniego tekstu, z ew. Łukasza, miało miejsce zaraz po uzdrowieniu teściowej Piotra i po uzdrawianiu ludzi z całego Kafarnaum. Stamtąd Jezus poszedł, żeby chodzić po całej Galilei. To tak jakby udać się z Poznania w rundę wokół całej Wielkopolski.

Na mapce widać, że Kafarnaum leżało w Galilei. Jezus udał się więc w najbliższe okolice miejsca, gdzie odniósł swój pierwszy sukces, zaraz po rozpoczęciu swojej działalności, tuż po powrocie z 40-dniowego pobytu na pustyni. Począwszy od owego wesela w Kanie, poprzez niepowodzenia w Nazarecie i powrót do Kafarnaum, gdzie Jego działalność cieszyła się największym powodzeniem, i nawet Jego pierwsi uczniowie właśnie tam zostali "zwerbowani" - Jezus obracał się w kręgach, które zapewniały Mu sukces: w Galilei.

Czy Jezus mógł zacząć inaczej? Owszem, Nazaret leżał na styku Galilei i Samarii, Jezus mógł więc zacząć tam. Przynajmniej jedną rozmowę z Samarytanką zresztą odbył.

Dalej, wg ew. Mateusza, jest napisane, że wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii oraz że szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania.

Syria leży w sąsiedztwie Galilei, podobnie Dekapolis. Judea i Jerozolima leżą już w pewnym oddaleniu, jednak zważywszy na to, że Jerozolima była stolicą, w której skupiało się również życie biznesowe - to wieści, które rozchodziły się z łatwością wokół Galilei, po Syrii i Dekapolis, równie łatwo mogły z kupcami czy innymi podróżnikami dotrzeć do stolicy i całego regionu wokół niej (Judea = jak Mazowsze).

Jaki z tego wszystkiego jest wniosek?
1. Znaleźć dobre miejsce zaczepienia i działać prężnie tam właśnie, aż się wieści o sukcesach same rozniosą wokół i ludzie z okolic sami zaczną się schodzić. Nie pchać się w miejsca typu "Nazaret", gdzie żadnego sukcesu osiągnąć nie można.

[dalej - UZDROWIENIE TRĘDOWATEGO, KTÓRY PYTAŁ]
[poprzednio - UZDROWIENIA CHORYCH W MIEŚCIE]
[do początku]






niedziela, 12 listopada 2017

Co wydarzyło się w Kafarnaum? - c.d.

Dociekając, o czym też to Jezus mówił podczas swojego przemówienia w synagodze w Nazarecie, mówiąc:

I rzekł do nich: Pewnie mi powiecie to przysłowie: Lekarzu, wylecz sam siebie. Tutaj w Twojej ojczyźnie dokonaj tych wielkich rzeczy, które - jak słyszeliśmy - działy się w Kafarnaum. (Łuk. 4,23 BP)

podczas gdy właściwie wszystkie cuda, jakich Jezus dokonał w Kafarnaum, miały miejsce już PO owym niepowodzeniu w Nazarecie, przewertowałem Synopsę ponownie, poszukując jakiejś chronologii wydarzeń.

I tak faktycznie, wg ew. Łukasza r. 4, i ew. Mateusza r. 4, i ew. Mar. r. 1 Jezus przyszedł do Kafarnaum zaraz po pobycie na pustyni, gdzie rozpoczął głoszenie ewangelii, co zostało też raczej dobrze przyjęte. Tutaj też Jezus napotkał Szymona, Andrzeja, Jakuba i Jana - swoich pierwszych uczniów, i tutaj też miał miejsce pierwszy cud/znak z wypełnieniem sieci rybami podczas połowów. Czy miało to miejsce przed Nazaretem, czy po Nazarecie - w każdym razie myślę, że Jezus odnosił się do owego głoszenia w Kafarnaum, które rozpoczął, i którego echo musiało się już rozejść po okolicy (zarówno Kafarnaum jak i Nazaret leżały w Galilei).





sobota, 4 listopada 2017

Syn Szefa

A gdy słońce zachodziło, wszyscy, którzy mieli u siebie chorych, złożonych różnymi chorobami, przyprowadzili ich do niego. On zaś kładł na każdego z nich ręce i uzdrawiał ich. Wychodziły też z wielu demony, które krzyczały i mówiły: Ty jesteś Synem Bożym. A On gromił je i nie pozwalał im mówić, bo one wiedziały, iż On jest Chrystusem.
Łuk. 4,40-41 BW

Jest jeszcze inna sprawa, wynikająca przy okazji studiowania okoliczności uzdrowień: z jednej strony demony, które będąc wyrzucane wykrzykiwały: "Ty jesteś tym Synem Bożym", mówiły prawdę, i to jest to, co się na pierwszy rzut oka widzi. Z drugiej jednak strony myślę, że - jak to złe demony - raczej chciałyby Jezusowi zaszkodzić niż Go wysławiać wniebogłosy. Dlaczego więc tak wykrzykiwały? Czy miałoby to Jezusowi w jakiś sposób zaszkodzić?

Izraelici to był naród religijny, uwikłany w masę religijnych rytuałów i zwyczajów, również kapłańskich, a więc przedstawicieli świątyni. Nazwanie kogoś SYNEM BOGA - to potwarz rzucony prosto w twarz. Niby komplement najwyższej klasy, ale jeśli ktoś by go przyjął i grzecznie podziękował, to tak jakby przytaknął: tak, jestem synem Boga. To było dla Izraelitan jak zbezczeszczenie. Jak przyznanie się pomiędzy współpracownikami: tak, jestem synem szefa (i w domyśle: i z tego powodu mam specjalne prawa tutaj, prawa i przywileje). Nikt nie lubi takich rzeczy, większość raczej znienawidzi taką osobę od razu, nienawidząc istnienie takiego rodzaju układu.

I faktycznie - o ile zwykli ludzie Jezusa pokochali, wędrując za Nim przez cały kraj wzdłuż i wszerz, o tyle Jego "współpracownicy" - czyli kapłani - szczerze Jezusa nienawidzili. Za przyznawanie się do bycia Synem Szefa, i za posiadanie specjalnych praw i przywilejów, i za używanie ich.

Czy cała historia wyglądałaby inaczej, gdyby demony wyrzucane z ludzi nie obwieszczały Jezusa Synem Szefa? Być może kapłani byliby zdystansowani, być może spoglądaliby spod oka, ale może nie byłoby takich gorących odczuć pomiędzy nimi jak szczera nienawiść, chęć zabicia etc.







Uzdrowienia chorych w mieście

A gdy nastał wieczór, przyprowadzili/przynieśli mu wielu opętanych przez demony, i wyrzucił te duchy samym słowem, i wszystkich źle się mających uleczył. Żeby zostało wypełnione to, co zostało powiedziane przez proroka Izajasza, mówiącego: On słabości/bezsiły nasze wziął i choroby/dolegliwości poniósł/podźwignął. 
Mat. 8,16-17 PD

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.
Mar. 1,32-34 BT

A gdy słońce zachodziło, wszyscy, którzy mieli u siebie chorych, złożonych różnymi chorobami, przyprowadzili ich do niego. On zaś kładł na każdego z nich ręce i uzdrawiał ich. Wychodziły też z wielu demony, które krzyczały i mówiły: Ty jesteś Synem Bożym. A On gromił je i nie pozwalał im mówić, bo one wiedziały, iż On jest Chrystusem.
Łuk. 4,40-41 BW

Najpierw Jezus, po przyjściu do Kafarnaum, uzdrowił jednego opętanego w synagodze, potem teściową jednego ze swoich nowych uczniów, po czym wieczorem, niczym do najlepszej rozrywki w mieście, zaczęli schodzić się do niego inni ludzie, by skorzystać z Jego mocy uzdrawiania. I Jezus robił to, czy to tylko przemawiając (wg ewangelii Mateusza), czy to kładąc ręce na chorego (wg. ew. Łukasza) - w każdym razie skutecznie, bo demony z opętanych wychodziły.

I tutaj jedno pytanie się nasuwa - do Jezusa zostali przyprowadzani chorzy, a potem mowa o wyrzucanych demonach. Czy można stąd wysnuć wniosek, że przyczyną chorób są demony? Mam na myśli: oczywiście że bakterie, zarazki, różne inne mechaniczne albo biologiczne przyczyny, ale czy za tym wszystkim - w tym duchowym wymiarze - stoi jakieś podłe coś, co tylko by chciało nam unieprzyjemnić życie?

Czy może po prostu między tymi chorymi było również tak wielu opętanych? A może opętani byli nazywani również chorymi?

W każdym razie kolejnym warunkiem do uzdrowienia wynikającym z tej historii jest:

1. Chcesz uzdrowienia, to sam przyjdź do Jezusa, albo pozwól się komuś do Niego przyprowadzić.







środa, 1 listopada 2017

Uzdrowienie teściowej Piotra

Po opuszczeniu synagogi wszedł do domu Szymona Piotra. Teściowa Szymona cierpiała na wielką gorączkę i prosili Go w jej sprawie. A stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce i opuściła ją. Natychmiast wstała i usługiwała im.
Łuk. 4,38-39 BP

I zaraz wyszli z synagogi, i przyszli z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. A teściowa Szymona leżała z gorączką. Mówią Mu zaraz o niej. I podniósł ją, chwyciwszy za rękę. I opuściła ją gorączka, i usługiwała Mu.
Mar. 1,29-31 BP

Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka ją opuściła. Wstała i usługiwała Mu.
Mat. 8,14-15 BT

Zaraz po uwolnieniu tamtego człowieka spod wpływu demona, i po tym, w jaki sposób zostało to wydarzenie przyjęte, Jezus "na fali" uzdrowił kogoś, że tak to określę: "po znajomości". Teściową jednego ze swoich uczniów. Było to już po owych pamiętnych połowach, gdy sieci zapełniły się na słowo Jezusa, więc uczniowie wiedzieli, na co Jezusa stać, jeśli chodzi o tamtą sferę. Teraz zdążyli już zobaczyć parę uzdrowień, więc ich wiara w moc Boga - chociaż świeża - musiała być dość mocna. Nic dziwnego,  że zaraz poszli do Niego z problemem gorączki. A Jezus ceregieli nie robił, żadnych zasad nie ustanawiał. Po prostu podszedł do teściowej, wziął ją za rękę, podniósł z pozycji leżącej i uzdrowił. A ona zaraz Jemu i całej tej grupie ludzi się odwdzięczyła.

Czy ten akt sprawił, że ktoś uwierzył w Boga? Tak, jak to założyłem wcześniej, że jest to warunek konieczny, by uzdrowienie w ogóle miało miejsce? Może sama teściowa. Nie wiemy o niej nic - jaka była, czy była oporna przeciwko Jezusowi czy może wobec działalności jej syna, a uzdrowienie to zmieniło jej podejście? Czy może była to jakaś przewlekła gorączka? Nie wiemy nic.

Jest też tutaj inny fakt: o ile Jezus nie mógł zdziałać nic w Nazarecie, w swoim rodzinnym mieście, bo chyba tylko Jego matka w Niego wierzyła (to ona, na weselu w Kanie, poprosiła Jezusa o cud z winem), o tyle wśród nowego otoczenia już taki problem nie występował.

1. Uzdrowienie kogoś z kręgu jeśli nie wierzących, to przynajmniej osoby bliskiej kogoś, kto jest wierzący.
2. Dobry grunt na to, żeby ludzie wierzyli, nie jak w Nazarecie.

[dalej - UZDROWIENIA CHORYCH W MIEŚCIE]
[poprzednio - OPĘTANY Z SYNAGOGI W KAFARNAUM]
[do początku]






niedziela, 29 października 2017

Opętany z synagogi w Kafarnaum

Zaraz też znalazł się w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. I zaczął krzyczeć: 
- Czego chcesz od nas, Jezusie z Nazaretu. Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boga. 
A Jezus nakazał mu surowo: 
- Milcz i wyjdź z niego. 
A duch nieczysty, szarpnąwszy nim, wyszedł z niego z wielkim krzykiem. I osłupieli wszyscy, tak że mówił jeden do drugiego: Co to takiego? Nowa nauka? On siłą narzuca swoją wolę nawet duchom nieczystym i są mu posłuszne. / I zdumiewali się wszyscy, tak iż pytali się nawzajem: Co to jest? Nowa nauka głoszona z mocą! Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne.
Mar. 1,23-27 BP/BW

A w synagodze był człowiek, opętany przez ducha nieczystego, który zawołał głośno: 
- Ach, cóż mamy z tobą, Jezusie Nazareński? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem kim Ty jesteś, Święty Boży. 
A Jezus zgromił go, mówiąc: 
- Zamilknij i wyjdź z niego! 
A demon rzucił go na środek i wyszedł z niego, nie wyrządziwszy mu żadnej szkody. I zdumienie ogarnęło wszystkich, i mówili między sobą: Cóż to za mowa, że mając władzę i moc nakazuje duchom nieczystym, a wychodzą?
Łuk. 4,33-37 BW

Po niezbyt udanej próbie rozpoczęcia szerzenia swojej misji w Nazarecie Jezus poszedł z powrotem do Kafarnaum, miasta, w którym już Go znano w dobrym świetle. Mógł oczekiwać o wiele lepszego przyjęcia, niż w swoim rodzinnym mieście. Jako człowiek chyba tego potrzebował: widzieć jakieś pozytywne rezultaty swojej działalności. W Kafarnaum miał dobry grunt.

Poszedł więc głosić swoją misję do synagogi, tak samo jak to zrobił w Nazarecie. I tam napotkał szaleńca. Albo też: "szaleńca". Bo człowiek ten raczej nie mówił swoim własnym głosem, ale to głosy mówiły przez niego. Według obu, niemal identycznych relacji, zarówno z ewangelii Marka jak i Łukasza, Jezus po prostu kazał mu zamilknąć (albo też, dosłownie: założyć na usta kaganiec, co musi być ówczesnym powiedzonkiem, podobnie jak nasze zamknąć usta na klucz).

Demon zamilknął. Ale rzucił ciałem człowieka na podłogę. Ale nie odniósł człowiek ten żadnej fizycznej szkody.

I tu się zastanawiam: mając naszą wiarę w Jezusa, gdyby coś takiego przytrafiło się nam, praktycznie powinniśmy być zdolni zrobić dokładnie to samo: powiedzieć demonowi tego nawiedzonego człowieka, żeby się zamknął i wyszedł. Tylko że:
1. Brak naszej praktyki w tych sprawach na pewno spowoduje, że będziemy stali jak sparaliżowani.
2. Brak praktyki spowoduje też, że będziemy skrępowani naszym własnym niedowierzaniem.
3. Tutaj, po wszystkim, każdy zadziwiony był mocą słów Jezusa. I to był cel dokonywania przez Jezusa znaków i cudów: żeby Jego słowa poparte były czynami mocy, która zazwyczaj nie jest dostępna przez normalnego, ziemskiego człowieka. Czy w naszych czasach nie sparaliżuje nas lęk, że po takim odezwaniu się zostaniemy uznani za obłąkanych tak samo, jak ten drugi obłąkany, którego byśmy spróbowali uzdrowić?
4. Myślę też, że sparaliżuje nas lęk, że nawet jeśli wykażemy się bohaterską wiarą i powiedzielibyśmy temu obłąkanemu tak samo jak Jezus, to nie stanie się dokładnie nic, i z kolei to my sami zostaniemy uznani za obłąkanych...

Poza tym, że powyższe pytania pozostają bez odpowiedzi, jest też dobry akcent: jeśli udałoby się nam dokonać już takiego cudu, to nasz "pacjent" pozostałby w stanie fizycznym nienaruszonym.

[dalej: UZDROWIENIE TEŚCIOWEJ PIOTRA]
[poprzednio: BRAK UZDROWIEŃ W NAZARECIE]
[do początku]






niedziela, 22 października 2017

Brak uzdrowień w Nazarecie

Już po swoim ochrzczeniu przez Jana Chrzciciela, Jezus poszedł na pustynię, tam został kuszony przez diabła, a po tym wszystkim rozpoczął swoją wędrówkę po okolicznych miastach, przemawiając w synagogach, nauczając. Nauczał też w Nazarecie, swoim rodzinnym mieście, gdzie w dyskusji wspomniał o swoim cudzie z Kafarnaum - co dokładnie było tym cudem? Jak do tej pory wiem, to wszystko, czego Jezus w Kafarnaum dokonał, miało miejsce PO niepowodzeniu w Nazarecie [zob. post [CO WYDARZYŁO SIĘ W KAFARNAUM?]. Niczego większego nie udało Mu się dokonać w Nazarecie, lud zgromadzony tam dziwił się tylko strasznie, skąd też Jezus miał w sobie te wszystkie mądrości, które wygłaszał, skoro był tylko synem Józefa, tamtego stolarza, i Marii, tamtej z tamtego domku na rogu? Nie chodził do żadnej wielkiej szkoły, jego rodzice nie byli profesorami, a tu proszę, gada jak uczony jakiś. 

I nie uczynił tam wielu dzieł mocy z powodu ich niewiary (Mat. 13,58 NPP*).

I nie mógł tam uczynić żadnego dzieła mocy, tylko na paru słabujących, nałożywszy ręce, uzdrowił ich. I dziwił się z powodu ich niewiary (Mar. 6,5-6).

A wszystkich słyszących to w synagodze ogarnął szał; i powstawszy wyrzucili go poza miasto i powiedli aż do krawędzi góry, na której ich miast było zbudowane, żeby go strącić (Łuk. 4,28-29). 

Po pierwsze więc: w Nazarecie Jezus nie mógł uzdrowić nikogo, wg Marka i Mateusza: z powodu niewiary tamtejszych mieszkańców. Na jakiejś podstawie musieli Marek i Mateusz taki wniosek wysnuć. Po drugie: Łukasz podaje wręcz opis bardzo napiętej atmosfery, która się tam wytworzyła. Tutaj nawet o tę niewiarę nie chodzi, ale wręcz o jawny i dosyć emocjonalny sprzeciw tych ludzi. W takiej atmosferze trudno byłoby o jakiekolwiek uzdrowienie. W końcu sam Jezus w którymś momencie powiedział do swoich uczniów: A jeśli was ktoś nie przyjął i nie słuchał waszych nauk, wyjdźcie z tego domu czy miasta i otrząśnijcie pył z waszych nóg (Mat. 10,14 BP). Nie ma się co komuś narzucać, jeśli ten ktoś nas nie chce. 

Tak więc można by tutaj wysnuć wniosek warunków potrzebnych do uzdrowienia:
1. Wiara, według tego co piszą Marek i Mateusz; 
2. Odpowiednia atmosfera, wg tego, co opisuje Łukasz. Bynajmniej nie jawny sprzeciw. 

* - NPP - Nowy Przekład Polski, czyli przekład pochodzący z: SYNOPSA CZTERECH EWANGELII W NOWYM PRZEKŁADZIE POLSKIM, w przekładzie Michała Wojciechowskiego, wyd. III poprawione, wydawnictwo Vocatio. Tym przekładem myślę posługiwać się jako standardowym w tej serii. 







wtorek, 10 października 2017

27 uzdrowień Jezusa - Co z psychiką?

kontynuacja rozmyślań z postów:
[UZDROWIENIE OBCEGO]
[WSKRZESZANIE PRZED CZASAMI JEZUSA]

Czytając o uzdrowieniach Jezusa, i o tym, że samo uzdrowienie nie jest celem samym w sobie (zob. post [CUDA CZY ZNAKI JEZUSA]), ale jedynie środkiem do przekonania ludzi, że Bóg istnieje, swego rodzaju okazaniem mocy Boga - nasunęło mi się na myśl jedno pytanie. Czy wtedy, gdy Jezus uzdrawiał ludzi fizycznie, działo się cokolwiek z ich psychiką? Czy ludzie stawali się inni? Czy bywali lepsi? Czy zachodziły jakiekolwiek zmiany w ich życiu? I czy te zmiany były wynikiem samego uzdrawiającego kontaktu z Jezusem, w jakikolwiek sposób On daną osobę uzdrowił, czy może bardziej efektem samodzielnej decyzji? Czy zachodziło w danej osobie pewnego rodzaju czary-mary, czy można na to liczyć, gdyby oczekiwać od Boga uzdrowienia, czy może uzdrowienie fizyczne to dopiero początek, natomiast charakter, poglądy i całe nasze wnętrze pozostaje bez zmian, dokładnie tak, jak było wcześniej, nawet jeśli mowa o nawykach, które do danej choroby doprowadziły? Czy - uzdrawiając ciało - Bóg dotyka również serca? Czy robi to w jakiś magiczny sposób, tak jak to czasem może przyjść do głowy, gdy czytamy starotestamentowe teksty typu: "I otworzę wasze serca, bla bla bla...", czy może robi to w jakiś inny sposób, docierając do danego człowieka poprzez okazanie Jego miłości w jego życiu, natchnieniem go Swoim Duchem, jakąś akceptacją, pokojem?

Szukając odpowiedzi w prosty sposób skorzystam z listy 37 cudów, znalezionej w wikipedii*, nie wnikając na razie, czy jest ona kompletna czy nie, z których wyselekcjonuję 27 wymienionych tam uzdrowień, przeglądając wzmianki o nich we wszystkich ewangeliach. Zobaczymy, czy można odnaleźć tam coś, co dałoby odpowiedź na to pytanie.

* - Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Cuda_Jezusa







poniedziałek, 9 października 2017

Wskrzeszanie przed czasami Jezusa

Zmarły usiadł i zaczął mówić.
Łuk. 7,15 BP

Jezus wskrzesił tego zmarłego i Łazarza. Ten pierwszy, syn przypadkowo napotkanej kobiety, ani nikt Go o to nie prosił, ani w nic Jezus nie kazał wierzyć. Po prostu spotkał, zrobiło mu się żal właśnie osamotnionej wdowy i kazał mu powstać, zmartwychwstać.

Czy to był jedyny kondukt pogrzebowy, który Jezus spotkał na swojej drodze? Dlaczego tylko ta jedyna sytuacja została opisana w ewangeliach?

I Łazarz. Wskrzeszony po trzech dniach. Gdy ciało zdążyło już zacząć fizycznie obumierać. Wciąż zadziwiające dla mnie jest to, że Jezus mógł przywrócić nie tylko oddech, ale i spowodować, że ciało wracało do stanu lepszego niż sprzed uzdrowienia. Przecież ciało Łazarza w tym przypadku potrzebowało nie tylko nowego ducha, ale i nieco regeneracji po trzech dniach bez obiegu krwi, bez tlenu...

W Starym Testamencie jest jeszcze parę innych historii, gdzie zostali wskrzeszeni zmarli ludzie: Eliasz wskrzesił zmarłego syna wdowy, u której na jakiś czas zamieszkał (1 Król. 17), Elizeusz również wskrzesił syna kobiety, u której często nocował po drodze (2 Król. 4), mało tego: Elizeusz wskrzesił kogoś również pośmiertnie, tylko dlatego, że ciało pogrzebanego dotknęło jego kości/zwłok (2 Król. 13,20-21), co zakrawa wręcz na jakąś magię.

Wygląda więc na to, że Jezus wskrzeszając owych zmarłych nie robił czegoś szczególnie wyjątkowego: już przed nim robili to samo Eliasz i Elizeusz. Dodatkowo okazuje się przy okazji, że dzieląc chleb na pięć tysięcy osób Jezus również nie był pierwszym człowiekiem na ziemi, który tego dokonywał, bo i wcześniej, za czasów Elizeusza, zostało dokonane coś podobnego: dwadzieścia chlebów zostało rozdzielonych na stu dorosłych mężczyzn. Liczby w wykonaniu Jezusa są oczywiście bardziej imponujące, zarówno pod względem proporcji posiadanego chleba do liczby tłumu, jak i ilości uzdrowień ludzi, ale chcę tutaj tylko zauważyć, że Jezus nie był po prostu jedynym takim uzdrawiającym. Zdarzało się to zarówno i przed Jego obecnością na ziemi, jak i po Jego wniebowstąpieniu.

Stąd wniosek, że nie musimy tak obawiać się faktu, że tylko Jezus miał monopol na uzdrawianie. Możliwość uzdrawiania istniała zarówno wcześniej, jak i później, po czasach Jezusa. Wszystko zależy tylko od tego, czy Bóg zechciałby to zrobić w danym przypadku.

kontynuacja rozmyślań w: [27 CUDÓW JEZUSA - CO Z PSYCHIKĄ?]