poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Łaska

A anioł jej powiedział: Nie bój się, Mario, bowiem znalazłaś łaskę u Boga.
Łuk. 1,30 NBG

Można czytać pewien tekst wiele razy, aż w końcu za którymś razem dostrzec zupełnie coś innego. Tym razem dostrzegam, że faktycznie nie mam pojęcia, co Maria znalazła u Boga. Łaskę? To jakieś abstrakcyjne pojęcie. Potocznie: wiadomo, łaskę można komuś zrobić, robiąc dla niego coś ekstra, coś dodatkowego, włożyć jakiś dodatkowy wysiłek z naszej strony. Ale czy o to samo chodzi w Biblii?

Definicja z Wikipedii mówi: w teologii rozumiana jako dar udzielany człowiekowi przez Boga, a którego przyznanie nie jest związane z żadną zasługą. Łaska może dotyczyć życia duchowego lub materialnego. W języku potocznym przez łaskę rozumie się wyświadczenie komuś przysługi, dobry czyn, którego nie miało się obowiązku spełnić*.

Śledząc kontekst występowania tego słowa w rozmaitych tekstach** widzę, że tłumaczone jest to czasem też jako wdzięczność, ale jeśli w to miejsce wstawić pojęcie "łaska, czyli coś, czego nie musiałeś dostać, ale dostałeś to z jego dobrej woli/serca" - ma to sens. Czyli w tym konkretnym przypadku, cytowanym powyżej wersecie, byłoby to: Anioł powiedział jej: Nie bój się, Mario, bo znalazła się u Boga łaska dla ciebie, czyli coś, co dostaniesz dodatkowo, z Jego dobrego serca/woli, chociaż wcale tego dostać nie musiałaś, nie należało ci się.

Wiedząc o tym, tym większa nasza wdzięczność dla Boga, za to co nam daje, chociaż wcale nie musielibyśmy tego dostać.

* - Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81aska
** - Zobacz: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/5485






niedziela, 30 sierpnia 2015

Sługa-niewolnik czy ulubieniec-pupilek?

Ujął się za Izraelem, sługą swoim, pomny na miłosierdzie
Łuk. 1,54 BW

Wiele razy Nowy Testament mówi o sługach. W niektórych momentach jest to uzasadnione, ponieważ z kontekstu wynika, że mowa o sługach jako o pracownikach, służących. Natomiast zaciekawiło mnie, czy zawsze tak  jest? Nawet jeśli ktoś nazywa siebie samego "sługą Boga", albo ktoś inny zostaje nazwany "sługą Boga"?

Łuk. 1,54 - W oryginalnym języku, greckim, zostało tutaj użyte słowo "pais", które oznacza, z tego co widzę*: chłopiec, ulubieniec: Ujął się za Izraelem, chłopcem Jego, aby zostało przypomniane miłosierdzie (PD). "Chłopiec" w takim znaczeniu, jakim my używamy to słowo dzisiaj. Czyli czasami czyjś syn, czasami czyjś ulubieniec, czasami dziecko, czasami stanowisko w pracy, jak np. chłopiec hotelowy. Jest wiele takich wersetów, które mówią o "słudze" w polskich tłumaczeniach, natomiast w Przekładzie Dosłownym mowa o "chłopcu": Mat. 8,6-13, Mat. 12,8 - przepowiednia Izajasza o Jezusie, etc.

Łuk. 12,47 - "doulos", czyli niewolnik**, służący, najczęściej spotykane w Nowym Testamencie znaczenie. Ktoś, kto usługuje. Może nawet nie żądając zapłaty. Robi to, bo... i tutaj powodów można by chyba wymienić dużo. Najczęściej kojarzy się nam to z byciem niewolnikiem, służącym, z musu. Bo ktoś sobie takiego służącego kupił. Ale byli też tacy, którzy zostawali u dobrego właściciela, pana na włościach, bo tam było im najlepiej. I dalej służyli, sprawiali, że komuś innemu łatwiej było żyć.

Jest też sługa-diakon: A kiedy usiadł, zawołał Dwunastu i mówi im: Kto chce być pierwszy, niech będzie ostatnim z wszystkich i niech usługuje wszystkim (Mar. 9,35 BP). Tutaj jestem nieco rozdarty, bo widzę, że jest jakaś różnica między sługą-służącym-niewolnikiem a sługą-służącym-usługującym i z kontekstu*** nijak nie mogę wyłapać tej różnicy. Teoretycznie, gdy Jezus mówił o byciu "sługą" dla innych, jak w cytacie powyżej, używał słowa "diakonos". Podobnie Paweł używał tego słowa w odniesieniu do Jezusa w liście do Rzymian, tak samo nazwał siebie "posługującym" w sposób stosowny do darów/talentów, które otrzymał od Boga, i danych możliwości: ... posługującym zostałem według daru łaski Bożej, danej mi według działania Jego mocy (Ef. 3,7 PD).

Tyle że wg Ewangelii Mateusza Jezus użył słowa sługa-niewolnik także w odniesieniu do traktowania siebie nawzajem: Jeśli ktoś z was chciałby być wielki między wami, niech będzie waszym sługą-usługującym. A jeśli ktokolwiek chciałby być między wami pierwszy / przed wszystkimi - niech będzie waszym sługą-niewolnikiem (Mat. 20,26-27 PD). Hm, a może jest w tym nawet jakiś głębszy sens? W sensie: kto chciałby "być lepszy" od innych - niech pomaga każdemu, niech usługuje. A jeśli ktoś chciałby być tą pierwszą osobą, najważniejszą - wtedy nawet zwykłe "usługiwanie" to za mało, wtedy trzeba stać się "niewolnikiem" pozostałych - zrzec się wszystkiego - prywatności, przychodów, żyć tylko z tego, co się dostanie od osób, którym się służy, i służyć im najlepiej jak się tylko potrafi, o każdej porze dnia i nocy, z pełnym poświęceniem? To miałoby nawet jakiś sens...

[dopisane jakieś trzy tygodnie później, przy okazji pisania innego postu:]
Nawiązując do pytania, które zadałem sobie jakiś czas temu: czy chodzi o służbę niewolniczą, służalczą, o bezrozumne wykonywanie poleceń, czy może coś w rodzaju dozowanej, pedagogicznej opieki nad tymi, którzy tego potrzebują? To samo pytanie jest tutaj: jakiego rodzaju służbę pełnili ci ludzie, która została zauważona/dostrzeżona przez Jezusa? [Mowa tutaj o liście do Tiatyry] W greckim oryginale zostało użyte słowo "diakonia". Wg dociekań z tamtego posta tego określenia użył Jezus w stosunku uczniów, gdy mówił im, że jeśli ktoś chciałby być "przodownikiem" w grupie, powinien służyć/diakonia innym. Usługiwać. Tak jak Jezus. Tzn. - umyć, gdy tego potrzeba, dać jeść, gdy sami nie potrafią sobie poradzić, ochronić przed burzą, nauczyć czegoś nowego, objaśnić to, czego do tej pory nie rozumieli. Widzę tu więc, że jest to jak bycie rodzicem dla swojego dziecka - pomaganie mu i ochrona go, by lepiej wrosło w ten świat i by w przyszłości lepiej sobie poradziło.
[koniec wstawki]

Tak więc reasumując - gdy w Biblii przeczytamy o "słudze", o tym, że Jezus był sługą, że apostoł Paweł był sługą, albo że pradziad Żydów - Dawid - również był sługą - nie zawsze znaczy to to samo. Nie zawsze chodzi o niewolnika. Czasami jest to chłopiec-ulubieniec (jak w przypadku pierwszego tekstu w niniejszym poście), czasami chodzi o kogoś usługującego z własnej woli, wciąż jednak z zachowaniem pewnego dystansu, swojej prywatności etc. Polskie tłumaczenia najczęściej wszystkie trzy słowa tłumaczą jako jedno. Któreś z nich się czasem wyrwie i przetłumaczy "niewolnika" dosłownie. Czy jest to zrobione z sensem czy nie - nie wnikałem. Dobrze jest jednak, przy kluczowych zagadnieniach, jeśli się czyta Biblię samodzielnie, sięgnąć do Przekładu Dosłownego: http://biblia.oblubienica.eu/, opartego bezpośrednio na greckim oryginale, pokazującego tłumaczenie słowo po słowie, razem z możliwością podejrzenia, w jakich innych sytuacjach dane słowo zostało użyte i jaki jest właściwy jego kontekst.

* - Źródło: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/3816
** - Źródło: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/1401.
*** - Źródło: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/1249






sobota, 29 sierpnia 2015

Nie ma nic niemożliwego u Boga / Fantazja w Apokalipsie?

Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego.
Łuk. 1,37 BT

Wszyscy znają ten tekst, słowa wypowiedziane przez Marię. Jego puenta pojawia się w Biblii parę razy. Tymczasem trzeba uzupełnić, że oryginalnie napisane jest: Gdyż nie będzie niemożliwe u Boga, cokolwiek wypowie (PD).

Czyli - cokolwiek On wypowiedział, to nawet jeśli wydaje się to nieprawdopodobne - tak właśnie się stanie. Tak było z dzieckiem Abrahama i Sary, które poczęli mając koło stu lat, tak było z bezpłodną Elżbietą, która urodziła Jana Chrzciciela, tak było z Marią-dziewicą, która urodziła Jezusa. I tak samo - jeśli coś jest napisane w Biblii, że tak się stanie, to tak będzie. Bo Biblia jest słowem Boga, danym nam między innymi jako instrukcja tego, jak żyć: ... od niemowlęcia Święte Pisma znasz, mogące obdarzyć cię mądrością i zbawieniem/wyzwoleniem, przez wiarę w Pomazańca/Chrystusa Jezusa; każde Pismo natchnione przez Boga / Bogiem i korzystne do nauki, do przekonania/wykazania, do poprawy/wyprostowania karności/dyscypliny ku usprawiedliwieniu [biblijny sens słowa sprawiedliwość = wiara], aby człowiek Boga był w pełni gotowy do każdego dobrego czynu, który jest zakończony [w sensie czyn = zakończenie wiary, efekt wiary - tak to odbieram] (2 Tym. 3,15-17 PD).

Jest to jednak też słowo, które dotyczy historii - zarówno tej, która była, jak i tej, która jest przed nami. A skoro jest to słowo, które On już wypowiedział, to znaczy, że prędzej czy później tak się stanie. To tak, jak ze stworzeniem świata - Bóg wypowiedział, i świat się stał. W sensie - zaczął istnieć.

Chcę więc tutaj nawiązać też do Księgi Apokalipsy, bo w zasadzie brzmi ona dla nas jak jakaś czarna magia. Mowa tam o rzeczach, które się staną, które będą miały miejsce. O rzeczach, które Bóg już wypowiedział. Czyli nie ma odwołania - one będą. Brzmią one dziwne, abstrakcyjnie. Po pierwsze - bo dotyczą przyszłości, co w samo sobie dla nas jest już abstrakcją (bo nie napisał tego Nostradamus?...), a po drugie - bo zostały spisane punktem widzenia człowieka sprzed dwóch tysięcy lat, który posługiwał się językiem, porównaniami i określeniami, które znane były w tamtym czasie. Dziś pewnie użylibyśmy innych określeń. Może. Gdybam.

Tak czy siak - cokolwiek w Księdze Apokalipsy jest napisane - nie jest to jakaś poezja, fantazja, fikcja. To słowo, które Bóg wypowiedział. To wydarzenia, o których Bóg nas uprzedza. Dobrze więc jest tę księgę znać i pamiętać: Błogosławiony/szczęśliwy, który to czyta i słucha słów tego proroctwa trzymający się tego, co w nim zapisane, bo pora jest już bliska (Obj. 1,3 PD).








Wnikliwa Ewangelia Łukasza, 1.2., Maria i Gabriel

Kiedy Elżbieta była w szóstym miesiącu ciąży, anioł/posłaniec Gabriel został wysłany od Boga do pewnego miasta w Galilei, o nazwie Nazaret, do pewnej dziewicy, Marii, zaręczonej z Józefem, mężczyzną z rodu Dawida. Anioł przyszedł do niej i powiedział:
- Bądź pozdrowiona, ty, która otrzymałaś łaskę! Pan jest z tobą, błogosławioną/wysławianą między kobietami!
Ta zakłopotała się słowami anioła i rozmyślała, co niby to pozdrowienie/powitanie miało oznaczać. Ale anioł kontynuował:
- Nie obawiaj się, Mario, ponieważ znalazłaś łaskę u Boga: zajdziesz w ciążę i urodzisz syna, i nazwiesz go Jezus. Będzie on kimś wielkim, i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da mu tron jego pradziada, Dawida. Zostanie on królem/władcą nad domem Jakuba, aż po wieczne czasy, a jego królestwu/panowaniu nie będzie końca.

Maria powiedziała do anioła:
- Jak to się ma stać, skoro nie byłam jeszcze [w sensie seksu] z mężem?
- Duch Święty przyjdzie na ciebie - odpowiedział anioł - i przykryje cię moc Najwyższego. Dlatego dziecko, które urodzisz, będzie święte, i będzie nazwane Synem Boga. Twoja krewna, Elżbieta, też oczekuje syna. Tak, w swoim starym wieku. Co nazywana była bezpłodną. Teraz jest już w szóstym miesiącu. Bo nic nie jest niemożliwe dla Boga, cokolwiek On wypowie.
- Widzisz, ja jestem wierną służką Boga / jestem kobietą posłuszną Bogu. Niech więc stanie się ze mną tak, jak powiedziałeś - po czym anioł ją opuścił.

na podstawie: Łuk. 1,26...38

[dalej]
[wcześniej]







piątek, 28 sierpnia 2015

Dobrzy i źli wg Marii

A Maria powiedziała: Chwali moja dusza Pana; i rozweselił się mój duch w Bogu, moim Zbawicielu (...) gdyż Potężny uczynił mi wielkie rzeczy, a Jego Imię święte. Jego też miłosierdzie dla rodu bojących się Go pokoleń. Sprawił panowanie Jego ramieniu, rozproszył pysznych w zamysłach ich serca; powalił władców z tronów, a poniżonych wywyższył. Łaknących nasycił dobrami, a tych, którzy się bogacą odesłał jako bezwartościowych. 
Łuk. 1,46-53 NBG

Generalnie widać, że wg Marii tutaj: władcy są źli i dobrze, że Bóg pozdejmował ich z tronów. Bogaci są źli, i dobrze że odeszli z pustymi rękoma. Rozumiem, że to typowa kobieta była, zachwycała się silnym męskim ramieniem, a władców i bogatych - wszystkich razem wrzuciła do jednego worka, uogólniając niebotycznie.

Nie podoba mi się to, co Marii podobało się bardzo. Bo przecież nie każdy władca jest zły, nie każdy wykorzystuje swoją władzę, są tacy, którzy są bardzo dobrymi zarządcami.

Bogaty - jeśli przyszedł i chciał więcej, mimo że bogaty, to może i racja, że odszedł z niczym. Ale jeśli przyszedł po zbawienie albo uzdrowienie, a odszedł z pustymi rękami - to co, ma cierpieć, bo bogaty? Generalnie nie powinno się robić różnicy między ludźmi, czy ktoś jest bogaty czy biedny, czy to prezes czy operator maszyny. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób ludzie myślą, jak podchodzą do życia, i jak bardzo otwarci są.

Tymczasem wiele lat później Jezus takiej różnicy już nie robił. Rozmawiał zarówno z bogatymi, jak i biednymi. Nie odmawiał ludziom na wysokich stanowiskach w rzymskiej armii, czy nawet arcykapłanowi (Mat. 9,18), którzy przyszli do Niego prosić o uzdrowienie córki. A jeszcze później Ap. Jakub również napisał to w jednym ze swoich listów: Bracia moi, okazujcie waszą wiarę w Pana naszego Jezusa, uwielbionego Mesjasza, i nie czyńcie różnicy między ludźmi! Gdyby bowiem przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek wspaniale ubrany ze złotym pierścieniem na palcu i wszedłby także biedak nędznie odziany, a wy spojrzawszy na ubranego wspaniale powiedzielibyście mu: Siądź tutaj, na pierwszym miejscu! - a biedakowi powiedzielibyście: Stój tam! albo: Siadaj u mojego podnóżka! - to czyż nie czynilibyście różnic między sobą i nie osądzali niesprawiedliwie? Słuchajcie, bracia moi umiłowani! Czyż Bóg nie wybrał tych, których świat uważa za biednych, na bogatych w wierze i na dziedziców królestwa obiecanego tym, którzy Go miłują? (Jak. 2,1-5 BP).

Tak więc to nie Maria, matka Jezusa, powinna być obiektem kultu. Ona popełniała błędy, jak każdy z nas. To Jezus jest wzorem do naśladowania.





środa, 26 sierpnia 2015

Mój Zbawiciel - Zbawicielem był jeszcze zanim się urodził

A Maria powiedziała: Chwali moja dusza Pana; i rozweselił się mój duch w Bogu, moim Zbawicielu
Łuk. 1,46-47 NBG

Ma tam miejsce długie przywitanie Marii, praktycznie dopiero co poczętej (wg zapowiedzi anioła Gabriela) z Elżbietą, będącą w ciąży już szósty miesiąc. Przywitanie pełne uprzejmości i pełne wyrażania radości wobec Boga. Nam czasem trudno jest pojąć taką sytuację. Dlaczego? Nie wiem, czy ktoś ma tak, że gdy się cieszy, to coś tam w środku jest strasznie szczęśliwe i aż prze do góry, chce śpiewać, podskakiwać. A jeśli zdamy sobie sprawę, że to coś, co nas właśnie uszczęśliwiło, zostało sprawione bezpośrednio przez Boga - jakiś prezent, wydarzenie, cokolwiek w tym stylu - to to coś w środku aż ma ochotę śpiewać dla Niego. I fajnie.

Na co jednak chciałem zwrócić uwagę tutaj: jeszcze Jezusa nie było na świecie, a już Maria nazwała Boga Zbawcą. Nic dziwnego zresztą, bo i Dawid w swoich psalmach często Boga zbawcą nazywał. To znaczy, że zanim Jezus się w ogóle urodził, ludzie już na takiego zbawcę czekali. Dlaczego?

Sądzę, że dlatego, że głęboko w kulturze izraelskiej siedziała cała ich religia, ich tradycje, wywodzące się z różnych czasów, począwszy od wyjścia z Egiptu. To wydarzenie to było dla nich coś jak odzyskanie czy nabycie niepodległości. I wraz z rozwojem historii i kolejnymi mowami Mojżesza nabrano świadomości o istnieniu praw Boga, o błogosławieństwach i przekleństwach, i o tym, że przekleństwa były najczęściej skutkiem przekroczenia prawa nadanego przez Boga. I że za każde takie przekroczenie jest kara. Ciężkie życie.

A potem, gdzieś tam w dziejach, zaczęto obchodzić Święto Pojednania. Było to święto przypadające raz w roku, gdy wszystkie grzechy całego ludu zostawały anulowane, zniwelowane, zresetowane, zapomniane. W tym dniu kapłan wchodził do Miejsca Najświętszego w świątyni, dokonywał pewnego rytuału, po czym "stan sumień" ludzi mógł być zresetowany, że tak to nazwę. Później tego samego rytuału dokonał Jezus, posługując się samym sobą, swoim ciałem (zamiast kozła, który był używany w świątyni), żeby dać ludziom możliwość zresetowania ich sumień na zawsze. Akurat dopiero co pisałem o tym, w poście [UKRYTA MANNA].

Tymczasem wygląda na to, że jeszcze zanim Jezus tego nie zrobił, ludzie już czekali na kogoś, kto ich uwolni od takiego rytuału, od tej konieczności resetowania sumienia co roku. Albo może od tych przekleństw będących skutkiem przekraczania prawa. Czyli czekali na ichniego Mesjasza. I o ile ogół ludzi wyobrażało sobie, że Mesjasz to ktoś, to pomoże im pozbyć się Rzymian z ich kraju, i kto będzie im rządził długo i szczęśliwie, o tyle - jak widać - znajdowały się jednostki, które widziały misję Mesjasza inaczej.

Trochę to jest też tak jak dzisiaj - o ile ogół ludzi Boga łączy z niepochlebnymi wydarzeniami zachodzącymi w organizacji kościelnej, i na tym opiera swoją nie-wiarę w Niego, o tyle są jednostki, które potrafią to rozdzielić i w Boga wierzą całym sercem, niezależnie od tego, jakie "sensacje" serwuje im ich kościelna organizacja.





niedziela, 23 sierpnia 2015

Apokalipsa, 33 - Ukryta manna; Czy wytłumaczony cud nadal jest cudem

Opamiętaj się więc / zmień sposób myślenia, bo jeśli nie, to przyjdę do ciebie szybko/śpiesznie i będę walczył z nimi mieczem z moich ust. Kto ma uszy, niech wysłucha to, co Duch mówi zborom. Zwyciężającemu dam zjeść z ukrytej manny i dam mu kamyk biały, a na kamyku wypisane nowe imię, którego nie poznał nikt, tylko ten, który je przyjmuje. 
Obj. 2,16-17 PD

Zwyciężający  - notabene: nie zwycięzca! Czyli nie ten, co już wygrał, ale ten, co wygrywa cały czas. Przy czym - zgodnie z powiedzeniem: wynik pojedynczej bitwy nie świadczy o losach całej wojny. Czyli czasem może nam się zdarzyć coś przegrać, jakąś pojedynczą bitwę, albo przegrywać na jednym polu (w sensie, że może nie dajemy rady zwyciężać w jednej dziedzinie), ale grunt, żeby generalnie prowadzić bilans dodatni.

Zwyciężający dostanie więc coś z ukrytej manny. Co to jest ta manna? I dlaczego jest ukryta?

Przekład Dosłowny podaje inne znaczenie manny, zapewnie dosłowne tłumaczenie z hebrajskiego: "co to jest?". Tak. Wygląda na to, że nazwa "manna" oznacza "co to jest?". Czyli generalnie oni sami nie wiedzieli, co to jest. Mam tu na myśli: dostali coś do jedzenia, smakowało, chcieli więcej, ale co to właściwie było?...  W Ew. Jana rozdział 6 Jezus, opowiadając coś tam Żydom, nawiązuje do starotestamentowej historii, w której Izraelici - za czasów swojej wędrówki po pustyni - dostawali mannę do jedzenia. Z nieba. Sama spadała. Mało tego - w piątki spadała podwójna ilość, żeby można było sobie nazbierać na sobotę (ichni sabat), do soboty się to nie popsuło, a w samą sobotę nic z nieba nie spadało. Dopiero w niedzielę, czyli w pierwszy dzień kolejnego tygodnia. Na tej podstawie Jezus tłumaczył ludziom, że mimo, że ich pradziadkowie dostawali mannę z nieba - i nie była to manna dawana przez Mojżesza, ale bezpośrednio przez Boga - tamto pokolenie wymarło. Ale On, stojący tutaj, też został dany z nieba, dla nich, jako Chleb, po skonsumowaniu którego nikt nie umrze. Czyli tamta manna była jak chleb dla nas dzisiaj, produkt codziennego spożycia. Jak ryż w Azji, jak kukurydza w Afryce, jak fast food w USA.

Pytanie: jak to jest możliwe, że coś do zjedzenia ot tak, po prostu, spadało z nieba? Jakieś bzdury to są, nikt normalny w to nie uwierzy. Moja odpowiedź: otóż już wiele razy przekonałem się, że coś, co jest opisane jako cud, faktycznie jest pewnym zjawiskiem przyrodniczym, które może zajść w pewnych okolicznościach. Może poruszę tę tematykę w osobnej serii. Czasami więc zdarza się, że Bóg - z racji tego, że to On jest Stworzycielem wszystkiego, Konstruktorem i Konserwatorem, co też pokazał Jezus, uciszając burzę z łodzi na środku jeziora - czasami więc zdarza się, że Bóg powoduje pewne przyczyny, by doprowadzić do zajścia określonego zjawiska przyrodniczego. Jeśli Izraelici przeszli suchą nogą przez Morze Czerwone - czy musi to być fikcja? Niekoniecznie.
Wisła w Grudziądzu podczas suszy
Wisła w Grudziądzu podczas suszy, sierpień 2015
W tej chwili poziom wody w Wiśle - największej polskiej rzece - w Warszawie wynosi 0,5 m, w Toruniu i Grudziądzu - po 1,0 i 1,2 m. Dno w pewnych miejscach jest piaszczyste, na środku rzeki widać mnóstwo łach suchego piasku. Piasek ten może być zdradliwy - w środku mogą znajdować się jamy wydrążone przez wodę, które mogą zapaść się pod człowiekiem, więc raczej nie jest bezpieczne chodzenie tam. Są jednak miejsca, które są bezpieczne - miejscowa ludność na pewno je zna - gdzie można przejść w zasadzie w samych dobrych kaloszach. Przez całą rzekę. Podobnie niemal w samych kaloszach można przejść przez całą Zatokę Pucką, począwszy od Rewy aż prawie pod samą Jastarnię. Tę łachę piachu, będącą tuż pod wodą, dobrze widać na zdjęciach satelitarnych. Kiedyś zresztą były tam organizowane spacery na wskroś przez zatokę, może nawet nadal są.

Zatoka Pucka - łacha piachu tuż pod powierzchnią wody
Zatoka Pucka - łacha piachu
tuż pod powierzchnią wody
Co więc stałoby na przeszkodzie, gdyby Bóg, prowadząc swój naród pod postacią słupa dymu w dzień i słupa ognia w nocy*, doprowadził ten tłum ludzi do miejsca, o którym On wiedział, że tam jest jakaś łacha piachu, mielizna, cokolwiek, a dodatkowo wiatr w rodzaju trąby powietrznej osuszyłby przejście?

I zarazem pytanie z nieco innej perspektywy: czy wytłumaczenie cudu Boga zjawiskiem przyrodniczym odbiera temu wydarzeniu rangę cudu? Otóż nie. Ponieważ Bóg, jako Konstruktor i Konserwator tego świata, może przecież posługiwać się dostępnymi mu narzędziami, przynależnymi do naszego świata, żeby sprawdzić coś nadzwyczajnego. To jak dobry mechanik w swoim warsztacie, który za pomocą leżących tam narzędzi może dokonać cudów w silniku samochodu, nawet jeśli czasem narzędzi używa się w zupełnie innym celu, niż pierwotnie zostały do tego przeznaczone. Tak więc posłużenie się zjawiskami przyrodniczymi (które On sam określił, stworzył), w odpowiednim miejscu i czasie, w celu osiągnięcia odpowiedniego... celu, nie degraduje rangi cudu do rangi nie-cudu. Wydarzenie to pozostaje nadal cudem. Mało tego - powoduje w nas, a przynajmniej we mnie osobiście, podziw i inspirację do jeszcze lepszego poznawania świata przyrody, żeby poznać mechanizmy różnych rzadko spotykanych zjawisk - czyż nie jest to fascynujące? Bo tak wiele wiemy dzisiaj o komputerach, marketingu, ekonomii i DNA, że niemal zapomnieliśmy, że można również poznawać bezpośrednio otaczającą nas przyrodę, świat, i zachodzące zjawiska. To, że ktoś mieszka w mieście, nie wyklucza go przecież z tej przyrody - jest to tylko mały fragment powierzchni, gdzie przyroda dostępu nie ma, ale który wciąż podatny jest na zjawiska pogodowe, geologiczne etc.

Wracając do tematu manny - kolejna wzmianka w Biblii występuje w Liście do Hebrajczyków, gdzie mowa jest, że taki dzban z manną był przechowywany w świątyni, tuż obok tablic z przykazaniami i laską Aarona, która zakwitła. W Ks. Liczb jest napisane, że manna zaś była jak ziarno kolendra, a wygląd jej był jak żywica bdelium. Ludzie rozchodzili się i zbierali ją, i mielili w żarnach albo tłukli w moździerzach, i gotowali w garnkach, i robili z niej placki, smak jej zaś był jak smak placka na oliwie. Gdy rosa opadała w nocy na obóz, opadała nań także manna (Liczb 11,7-9 BW). Skoro było to przynoszone z rosą i opadało pod jej wpływem, to mogły to być jakiekolwiek nasiona. Wiatr przenosi różne nasiona. Jakieś nasiona mogą być na tyle lekkie, albo opatrzone "spadochronem" - jak np. nasiona dmuchawca - że mogły być unoszone przez wiatr daleko daleko.

Wygląd jej był jak żywica bdelium - żywica ta pochodziła z krzewu commiphora africana, z Afryki**. Krzaki te, wysokie na 5 m, rosną m.in. na terenach otwartych, sawannach, suchych, kwitnie nieregularnie. Jeśli w Biblii mowa o wyglądzie JAK żywica bdelium, to znaczy, że musiało chodzić o kolor, może również o konsystencję. Czyli nie było to samo bdelium, jak możemy przeczytać w Wikipedii.

Więcej zebranych cech podaje Wikipedia pod hasłem "manna"***:

1. Wyj. 16,4 - miała spadać z nieba jak deszcz: oto spuszczę wam chleb, jak deszcz z niebios (NBG); oto ześlę wam chleb z nieba na kształt deszczu (BT). Wg Wikipedii ma to świadczyć o tym, że było to drobne, jak kropelki deszczu. Może. A może po prostu spadało z nieba jak deszcz, wcale takie drobne być nie musiało.

Nasiona koriandru/kolendry
Nasiona koriandru/kolendry
2. Wyj. 16,31 - Była ona podobna do nasienia koriandru, biała, o smaku podobnym do ciastek z miodem (BP). Ze zdjęć nasion kolendry (koriandru) wynika, że powierzchnia tych ziaren jest lekko matowa, wyglądają jak miniatury kokosów. Manna musiała wyglądać więc jak to, tyle że białe. I smakowała na słodko.

3. Wyj. 16,21 - ciekawe jest to, że z tych nasion można było wyrabiać placki/chlebki, po naszemu bułki, i można było to gotować (Liczb 11,8), a z drugiej strony na słońcu topniały, rozpuszczały się.

Jeden z gatunków tamaryszka
Jeden z gatunków tamaryszka
Wg dwóch naukowców: N.H. Moldenke i A.L. Moldenke - manną była wydzielina krzewów tamarix mannifera****, rodzaju tamaryszka. Wydzielina ta jest podobna do miodu, a pod wpływem powietrza szybko twardnieje i opada na ziemię jako białe grudki. Beduini do dzisiaj traktują to jako przysmak i zbierają spod krzaków. Jest to teoria, która przekonuje mnie najbardziej, choć też nie do końca. Grudki mogły być wystarczająco małe, żeby mogły być porwane przez wiatr i spaść z nieba w obozie Izraelitów. Jak to jednak możliwe, że topniały na słońcu, a możliwe było gotowanie ich?

Tak czy siak - w kontekście Nowego Testamentu to Jezus był określany jako ta manna, jako stały, codzienny pokarm dla ludzi (w sensie - Jego nauki, styl życia, światopogląd, dążenie do bycia z Bogiem, a nie tylko jako fizyczny opłatek), jak chleb dla nas dzisiaj, jak ryż dla Azjatów, jak woda dla spragnionych, jak to, czego potrzebujemy najbardziej. Zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem: Gdy [to] zauważyli Izraelici, mówili jeden do drugiego: "Man hu" [co to?], bo nie wiedzieli, co to było. A Mojżesz powiedział im: To jest chleb, który Jahwe daje wam do jedzenia (Wyj. 16,15 BP).  I myślę, że raczej o ten kontekst chodzi w Księdze Objawienia, w liście do Pergamu. Czy ma to być jako zapodanie alternatywy dla zwyczajów pergamskich, gdzie wszędzie wokół podawano mięso pochodzące z ofiar zabijanych dla różnorakich bóstw?***** Jako wsparcie dla osób, które - jak w Pergamie - mają problem z pogodzeniem życia duchowego z życiem wśród przyjaciół nie wierzących w Boga?

Dlaczego jednak miałaby to być "manna UKRYTA"?

Na jednym z forów^ napotkałem na pewną teorię, która wydaje się być sensowną. Prześledźmy pewien ciąg faktów:

Dom Izraela nadał temu [pokarmowi] nazwę manna. Była ona biała jak ziarno kolendra i miała smak placka z miodem. Mojżesz rzekł: "Oto, co nakazał Jahwe: Napełnijcie omer i przechowajcie go dla waszych późniejszych pokoleń, aby ujrzeli pokarm, którym żywiłem was na pustyni po wyprowadzeniu z ziemi egipskiej". Mojżesz rzekł do Aarona: "Weź naczynie i napełnij je omerem manny, i złóż ją przed Jahwe, aby przechować ją dla waszych późniejszych pokoleń". Aaron [wziął naczynie napełnione omerem manny], jak to Jahwe nakazał Mojżeszowi, i położył je dla przechowania przed Świadectwem (Wyj. 16,31-34 BT).

... ziemskie sanktuarium. Był to namiot, w którego pierwszej części, zwanej [Miejscem] Świętym, znajdował się świecznik, stół i chleby pokładne. Za drugą zaś zasłoną był namiot zwany Miejscem Najświętszym. Znajdowała się tam złota kadzielnica, a także arka przymierza, która była pokryta cała złotem, a w niej dzban złoty zawierający mannę, laska Aarona, która wypuściła kiedyś pędy, oraz tablice Przymierza (Hebr. 9,1-4 BP/BT).

Tak to wszystko było urządzone. Do pierwszego namiotu zawsze wchodzą kapłani, aby spełniać służbę Bożą, natomiast do drugiego - raz w roku sam arcykapłan, i to nie bez krwi, którą ofiaruje za przekroczenia swoje i narodu (Hebr. 9,6-7 BP).

Podsumowawszy - część manny, jeden dzban, został odłożony i schowany do najbardziej ukrytego miejsca w świątyni, do którego wchodzono tylko raz w roku, w celu przelania krwi - tak to nazwę - jako odkupienia za grzechy (każdorazowe przekroczenie prawa Bożego) ludzi. I tutaj mamy puentę. Manna była codziennym pokarmem, jak chleb każdego ranka. W Nowym Testamencie Jezus porównał się do tej manny. Z Jego nauk wypływa przesłanie, że można przychodzić do Niego codziennie, rozmawiać, radzić się, pytać - jak Jego uczniowie. A Jezus czasem dawał odpowiedzi proste, czasem zmuszał do myślenia. Potem - jeden dzban z manną został umiejscowiony wśród trzech najbardziej chronionych przedmiotów, będących swoistymi "relikwiami" dla Izraelitów. Dzban ten został umieszczony w skrzyni, zwanej "arką". Skrzynia ta została umieszczona w pomieszczeniu, gdzie raz w roku, tylko jeden arcykapłan, dokonywał owego corocznego rytuału. Jezus zrobił to samo - przelał krew, swoją krew - jako odkupienie za grzechy (czyli owe każdorazowe przekroczenie prawa nadanego przez Boga). Dzięki Niemu nie podlegamy konsekwencji, która ciągnie się za nami od czasów raju: Gdy zjesz ten owoc (przekroczysz jedyny nakaz, który ci dałem), to umrzesz. Dzięki Niemu nie podlegamy konsekwencji: karą za grzech (przekroczenie prawa nadanego przez Boga) jest śmierć. Dzięki Niemu możemy żyć, możemy żyć życiem wiecznym, począwszy od czasu, gdy On przyjdzie i rozpocznie wszystko na nowo, zakańczając tym samym wszelkie próby Szatana mające na celu zwiedzenie nas na manowce.

Zwyciężającemu dam zjeść z ukrytej manny - czyli, w kontekście listu do ludzi mieszkających w takich samych warunkach jak ci w Pergamie, to tak jakby Jezus mówił: przeciwstaw się zwyczajom podobnym do tych, jakie były w Sodomie i Gomorze, przeciwstaw się totalnej rozpuście seksualnej, rozpuście obżarstwa, przeciwstaw się ludziom robiącym podział na lepszych i gorszych (a'propo nikolaitów), i przyjdź do Mnie. Korzystaj z moich ewangelii, z moich nauk. Rozmawiaj ze mną. A gdy momentami zabraknie ci sił na przeciwstawianie się, i dasz się na coś skusić - nie obwiniaj się. To się zdarza. Ja to rozumiem. Ja to przezwyciężyłem, przezwyciężyłem konsekwencję grzechu, przekroczenia prawa nadanego przez Boga Ojca, zwyciężyłem śmierć. Nie musisz się obawiać, że w wyniku owego przekroczenia prawa zostaniesz unicestwiony, jak jakiś odpad, w potwornym ogniu. Przyjdź do mnie, chcę się podzielić z Tobą moim zwycięstwem nad tą śmiercią, pójdziesz do Boga razem ze mną. Bądź z Nami.

* - A'propo bardzo nietypowych zjawisk przyrodniczych, opisanych w Biblii, zobacz post [TORNADO OGNIOWE / SŁUP OGNIA W NOCY]
** - Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bdelium
*** - Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Biblijna_manna
**** - Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Tamarix_mannifera
***** - Koncepcja pochodząca z blogu: http://objawienie365.blogspot.no/2014/01/rozdzia-217.html
^ - Źródło: http://biblia.webd.pl/forum/viewtopic.php?t=809.

Źródło do zdjęcia kolendry: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kolendra_siewna
Źródło do zdjęcia tamaryszka: http://www.futuregardens.pl/tamaryszek-bialy-hulsdonk-white-tamarix-ramosissima.html
Źródło do zdjęcia Zatoki Puckiej: maps.google.com.
Pozostałe zdjęcia - własne. 







czwartek, 20 sierpnia 2015

Historia Hioba, 6. - Odpowiedzialność Boga za nieszczęścia

Czym jest człowiek, że go tak wielce wywyższasz i że zwracasz na niego swą uwagę? Że nawiedzasz go każdego poranku i w każdej chwili go doświadczasz? Kiedy wreszcie odwrócisz swój wzrok ode mnie? Zaniechasz mnie, abym mógł przełknąć swoją ślinę? Jeśli zgrzeszyłem - co Ci uczyniłem, o stróżu ludzi? Czemu mnie położyłeś za cel, że stałem się sobie ciężarem? Czemu nie wybaczasz mojego grzechu i nie przepuszczasz mojej winy?
Job 7,17-21 NBG

Pamiętamy, jak rozpoczęła się cała ta historia? Otóż przyszedł diabeł do Boga i powiedział:
- Zobacz, ludzie cię nie chcą. Wolą mnie.
- A widziałeś Hioba?
- Taaak, ale nic dziwnego, ze Hiob chce ciebie, skoro mu tak we wszystkim błogosławisz, że jest jednym z najbogatszych ludzi, i do tego ma wielką rodzinę.
- Tak sądzisz? Że to tylko dlatego?
- Oczywiście! Chcesz zrobić test, żeby zobaczyć, że gdybyś mu nie błogosławił, on nie byłby za tobą?
- Nie chcę. Ale skoro takie oskarżenie wobec niego wysunąłeś, to sprawdźmy to.

I nie było to sprawdzanie dla Boga. Bóg wiedział, że wiele oczu będzie tę historię śledzić. W tym nasze. Co, jeśliby ktoś z nas zadał to samo pytanie, co Szatan, i nie znalazłby na to odpowiedzi? Wówczas nasze pojęcie o Bogu Sprawiedliwym mogłoby się nieco rozmyć. Więc Bóg pozwolił na ten eksperyment. Żebyśmy my - i każdy inny z takim samym pytaniem - znaleźli odpowiedź.

Tymczasem Hiob odpowiedzialnością za wszystko obciążył Boga: Kiedy wreszcie odwrócisz swój wzrok ode mnie? Zaniechasz mnie, abym mógł przełknąć swoją ślinę? Jeśli zgrzeszyłem – co Ci uczyniłem, o stróżu ludzi? Czemu mnie położyłeś za cel, że stałem się sobie ciężarem? Czemu nie wybaczasz mojego grzechu i nie przepuszczasz mojej winy?

Czy miał rację? Z jednej strony moglibyśmy odpowiedzieć, że tak. Bo błogosławieństwo Boga to także ochrona przed czymś złym. A tutaj ta ochrona została ewidentnie cofnięta. Mało tego - zgodnie z teorią o błogosławieństwach i przekleństwach [BŁOGOSŁAWIEŃSTWA I PRZEKLEŃSTWA] - Job odbierał nachodzące go wydarzenia jako brak błogosławieństwa = to znaczy, że coś zrobił nie w porządku wobec Boga. Wierzymy, że nasz Bóg jest Bogiem Wszechmogącym, tymczasem tutaj nie mógł znaleźć innego wyjścia z sytuacji. Wydał Hioba na "pastwę losu".

Trzeba zdać sobie sprawę, że nasze życie tutaj, tych marnych 70-80 lat, to tylko preludium do czegoś większego. Rodzimy się i umieramy, zasypiamy. Gdy Jezus przyjdzie - cokolwiek nam się stało wcześniej, jakakolwiek fizyczna dolegliwość nam doskwiera - po Jego powrocie zostanie ona zniwelowana, uzdrowiona: I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku (Obj. 21,4 BW). Tak więc to marne życie tutaj jest w zasadzie jak inkubator - rodzimy się, dorastamy, podejmujemy różne wybory, w tym - czy chcemy być z Bogiem czy nie, czy akceptujemy Jego styl życia, Jego zasady życiowe czy nie - po czym z tą dokonaną decyzją umieramy/zasypiamy. Gdy On przyjdzie i nas ponownie ożywi, ta decyzja będzie już częścią nas samych. Mam tu na myśli - nieodwołalna, niezmienialna. W sensie - oparta na tak solidnych argumentach i wnioskach, że parę pojedynczych, niezrozumiałych wydarzeń niczego w naszym toku rozumowania nie zmieni.

Idąc dalej - nie żyjemy tutaj tylko dla samych siebie. Będąc Bożymi dziećmi - a rodzice czasem wysyłają swoje dzieci "z misją" - do sklepu po chleb - my również dostajemy od Niego misje. Czasem też spotyka nas coś innego, nieprzyjemnego. Jak wizyta u dentysty. Ale bez niej z zębami będzie tylko gorzej. A po niej - nasze zdrowie jest lepsze. I rodzic na to pozwala - na to, żeby dentysta zadał dziecku mały ból, wbijając mu w dziąsło strzykawkę ze znieczuleniem.

Tutaj Bóg pozwolił na wbicie Hiobowi solidnej strzykawki. Zabolało. Co z tego wyniknie - zobaczymy później. Czasem wbija taką strzykawkę też nam. To znaczy - jeśli chodzi o szczegóły - to nie On wbija, ale pozwala, żeby nam wbito. Jak w historii z Hiobem. Jednak nigdy się nie zgodzi na to, że wbito nam strzykawkę, która by nas zabiła: wierny jest Bóg, który nie pozwoli, abyście zostali doświadczani ponad to, co jesteście w stanie unieść; ale wraz z doświadczeniem sprawi też wyjście, byście zdołali je wytrzymać (1 Kor. 10,13 NBG). Jeśli więc ktoś się boi, że bezpodstawnie zostanie królikiem doświadczalnym - nawet jeśli się tak stanie, to za wiedzą i kontrolą Boga, i nie będzie to dla nas nie do przezwyciężenia. Każdy ma swój "tor przeszkód", dostosowany do naszych indywidualnych możliwości, skonstruowany nie po to, by nas pokonać, ale po to, żeby nas wytrenować. Jak w biegu terenowym.

[dalej - OCHRONA BEZ WZGLĘDU NA WIARĘ]
[wcześniej]
[do początku]






wtorek, 18 sierpnia 2015

Apokalipsa, 32 - Mycie brudów

Opamiętaj się więc / zmień sposób myślenia, bo jeśli nie, to przyjdę do ciebie szybko/śpiesznie i będę walczył z nimi mieczem z moich ust. Kto ma uszy, niech wysłucha to, co Duch mówi zborom. Zwyciężającemu dam mu zjeść z ukrytej manny i dam mu kamyk biały, a na kamyku wypisane nowe imię, którego nie poznał nikt, tylko ten, który je przyjmuje. 
Obj. 2,16-17 PD

Opamiętać się - słowo w zasadzie już wychodzące z użycia, nawet niemodne, dla wielu abstrakcyjne. Bo dotyczy samodyscypliny. A dzisiaj modny jest luz, swoboda wszystkiego. Coś w tym jest - ze swobodą człowiek czuje się lepiej, swobodniej przecież. Faktycznie zwrot ten oznacza: zmienić myślenie, zmienić sposób myślenia, jego kierunek. Kiedy więc Jezus wzywa do opamiętania, sam Jezus, to jest to bardzo poważna sprawa. A w tym liście było dużo poważnych spraw - było coś, co Jezus nazwał tronem Szatana, czyli użył bardzo silnych słów, i o nikolaitach powiedział, że ich nienawidzi, a teraz, żeby się opamiętać, żeby zmienić kierunek myślenia. Bo jeśli nie, to przyjdzie i będzie "walczył mieczem ze swoich ust". Ostrym. Pisałem o takim mieczu w poście [MIECZ OBUSTRONNY].

Co to ma oznaczać? Myślę, że mniej więcej to, co Jakub napisał: Wprowadzajcie słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami, którzy oszukują samych siebie. Jeśli ktoś tylko słucha słowa, a nie wprowadza go w czyn, podobny jest do człowieka, który przygląda się w lustrze swojemu odbiciu: przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jak wyglądał. Kto zaś uważnie wniknął w doskonałe Prawo wolności i wytrwał w nim stając się nie słuchaczem zapominającym, ale wykonawcą dzieła, ten będzie szczęśliwy dzięki swemu postępowaniu! (Jak. 1,22-25 BP). Czyli - ów miecz, owo Słowo, czyli wszystko to, co Jezus nam przekazał, jest jak lustro dla nas. Jeśli słuchamy tego i staramy się wprowadzać Jego nauki w życie (notabene: zmieniać nasz sposób myślenia), wówczas jest w porządku. Ale jeśli tylko słuchamy, i mimo tego, że to lustro pokazuje nam, że jesteśmy brudni, a my nic z tym nie robimy - wówczas jest źle.

Na czym więc polegać miałaby owa Jezusa walka za pomocą Jego miecza? Skoro Jego mieczem nazywane jest Jego słowo, nauki, a więc Biblia, i - jak to Jakub nazwał - działa to jak lustro, pokazujące nam, co mamy jeszcze brudnego i co dobrze byłoby umyć - myślę, że ta walka to byłoby jak ustawienie wokół nas niezliczonej ilości luster. Taki dowcip. Żebyśmy nasz brud widzieli z każdej strony i mieli go dosyć. Żebyśmy chcieli go zmyć.






poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Apokalipsa, 31 - Próbować pogodzić wiarę ze światem

Ale mam nieco przeciwko tobie, ponieważ masz tam ludzi trzymających się nauki Balaama, który nauczał Balaka, jak zastawić sidła / rzucić zgorszenie / zwabić w pułapkę synów Izraela, żeby jedli rzeczy ofiarowane rzeczy ofiarowane bóstwom/wizerunkom i stawali się rozwięźli seksualnie. Tak masz i ty takich, co to trzymają się / postępują według nauczania nikolaitów, których nienawidzę.
Obj. 2,14-15 PD

O nauce Balaama pisałem w ostatniej części. Jak to się miało do ludzi wierzących? Tak samo jak dzisiaj, wspomniałem o tym w poście [PIĘKNE KOBIETY WOKÓŁ]. W ten sam sposób miało to działać w czasach Izraela, i tak samo musiało to działać w czasach, gdy Jezus dyktował Janowi swoją "ewangelię". A jeśli Pergam był ośrodkiem religijnym takim jak Babilon wcześniej i Rzym później (albo w tym samym czasie, Jezusowi współczesnym), to wszelkie rytuały religijne musiały tam być powszechnie widoczne. Także rytuały ku bóstwom płodności.

Ale jak zrozumieć to, że w zborze byli ludzie TRZYMAJĄCY SIĘ nauki Balaama? Nie: będący ofiarami nauki Balaama, ale trzymający się, praktykujący to. Przysyłali piękne kobiety do zboru? Bez sensu. Utrzymywali erotyczne kontakty z pięknymi kobietami? Byli rozwięźli seksualnie? Może. Próbowali pogodzić nauki Jezusa z możliwością korzystania z "darów", jakie im dawało otoczenie, czyli owymi erotycznymi kontaktami, może darmowym mięsem pochodzącym z ofiar dla innych bóstw? A może po prostu próbowali pogodzić bycie chrześcijaninem, bycie z Bogiem, z korzystaniem z walorów, jakie dawało czczenie cesarza rzymskiego jako bóstwa? Tak samo, jak Bileam próbował pogodzić bycie wiernym prorokiem Boga z możliwością skorzystania z nagród, jakie mu obiecał Balak. Jakkolwiek by nie było - wygląda na to, że byli to ludzie, którzy próbowali pogodzić dwa wykluczające się style życia. Próbowali być pobożni, i próbowali być jak reszta świata w sprawach, których pogodzić się w normalny sposób nie da. Coś, co jest bardzo popularne wśród ludzi wierzących również i dzisiaj, zwłaszcza wśród szkolnej młodzieży, której ciężko jeszcze przychodzi pogodzenie tej różnicy.

Może dlatego też nieprzypadkowo został wybrany kościół akurat w tym mieście, gdzie nazwa - Pergamon - oznacza "mieszane/zdeprawowane małżeństwo"*? Może. To taka moja dowolna hipoteza, mała prywatna "burza mózgu".

O hipotezie dotyczącej tego, kim są Nikolaici, tzw. "zwycięzcy z ludu", pisałem już w poście [NIKOLAICI].

Tak więc widzę List do Pergamonu jako list skierowany do kolejnej grupy ludzi. Część z nas mogłaby znaleźć w nim siebie - wierząc w Boga i próbując to jakoś pogodzić z przeciwstawnymi naukami ze świata. Wtedy czasem znajdujemy jakiś kompromis. Może warto ponownie przemyśleć, czy ów kompromis jest właściwy w oczach Boga, czy jest zgodny z charakterem, jaki Bóg chciałby w nas ukształtować, zanim zaczniemy z Nim mieszkać.

* - Źródło pobrałem z innego bloga: http://kpjch.pl/komentarze-biblijne/864-list-do-kocioa-w-pergamie-komentarz-do-ksigi-objawienia

[dalej]
[wcześniej]
[do początku]





niedziela, 16 sierpnia 2015

Przygotowani dla Boga. Czyli co?

On sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, by zwrócić serca ojców do dzieci, a nieposłusznych do rozsądku sprawiedliwych - by stawić przed Panem gotowy lud.
Łuk. 1,17 PD

Ten tekst jest o Janie Chrzcicielu, jeszcze przed jego narodzeniem - tak anioł zapowiedział Zachariaszowi, ojcu Jana Chrzciciela - kim Jan zostanie. Powstało tutaj moje pytanie: co to znaczy, że miał on "stawić przed Panem gotowy lud"? Gotowy - czyli jaki?

Prześledziłem występowanie użytego tutaj słowa - "gotowy" - w Nowym Testamencie*:

Został On przecież uznany za godnego o tyle większej chwały od Mojżesza, o ile większym uznaniem od domu cieszy się jego budowniczy. Każdy dom jest - jak wiadomo - przez kogoś budowany, Bóg natomiast jest tym, który zbudował wszystko (Hebr. 3,3-4 PD).

Postawiony/zbudowany bowiem został przybytek... (Hebr. 9,2 PD).

W związku z takim urządzeniem / takim sposobem wybudowania przybytku... (Hebr. 9,6 PD).

Dzięki wierze Noe, ostrzeżony o tym, czego jeszcze nie widziano, przejęty (przestrogą) zbudował arkę dla ocalenia swego domu (Hebr. 11,7 PD).

... gdy Bóg cierpliwie czekał za dni Noego, kiedy budowano arkę... (1 Pio 3,20 PD).

W zasadzie w każdym innym przypadku, z wyjątkiem sytuacji, gdy dotyczy to Jana Chrzciciela, słowo to tłumaczone jest w sensie budowania czegoś od podstaw, konstruowania, sposobu skonstruowania/konstruowania, "constructing" w języku angielskim:

Stąd, gdyby nieco sparafrazować ów pierwszy werset, brzmiałby on mniej więcej tak: On sam, Jan Chrzciciel, pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, by zwrócić serca ojców do dzieci, a nieposłusznych do rozsądku sprawiedliwych - by stawić przed Panem lud gotowy, nowo zbudowany, na nowo skonstruowany.

Jak to odebrać? Otóż funkcją Jana Chrzciciela było przygotować ludzi na przyjście Jezusa. Jezus przyszedł po to, by zbawić ludzi, uratować ich/nas od tej najgorszej konsekwencji grzechu, przestąpienia Prawa Boga - wiecznej śmierci (w przeciwieństwie do wiecznego życia, i w odróżnienia od tej zwykłej śmierci, która czeka nas po 70-80 latach życia). Jak więc Jan Chrzciciel przygotowywał ludzi na Jego przyjście? Przekonując ich o tym, że to Prawo przestąpili. Że zrobili coś złego wobec Boga.

To jak w poradni rodzinnej - doradca przekonuje jednego z małżonków, że mimo, że mu się wydaje, że nic złego nie zrobił, to jednak zrobił coś, co źle wpłynęło na drugiego małżonka. I że trzeba to zmienić, aby to drugie mogło to wybaczyć.

Tak samo jest z Bogiem. On wybacza. Nawet tysiąc razy to samo. I dzięki Ci, Boże, za to. Ale na pewno miło byłoby Mu, gdybyśmy sobie pewne rzeczy uświadomili i nie robili Mu więcej przykrości. On też jest jak osoba. Nasz przyjaciel. Konstruktor. Zna nas najlepiej, rozumie, czasem coś zasugeruje. Dużo może tolerować. Ale czy to oznacza, że bez końca można Mu wyrządzać przykrości?

Tak więc kiedyś, tuż przed przyjściem Jezusa, tę funkcję spełnił Jan Chrzciciel. A Dzisiaj?

Lecz Ja [Jezus] mówię wam prawdę: Lepiej dla was, abym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel/Opiekun do was nie przyjdzie, natomiast jeśli odejdę - poślę Go do was. A On, gdy przyjdzie, przedstawi światu dowody w sprawie grzechu, sprawiedliwości i sądu... (Jan 16,7-8 PD).

Dzisiaj tę funkcję pełni Duch Święty, ów Opiekun/Pocieszyciel obiecany przez Jezusa. Przygotowuje nas na przyjście Jezusa. Znowu. Jak kiedyś Chrzciciel. Konstruuje nas na nowo. Nasze charaktery, sposób myślenia, podejście do życia, daje wiele do myślenia... A co my z tym zrobimy - to nasz własny wybór. Oby był jak najlepszy.

* - Tutaj można prześledzić sobie to też samodzielnie: http://biblia.oblubienica.eu/wystepowanie/strong/id/2680





czwartek, 13 sierpnia 2015

Czyny wysłanników, 10.1

W Cezarei mieszkał pewien mężczyzna, Korneliusz, który był oficerem/setnikiem rzymskiego batalionu. Zarówno on, jak i cały jego dom, należeli do tych, którzy żyli w respekcie dla Boga. Często dawał dary dla biednych i modlił się nieustannie do Boga.

Pewnego dnia, około dziewiątej godziny (ok. 15 naszego czasu - przyp. wł.), miał wizję. Zobaczył wyraźnie anioła Boga, który przyszedł do niego i powiedział:
- Korneliuszu!
Korneliusz zagapił się na niego, po czym odpowiedział przestraszony:
- Czego sobie życzysz, panie?
- Twoje modlitwy i wieści o darach dla biednych dotarły do Boga, więc teraz On wspomniał o tobie. Wyślesz teraz paru mężczyzn do Jaffy, żeby przyprowadzili człowieka o imieniu Szymon Piotr. Jest teraz gościem u garbarza Szymona, który ma dom tuż przy jeziorze.
A kiedy anioł już odszedł, przywołał Korneliusz dwóch swoich służących i pobożnego żołnierza ze swojej warty. Wytłumaczył im całą sprawę i wysłał ich do Jaffy.

Dzień później, podczas gdy ci byli wciąż w drodze, zbliżając się do Jaffy, Piotr wszedł na dach / taras na dachu, żeby się modlić, było to około godziny szóstej (12 w południe - przyp. wł.). Był głodny i chciał jeść. Podczas gdy przygotowywano jedzenie, on tam popadł w ekstazę i zobaczył, że niebo się otworzyło i coś opadało wolno w dół. Wyglądało jak duży obrus, opuszczany w dół, do ziemi, za czterema narożnikami. Były tam wszystkie rodzaje zwierząt czworonożnych i gadów żyjących na ziemi, i wszystkie rodzaje ptaków spod nieba. A jakiś głos powiedział do niego:
- Wstań, Piotrze, zabijaj i jedz!
- Nie mogę, Panie! - odpowiedział Piotr. - Bo nigdy nie jadłem niczego bezczeszczącego i nieczystego.
I drugi raz przemówił ten sam głos do niego:
- O tym, co Bóg powiedział, że jest czyste, nie możesz mówić, że jest nieczyste.
Przytrafiło się to trzy razy, po czym obrus został zabrany z powrotem do nieba.

Kiedy Piotr był ciągle jeszcze niepewny, co to widzenie miało oznaczać, doszli posłańcy od Korneliusza. Już wcześniej zapytali o dom Szymona i teraz stali tuż przed bramą. Zawołali do środka i zapytali o Szymona Piotra, czy był gościem tutaj. A Piotr wciąż rozmyślał o tamtym widzeniu, gdy nagle Duch powiedział do niego:
- Jest tutaj trzech mężczyzn, którzy pytają o ciebie. Pośpiesz się i zejdź na dół, podążysz za nimi bez żadnego wahania, bo to ja ich wysłałem.
Piotr zszedł na dół do tych mężczyzn i powiedział:
- To o mnie pytacie, panowie. Z jakiego powodu tutaj przyszliście?
- Zostaliśmy wysłani przez oficera/setnika Korneliusza - odpowiedzieli - pobożnego i szanującego Boga człowieka, o którym cały lud judejski może mówić tylko dobre rzeczy. Otrzymał on wiadomość od świętego anioła, który powiedział, że ma przyprowadzić ciebie do jego domu i posłuchać, co masz do powiedzenia.

Wtedy Piotr zaprosił ich do środka i kazał się rozgościć.

na podstawie: Dz. Ap. 10,1...23

[dalej]
[wcześniej]
[do początku]





środa, 12 sierpnia 2015

Piękne kobiety wokół - szkoła Bileama?

Myślałem o tej historii Bileama i Balaka, i o jej powiązaniu z Ks. Objawienia. Wygląda na to, że w Apokalipsie mowa jest o ludziach, którzy - mimo że z najszczerszych chęci chcieliby być tak blisko Boga, jak to tylko możliwe, to jednak jest coś w ich otoczeniu, co ich nieco od Niego odwodzi. Coś - czyli mam tutaj na myśli konkretnie Bileama sposób na odwrócenie uwagi - piękne kobiety, dużo pięknych kobiet. Na faceta to zawsze działa, żeby nie wiem jak się starał.

Pomyślałem też nad tym, jak to się ma do dzisiaj. Patrząc na kierunek mody w ciągu ostatnich 79-80 lat - wszystko zmierza do odkrycia nagości. Sama nagość to nic złego - przecież to nasze naturalne ciało, każdy je ma. Co innego publiczne podkreślanie swojej seksualności, wyścig na pokazanie ładniejszego tyłka/nóg. Czy to nie powinno być zarezerwowane dla męża/żony w domu?

Tak więc czy nie można stwierdzić, że żyjemy w czasach, gdy nasza uwaga odwracana jest od Boga na wszelkie możliwe sposoby? W tym właśnie - przez wszędobylską seksualność. Dlatego zwłaszcza dzisiaj tak ważna jest samokontrola. A co więcej - zobaczymy w dalszych częściach serii o Apokalipsie.





niedziela, 9 sierpnia 2015

Apokalipsa, 30 - Balaam, Balak i jak wywieść w pole

Ale mam nieco przeciwko tobie, ponieważ masz tam ludzi trzymających się nauki Balaama, który nauczał Balaka, jak zastawić sidła / rzucić zgorszenie / zwabić w pułapkę synów Izraela, żeby jedli rzeczy ofiarowane rzeczy ofiarowane bóstwom/wizerunkom i stawali się rozwięźli seksualnie. Tak masz i ty takich, co to trzymają się / postępują według nauczania nikolaitów, których nienawidzę. 
Obj. 2,14 PD

Tutaj nawiązanie jest do historii ze Starego Testamentu, Ks. Liczb (IV Mojż.) r. 22-24. Balaam/Bileaam - prorok Boga, który słuchał Jego głosu, nie był jednak Izraelitą. Balak - król jednego z narodów "przeznaczonych" na zdobycie przez Izraelitów podczas ich wędrówki po pustyni, w ciągu owych czterdziestu lat. Bóg obiecał im, że żaden naród przed nimi się nie ostanie, o ile oni pozostaną z Nim (patrz posty [BŁOGOSŁAWIEŃSTWA I PRZEKLEŃSTWA - NOWA ZIEMIA] i [BŁOGOSŁAWIEŃSTWA I PRZEKLEŃSTWA - DZIESIĘCINA]). Balak przyszedł do Balaama, bo słyszał, że ten jest w dobrym kontakcie z tym samym Bogiem, co ci Izraelici, którzy dopiero co podbili inny naród, i wszyscy wokół też o tym słyszeli. I każdy zaczął żyć w obawie, że co to za Boga oni mają, że tak im pomaga (wtedy, w tamtych czasach, każdy naród/plemię miały swoją wyrocznię/szamana od trzymania dobrych kontaktów z jakimś tam bożkiem, który miał im gwarantować dobrą przyszłość). Balak miał więc prosić Balaama, żeby przeklął Izraelitów. Na co Bóg, w nocnej rozmowie, odpowiedział, że nie ma mowy: Na to rzekł Bóg do Balaama: Nie możesz iść z nimi i nie możesz tego ludu przeklinać, albowiem jest on błogosławiony (Liczb 22,12 BT). Tyle że Balaam nabrał ochoty na obiecaną nagrodę. Porozmawiał więc z Bogiem, czy naprawdę nie da się nic zrobić, na co w odpowiedzi usłyszał: Jeżeli mężowie ci przyszli, aby cię zaprosić, wstań i idź z nimi, lecz czyń tylko to, co Ja ci powiem (Lcb 22,20 BW). I poszedł, ale zamiast rzucić na Izraelitów jakieś złorzeczne zaklęcie, z jego ust rozległy się obszerne błogosławieństwa, bo tylko na to Bóg pozwolił. Balak się wkurzył, bo nie po to sprowadził proroka tego samego Boga i obiecał zapłacić, żeby ten jeszcze bardziej powinszował Izraelitom. Balaam widząc więc, że we współpracy z Bogiem nie uda mu się sprostać wymaganiom Balaka i rzucić na Izraelitów jakąś podłą klątwę, a ciągle kusiła go perspektywa owych nagród, wymyślił coś na własną rękę: skoro z jego ust nie mogły rozlec się żadne przekleństwa na nich, to doradził Balakowi, żeby powysyłał do mężczyzn izraelskich piękne kobiety, żeby ich uwiodły, żeby ci nabrali ochoty na seks, coraz więcej seksu, aż do całkowitego sprzeniewierzenia się (zob. Ks. Lcb 31,15-16).

Swoją drogą - w wielu miejscach Starego Testamentu możemy napotkać teksty mówiące o tym, jak Bóg wytępi Izraela, jak Go zawiódł etc. Było to wtedy, gdy Izrael, naród wybrany, zachowywał się jak zwykły poganin, ogarnięty żądzami posiadania i spełniania wszelkich swoich pragnień. Tutaj jednak Bóg chronił swój naród - ponieważ trzymał się on ciągle Boga, żył wg Jego instrukcji, wg norm, które wytyczył, a które w długoplanowym procesie miały przynieść dobry efekt socjalny. Puenta z tego taka, że jeśli stoimy przy Bogu, to nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto chciałby nas przekląć / źle życzyć, to Bóg obróci to w dobre. Jak z tymi przekleństwami Bileama, obróconymi w błogosławieństwa. Pod warunkiem, że sami wybierzemy trzymanie się przy Bogu, nawet jeśli ktoś przyśle do nas piękne dziewczyny, żeby nas zwabić gdzieś tam w las. Wywieść w pole.

[dalej]
[wcześniej]
[do początku]





piątek, 7 sierpnia 2015

Wnikliwa ewangelia Łukasza, 1.1.

Tak, jak wielu tę sprawę badało, aby przedstawić to, co się między nami wypełniło, tak my otrzymaliśmy ją opowiedzianą przez tych, którzy ją przeżyli jako ci pierwsi z naocznych świadków i pracowników dla Słowa. Teraz również i ja zdecydowałem się, żeby przejść wnikliwie przez całą tę historię, począwszy od początku, i spisać ją dla ciebie w zestawieniu, czcigodny Teofilu / przyjacielu Boga*, tak żebyś mógł wiedzieć, że to, z czym zostałeś zaznajomiony, jest wiarygodne/niezawodne/bezpieczne.

W czasach Heroda, króla Judei, był w zmianie warty Abiasza pewien kapłan, Zachariasz. Jego żona pochodziła z rodu Aarona, miała na imię Elżbieta. Oboje byli bogobojni i żyli tak, że według wszystkich przykazań i nakazów Boga nic nie można było im zarzucić. Byli jednak bezdzietni, bo Elżbieta nie mogła zajść w ciążę, i oboje byli teraz posunięci w latach.

Pewnego dnia posługę wykonywał Zachariasz, jako kapłan, dla Boga, bo nadeszła jego pora pełnienia warty. Rzucono losy, według zwyczaju, jaki panował między kapłanami, i padło na niego, żeby wejść do środka świątyni Pana, by ofiarować dym kadzidlany**. Podczas gdy ofiara była dokonywana, lud stał na zewnątrz i modlił się. Wtedy, po prawej stronie ołtarza kadzidlanego, ukazał mu się anioł Pana. Zachariasz, zobaczywszy to, przestraszył się. Ale anioł powiedział do niego:
- Nie bój się, Zachariaszu. Twoja modlitwa została wysłuchana. Twoja żona, Ela, urodzi ci syna, a ty nazwiesz go Jan. Stanie się dla ciebie radością, także i wielu innych będzie cieszyło się z jego narodzenia, bo w oczach Pana zostanie on kimś wielkim. Nie będzie pił wina ani żadnego mocnych napojów i począwszy od bycia w brzuchu matki - będzie napełniony Duchem Świętym. To dzięki niemu wielu w Izraelu nawróci się do Pana, ich Boga. Będzie szedł przed Panem, w tym samym duchu i z tą samą siłą/mocą co Eliasz, żeby nawrócić serca ojców do dzieci, a nieposłusznym dać charakter, który mają zazwyczaj ludzie sprawiedliwi/wierzący, żeby przygotować Panu lud gotowy.

Zachariasz powiedział do anioła:
- Jak mogę być tego pewny? Jestem przecież stary, a moja żona też nie jest już młoda.
- Jestem Gabriel - odpowiedział anioł - który stoi tuż przy obliczu Boga. Zostałem wysłany, żeby powiedzieć ci o tej radosnej nowinie. Teraz zostaniesz niemy, i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym to się zdarzy, bo nie uwierzyłeś w moje słowa, które się wypełnią w swoim czasie***.

Tymczasem lud czekał na Zachariasza. Ludzie dziwili się, że Zachariasz był w świątyni tak długo, ale kiedy wyszedł i nie mógł do nich mówić, zrozumieli, że miał tam w środku jakieś widzenie/wizję. Mógł dawać im tylko znaki. Pozostał niemy.

A kiedy czas jego służby dobiegł końca, wrócił do domu. Jakiś czas później jego żona zaszła w ciążę, ale ukrywała się przez pięć miesięcy. Mawiała:
- Bóg to zrobił dla mnie, kiedy spojrzał na mnie, a potem zdjął ze mnie hańbę, którą miałam między ludźmi****.

na podstawie: Łuk. 1,1...25

* - Zobacz post [DO PRZYJACIELA BOGA].
** - Dym kadzidlany - z tego, co się orientuję, to był to rodzaj ofiary dziękczynnej. 
*** - Zob. komentarz w poście [SPOTKAĆ ANIOŁA] i [NIEWYPARZONY JĘZYK].
**** - Zapewne chodzi o to, że społecznie uważano, że kobieta bez dziecka to jak samochód bez koła. Niby może egzystować, ale czegoś brakuje...

[dalej]





środa, 5 sierpnia 2015

Niewyparzony język

Zachariasz powiedział do anioła: Po czym to poznam? Bo ja już jestem stary, a moja żona jest także w podeszłym wieku. Anioł mu odpowiedział: Ja jestem Gabriel, stojący przed Panem, a zostałem posłany, aby ci przynieść i oznajmić tę dobrą nowinę. Ty utracisz mowę i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym to się stanie, dlatego żeś nie uwierzył moim słowom, które się spełnią w swoim czasie. 
Łuk. 1,18-20 BP

Zachariasz zadał tylko pytanie - "jak mogę być pewny?". Więc żeby go upewnić, anioł zapowiedział mu, że nie będzie mógł nic mówić... Gdzie tu logika? Czy miał to być tylko zwykły "znak", mający pokazać Zachariaszowi potęgę mocy Boga, czy może...

Tak i język, małym narządem/członkiem jest, a chełpi się wielkimi rzeczami. I tak, jak mały ogień podpala wielki las, tak i język jest ogniem, światem bezprawia umieszczonym wśród naszych narządów/członków - plami całe ciało i rozpala koło naturalnych skłonności, samemu będąc rozpalonym przez Gehennę/krainę wiecznie palących się śmieci*. Cała bowiem natura/naturalne skłonności zwierząt, ptaków, płazów i zwierząt morskich jest ujarzmiana i ujarzmiona przez naturę człowieka, natomiast nikt z ludzi nie może ujarzmić języka, nieposkromionego zła, pełnego jadu śmiercionośnego. 
Jak. 3,5-8 PD

... czy może uczynienie Zachariasza niemową miało również inny cel? W tym, co pisze Jakub (cyt. powyżej), coś jest. Jakaś mądrość. Bo faktycznie - można być nie wiadomo jak dobrym człowiekiem, ale czasem jak się coś językiem chlapnie, to tylko załamać kogoś można. A nie tak powinno być. Przez niego błogosławimy/wysławiamy Boga Ojca, i przez niego przeklinamy ludzi, którzy na podobieństwo Boga są stworzeni. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo/wysławianie i przekleństwo. A tak, moi bracia, nie należy (Jak. 3,9-10 PD).

Przyszło mi więc do głowy, że może Zachariasz był zbyt śmiały. No bo, porównując:

Józef - miał młodziutką żonę, dopiero co poślubioną. Jeszcze nawet nie uprawiali seksu razem, bo jakieś takie zwyczaje były, że trzeba było odczekać, nawet po zawarciu ślubu. Chyba żeby ludzie byli pewni, że nie zaszło do niczego jeszcze przed ślubem. Tymczasem tutaj - zonk, młoda żona stała ciężarna. Wśród ludzi w małej wiosce**. Przecież oni by mu żyć nie dali. Przez najbliższe sto lat cała wioska by pamiętała, że żona mu rogi doprawiła. I że dziecko jest nie bardzo w porządku, bo nie wiadomo, skąd właściwie się wzięło. To dopiero miał ten człowiek dylemat... Tylko że w jego przypadku - wystarczyło, że anioł we śnie mu powiedział, że wszystko jest w porządku, żeby się nie obawiał. Józef uwierzył. Józef, prosty człowiek, zwykły cieśla. Tymczasem Zachariasz, człowiek uczony w pismach religijnych, znający doskonale historię Abrama i Saraj, czekających na dziecko, i również będących w późnym wieku - zadał to samo pytanie, co wówczas żona Abrama: "Czyżby? Przecież starzy jesteśmy. Skąd mam wiedzieć, że to jest prawda?" Zachował się tak samo, jak Gedeon, który był najmłodszy w rodzinie i podczas gdy jego bracia zajmowali się "prawdziwie męskimi" zajęciami, on musiał dbać o zwierzęta z zagrody. "Skąd mam wiedzieć, że to jest prawda?"

Anioł aż się obruszył: "Serio pytasz? Słuchaj mnie: ja jestem Gabriel. Rozumiesz? Ja siedzę bezpośrednio przy Bogu, rozmawiam z Nim twarzą w twarz. Rozumiesz, co to oznacza? To znaczy, że odkąd ty się urodziłeś, ba, odkąd ten świat powstał - ja NIGDY nie skłamałem! A tę wiadomość przyniosłem ci prosto od Niego. Co to więc za pytanie w ogóle? Jak masz czelność pytać o taką rzecz?"

Bo faktycznie - trzeba pamiętać, że anioł to "tylko" posłaniec. Właściwym rozmówcą jest więc Bóg. I faktycznie - czasem zadajemy Bogu zbyt śmiałe pytania. Bo - trzeba pamiętać - rozmawiamy z Kimś, kto ma potężną wiedzę. Jest profesorem profesorów, rektorem wszystkich rektorów. Ma ubaw z naukowców, bo to On stworzył wszystkie prawa fizyki. Bo w czasach, gdy sonda New Horizons właśnie na dniach minęła ostatnią "byłą" planetę naszego układu, my nie wiemy nawet, co żyje w głębinach oceanów, na naszej własnej planecie, zaledwie 11 km pod powierzchnią wody. On jest Kimś, kto wie, jak utrzymać w porządku orbity wszystkiego, co lata po całym kosmosie. I jak sprawić, że nasze serce, ten mięsień, wciąż samoczynnie skurcza się i rozkurcza, a nasze płuca wciąż wciągają i wydychają powietrze. Tymczasem czasem zadajemy Mu takie pytania, że gdyby spojrzeć na nas z boku, to można by się tylko zażenować. "Czy Ty zdajesz sobie sprawę, KOGO ty pytasz?"

Może właśnie dlatego Gabriel wybrał, albo i nawet sam Bóg, znaczy się - Gabriel na polecenie Boga - że Zachariasz miał zaniemówić. Aż do czasu narodzin. Dzięki temu - milcząc - miał czas na mnóstwo przemyśleń. I było mu to potrzebne, ze względu na to, że później miałby wiele zastrzeżeń do swojego syna. Bo syn przecież nie miał być normalnym człowiekiem, jak dowiadujemy się później - chodził w skórach i jadł mało i dziwnie. Wtedy Zachariasz dopiero miałby dużo do powiedzenia... Tymczasem dzięki tej lekcji był zdolny zaakceptować to wszystko. Milcząc. Bo tego się nauczył.

* - Dop. wł., natomiast dlaczego tak napisałem - zobacz serię [PIEKŁO W BIBLII]
** - Zob. post [JÓZEF, OJCZYM JEZUSA]