niedziela, 30 października 2016

Apokalipsa 89 - To mówi A-Men

A aniołowi/posłańcowi zgromadzenia laodejczyków napisz: to mówi Amen, Świadek, Ten, który jest wierny / godny wiary, Ten, który jest początkiem/zwierzchnym stworzenia Bożego. 
Obj. 3,14 PD

To mówi Amen. Czyli właściwie kto? Co? Co to oznacza? Ktokolwiek wie, jak to sensownie wytłumaczyć? I jaki to ma związek akurat z Laodyceą i współczesnymi ludźmi pokroju laodycejczyków?

BibleHub* za Słownikiem Stronga, definicja: "zaiste, naprawdę, faktycznie, szczerze, rzeczywiście, prawdziwie; jako dodane na końcu sentencji powinno być zrozumiane jako: tak niech się stanie, tak niech zostanie".

BibleHub za HELPS Studium Słowa: "Odpowiednik hebrajskiego terminu, używanego potem w NT jako: niezłomny, solidny, mocny, pewny, niezawodny; prawidłowy, właściwy, odpowiedni, także: pewny; zazwyczaj tłumaczony jako: amen, czasem jako: naprawdę, faktycznie, prawdziwie, zapewnie, niech tak będzie. Amen występuje również jako akcentujący znacznik, jako wprowadzenie do wypowiedzi o decydującym znaczeniu, np. w celu podkreślenia puenty jakiejś historii, morału etc.

Dalej, podając za innymi konkordancjami, BibleHub podaje również, że pojęcie to pochodzi od hebrajskiego "amen"**, gdzie w podawanych przykładach najczęściej znajdowało się na końcu zdań typu:
"i wtedy ta kobieta powinna powiedzieć: amen"
"powinni odpowiedzieć i powiedzieć: amen"
"i wtedy król powiedział: amen, Panie Boże"
"wszyscy ludzie amen i chwalili Boga"
"ludzie amen podnosząc swoje ręce"

Wygląda więc na to, że słowo to było używane jako takie entuzjastyczne: TAK TAK!, jeśli w odpowiedzi, albo na końcu zdania, i jako takie nasze "naprawdę, mówię ci", dla pokreślenia jakiejś treści, jeśli na początku wypowiedzi. Zresztą Jezus wiele razy używał tego właśnie w takim kontekście: "Zaprawdę, powiadam wam...", "Naprawdę, mówię wam...".

Wszystko fajnie i pięknie, tylko że zazwyczaj owe "amen" jest używane jako przysłówek, jako czasownik, jako cokolwiek innego, tylko nie jako rzeczownik. A tutaj, w wyrażeniu "to mówi Amen" brzmi to jako rzeczownik. Że jest to rzeczownik, a nie przykładowo podkreślenie tego, że to On faktycznie jest tym Świadkiem, o którym mówi dalej, świadczy to, że przed "amen" stoi rodzajnik. Mam tu na myśli grecką wersję tekstu oczywiście. Rodzajnik w "mianownik, liczba pojedyncza, rodzaj męski".




Dość logiczne wyjaśnienie znalazłem na moim ulubionym blogu o Apokalipsie: http://objawienie365.blogspot.no/2014/02/rozdzia-314.html. Postawiona została tam pewna teza. Mianowicie Laodycea leżała we Frygii (kraina geograficzna Turcji, coś jak nasze: Wielkopolska, Śląsk, Mazury). Patronem-opiekunem był bóg Men*** (podobnie jak dzisiaj opiekunem kierowców jest św. Krzysztof, a Maryja Panna Częstochowska nazwana jest królową Polski). Musiał więc być kult owego boga Mena być dominującym kultem w Laodycei. A ponieważ Jezus już wcześniej, dyktując Janowi listy do pozostałych zborów, nawiązywał do jakichś lokalnych kultów, zwyczajów etc., i często też stawiał je w kontraście do siebie, tak też ta teza mówi tutaj, że Jezus - używając pewnego rodzaju gry słów - nawiązuje tutaj do tego właśnie Mena. Że On jest A-Men. A-Men, czyli po polsku Nie-Men. Podobnie jak z zestawieniem słów "sofos - mądry" i "asofos - niemądry", tak i tutaj: "Men - frygijski bożek" kontra "Nie-Men - inny bóg". I tutaj Jezus używa właśnie tej gry słów: "ja jestem ten Nie-Men", wykorzystując w dodatku, że w tej grze słów "nie-Men", czyli owe oryginalne "a-men" brzmi dokładnie tak samo, jak to "amen", którego Jezus często używał, podkreślając różne prawdy, ale to "amen", które Izraelici znali jako podkreślenie jakichś Bożych słów, obietnic, czy zasad.

Ktoś może myśli, że Jezus był śmiertelnie poważnym, megapobożnym pustelnikiem? Otóż Biblia pokazuje, że nie. Jezus miał poczucie humoru, często bawiąc się słowami. Choćby imię Piotra, które brzmi "kamyk", i stwierdzenie, że "na takim kamieniu zbuduję cały mój kościół". Na TAKIM kamieniu, czyli takim właśnie ze szczerym sercem, może trochę zwariowanym, może trochę porywczym, nagłym raptusem, ale przynajmniej szczerego serca. Że kościół Jezusa będzie składał się z ludzi o szczerym sercu.

Jezus był dość inteligentny, żeby bez żadnej szkoły ogarnąć cały Stary Testament, przeczytać go wiele razy, przemyśleć, dorobić się własnych wniosków, a także żeby zobaczyć, jak to się ma do tego, co faktycznie dzieje się w praktyce. Stąd miał tyle zastrzeżeń do faryzeuszy. Tak samo, jak my dzisiaj często do Kościoła. Tyle że Jezus zgłębił cały Stary Testament i miał ku temu konkretne podstawy. Czy ktokolwiek z nas zrobił to samo? Choćby w jakiejś części?

Tak więc tutaj Jezus przeciwstawia się lokalnemu bogowi, w inteligentny i humorystyczny sposób, wskazując na siebie jako tego prawdziwego Boga. Musiało więc tam, w zborze laodycejskim, nieco ludzi pobłądzić i zacząć ubóstwiać tylko albo również owego Mena. Tutaj pojawia mi się pytanie: czy może dzisiaj być coś takiego, że ubóstwiamy coś współczesnego, co jest domeną współczesnych czasów, naszej cywilizacji, naszego postępu, racjonalizacji, a jednocześnie zupełnie nie pasuje do obrazu Jezusa? Czy w jakimś stopniu ten fragment może dotyczyć kogoś z ludzi, którzy pasują do przekroju laodycejczyków?

Umiejscowienie Frygii

Umiejscowienie okolicy Laodycei

Laodycea w granicach Frygii - wszystko na jednej mapce



* - Żródło: http://biblehub.com/greek/281.htm
** - Źródło: http://biblehub.com/hebrew/543.htm
*** - Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Men_(deity)
Żródła mapek:
www.openstreetmap.org
https://en.wikipedia.org/wiki/Phrygia#/media/File:Dioecesis_Asiana_400_AD.png

[dalej - WIARYGODNY ŚWIADEK BOGA]
[wcześniej - LAODYCEA: PROFESJONALISTA, KTÓRY STAŁ SIĘ AMATOREM]
[do początku]






piątek, 28 października 2016

Apokalipsa 88 - Laodycea: profesjonalista, który stał się amatorem

A aniołowi/posłańcowi zgromadzenia laodejczyków napisz: to mówi Amen, Świadek, Ten, który jest wierny / godny wiary, Ten, który jest początkiem/zwierzchnym stworzenia Bożego. Wiem o twoich czynach, że nie jesteś ani zimny, ani gorący, i życzę ci, abyś był albo zimny, albo gorący. A tak, że jesteś letni, taki ani zimny ani gorący, zamierzam cię zwymiotować z moich ust, bo mówisz, że jesteś bogaty, wzbogaciłeś się, i na nic więcej nie masz zapotrzebowania. Ale nie wiesz, że jesteś nędzny, godny pożałowania, i ubogi, i niewidomy, i nagi. Radzę ci kupić złota u mnie, które jest wypalone w ogniu, żebyś się wzbogacił. I płaszcze białe, żebyś się odział, i żeby nie zostały uwidoczniony wstyd twojej nagości, i posmaruj sobie swoje oczy maścią do oczy, żebyś widział. Ja, tych których kocham, upominam i koryguję. Staraj się więc usilnie / bądź gorliwy i opamiętaj się / zmień myślenie. Oto stanąłem przy drzwiach i pukam - jeśli ktoś usłyszałby mój głos i otworzył drzwi, to wejdę do niego i zjem z nim kolację, i on ze mną.
Obj. 3,14-20 PD

Zacznijmy od tego, co charakterystycznego było w tej starożytnej Laodycei. Miasto było początkowo fortecą, leżącą na szlaku handlowym z Efezu na wschód, w miejscu trudno dostępnym, w dolinie pomiędzy górami. Jeśli ktoś chciał się dostać z Efezu na wschód lub do Syrii - musiał udawać się przez Laodyceę. Później osada stała się miastem, wielkim centrum finansowym. To przyniosło miastu takie profity, że gdy w roku 61 miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi, Laodycea nie potrzebowała pomocy Cesarstwa Rzymskiego, by podnieść się z gruzów. Zrobili to sami, z własnych pieniędzy. Miasto zyskało miano Wolnego Miasta.

Po niewoli babilońskiej zostało przetransportowanych do Laodycei ok. dwóch tysięcy żydowskich rodzin. Wielu z ich potomków stało się później wysoko ustawionymi personami. Ich dochody były tak wysokie, że gdy opłacali oni podatek świątynny, wysyłając swoje złoto do Jerozolimy, oznaczało to znaczny odpływ złota z miasta. Proceder ten został zakazany, jednak Żydzi kontynuowali go potajemnie. Dowodem na to jest zdarzenie opisane przez Cycerona, gdy to jednego razu skonfiskowano taki transport, zmierzający do Jerozolimy, z 9 kg złota.

Laodycea słynęła z posiadania owiec o połyskującej, czarnej wełnie. Nawet nazwa pobliskich Pammukali - zbiorników wody pitnej dla Laodycei - oznaczała: "Bawełniana twierdza". O tej czarnej wełnie przeczytałem zarówno na innym blogu dotyczącym Apokalipsy, jak i w wikipedii. To, czego nie przeczytałem, a co sobie myślę: skoro wiadomo, że ludzie ubierali wówczas niebarwione ubrania, które naturalnie były koloru białego, a barwniki kosztowały spore pieniądze, i skoro wiadomo, że Laodycea była bardzo bogatym miastem, to myślę, że nie tylko czarna wełna była dominującą tkaniną wśród tamtejszych elit, ale i inne kolory. Stąd dwuznaczność Jezusa w Liście do Laodycei, by wziąć od niego białe szaty, jest oparta na faktycznych preferencjach mieszkańców, włączywszy w to członków zboru.

Sam zbór natomiast musiał być dość spory, skoro wywodził się z tutejszych Żydów, plus może inne osoby, "z zewnątrz". Wiadomo, że już za czasów, w których pracował apostoł Paweł, zbór w Laodycei istniał - Paweł wspomniał o nim w Liście do Kolosan 4. Kolosy i Laodycea leżały całkiem blisko siebie. W czasach więc, gdy Jezus dyktował Janowi te listy do siedmiu zborów, zbór w Laodycei musiał być już dobrze utwierdzony, kilkudziesięcioletni. Tym bardziej wstrząsająco więc muszą brzmieć słowa Jezusa: mówisz, że jesteś bogaty, wzbogaciłeś się, i na nic więcej nie masz zapotrzebowania. Ale nie wiesz, że jesteś nędzny, godny pożałowania, i ubogi. To jak powiedzieć do kogoś doświadczonego, o sporym przebiegu zawodowym, że myśli, że jest profesjonalistą, ale tak faktycznie, to - z jakiejś przyczyny - faktycznie jest jak amator...







niedziela, 23 października 2016

Miejsce odpocznienia

WEJŚĆ DO ODPOCZYNKU/ODPOCZNIENIA?

Wiele razy apostoł Paweł wspomina w Liście do Hebrajczyków o wejściu do odpoczynku/odpocznienia. Brzmi abstrakcyjnie. Ktokolwiek wie, o co chodzi? Żeby było trudniej: wyrażenia tego używa tylko Paweł, i to tylko w Liście do Hebrajczyków. Poza tym tylko jeden raz Łukasz użył go w Dziejach Apostolskich, w dokładnie takim samym znaczeniu, czyli... czysto abstrakcyjnym.

Niebo jest moim tronem, A ziemia podnóżkiem moich stop; Jaki dom mi zbudujecie — mówi Pan — Albo jakie jest miejsce mojego odpocznienia? (Dzieje 7,49 PD).

Do odpocznienia natomiast wchodzimy my, którzy uwierzyliśmy. Zgadza się to z Jego stwierdzeniem: [Jak przysiągłem w moim gniewie: Nie wejdą do mojego odpocznienia] — pomimo (Jego) [dzieł] dokonanych od założenia świata (Hebr. 4,3 PD).

...kto bowiem wszedł do Jego odpocznienia, ten też odpoczął od swoich dzieł, jak Bóg od swoich. Postarajmy się zatem wejść do tego odpocznienia, aby ktoś z was nie upadł, tak jak w tym przykładzie nieposłuszeństwa (Hebr. 4,10-11 PD).

Tak, postarajmy się tam wejść, do tego odpocznienia. Czyli tak właściwie, na nasz współczesny rozum: gdzie dokładnie?

Po odszukaniu tekstów o odpoczynku w Starym Testamencie natykam się na takie historie:

Rodz. 2,2-3: Dopełniwszy w dniu szóstym dzieła, nad którym się trudził, dnia siódmego odpoczywał Bóg po wszystkim, czego dokonał. Pobłogosławił też Bóg dzień siódmy i ustanowił go świętym na pamiątkę swojego odpoczynku po całym trudzie stwarzania. (BR)

Wyj. 20,11: Jahwe bowiem przez sześć dni stwarzał niebo, ziemię, morze i wszystko, co one zawierają, a dnia siódmego odpoczywał. Dlatego zesłał Jahwe szczególne błogosławieństwo na dzień szabatu i uświęcił go.

Wyj. 31,16-17: Synowie Izraela będą pilnie przestrzegać szabatu i świętować w tym dniu, oni sami i wszyscy ich potomkowie, na znak wiecznego przymierza. Będzie to na wieki znak [ugody] między Mną a synami Izraela. Jahwe bowiem też przez sześć dni stwarzał niebo i ziemię, a siódmego dnia zaprzestał i odpoczął.

W tych wersetach jedyne miejsce, o którym mowa w kontekście odpoczynku, to właściwie nie miejsce, ale czas: dzień siódmy, dzień odpoczynku. Dzień, który Bóg stworzył jako "jeszcze jeden" po owych sześciu dniach stwarzania wszystkiego, dzień, w którym wszystko inne było już gotowe i nic więcej nie było już potrzebne, ale Bóg stworzył jeszcze jeden dzień dodatkowo, tak ot, żeby sobie odpocząć, żeby się zrelaksować, żeby nie robić nic innego, jak tylko się nacieszyć efektem swojej pracy.

Joz. 1,13-15: Wspomnijcie na rozkaz slugi Jahwe, Mojzesza, gdy wam powiedzial: Jahwe, Bóg wasz, zapewnia wam odpoczynek i daje te ziemie. Niech wiec wasze zony, dzieci i trzody pozostana w ziemi, która dal wam Mojzesz z tamtej strony Jordanu. Wy jednak, wszyscy zdolni do walki mezczyzni, pójdziecie uzbrojeni na czele waszych braci i wspomozecie ich, az Jahwe da odpocznienie waszym braciom, jak i wam, i oni takze wezma w posiadanie ziemie, która im daje Jahwe, wasz Bóg. Potem mozecie wrócic do ziemi, która do was nalezy, a która dal wam Mojzesz, sluga Jahwe, na wschodzie za Jordanem. (BP)

Rut 3,1-2: Rzekla znów tesciowa jej, Noemi: Córko moja, czyz nie powinnam poszukac ci miejsca odpocznienia, gdzie bylabys szczesliwa? Przeciez Booz, za którego sluzebnicami chodzilas, jest naszym krewnym. (BP)

Z tych powyższych dwóch wersetów wyłania się jeszcze jeden obraz: coś musiało być w mentalności Izraelitów, że miejsce docelowe w życiu nazywają odpocznieniem. Bo zarówno dla tych, którzy po wędrówce z Egiptu do Izraela, po wieloletniej tułaczce po ziemi niczyjej, bez posiadania niczego własnego - odpocznieniem stała się ziemia docelowa, tzw. Ziemia Obiecana, jak i dla Rut, która szukała dla siebie miejsca w życiu po śmierci jej męża - odpocznieniem stało się miejsce przy boku Booza. Coś, co w naszym współczesnym języku nazwalibyśmy może "życiową stabilizacją" albo wręcz "miejscem na emeryturę".

1 Kron. 22,7-9: I rzekl Dawid do Salomona: Synu mój, ja sam chcialem budowac Swiatynie dla Imienia Boga mego, Jahwe. On wszakze tak mi powiedzial: Wiele krwi rozlales prowadzac wielkie wojny; dlatego nie zbudujesz Domu Imieniu memu, albowiem wiele krwi rozlales na ziemie przed obliczem moim. Oto urodzi ci sie syn, który bedzie mezem pokoju, bo udziele mu pokoju od wszystkich jego nieprzyjaciól wokolo. Salomon bowiem bedzie imie jego, a za jego panowania obdarze Izraela pokojem i odpocznieniem (BP). Jaki rodzaj rządów miał Salomon - każdy wie. Tutaj zostało to nazwane odpocznieniem. Generalnie można jego czasy nazwać pełną stabilizacją kraju. Salomon był jednym z najlepszych władców na całym świecie, legendarnie najmądrzejszym. Przekłady BW czy BR nazywają ten okres "odpocznienia": "bezpieczeństwem" albo "wytchnieniem".

2 Kron. 14,1-6: Asa zas czynil to, co dobre i sluszne w oczach Pana, jego Boga. Usunal obce oltarze i swiatynki na wzgórzach, potrzaskal slupy i powycinal swiete gaje, i nakazal Judejczykom, aby szukali Pana, Boga swoich ojców, wypelniali zakon i przykazania. Usunal ze wszystkich miast judzkich swiatynki na wzgórzach i oltarze do kadzenia. Pod jego wladza królestwo mialo spokój. Nastepnie pobudowal w Judzie twierdze, gdyz w kraju panowal spokój, nikt z nim nie prowadzil wojny w tych latach, gdyz Pan uzyczyl mu pokoju. Potem rzekl do Judejczyków: Rozbudujmy te miasta, otoczmy je murami i basztami, opatrzmy w bramy i zawory, dopóki ziemia jeszcze jest nasza. Poniewaz szukalismy Pana, Boga naszego, wiec i On poszukal nas i zapewnil nam spokój ze wszystkich stron. Budowali wiec i dobrze im sie wiodlo (BW). Tutaj to, co BW wymienia jako pokój, spokój, BP i NBG nazywają odpocznieniem.

Można by z tego wysnuć wniosek, że definicja "odpocznienia" jest dosyć elastyczna, ale generalnie musi oznaczać to jakiś cel, do którego się dąży, gdzie można odpocząć po całej tej drodze, po tych wszystkich wysiłkach podejmowanych, by tam dotrzeć. To jak wypicie porannej kawy na tarasie domu, który się samemu wybudowało, czy jak odpoczęcie na emeryturze, po wielu latach pracy, poszukiwań pracy i ciężkich okresach przetrwania, gdy tej pracy nie było.

Jaki z tym wszystkim ma związek to, co pisze Paweł w Liście do Hebrajczyków?: Postarajmy się zatem wejść do tego odpocznienia, aby ktoś z was nie upadł, czy Do odpocznienia natomiast wchodzimy my, którzy uwierzyliśmy. Dokąd Paweł dążył? Dokąd namawiał, żeby dążyć?

I my zatem majac dokola siebie takie mnóstwo swiadków, odlozywszy wszelki ciezar, [a przede wszystkim] grzech, który nas latwo zwodzi, winnismy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ja wydoskonala. (Hebr. 12,1-2 BT)

Trzymajmy sie niewzruszenie nadziei, która wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dal obietnice. (Hebr. 10,23 BT)

... w nadziei zycia wiecznego, jakie przyobiecal przed wiekami prawdomówny Bóg... (Tyt. 1,2 BT).

Tak. Naszym celem jest to, aby być z Bogiem. Na zawsze. Zaraz po tych siedemdziesięciu kilku latach, podczas których dorastamy, dojrzewamy, dokonujemy wyborów. To nie jest całe nasze życie, to jest zaledwie czas na dokonanie wyboru. To właściwe życie dopiero się zacznie. I po tym życiu tutaj, pełnym starań, zabiegań o różne rzeczy, walki o przetrwanie naszej wiary, naszych poglądów, walki o pozostanie człowiekiem pomimo tego wszystkiego, co dzieje się wokół, twardego pielęgnowania własnego światopoglądu, podczas gdy cały świat wokół rozsądza je jako staroświeckie, naiwne, niedorzeczne wręcz - po tym wszystkim czeka nas ODPOCZNIENIE. Coporanne picie kawki na jakimś tarasie. Patrzenie z dystansem na wszelkiego rodzaju trudności, które się pojawiają. To jest to miejsce, do którego podążamy.

I ujrzałem nowe niebo i nową ziemię, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły. Nie ma już także morza. I zobaczyłem Święte Miasto, nową Jerozolimę zstępującą z nieba od Boga. Była przystrojona jak oblubienica, która czyni się piękną dla swego oblubieńca. Wtedy usłyszałem głos donośny wychodzący od tronu: Oto przybytek Boga wśród ludzi. Zamieszka razem z nimi. Oni staną się Jego narodem, a On będzie Bogiem z nimi. (Obj. 21,1-3 BR)

(I rzekł:) tu jest na zawsze miejsce odpocznienia, tu pragnę mieszkać, tego zawsze chciałem. (Ps. 132,14 BR)








wtorek, 18 października 2016

Hebr., 3.1 - Wejście do Jego "odpoczynku"

Dlatego, drodzy bracia, powołani do bycia w niebie, przyjrzyjcie się Jezusowi, wysłannikowi i arcykapłanowi, którego wyznajemy, godnemu wiary / niezawodnemu dla Tego, który Go usadowił na to miejsce w tym Jego domu, podobnie jak Mojżesza. Został On jednak uznany za godnego większej chwały/poważania niż Mojżesz, podobnie jak większy szacunek ma budowniczy domu, niż sam dom. Każdy dom zbudowany jest przez kogoś, ale to Bóg jest tym, który zbudował je wszystkie. Mojżesz, był wierny/niezawodny w całym tym Jego domu, jako sługa/pracownik mający zaświadczać o tym, co powinno zostać powiedziane. Ale Chrystus, jako syn, jest postawiony ponad całym tym domem. którym jesteśmy my, jeśli tylko trzymać się będziemy jawnej i chlubnej nadziei aż do końca.

Dlatego, tak jak Duch Święty mówi:

Dzisiaj, jeślibyście głos Jego usłyszeli, 
nie czyńcie waszych serc twardymi,
jak podczas buntu w dniu próby na tamtej pustyni, 
gdzie ojcowie wasi wystawiali mnie na próbę, 
wypróbowywali mnie 
i patrzyli na moje dzieła przez czterdzieści lat. 
Dlatego rozgniewałem się na to pokolenie
i powiedziałem: 
Oni zawsze dają się zwieść w swoich sercach,
nie poznali moich dróg. 
Wtedy obiecałem sobie w moim gniewie:
nigdy nie wejdą oni do mojego odpoczynku!

Uważajcie bracia, żeby nie było w kimś z was serca pełnego niewiary, w odstępstwie od Boga żywego, ale zachęcajcie się nawzajem codziennie, dopóki trwa "dzisiaj", aby przez zwiedzenie grzechem ktoś z was nie stał się twardy. Staliśmy się przecież uczestnikami/towarzyszami Pomazańca, jeśli tylko pierwotne założenia zachowamy do końca. Bo w słowach:

Dzisiaj, kiedy usłyszycie Jego głos,
nie znieczulajcie waszych serc, 
jak podczas tamtego buntu, 

kim byli ci, którzy - mimo że usłyszeli - zbuntowali się? Czy nie byli to ci wszyscy, którzy prowadzeni przez Mojżesza wyszli z Egiptu? Wobec kogo gniewał się przez czterdzieści lat? Czy nie wobec tych, którzy zgrzeszyli i których zwłoki finalnie padły na pustkowiu? I komu też przysiągł, że nie wejdzie do Jego "odpoczynku", jeśli nie tym, którzy byli nieposłuszni? Widzimy więc, że nie mogli tam wejść z powodu swojego niedowiarstwa.

na podstawie: Hebr. 3,1...19








niedziela, 16 października 2016

Zatwardzenie

Nie, nie będę pisał o tym rodzaju zatwardzenia, które kojarzy się jako pierwsze :)

Czytając Biblię, wiele razy pojawia się tekst o zatwardzeniu serca, np. jak ten: Każdego dnia udzielajcie sobie napomnień jedni drugim, jak długo trwa dziś waszego życia, aby żaden z was nie dal się uwieść przez grzech i nie popadł w zatwardziałość serca (Hebr. 3,13 BR). Przekład Dosłowny tłumaczy ten zwrot jako "zostanie zatwardzonym", albo "zostanie uczynionym twardym", Słownik Stronga zawarty w BibleHub* tłumaczy to jako "sprawianie upartym", czy nawet "opieranie się za uznanie właściwym tego, co mówi Bóg". Biblia Poznańska tłumaczy ten zwrot jako "stać się nieczułym [na Boga]". Współcześnie można by to nazwać po prostu znieczulicą.

W Nowym Testamencie o zatwardzaniu serca czy o zatwardzaniu się najczęściej pisze apostoł Paweł, i to w Liście do Hebrajczyków, w kontekście protoplastów izraelskich, którzy zbuntowali się przeciwko Bogu podczas owej wędrówki po pustyni. Pod ich adresem zresztą w całej Biblii pada wiele razy wiele słów typu: bezsensownie uparci, rebelianci, głupio zapatrzeni w okres swojej niewoli w Egipcie, niedostrzegający cudów Boga dokonywanych przez Niego podczas tejże wędrówki.

Nic dziwnego, że Bóg zadecydował, że lepiej poczekać na kolejne pokolenie, które doceni to, co On chce dać temu ludowi. Ci tutaj nie doceniliby niczego, zawsze znaleźliby jakąś dziurę w całym.

W Starym Testamencie bodaj najbardziej znaną historią z zatwardzaniem w roli głównej są negocjacje Mojżesza z egipskim faraonem nt. ich uwolnienia spod niewoli i emigracji:

Jahwe rzekł do Mojżesza: Idź do faraona, którego serce uczyniłem nieczułym, a także niewrażliwymi serca jego sług, abym mógł okazać wśród nich moje znaki (2) i abyś ty mógł opowiadać swoim synom i wnukom o tym, co zdziałałem w Egipcie i jakie tam znaki czyniłem. Wtedy poznacie, że Ja jestem Jahwe. (3) Poszli tedy Mojżesz z Aaronem do faraona i powiedzieli: Oto, co mówi Jahwe, Bóg Hebrajczyków: Jak długo jeszcze nie będziesz chciał Mi się poddać? Pozwól wreszcie mojemu ludowi wyjść, aby mógł złożyć Mi cześć! (4) Jeżeli [natychmiast] nie wypuścisz mojego ludu, od jutra zacznę sprowadzać na twój kraj szarańczę. (...) (13) Wyciągnął tedy Mojżesz swoją laskę nad Egiptem, a Jahwe skierował w stronę tego kraju wiatr wschodni, który wiał przez cały dzień i całą noc. Gdy nastał poranek, przyniósł wiatr wschodni pierwszą szarańczę do kraju. (14) Spadła ona na cały Egipt i pokryła wszystką ziemię egipską. Szarańczy było tak dużo, że nikt nigdy przedtem ani potem nie widział jej tyle. (15) Pokryła obszar całego kraju tak, że ziemia stała się od niej aż czarna; szarańcza pożarła wszelką roślinność kraju, wszystkie owoce drzew, które ocalały po gradobiciu. Nic zielonego nie pozostało ani na drzewach, ani na roślinach w całym Egipcie. (16) Kazał tedy faraon przywołać do siebie co rychlej Mojżesza i Aarona i tak do nich powiedział: Zgrzeszyłem przeciwko Jahwe, waszemu Bogu, a także przeciwko wam. (17) Wybaczcie mi jeszcze tym razem moją winę i proście Jahwe, waszego Boga, aby mnie uwolnił przynajmniej od tego niebezpieczeństwa śmierci. (18) Wyszedł Mojżesz od faraona i zaczął modlić się do Jahwe. (19) Wtedy Jahwe zmienił kierunek wiatru ze wschodniego na zachodni, bardzo silny, a ten oddalił szarańczę i zatopił ją w Morzu Czerwonym. W całym Egipcie znikła szarańcza, tak że nic z niej nie pozostało. (20) Pan jednak sprawił, że serce faraona pozostało nieczułe i nadal nie pozwalał on Izraelitom opuścić kraju. (1) Wtedy powiedział Jahwe do Mojżesza: Jeszcze jedną plagę ześlę na faraona i jego kraj. Po tej pladze z pewnością pozwoli wam wyjść [z Egiptu]. A kiedy was wreszcie wypuści, będzie was nawet zmuszał do wyjścia. (...) (4) I rzekł Mojżesz: Oto, co mówi Jahwe: O północy przejdę przez cały Egipt. (5) Umrze wtedy wszystko, co pierworodne w całym Egipcie, zaczynając od pierworodnego [syna] faraona, który zasiada na tronie, poprzez pierworodnego służącej obracającej żarna aż do pierworodnych wszelkiego bydła. (...) (8) Dopiero wtedy przyjdą do mnie wszyscy twoi słudzy, upadną przede mną na twarz i powiedzą: Idź już sobie, ty sam i cały twój lud, który tu przywiodłeś. I wtedy wyprowadzę ich. Powiedziawszy to, odszedł od faraona płonąc gniewem. (9) I powiedział Jahwe do Mojżesza: Nie usłucha was faraon, ale dzięki temu uczynię wiele znaków w Egipcie. (10) Mojżesz i Aaron dokonali tych znaków na oczach faraona, lecz Jahwe sprawił, że jego serce pozostało niewzruszone, tak że ostatecznie nie zgodził się na wyjście Izraelitów z jego kraju. (Wyj. 10,1-11,10 BR)

Dlaczego Bóg znieczulił faraona na to wszystko, co Mojżesz mówił? Jaki był więc sens tego, że Bóg sam wysłał Mojżesza do faraona, a potem sam znieczulił Egipcjanina na to wszystko, co Mojżesz mówił? Czy nie było to usadzenie Mojżesza na gałęzi, którą jednocześnie się cięło? Mogłoby się tak wydawać. Bardzo to dziwne. Ale pierwsze wersety, z samego początku powyższego fragmentu, jednocześnie dają odpowiedź na to pytanie: Jahwe rzekł do Mojżesza: Idź do faraona, którego serce uczyniłem nieczułym, a także niewrażliwymi serca jego sług, abym mógł okazać wśród nich moje znaki i abyś ty mógł opowiadać swoim synom i wnukom o tym, co zdziałałem w Egipcie i jakie tam znaki czyniłem. Wtedy poznacie, że Ja jestem Jahwe. Czasem więc to samo może zdarzyć się i nam, że kiedy modlimy się do Boga o bliskość, to możemy napotkać trudniejsze sytuacje w życiu. I nie jest to, by utrudnić nam życie, bynajmniej, lecz właśnie po to, by przez modlitwę, rozmowę z Bogiem, a także zaufanie do Niego, naukę, jak ufać Mu w tego rodzaju sytuacjach - uczyć się bliskości z Nim.

Jest też i druga strona medalu. Ważne jest, byśmy my sami nie znieczulali się na Boga. Może się to zdarzyć bardzo łatwo, że gdy napotykają nas owe trudniejsze sytuacje, to zamiast się do Niego przybliżyć, nauczyć ufać, to buntujemy się. Na kilka długich lat. Zamiast uczyć się, jak żyć z Nim, wymuszamy na sobie wolę niemyślenia o Nim, niepolegania na Nim, radzenia sobie samemu. Sam mógłbym napisać o tym dość długą historię.

Dlatego też Paweł wiele razy powtarza:

Hebr. 3,7-8: Dlatego tak mówi Duch Święty: Dzisiaj, jeśli Jego głos usłyszycie, nie zatwardzajcie waszych serc, podobnie jak w czasie buntu, podczas doświadczania na pustkowiu (NBG).

Hebr. 3,13: Zachęcajcie się nawzajem każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa "dzisiaj", aby przez zwodniczość grzechu nikt z was nie uległ zatwardziałości (PD).

Również Izajasz ostrzega: Nie maja poznania ani rozumu, bo zaslepione sa ich oczy, tak ze nie widza, a serca zatwardziale, tak ze nie rozumieja (Iz. 44,18 BW), że utrzymywanie swojej znieczulicy na Boga, wraz z zaprzeczaniem faktom, które się widzi i które prowadzą do oczywistego wniosku o tym, że Bóg się nami opiekuje - faktycznie prowadzi do stanu, w którym człowiek nie zdaje sobie sprawy, nie ma pojęcia o Bogu, a wraz z tym nie jest w stanie racjonalnie rozsądzić/wybrać rodzaju swojego związku z Nim.

Szczęśliwy mąż zawsze bojący się Boga, kto zaś zaślepia swoje serce, ściąga na siebie nieszczęścia (Przys. 28,14 BR).

* - Źródło: http://biblehub.com/greek/4645.htm







poniedziałek, 10 października 2016

Łukasz wnikliwie 5.2. - Trędowaty i sparaliżowany

Pewnego razu, gdy był [Jezus] w jednym z miast, przyszedł pewien mężczyzna pełen trądu. Kiedy zobaczył Jezusa, rzucił mu się do nóg, twarzą ku ziemi i prosił Go:
- Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić [z trądu].
Jezus wyprostował rękę, dotknął go i odpowiedział:
- Tak, chcę. Bądź oczyszczony! - I cały trąd natychmiast zniknął.

Jezus zakazał mu mówić o tym komukolwiek, ale nakazał iść się pokazać kapłanowi i przynieść ze sobą ofiarę za oczyszczenie, tak jak Mojżesz nakazał. Miało to być jako dowód dla nich, świadectwo, zaświadczenie. Jednak plotka o Nim rozprzestrzeniła się jeszcze bardziej i duże tłumy ciągnęły strumieniami, żeby Go słuchać i być uzdrowionym z rozmaitych chorób/słabości/bezsił.

On sam natomiast bardzo często usuwał się w jakieś samotne miejsce, żeby się modlić.

Innego dnia nauczał Jezus, i byli tam faryzeusze i nauczyciele Prawa, którzy poprzychodzili ze wszystkich wiosek galilejskich, z Judei oraz z Jerozolimy, i moc Pana również tam była, by uzdrawiać. Pojawiło się wtedy kilku mężczyzn, niosących na ramionach barłóg ze sparaliżowanym mężczyzną, którzy szukali wejścia, żeby dostać się do środka i położyć go przed Nim. A nie znalazłszy go, przeszli przez tłum na taras/dach, zdjęli kilka dachówek i opuścili to łóżko z nim w dół, do środka, tuż przed Jezusa.

Kiedy Jezus zobaczył ich wiarę, powiedział:
- Człowieku, twoje grzechy są ci odpuszczone.
Ale wtedy uczeni w pismach i faryzeusze zaraz zaczęli rozważać:
- Kimże on jest, ten co bluźni? Czy nie jedynie sam Bóg może odpuszczać grzechy?
A Jezus natomiast, poznawszy ich rozważania, odpowiedział do nich:
- Co to za myśli macie w sercach waszych? Co jest bardziej możliwe do wykonania, żeby powiedzieć: "Twoje grzechy są odpuszczone" czy też "Podnieś się i zacznij chodzić"? Ale żebyście wiedzieli, że Syn Ludzki ma moc/władzę na ziemi, żeby grzechy odpuszczać - teraz Jezus obrócić się do tego sparaliżowanego - więc mówię ja do ciebie: Wstań, weź swoje łóżko i idź do domu!

I zaraz podniósł się ów sparaliżowany przed oczami wszystkich, wziął ten materac, na którym leżał i poszedł do domu, chwaląc głośno Boga. I zdumienie ogarnęło wszystkich wokół, i chwalili Boga również, i pochwycił ich też jakiś lęk czy bojaźn i mówili:
- Dzisiaj zobaczyliśmy coś niewiarygodnego!

na podstawie: Łuk. 5,12...26









sobota, 8 października 2016

Czas presens perfect, perfekt, perfektum

On, widząc ich wiarę, rzekł: Człowieku, twoje grzechy są odpuszczone. 
Łuk. 5,20

Dzisiaj będzie o gramatyce.

Jest taki czas w innych językach, który wprowadza nam, Polakom, sporo zamieszania. Jedni identyfikują go z formą czasu przeszłego, inni z czasem teraźniejszym dokonanym, albo z "czasem teraźniejszym wynikającym z przeszłości". Czas ten występuje jako "presens perfect" w języku angielskim, "perfekt" w niemieckim i "perfektum" w norweskim. I pewnie istnieje też w wielu innych językach, włączywszy w to grekę, oryginalny język większości Nowego Testamentu.

Co to za czas? Na swoje własne potrzeby nazywam go "czasem imiesłowowym". Bo faktycznie, gramatycznie rzecz biorąc, czas ten polega na odpowiednim użyciu imiesłowu odczasownikowego. Na przykład: mieć coś zrobione, mieć napisane, jest napisane etc. - to jest najzwyczajniejszy czas presens perfect. Tyle że w języku polskim istnieje on właściwie szczątkowo, tylko jako forma imiesłowowa dla niektórych czasowników. Bo np. nie można po polsku powiedzieć: "mieć jechane", prawda? Tymczasem w ten sposób jest to wyrażane w językach, które się tym czasem posługują.

Przykładowo:

- Jechałeś już tą trasą?
- Tak, jechałem.

- Przeczytałeś ten artykuł?

- Byłeś już tutaj?

W czasie presens perfect rozmowa przebiega w ten sposób:

- Masz już jechane tą trasą?
- Tak, mam.

W sensie: pytającego nie interesuje, co ten drugi rozmówca robił w przeszłości. Nawet, jeśli w języku polskim, aby rozmawiać na ten temat, używamy czasu przeszłego. Pytającego interesuje, czy rozmówca już "ma jechane" tą trasą, czy kiedykolwiek już nią jechał, czyli w podtekście: znasz już tę trasę? poradzisz sobie, czy muszę ci tłumaczyć?

- Masz już przeczytany ten artykuł?

Tutaj pytającego nie interesuje, czy ktoś ten artykuł CZYTAŁ, kiedy to robił, czy cokolwiek związanego z przeszłością. W sednie zainteresowania leży: czy masz ten artykuł już przeczytany?

I nie: kiedy tutaj byłeś, czy cokolwiek z przeszłości, ale: czy masz już tutaj "byte"? Czyli po polsku: "czy byłeś już tu kiedykolwiek?". "Tak, mam byte". "Tak, mam przeczytane".

A On, widząc ich wiarę, rzekł: Człowieku, twoje grzechy są odpuszczone (Łuk. 5,20). I tak też Jezus, w tym fragmencie, nie powiedział: "odpuszczam ci" (w sensie: właśnie teraz), ale że SĄ JUŻ ODPUSZCZONE. Kiedy On to zrobił? Jak to się stało? Skąd On wiedział?

W każdym razie kiedykolwiek czujesz coś ciężkiego na sumieniu, nie obawiaj się przyjść z tym do Jezusa. Może to zajmie trochę zachodu, może trzeba będzie przezwyciężyć jakieś własne fizyczne niedomagania albo psychiczne uprzedzenia, może trzeba będzie przecisnąć się przez jakiś zwarty tłum albo rozebrać dach, jak w tej historii, z której pochodzą te słowa - ale to wszystko warto. Bo Jezus już przebaczył ci to wszystko ciężkie na sumieniu, używając owego powyższego czasu: ma przebaczone, i myśli o Tobie zupełnie inaczej, niż Ty sam o sobie. O wiele lepiej.

Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. (Jer. 29,11 BW)






środa, 5 października 2016

Ewangelia dla niechcianych

A gdy znalazł się w jednym z miast, oto pewien człowiek, cały pokryty trądem, zobaczywszy Jezusa, upadł przed Nim na twarz i prosił Go mówiąc: Panie, gdybyś chciał, mógłbyś mnie oczyścić. Wtedy Jezus, wyciągnąwszy rękę, dotknął go i powiedział: Chcę, bądź oczyszczony!
Łuk. 5,12-13 BR

Kolejny raz, gdy Jezus przełamywał stereotypy. Kolejny taz, gdy Jezus - poza kuracją fizyczną - stosował również kurację psychiczną.

Dlaczego?

Bo trąd to w starym Izraelu również choroba religijna. Chorzy z objawami trądu mieli być odseparowani, mieli być w izolacji, podobnie jak dzisiaj stosowane są izolatki dla osób z chorobami zakaźnymi. Tyle że ówczesne społeczeństwo poszło dalej: ludzie z trądem, którzy byli "gdzieś tam", poza życiem, poza społecznością, zostawali zapomniani. Mało tego - w mniemaniu "tych normalnych" stawali się skazańcami za własne grzechy, bo trąd był traktowana jako kara za jakiś grzech. Taka kultura. Chorzy na trąd, spotkani gdzieś na drodze pomiędzy miastami, mieli ostrzegać nadchodzących, że są trędowaci, żeby ich nie dotykano, żeby choroba nie rozprzestrzeniała się dalej.

I tak taki trędowaty, gdy stawał się już tym trędowatym, stawał się jak wyrzutek społeczeństwa. Odizolowany, niechciany, religijnie nieczysty. Któż chciałby go dotknąć?

Panie, gdybyś chciał... Na co Jezus odpowiedział: Tak, chcę. Jakaś odmiana dla trędowatego: ktoś go chce! Ktoś chce mieć z nim kontakt! Mało tego - o ile zazwyczaj Jezus używał słów do uzdrawiania i to wystarczyło, o tyle w tym przypadku Jezus połączył to z dotknięciem. Jakby po to, by dać trędowatemu do zrozumienia, że dla Niego nie jest nieczystym, nie jest wyrzutkiem. Że jest dotykalny.

To wszystko brzmi jak ewangelia dla niechcianych. Czujesz się gdzieś źle? Nieakceptowany? Jak wyrzutek? Przyjdź do Jezusa. On Cię dotknie, zmieni. Będzie ok.





poniedziałek, 3 października 2016

Uzdrowienie przyjaciół

Pewnego dnia, gdy On nauczał, siedzieli również faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przybyli z wszystkich osad Galilei, Judei i Jerozolimy. A w Niego wstąpiła moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać. A oto jacyś ludzie przynieśli na łóżku paralityka i zastanawiali się, jak by go wnieść i położyć przed Nim. Nie wiedząc jednak, w jaki sposób mogliby przecisnąć się przez tłum, weszli na dach i poprzez otwór w suficie spuścili go na noszach w sam środek, tuż przed Jezusa. A On, gdy zobaczył ich wiarę, powiedział: Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy.
Łuk. 5,17-20 BR

Zazwyczaj w tych historiach jest tak, że ktoś przychodzi do Jezusa, prosi Go o uzdrowienie, po czym Jezus stwierdza coś w rodzaju: "Twoja wiara cię uzdrawia" albo "Niech według twojej wiary ci się stanie". Czyli: gdy wierzysz, że Jezus może, to Jezus stwierdza, że chce, i stajesz się obiektem cudu, czy też znaku Jego mocy.

Tymczasem tutaj, w tej historii, sam sparaliżowany nie robi nic. To jego koledzy przynoszą go w pobliże domu, gdzie Jezus naucza, to jego koledzy próbują się dostać do środka, i też w końcu to jego koledzy - gdy normalne sposoby zawodzą - rozbierają dach, żeby go spuścić do środka od góry. To ze względu na ICH wiarę JEMU zostało odpuszczone cało zło, którego dokonał i został uzdrowiony.

Tak więc jesteśmy ważni w życiu innych ludzi. Możemy wpływać na ich wiarę, możemy za nich przychodzić do Jezusa, żeby prosić o uzdrowienie. I to działa.